Nowy sposób walki z kryzysem pandemicznym: dostaniesz od rządu pieniądze „za darmo”, ale jeśli nie wydasz ich za dziesięć dni – przepadają. Czy to ma sens?

Nowy sposób walki z kryzysem pandemicznym: dostaniesz od rządu pieniądze „za darmo”, ale jeśli nie wydasz ich za dziesięć dni – przepadają. Czy to ma sens?

W Polsce udało się uniknąć takiej katastrofy gospodarczej, jaka stała się udziałem państw rządzonych przez nieodpowiedzialnych przywódców, lekceważących Covid-19. Ci, których dramat dotknął najbardziej, szukają sposobu na podniesienie się z kryzysu. Pomysły są coraz odważniejsze. Ostatnio padła propozycja, by każdemu wypłacać niemałą kasę na dwa tygodnie, ale ze zobowiązaniem, że… musi te pieniądze wydać w ciągu 10 dni. Czy to ma sens?

Dwa sposoby są stosowane w walce z gospodarczymi konsekwencjami koronawirusa. Pierwszy to przekazywanie pieniędzy właścicielom firm na utrzymanie miejsc pracy. Na tej zasadzie działają np. nasze tarcze antykryzysowe. Kto nie zwolnił ludzi, dostaje częściową refundację jego składek ZUS oraz rząd pokrywa większość jego pensji.

Zobacz również:

Drugi sposób polega na wkładaniu pieniędzy do rąk konsumentów, by ożywić ich popyt, zniszczony podczas lockdownu. W tej kategorii największym impulsem w Polsce był słynny, lecz niehitowy bon turystyczny, który można wykorzystać tylko w kraju. W Niemczech poszli dalej: zaoferowali konsumentom dopłaty do zakupu samochodów ekologicznych oraz obniżyli VAT, żeby obniżyć ceny towarów w sklepach.

Czeki stymulacyjne trafiają do konsumentów, a PKB tonie. Co poszło nie tak? Dlaczego pieniądze nie pracują?

Wśród pomysłów są też dopłaty bezpośrednie dla obywateli. Część mieszkańców Hiszpanii otrzymuje coś w rodzaju comiesięcznego dochodu podstawowego, żeby mieli pieniądze na zakupy. Z kolei w USA wprowadzono na kilka miesięcy (bodaj do sierpnia) 600-dolarowy, cotygodniowy dodatek do zasiłku dla bezrobotnych oraz jednorazowy, 1200-dolarowy czek do wydania w sklepach.

Według niektórych szacunków aż dwie trzecie pracowników zwolnionych z pracy otrzymywało dzięki dodatkowemu zasiłkowi więcej pieniędzy, niż zarabiali przed zwolnieniem. Trochę pomogło, aczkolwiek spadek PKB w drugim kwartale w USA był koszmarny. W porównaniu z Polską, gdzie mamy niecałe 9% spadku PKB w skali roku i traktujemy to w kategoriach bezprecedensowego kryzysu, amerykański zjazd gospodarczy to prawdziwy dramat. Takie były prognozy…

… a taka rzeczywistość. Pierwszy wykres poniżej pokazuje spadek gospodarki amerykańskiej po dwóch kwartałach 2020 r., zaś drugi – o ile lat cofnęła się zamożność najpotężniejszego światowego mocarstwa.

To cena, którą Amerykanie płacą za zbyt późne i niekonsekwentne „zamrożenie” kraju. W kraju 10-krotnie ludniejszym, niż Polska, zakaziło się ponad 7 mln ludzi, zaś zmarło 204.000. W Polsce mamy niecałe 2.500 ofiar.

Amerykański Kongres zastanawia się nad kolejną edycją pakietu stymulacyjnego – czyli znów być może wypłaci 1.200 dolarów każdemu Amerykaninowi (a tak naprawdę jednym trochę więcej, innym trochę mniej – w zależności od wykazanych w PIT dochodów i sytuacji rodzinnej). Nowy plan pomocowy może mieć wartość nawet 3 bilionów dolarów.

Wydaje się, że do wypłaty dojdzie, bo widać, że pierwszy pakiet stymulacyjny (sfinansowany za „wydrukowane” przez amerykański bank centralny dolary) nie dał pełnego sukcesu. Spadek sprzedaży detalicznej nie został całkiem zneutralizowany…

Późną wiosną nastąpił co prawda wzrost sprzedaży detalicznej i wydatków konsumenckich, a dochody do dyspozycji osób fizycznych były w czerwcu o 6% wyższe, niż w lutym – pomimo ogromnego wzrostu bezrobocia – ale w sierpniu skończyły się pieniądze pompowane Amerykanom do kieszeni i stało się jasne, że odłączenie od portfeli „finansowego respiratora” oznacza poważne kłopoty z oddychaniem.
Garść danych o sytuacji gospodarki USA macie w poniższych tabelkach.

A może wypłacać po 1.000 dolarów co dwa tygodnie? Jak nie wydasz od razu – kasa przepada

Jak ratować sytuację? W USA pojawiają się pomysły całkiem niestandardowe. Np. taki, żeby wypłacać po 1.000 dolarów dwutygodniowej „pensji” każdemu Amerykaninowi. Ale takiej „pensji”, którą musiałby w ciągu 10 dni wydać. Inaczej pieniądze by przepadały.

Zgłosił go Mark Cuban, ekscentryczny miliarder i właściciel klubu Dallas Mavericks. Program miałby obowiązywać przez dwa miesiące, a więc wypłaty wynosiłyby łącznie 4.000 dolarów. Cuban argumentuje, że podejście „wykorzystuj albo strać” zmieniłoby podejście ludzi do zakupów.

„Ludzie nie są pewni swojej przyszłości, więc zamiast wydawać pieniądze, oszczędzają” – mówi. I ma rację. Według US Bureau of Economic Analysis w kwietniu stopa oszczędności amerykańskich gospodarstw osiągnęła rekordowy poziom (16%, o ile dobrze pamiętam).

Cuban uważa, że kiedy „przymusowy” pieniądz zacznie płynąć do firm, to będą one musiały przywracać pracowników do pracy, żeby obsłużyć popyt. Kosztowałoby to pewnie coś a la „duże” kilkaset miliardów dolarów, ale pomysłodawca tej koncepcji twierdzi, że część z tej kwoty wróci do państwa w podatkach. Przyjęty w marcu plan stymulacyjny dla gospodarki – zawierający płatności dla ludzi, ale i pomoc dla przedsiębiorstw – miał wartość 2 biliony dolarów.

Czytaj też: Jest tarcza antykryzysowa, jest tarcza finansowa, ale w sklepach wciąż pustawo. Bo brakuje trzeciej tarczy – konsumenckiej

Trzy ryzyka planu Cubana. Bardzo poważne ryzyka

Wątpliwości? Są trzy. Po pierwsze: czy na pewno – jak chce Cuban – pieniądze miałyby być do dowolnego wykorzystania (mogłoby to zdestabilizować gospodarkę, zachwiać równowagą rynkową i spowodować coś w rodzaju „baniek spekulacyjnych” jeśli chodzi o niektóre towary).

Po drugie: czy to nie jest „przepalanie” pieniędzy. Owszem, wszystkie banki centralne „drukują” dziś pieniądze, biorąc pod uwagę ryzyko inflacji. Ale co innego zainwestować te „wydrukowane” pieniądze w nowe miejsca pracy, a co innego przetworzyć na produkcję lodówek i pralek. Po trzecie: czy tego rodzaju płatności powinny dotyczyć wszystkich Amerykanów, czy też tylko tych niezamożnych. Dawanie dodatkowych pieniędzy tym zamożnym niekoniecznie zachęci ich do wydatków.

Jest też wątpliwość natury strategicznej. Część ekonomistów uważa, że przekazywanie konsumentom żywej gotówki nie pobudziło do tej pory gospodarki w takim stopniu, żeby można było do powtórzyć na większą skalę i z większym rozmachem.

Think-tank Kellogg Insight opublikował wyniki badań przeprowadzonych m.in. wspólnie z uniwersytetami Columbia i Chicago. Okazało się, że podejście ludzi do „stymulusu” zależało od tego, ile pieniędzy ludzie mieli w banku. Osoby, które miały 3.000 dolarów lub więcej na swoich kontach bankowych nie zareagowały na pojawienie się czeku stymulacyjnego. Pieniądze wylądowały w banku i nie pobudziły gospodarki.

Z drugiej strony, ci, którzy na kontach mieli osad w wysokości 500 dolarów lub mniej, wydali prawie połowę „prezentu” – a dokładnie 44,5 centa z każdego dolara – w ciągu 10 dni. I tylko ta część „płatności” rządu amerykańskiego dla konsumentów wróciła do gospodarki.

Innym odkryciem było to, że ludzie używali czeków stymulacyjnych do płacenia za żywność, domowe rachunki i rat kredytów. Pieniądze prawie w ogóle nie były wykorzystywane do zakupu dóbr trwałych, takich jak elektronika, meble czy samochody oraz na usługi. A to właśnie te części gospodarki najbardziej cierpiały. Sklepy spożywcze i producenci żywności by się bez tych pieniędzy obyli.

Nota bene w Polsce mamy podobny problem z tarczami antykryzysowymi. W danych NBP widać ponadprzeciętnie duży wzrost wartości depozytów przedsiębiorstw, co oznacza, że część rządowej pomocy nie trafiła do pracowników, czyli do konsumentów, tylko została w bankach.

Tutaj: Świetna i kompleksowa analiza deloitte o sytuacji amerykańskiej gospodarki (korzystałem m.in. z niej przy pisaniu tego tekstu)

Pieniądze „za darmo”. To się musi źle skończyć? A może… nie musi?

Czy zatem warto wystrzeliwać w kosmos – a właściwie do gospodarstw domowych – setki miliardów dolarów, co w przyszłości może obniżyć realną wartość oszczędności i pensji wszystkich Amerykanów (poprzez inflację)?

Trzeba powiedzieć, że coraz dziwniejsze są pomysły na ratowanie gospodarki. I coraz bardziej zbliżają się do idei dochodu podstawowego, czyli płacenia ludziom „pensji” za to, że są, niezależnie od wykonywanej przez nich (lub nie) pracy. Jest to nieco demoralizujące – bo uniezależnienie dochodu od pracy rozwala cały system wartości motywujący ludzi do wysiłku, innowacji i postępu.

Ale z drugiej strony zwolennicy tego rodzaju metod mówią, że nie ma szybszego sposobu na wpompowanie pieniędzy do gospodarki. Tradycyjne metody, takie jak tani kredyt (obniżamy stopy procentowe, ludzie idą po tani kredyt, a potem na zakupy), czy niskie podatki (ludziom zostaje trochę więcej pieniędzy w portfelach, więc idą na zakupy) wychodzą z mody.

Te nowe sposoby, polegające na wkładaniu ludziom bezwarunkowej gotówki do kieszeni, mają szansę zadziałać najszybciej, to fakt. Ale mogą też mieć potężne skutki uboczne – pchnąć pieniądze tam, gdzie niekoniecznie będą efektywnie wykorzystane. A mówimy o tak gigantycznych pieniądzach, że każdy błąd strategiczny oznacza ryzyko bankructwa słabszego kraju, bądź zbiednienia obywateli kraju potężnego – bo przecież to wszystko trzeba finansować z długu albo z druku pieniądza.

zdjęcie tytułowe: Unsplash

Subscribe
Powiadom o
27 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kamil
1 miesiąc temu

A. Gdy B. Bernanke odświeżył nieco zapomnianą dewiację zwaną „helikopter money” to weszła ona do świadomości powszechnej, właśnie jako dewiacja i mrzonka. Ten termin zaczął się złe kojarzyć. Tutaj mamy helikopter money w najczystszej postaci, ale termin nie pada — jakoś media ostatnio rozdzieliły źle się kojarzący HM od dochodu podstawowego, czy tego co tu opisano. B. 1000 dolarów to nie są nawet dwie butelki zachęcał Blanc, więc wydać można bez problemu 😉 C. A może by tak zamiast wiecznego pomagania pokrzywdzonym przez los nieudacznikom, to dać te pieniądze tym, którzy sobie poradzili? Zastosować kryterium dochodowe od powiedzmy 72 tys.… Czytaj więcej »

floridian
1 miesiąc temu
Reply to  Kamil

Coś podobnego już jest. Nazywa się „Earned Income Credit,” gdzie niżej zarabiający otrzymują raz do roku jednorazową wypłatę od skarbu państwa na podstawie wypełnionego PITu. Wynosi to ok $6000 na rodzinę 2+2, która ma dochód roczny poniżej 53 tys USD. Dostają go tylko ci co pracują.

Kamil
1 miesiąc temu

*Cheval Blanc — słownik wie lepiej.

anonymous
1 miesiąc temu

Panie Macieju, przecież polska też jest rządzona przez nieodpowiedzialnych przywódców, lekceważących Covid-19. Najpierw wyśmiewali maseczki i zamykanie granic a dopiero potem przestali „lekceważyć” gdy zorientowali się że covid można użyć jako narzędzie prześladowania społeczeństwa. Ponadto żeby doszło do katastrofy gospodarczej to w jej przeddzień musi być dobrze. Katastrofa nie wydarzyła się głównie dlatego że nie bardzo miało co upaść.

Sosna
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

„zamrożenie gospodarki wprowadzili just in time”
Panie Redaktorze, może Pan uzasadnić tę tezę? Dlaczego zamrożenie gospodarki przy stu przypadkach dziennie było „just in time”, a nie zamrażamy jej przy 1,3 tys. przypadkach dziennie?

Grzegorz
1 miesiąc temu
Reply to  Sosna

W pietwszym przypadku nie było wiadomo co to będzie i służba zdrowia nie wydoli = trzeba będzie wybierać kogo leczyć i to leczyć na czuja.

W drugim jest wiadomo jak wirus się rozprzestrzenia i lepiej żeby służba zdrowia nie wydoliła w dłuższym terminie (powikłania i trudne przypadki) niż ludzie zaczęli umierać z głodu bo nie mają pracy.

Andreo
1 miesiąc temu
Reply to  anonymous

Pierwsze zdanie artykułu zniechęciło mnie do przeczytania reszty i skoczyłem do komentarzy zobaczyć czy ktoś też zwrócił na to uwagę. Pomijam już fakt nibyteoriispiskowej o celowej manipulacji covidem w celu zniszczenia gospodarek i pogłebienia przepaści między panami i niewolnikami. Używanie na tak szanownym blogu określenia „nieodpowiedzialni przywódcy lekceważący covid” to jakiś niesmaczny żart skoro już wiemy, że wirus jest skrajnie nieszkodliwy. No ale reklama czyni cuda.

Maciuś
29 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Covid-19 jest skrajnie nieszkodliwy i to Ty nie kozacz Redaktorze, bo takie są realia. Miałem wrażenie że ludzie którzy się czegoś dorobili i mają szeroką wiedzę w wielu aspektach życia dysponują umiejętnością selektywnego odbioru informacji z mediów.

krzyszp
27 dni temu
Reply to  Maciuś

Zaplułem monitor kawą, jesteś mi winien za czyszczenie.
Podziwiam ludzi, którzy dają się nabrać taniej propagandzie na „choroby współistniejące” dla których 30 ofiar śmiertelnych dziennie oznacza „skrajną nieszkodliwość”…

Ciekawe jest to, że mając dostępną wiedzę całej ludzkości w telefonie ludzie nadal są takimi głupcami nieumiejącymi ogarnąć szerszej perspektywy…

Radek
1 miesiąc temu

czy tego rodzaju płatności powinny dotyczyć wszystkich Amerykanów, czy też tylko tych niezamożnych?

Wydaje mi się, że odpowiedź została już zamieszczona w artykule. Ludzie w zależności od kondycji finansowej wydają pieniądze w różny sposób. Najbiedniejsi wydadzą niemal od razu, zamożniejsi przezornie oszczędzają. Gdy pieniądze będą przepadać, to zaczną wydawać pieniądze na rzeczy „ekstra”: nowy iPhone, nowy ekspres do kawy, nowy TV, zamawianie jedzenia do domu, taksówki, inni zaś znowu najmą ogrodnika, kogoś do sprzątania domu itp. czym pobudzą te gałęzie gospodarki, z których biedni nie korzystali i nie będą.

Adrian
1 miesiąc temu

Szkoda, że nikt nie myśli o tych zapobiegliwych zawczasu ludziach, którzy mieli oszczędności w walucie. Takie działanie je poprostu zniszczy w dłuższym terminie, niejako udowadniając, że zamiast oszczędzać to lepiej konsumować i w razie dekoniunktury ustawić się w kolejce po swoją dole

Pan Krzysztof
1 miesiąc temu

Kiedyś gospodarka służyła ludziom. Dzisiaj w erze nieustannych wzrostów ludzie mają służyć gospodarce, która ma rosnąć. Politycy pie…lą o ekologii, a sami lansują produkcję dla samej produkcji i konsumpcję dla samej konsumpcji, bo od tego zależy wysokość haraczu z podatków i pozycja przy korycie. Nie interesują ich potrzeby ludzi, tylko wzrost PKB. To jest nienormalne. Kiedyś utoniemy z tej górze śmieci i tandetnych produktów.

Radek
1 miesiąc temu
Reply to  Pan Krzysztof

Kiedy i gdzie gospodarka służyła ludziom?

Aleksander
1 miesiąc temu

Genialne. Jeśli ktoś ma zamiar wywindować szybko inflację.

adre
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

To nie tak do końca – po pierwsze zmiana kursy dotyczy nie tylko emerging (choć fakt, że w ponadproporcjonalnym stopniu), po drugie bilans handlowy USA jest mocno ujemny.

bbt
1 miesiąc temu

Może niech dadza ludziom prace – dobrze platna – to pewność przyszłości zwiększy wydatki.
Niech ludzie sprzątają drogi – tylu wystrzelonych opon na poboczach nigdzie jeszcze nie widziałem.
Sadzą kwiaty i drzewa, zbierają śmieci po lasach (choć może u nich nie ma akurat tego problemu).

floridian
1 miesiąc temu

Te dane, które Szanowny Redaktor wziął z tabelek zawartych w raporcie Deloitte dotyczące USA trochę do siebie nie pasują. Wykres to dynamika sprzedaży, która poza dobrami trwałymi spadła niewiele bo ludzie kupują na internecie, natomiast podkreślone czerwoną linią są zasoby finansowe netto gospodarstw domowych. Wykres dotyczy więc tylko linii 2-4 w tabelce (dotyczacych dóbr trwałych i nietrwałych, gdzie spadek był stosunkowo niewielki, oraz usług gdzie był on bardzo dotkliwy). Przeczy to konkluzji autora na końcu artykułu powołujacego się na inne dane, że ludzie nie kupowali mebli, elektroniki, lub samochodów. Jeśli chodzi o elektronikę i artykuły gospodarstwa domowego to wszystkie rekordy… Czytaj więcej »

krzyszp
27 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W punkt.

Podobnie jak większość pracujących singli i te małżeństwa, w których rozsądek bierze górę nad potrzebą prokreacji…

Jacek12
1 miesiąc temu

Czy w Polsce ktokolwiek łudzi się, że pieniądze w przypadku „Helicopter Money” dostaną WSZYSCY? Albo chociaż pracujący wyciągając pensję powyżej 4000 brutto? Marzenia ściętej głowy. Osoby zarabiające ponad 4k brutto nie głosują na PiS.

erdwa
24 dni temu

Od lat piszę że od tego ile mam pieniędzy w kieszeni nie zależy to ile pralek czy lodówek kupię w ciągu roku. Nie kupię też 13 bułek na śniadanie zamiast dwóch jak do tej pory. To idiotyzm. Poszukiwanie na siłę wzrostu gospodarczego mając jednocześnie deflację (strefa Euro) to siłowanie się z koniem. Nic z tego nie będzie bo starzejący się ludzie mają tylko jedną zasadniczą potrzebę życiową – zapewnić sobie godziwe życie na starość. Rządy powinny zająć się problemem starzejących się ludzi z bieda-emeryturami i niszczonymi przez banki centralne oszczędnościami emerytalnymi (ujemne realnie rentowności ). Za 20 lat będziemy mieli… Czytaj więcej »

Michał
15 dni temu

Rządy to banda warchlaków… Jedzą tylko kasę, a reszta na to to głosuje… Przynajmniej nikogo nie żal, tak głosujecie tak macie. Zarażajcie się dalej i covida życzyć, a dla normalnych bezobjawowo oby, a nie dla tych patałachów

Jacek
14 dni temu
Reply to  Michał

(…)Przynajmniej nikogo nie żal, tak głosujecie tak macie.(…)
Jak w kwestii epidemiologicznych nie miałem okazji głosować… Polska to nie Szwajcaria.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu