14 sierpnia 2019

Pan Paweł stracił 100.000 zł na „bezpiecznej” inwestycji w obligacje i oskarża Citi Handlowy o misselling. Co bank na to?

Doradca nie przekazał informacji o problemach GetBack, które z pewnością zniechęciłby do inwestycje w obligacje spółki. Wręcz przeciwnie – zachwalał obligacje jak alternatywę dla bankowej lokaty. A co najgorsze – żeby móc wcisnąć obligacje – namówił do zmiany profilu inwestycyjnego na mniej konserwatywny – wylicza pan Paweł, który walczy z bankiem Citi Handlowy o odzyskanie zainwestowanych 100.000 zł. Bank uważa, że proces sprzedaży był zgody z procedurami, a klient świadomie zainwestował w ryzykowny produkt. Kto tu kręci, a kto mówi prawdę?

Idea Bank systemowo wprowadzał inwestorów w błąd przy sprzedaży feralnych obligacji GetBack – tak niedawno orzekł Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W toku postępowania trwającego od października ubiegłego roku, urzędnicy UOKiK stwierdzili, że pracownicy Idea Bank przekonywali, iż obligacje są tak samo bezpieczne, a nawet bezpieczniejsze niż bankowa lokata, wmawiali klientom, że z zapisem muszą się spieszyć, bo oferta jest limitowana i przeznaczona tylko dla wybranych klientów, co nie było prawdą.

Przez Idea Bank i Polski Dom Maklerski przeszło większość emisji papierów dłużnych GetBack. To właśnie na podstawie skarg blisko pół tysiąca klientów Idea Banku nabitych w obligacje GetBack UOKiK wszczął postępowanie.

Przeczytaj też: UOKiK oficjalnie ogłosił: Idea Bank oszukiwał klientów przy sprzedaży obligacji GetBack. Co ta decyzja oznacza dla poszkodowanych?

Przeczytaj też: UOKiK o sprzedaży obligacji GetBack: zakazane klauzule w umowach, misselling, wprowadzanie klientów w błąd

Ale nie był to jedyny bank, który oferował obligacje GetBack. Propozycję takiego lokowania oszczędności otrzymywali też klienci Citi Handlowego, m.in. pan Paweł, który zainwestował 100.000 zł. Uważa, że – podobnie jak klienci Idea Banku – został przez bank wprowadzony w błąd, a bank dopuścił się missellingu, czyli sprzedaży produktu o ryzyku, którego klient nie akceptuje. UOKiK nie badał wątku sprzedaży obligacji przez Citi Handlowy, bo – jak twierdzi – nie dotarły od niego żadne skargi od klientów tego banku.

Sparzony klient unika ryzyka

Pan Paweł przyznaje, że na finansach się nie zna, a swój profil jako inwestora określiłby jako konserwatywny, czyli nie pchałby się w ryzykowne inwestycje.

„Od wielu lat najważniejszy jest dla mnie warunek ochrony kapitału, nawet kosztem mniejszych zysków. Ten warunek był i jest znany Panu J. [opiekunowi klienta z ramienia Citi – red.] od początku naszej współpracy, tym bardziej, że w przeszłości miałem przykre doświadczenia wynikające z braku ochrony kapitału w inwestycjach, na których straciłem. Pan J. miał tę wiedzę oraz wiedział, że ochrona kapitału jest pierwszą potrzebą, którą mam zamiar zaspokoić w planowanej inwestycji”

– pisze pan Paweł. W lutym ubiegłego roku spotkał się ze swoim opiekunem w Citibanku – panem J. Ten miał mu zaproponować zainwestowanie pieniędzy w obligacje GetBack. A reklamował je m.in. jako „najlepszą relację inwestycji do zysków” czy „atrakcyjną alternatywę do lokaty długoterminowej”.

„Podczas spotkania zadałem Panu J. pytanie, które zawsze zadaję wszystkim, którzy mi cokolwiek oferują, szczególnie w branży, na której merytorycznie nie znam się: czy jest coś, czego Pan nie powiedział, a powinienem wiedzieć przed podjęciem decyzji? Odpowiedź była jednoznaczna, że nie ma nic istotnego co nie zostało powiedziane.”

Ale mój czytelnik twierdzi, że na tym etapie wiadomo już było o wydarzeniach, które mogły poddawać w wątpliwość wiarygodność GetBack, a przynajmniej powinien o niech wiedzieć doradca w banku. Chodzi np. o to, że spółką interesowały się ABW i prokuratura, że kurs akcji spółki topniał, że firma nie opublikowała sprawozdań za 2017 r.

Pan Paweł uważa, że doradca zataił przed nim te informacje. Gdyby je ujawnił, klient nie zdecydowałaby się zainwestować pieniędzy w obligacje GetBack. A tak ostatecznie czytelnik wpompował w nie 100.000 zł.

Przeczytaj też: To miały być idealne lokaty oszczędności „pod emeryturę”. Wartość rynkowa gigantów polskiej energetyki w cztery lata spadła o 40%! Ile w tym winy polityków?

Przeczytaj też: Ależ wojna nerwów! Płacili 300 zł, potem 800 zł, a teraz… okrągły 1000 zł za rezygnację z konta, karty, ubezpieczenia. To cena zniszczonego zaufania. Może nieostateczna

Najpierw zmiana profilu, potem inwestycja

Z relacji pana Pawła wynika, że doradca nie mógł mu sprzedać obligacji z uwagi na zbyt konserwatywny profil ryzyka. Określony kilka miesięcy wcześniej profil miał poziom „P2”. Żeby zainwestować w obligacje, pan Paweł potrzebował oceny o jeden poziom wyższy, czyli „P3”.

„Dowiedziałem się, że to tylko formalność – czynność administracyjna – inaczej nie będę mógł na tym zarobić. Wobec powyższego Pan J. wypełniał odpowiednie rubryki, informując mnie jakie informacje zostają w nich umieszczone. Chodziło o to, by finalnie z ankiety wyszedł profil P3. Po wydrukowaniu podpisałem dokument nie skupiając się na jego treści – mając zaufanie do Pana J. Tego samego dnia został wykonany do mnie telefon z biura maklerskiego, finalizujący zakup obligacji firmy Getback”

Podsumowując: pan Paweł zaufał doradcy, nie usłyszał od niego żadnych niepokojących sygnałów na temat GetBack, wciśnięto mu produkt, który nie był dopasowany do jego „apetytu na ryzyko”, a na dokładkę został namówiony do zmiany profilu ryzyka – na mniej konserwatywny.

„Uważam, że zostałem świadomie wprowadzony w błąd – proces sprzedaży obligacji firmy GetBack jest w mojej ocenie typowym przykładem misselingu”

– mówi pan Paweł. Złożył w banku reklamację, ale dostał odpowiedź odmowną. Poprosił więc o interwencję Rzecznika Finansowego (do tego zaraz wrócę).

Bank: nie mamy sobie nic do zarzucenia

Zapytałem Citi Handlowy, czy ma pewność, że w procesie sprzedaży obligacji GetBack postępował jak należy. Bank zapewnia, że w toku wyjaśniania reklamacji złożonych przez klienta, ustalenia banku w tej sprawie nie potwierdziły nieprawidłowości zgłoszonych przez niego, w tym zarzucanego misselingu.

„Oferta związana z obligacjami spółki GetBack i przyjęcie zlecenia nabycia od klienta nastąpiły na podstawie dokumentów zatwierdzonych przez instytucje zajmujące się oceną i dopuszczeniem obligacji korporacyjnych do emisji w ramach oferty publicznej”

Bank podkreśla, że klient złożył zapis na obligacje telefonicznie, za pośrednictwem Domu Maklerskiego Banku Handlowego, po upływie kilku dni od spotkania z opiekunem klienta. Z kolei zlecenie zapisu poprzedzone jest przyjęciem od klienta oświadczeń potwierdzających, że zapoznał się z opisem warunków obligacji i wiążącymi się z tym ryzykiem.

„Klient podczas składania zlecenia nabycia obligacji i pytań o akceptację ryzyk opisanych w dokumentacji nie wnosił dodatkowych uwag”

– informuje bank. Czyli mamy tu do czynienia ze starą bankową śpiewką: skoro klient podpisał, to znaczy, że przeczytał i świadomie podjął decyzję. Warto jednak w tym miejscu podkreślić, że klienci, którzy kupili obligacje za pośrednictwem Idea Banku, też podpisywali papiery, ale UOKiK wziął pod uwagę fakt, że wcześniej byli wprowadzani w błąd przez doradców.

Przeczytaj też: Miała być rewolucja i darmowe konta za zero dla milionów Polaków. Minął rok i… sprawdziłem w bankach efekty. Rzeczywiście, jest prawie zero

Przeczytaj też: Twisto jesienią pójdzie na wojnę z Revolutem. Pojechałem do Czech i sprawdziłem, czy ta aplikacja ma szansę zachwycić Polaków

Citi Handlowy zaprzecza też jakoby doradca pana Pawła rekomendował mu zakup obligacji. Ma o tym świadczyć – zdaniem banku – fakt, że na spotkaniu z doradcą nie złożył zlecenia nabycia, decyzję podjął później, czyli miał czas na zapoznanie się z dokumentacją oferty.

Czy to oznacza, że bank uznałby reklamację za zasadną, gdyby pan Paweł zlecił zakup obligacji podczas spotkania z doradcą?

Citi: nie ma mowy o missellingu

Jak bank tłumaczy się z oskarżeń klienta o to, że doradca na siłę zmienił jego profil inwestycyjny, żeby tylko móc sprzedać mu feralne obligacje? Z informacji banku wynika, że pan Paweł zmienił profil w lutym 2018 r. Miesiąc później telefonicznie miał się z nim kontaktować przedstawiciel banku z pytaniem o przyczyny i okoliczności aktualizacji profilu ryzyka.

Pan Paweł miał potwierdzić, że do zmiany ryzyka doszło i nie zgłaszał wątpliwości dotyczących przebiegu tego procesu, co robi obecnie, czyli utrzymuje, że zmian dokonał doradca bez konsultacji z klientem.

„Elementem formularza dotyczącego badania wiedzy klienta o instrumentach finansowych było m.in. pytanie o ryzyko niewykupienia obligacji przez emitenta, skutkujące nieotrzymaniem wartości nominalnej obligacji przez inwestora. Klient pisemnie potwierdził zrozumienie tego ryzyka. Zwracamy również uwagę, że profil klienta przed dokonaniem zmiany zakładał ponoszenie ryzyka inwestycyjnego. Klient przez 10 lat współpracy z bankiem wybierał różne produkty inwestycyjne, także te obarczone ryzykiem”

– tłumaczy bank. To prawda, ale pan Paweł podkreśla, że stracił sporo na tych inwestycjach i dlatego woli dziś chronić kapitał kosztem potencjalnych zysków.

Mój czytelnik zauważa też, że w przypadku zmiany profilu ważna jest chronologia. Propozycję zmiany profilu dostał dopiero po przedstawieniu oferty, a przecież powinno być odwrotnie: najpierw bank sprawdza profil ryzyka, a dopiero później rekomenduje klientowi produkty, które są dopasowane do akceptowanego ryzyka.

„Zmiana profilu ryzyka została przedstawiona przez Pana J. jako czynność czysto administracyjna. Nie były mi zadawane żadne pytania – Pan J. wypełnił przy mnie stosowny formularz i poprosił o jego podpisanie. Mając zaufanie do banku oraz Pana J., podpisałem – w końcu nie jestem specjalistą od rynku finansowego i dlatego ufam fachowcom”

– pisze pan Paweł. Twierdzi, że od doradców klienta w innych bankach dowiedział się, że raczej nie zdarza się, by profil inwestycyjny klienta zmieniano w tak krótkim odstępie czasu jak w jego przypadku.

Przeczytaj też: Citibank jednak sprawdza, czy prawidłowo informował klientów o prowizji za doładowanie Revoluta. Za to Arbiter Bankowy utkwił w mrokach średniowiecza

Przeczytaj też: „Uzupełnij dane, albo zamkniemy ci konto”. Kolejni przedsiębiorcy skarżą się na praktyki mBanku. Dlaczego bank tak się zachowuje? I czy inne banki też tak będą?

Bank coś sprzedaje, ale nie wie co?

Citi Handlowy odpiera też zarzuty o to, że pan Paweł nie został poinformowany o problemach GetBack.

„Takie działanie nie wchodzi w zakres żadnej usługi świadczonej przez bank i oczekiwanie to jest nieuzasadnione”

– wyjaśnia bank. Czyżby Citi Handlowy przyznawał się do tego, że coś sprzedaje, ale nie interesuje go, co dokładnie? W odpowiedzi banku czytam:

„Obligacje GetBack posiadały ocenę renomowanych agencji ratingowych takich jak Fitch czy S&P. Fitch wydał w styczniu 2018 r. ocenę B+, a EuroRating do kwietnia 2018 r. utrzymywał ocenę BB z perspektywą stabilną. Rating na tym poziomie oznacza wystarczającą zdolność do obsługi zobowiązań w przeciętnych lub sprzyjających warunkach gospodarczych oraz wysoki lub średni poziom odzyskania wierzytelności w przypadku wystąpienia niewypłacalności. Należy pamiętać, że z dotychczasowych informacji wynika, że w GetBack dochodziło do nieprawidłowości wewnątrz spółki, o których rynek nie był informowany.”

Rzecznik Finansowy: bank wprowadził klienta w błąd

Pan Paweł poskarżył się też Rzecznikowi Finansowemu, a ten uznał, że bank wprowadził klienta w błąd. W opinii RF czytam:

„Stan faktyczny opisany przez Pana wskazuje, że działania Banku nie ograniczały się jedynie do informacji o możliwości nabycia obligacji GetBack., a miały niejednokrotnie charakter rekomendacji (doradztwa) i oferowania nabycia obligacji.”

Zdaniem RF, podkreślanie przez bank, że jedynie informował, że ma w ofercie taki produkt, jest wysoce wątpliwe i jest to próba zwolnienia się przez bank z odpowiedzialności w zakresie stosowania nieuczciwych praktyk – oferowania produktów niedopasowanych do potrzeb klienta, czyli missellingu.

Rzecznik Finansowy podkreśla, że istotne znaczenie przy podjęciu decyzji o zainwestowaniu w obligacje GetBack miał również fakt, że pan Paweł zaufał doradcy i bankowi jako instytucji zaufania publicznego, co „zniekształciło zdolność świadomej oceny i wyboru produktu finansowego”.

Pan Paweł uważa, że został oszukany, Citi Handlowy – że klient wiedział o ryzyku i świadomie zainwestował w obligacje GetBack. Słowo przeciwko słowu. Kto mówi prawdę, zapewne oceni sąd.

Ale w tej sprawie jest jeszcze jeden ciekawy wątek. Pan Paweł chciał skonfrontować swoją wersję wydarzeń z doradcą J., ale ten nagle rozstał się z bankiem i jest nieosiągalny w mediach społecznościowych.

Pan Paweł nie jest jedyną osobą, która zainwestowała w obligacje GetBack za pośrednictwem Citi Handlowego. Mam kontakt z osobami, które również czują się wprowadzone w błąd przez bank. Do tej sprawy zapewne wkrótce wrócę.

 

14
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
7 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
AdamSomniosusAdamanonymoussomeone Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
obatel
Gość
obatel

Kiedy ludzie nauczą się zasięgać opinii o produkcie u kogoś niezależnego, zamiast u sprzedawcy? Doradca finansowy, który sprzedaje produkt, nie jest doradcą finansowym a sprzedawcą.

Jarosław
Gość
Jarosław

To będzie trwało tak długo jak banki będą nam wmawiały że są instytucjami zaufania publicznego a nie zwykłymi sklepikami z pieniędzmi.

Adam
Gość
Adam

Banksterka w Batustanie śmie wspomnieć o zaufaniu publicznym, to tak jakby od Pań z najstarszą profesją świata oczekiwać, iz mają cnotę!!! Dobry żart, aż mi humor poprawiłeś! THX

Bruno
Gość
Bruno

Panie Redaktorze! Jak zwykle można na Pana liczyć. Jestem Pana stałym czytelnikiem i jak obserwowałem ostatnie działania wokół GetBack, brakowało mi Pana głosu. Natknąłem się ostatnio na ciekawy film na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=YYHbxwnnB20&feature=youtu.be Tam, na podstawie materiałów ogólnodostępnych wykazano, że bankierzy skosili prowizje na ~150 mln zł (co w skali przekrętów preziów getBacku na prawie 4 mld jest szokująco niską kwotą). Biorąc pod uwagę, że wiemy co nieco o Idea Banku zastanawiałem się jaka skala była w innych podmiotach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że z Idea Banku zrobiono kozła ofiarnego. Mam wrażenie, że organy nadzoru działają w tej sprawie coraz bardziej… Czytaj więcej »

Janusz_z_wąsem_wyborca pis
Gość
Janusz_z_wąsem_wyborca pis

Inwestować własne sto tys. na podstawie porady jakiegoś krawaciarza z banku? Moi koledzy z elektoratu PiS są tak samo zdumieni jak ja

Maciej Samcik
Admin

Elektorat pozostalych partii też się zadumał 😉

anonymous
Gość
anonymous

Wasz elektorat może inwestować co najwyżej po 500zł miesięcznie pod warunkiem że nie przepije tych pieniędzy.

Don Q. 🧛
Gość
Don Q. 🧛

Pan J. wypełniał odpowiednie rubryki, informując mnie jakie informacje zostają w nich umieszczone. Chodziło o to, by finalnie z ankiety wyszedł profil P3. Po wydrukowaniu podpisałem dokument nie skupiając się na jego treści

— ciekawe, czy testy gimnazjalne i maturalne pan Paweł sam wypełniał, czy tylko podpisał się pod już wypełnionymi? A z pracą magisterską jak było?

Esste
Gość
Esste

A ja się zastanawiam, kiedy ludzie zaczną używać mózgu. Jeśli pan Paweł nie zastanawia nad tym, że ktoś go namawia na zmianę profilu ryzyka, gdzie wyraźnie jest napisane, że produkt nie jest przeznaczony dla danego niego – to o czym tu mówimy. I to w przypadku osoby, która uważa że straciła na poprzednich inwestycjach. Może jeszcze trzeba było check inblanco wypełnić. To samo się tyczy frankowiczów. Ja rozumiem, że jakaś niewykształcona osoba mogła zostać namówiona na wzięcie kredytu hipotecznego, bo inaczej nie miałaby zdolności. Ale jeśli ktoś się kredytuje pod korek, bo zamiast 100 mieszkania chce kupić 150-metrowe, to o… Czytaj więcej »

someone
Gość
someone

Dokładnie właśnie po to powstały ankiety definiujące profil inwestora! Jeśli ktoś je olewa to w moim mniemaniu sam prosi się o kłopoty. Tym bardziej ze wypełnienie ankiety jest obowiązkowe.

oli
Gość
oli

Wiadomo ze to był przekręt.Ciekawe czy doradca i bank nie wzieli wiekszej prowizji ze sprzedaży niż miał klient dostać z odsetek .Wtedy nie było by żadnych juz wątpliwości że to wałek.

Adam
Gość
Adam

Dla mnie to zwykła kradzież w białych rękawiczkach!!! I jeszcze później śmią bredzić, iż są instytucjami zaufania publicznego!!!

Somniosus
Gość
Somniosus

Schemat rozmowy z „doradcą” bankowym jest zawsze ten sam:
– Dzwoni „doradca” z banku:
Chciałbym porozmawiać o wspaniałych możliwościach inwestowania w naszym banku.
– Ja:
Słucham, rozmawiajmy.
– „Opiekun”:
Ale nieee, to trzeba osobiście, w cztery oczy.
– Ja:
To może proszę przesłać ofertę mailem
– „Opiekun”:
Ale nieee, to trzeba osobiście, w cztery oczy

„Doradca” ma żelazną zasadę: po obietnicach gigantycznych zysków i bezpieczeństwa kapitału nie może pozostać żaden materialny ślad.

Adam
Gość
Adam

Napiszę prawdę to zaraz „osły jedne mnie minusują”, iż Banksterka działa w białych rękawiczkach a nasze Państwo w kwestiach prawnych to Batustan 😀 I zdania nie zmienię istnieje tylko państwo teoretycznie i to tylko dla najbogatszych!!!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss