8 września 2017

Nowy patent w wojnie o franki. Klienci w sądach grają va banque. I… czasem nawet wygrywają

Jakkolwiek w sądach walczy o unieważnienie lub odwalutowanie swoich umów pewnie nie więcej, niż 10.000 klientów, to wyniki tych sposób mogą mieć wpływ na setki tysięcy. Rzecz w tym, że dopóki nie ma rozwiązania ustawowego sporu o franki (a wygląda na to, że go w ogóle nie będzie), zaś propozycje polubownego przewalutowania mogą się pojawić tylko dla wybrańców, wielu frankowiczów czeka na wskazówki z sądów właśnie.

Czytaj: Prezydent Andrzej Duda pokazał projekt ustawy dla frankowiczów. Komu przewalutują kredyt? 

Czytaj: To już nie przypadek. Sądy unieważniają kredyty frankowe

Jeśli pojawią się znaczące i decydujące orzeczenia sądów – zwłaszcza Najwyższego – to kolejne dziesiątki tysięcy klientów mogą zdecydować się na tę formę walki z bankami. Sąd Najwyższy ostatnio kilka razy wypowiedział się w sprawach kredytów frankowych, ale nie wydał żadnego „czystego” orzeczenia, z którego wynikałyby jasne wskazówki dla sądów powszechnych w kwestii „jak ma być”. Ale kilka ciekawych uwag rzucił.

Sąd Najwyższy: Kredyt może i zostaje frankowy, ale… jest też stałokursowy

Niedawno mec. Mariusz Korpalski, jeden z najbardziej aktywnych prawników występujących w sporze o franki po stronie konsumentów, relacjonował mi ciekawe uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego, dotyczącego powództwa przeciwegzekucyjnego. Tzn. klient nie walczył o odwalutowanie, lecz chciał „jedynie” zablokować egzekucję komornika w związku z niespłacanym kredytem frankowym zaciągniętym w Bank BPH.

Sąd Najwyższy, kierując sprawę do ponownego rozpatrzenia (w pierwszej instancji wygrał klient, w drugiej bank), uznał iż klauzula uzależniająca wysokość raty od kursu franka ustalanego jednostronnie przez bank jest bezprawna. I że unieważnienie umowy byłoby niekorzystne dla konsumenta, więc trzeba ją utrzymać w mocy (by klient nie musiał natychmiast zwracać całości pożyczki). I że klauzula odsyłająca do kursu sprzedaży banku jedynie „dookreśla” zobowiązanie klienta (czyli umowę da się wykonać bez niej). I że trzeba po prostu ustalić kurs, po którym raty mają być przeliczane na złotówki.

Sąd odrzucił kurs NBP z dnia spłaty kolejnych rat (o takiej opcji mówi art. 358 k.c., ale został wprowadzony do prawa dopiero w 2009 r.) oraz opcję spłacania rat bezpośrednio we frankach (w umowie są dodatkowe klauzule określające, że zapłat rat ma być w złotych). Jako podstawę do określenia „prawidłowego” kursu spłaty zaproponował… średni kurs NBP z dnia wypłaty całego kredytu (w oparciu o art. 41 prawa wekslowego) lub kurs kupna z tabel banku z tego dnia.

Sprawa wróciła do sądu drugiej instancji, ale kto wie czy nie jest to jedna z tych spraw, w której prawomocne rozstrzygnięcie będzie stanowiło jeden z kroków milowych walki zbuntowanych kredytobiorców z bankowcami. Zamiast odwalutowania, unieważnienia umowy lub innych kombinacji (np. zwrotu spreadu) Sąd Najwyższy proponuje przyjąć, że kredyt jest nadal frankowy, zaś klient powinien spłacać raty po kursie wynikającym z prawa wekslowego – czyli stałym, z dnia wypłaty kredytu. Zobaczymy co będzie dalej.

Więcej na temat tego wyroku: czytaj na stronie www.law24.pl

Doświadczenie zawodowe klienta bez znaczenia?

Drugim ciekawym orzeczeniem Sądu Najwyższego jest to, które dotyczy pożyczki „nominowanej” do franka szwajcarskiego w banku Santander Consumer. W tym przypadku sąd – i to chyba pierwsze tego typu spostrzeżenie poczynione na poziomie Sądu Najwyższego – uznał, że dla oceny nieuczciwości klauzul umownych nie może mieć znaczenia „status zawodowy czy stopień rozeznania życiowego konsumenta”.

W tej sprawie chodziło o konsumenta, który jest prawnikiem, kiedyś pracował w banku (ale nie przy kredytach frankowych). Wcześniej tak samo wypowiedział się europejski sąd TSUE w sprawie Costea (C-110/14). Jeśli ktoś z Was ma proces z bankiem i przeciwko niemu wytoczono argument, że był ponadprzeciętnie świadomym konsumentem-specjalistą, warto wyciągnąć ten, bardzo świeży jeszcze, kontrargument. Wyrok z uzasadnieniem jest do ściągnięcia tutaj, sygnatura IV CSK 285/16

To na razie przedbiegi – wyroki w sprawach nietypowych, albo dotyczących jedynie unieważnienia tytułu egzekucyjnego. Wciąż czekamy, aż Najwyższy wypowie się w ramach kasacji od wyroku sądu apelacyjnego dotyczącego unieważnienia umowy bądź odwalutowania kredytu. I stwierdzi czy kredyty frankowe są legalne, czy też nie.

Nowa metoda. Klienci w sądach grają va banque, żeby… uniknąć tego Najwyższego

Nie wiadomo jak długo będziemy czekali, bo klienci coraz częściej taktycznie od czekania na Sąd Najwyższy uciekają. Jeśli klient wygrał w pierwszej instancji i widzi dużą szansę na wygraną w apelacji, to zdarza się, że zmniejsza swoje roszczenia do kwoty niższej od 50.000 zł. To oznacza, że sprawą nie będzie mógł się zająć Sąd Najwyższy, bo on – w ramach kasacji – wypowiada się tylko w sprawach przekraczających ten próg kwotowy.

Dziś przypomnę taką sprawę, którą już opisywałem na samcik.blox.pl, którą klientka wygrała, odbierając przy okazji bankowi szansę na odkręcenie wyroku w Sądzie Najwyższym. Rzecz dotyczyła kredytu denominowanego we frankach, z oprocentowaniem ustalanym decyzją zarządu banku i z luźno określonym spreadem walutowym. Klientka zaskarżyła go w sądzie żądając „odwalutowania”.

Chodziło m.in. o klauzulę dotyczącą spreadu jest nieprecyzyjna, warunki zmiany oprocentowania dawały bankowi zbyt wielką swobodę, zaś naliczane opłaty windykacyjne były pobierane z jej konta „po uważaniu”, a więc też w sposób urągający cywizowanym relacjom bank-klient. Aha, było też ubezpieczenie niskiego wkładu własnego, które bank ściągał z konta, ale od niczego klientki nie chroniło. O, taki pakiecik.

Klientka zażądała wykreślenia niewiążących jej klauzul z umowy i wyliczyła straty związane z ich funkcjonowaniem do tej pory na ponad 54.000 zł. Z tego większość przypadła na niesłuszne wzbogacenie banku z tytułu waloryzowania rat kursem franka (49.000 zł), a jakieś drobne pieniądze na kwestię opłat windykacyjnych (3000 zł) oraz ubezpieczenia niskiego wkładu własnego (2000 zł). Jej zdaniem po wykreśleniu „lewych” zapisów kredyt stał się kredytem złotowym o stałej stopie procentowej.

Więcej o tej sprawie: Sędzia jak kowboj. W tej sprawie poległ nawet Najwyższy

We wszystkich czterech punktach – waloryzacja z nieprecyzyjnym spreadem, możliwości zmiany oprocentowania, nakładanie opłat za windykację oraz ubezpieczenie niskiego wkładu własnego – sąd stanął po stronie klientki. I uznał, że nie jest uprawniony do ingerowania w umowę i że zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (wyrok C-618/10) umowa może obowiązywać dalej bez fragmentów „wygumkowanych”.

Wygrać 49.000 zł i mieć tylko dwie instancje

Mając w ręku taki wyrok pierwszej instancji mec. Agnieszka Sobczyk z wrocławskiej kancelarii K&L Granat i Wspólnicy, która reprezentuje wielu klientów w sporach frankowych z bankami mającymi siedzibę na Dolnym Śląsku, wymyśliła: „Zmniejszmy roszczenie poniżej 50.000 zł, wtedy – w razie korzystnego wyroku – mamy automatycznie prawomocny wyrok, bez możliwości kasacji”. Oczywiście to ryzyko działa w dwóch kierunkach. W przypadku porażki klienta również nie ma się gdzie odwołać. Opisywałem ostatnio przypadek klienta, który tak właśnie został pokonany przez prawników mBanku.

Czytaj też: Klient przegrał proces z bankiem. Apelacji nie będzie. Co dalej?

No i ostatnio się dowiedziałem, że jest już prawomocny wyrok w tej sprawie (XIV C 2126/15 to sygnatura z pierwszej instancji, II Ca
2200/16 – z drugiej). Wyrok prawomocny zapadł 20 lipca 2017 r. Klientka wobec pierwotnej wygranej cofnęła roszczenie o niski wkład własny i opłaty za windykację. Sąd orzekał zatem tylko w odniesieniu do waloryzacji i zmiennego oprocentowania zmienianego uchwałą
zarządu banku.

Sąd oddalając apelację wyjaśnił, że zgodnie z orzecznictwem ETS nie ma podstaw, by modyfikować postanowienia umowy, bądź poszukiwać innych rozwiązań uzupełniających tę lukę. Nie da się więc modyfikować zasad zmiany wysokości oprocentowania. Podobnie zresztą stwierdził w odniesieniu do klauzuli waloryzacyjnej. A że roszczenie klientki niespodziewanie spadło do 49.000 zł, kasacji nie będzie i wyrok jest prawomocny.

źródło zdjęcia: 888 Poker

 

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Nowy patent w wojnie o franki. Klienci w sądach grają va banque. I… czasem nawet wygrywają"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
dw
Gość

Prawo jest po stronie „frankowiczów”, sędziowie nie zawsze 🙁

Mamamija
Gość
Patrząc ostatnio na kurs CHF trudno nie zauważyć, że to dostawca płynności czyli banki ustalają kurs wymiany. Długi czas frank był po 4,2 teraz jest po 3,7. Taki poziom wymiany został bowiem ustalony przez głównych graczy czyli banki. W tej sytuacji trudno mówić o równości stron umowy kredytu, którego wysokość nie jest przez bank określona w czasie. Słuszne spostrzeżenie Sądu Najwyższego, powinien być brany kurs znany w momencie powstania wierzytelności, jeden kurs w czasie całej umowy. Zastanawiająca jest jednak zmowa milczenia Sądów dla spraw, w których nie chodzi tylko o wstrzymanie tytułu egzekucyjnego. Generalnie dalej nie wiadomo czy kredyty indeksowane… Czytaj więcej »
Andi
Gość

Nie wiadomo?.
Przecież wiemy o dawna.
My,sądy,prokuratorzy,posłowie i UOKIK,RF,RPOże te niby kredyty są nielegalne.
Problem w tym,że poza nami oni niechcą powiedzieć o tym głośno.
Ps. Wuedzą o tym również sprzedajnu prawnicy którzy bronią mafiozów banksterów
Ps.

Gosciu
Gość

A pan autor dalej nie widzi problemu w szerszej perspektywie, tylko pojedynczych spraw. Ale to i tak wielki postęp wszak kilka lat temu problemu w ogóle nie widział. Cuda się zdążają panie Samcik, może kiedyś pan zmądrzejesz, albo co bardziej prawdopodobne przestanie się panu opłacać utrzymywanie obecnej linii poglądów

też gościu
Gość

Też na to zwróciłem uwagę. A teraz nawet ukazywanie politycznej bezradności („Rzecz w tym, że dopóki nie ma rozwiązania ustawowego sporu o franki (a wygląda na to, że go w ogóle nie będzie”)

Patryk
Gość

No tak twierdzą że te kredyty są nielegalne a jak był szał na franki to każdy leciał i brał a teraz wygląda jak wygląda.

Sas
Gość

Mnie szczególnie cieszy orzeczenie o niesłuszności powoływania się na zawód czy wiedzę klienta, przecież to bym piramidalny absurd, że wyrok mógł być inny w zależności od tego czy ktoś jest ekonomistą czy może malarzem, prawo ma być równe i takie samo dla wszystkich, bez żadnych świętych krów!

dw
Gość

W sumie wyrok SN bardzo pozytywny dla kredytobiorców (denominowanych). Jak ktoś miał wypłatę po 2PLN/CHF to ma całość po takim kursie spłacać. Niezłe.

TOMASZ FRANKOWICZ
Gość

PANIE SAMCIK BANK MI NIE DAŁ 35000 CHF TYLKO ZŁOTÓWKI A TERAZ KAŻE PŁACIĆ SOBIE FRANKI SPRZEDAWCY W BANKACH MIELI O WIELE WIĘKSZĄ PROWIZJĘ OD KREDYTU PSEUDOFRANKOWEGO .TO BANKI STERUJĄ KURSEM CHF – LICHWIARZE DOSKONALE WIEDZIELI ŻE KURS BĘDZIE WZRASTAŁ I JESZCZE DODATKOWO SPOTĘGOWALI TEN WZROST POPRZEZ CIRS-Y – ROZWIĄZANIEM JEST USTAWA 729 KUKIZ 15 !!!!!!!!!!!!! – RESZTA TO PIEPRZENIE O SZOPENIE A W SĄDACH NIE PRZESTRZEGAJĄ DYREKTYW UNIJNYCH

heh
Gość

„Mnie szczególnie cieszy orzeczenie o niesłuszności powoływania się na zawód czy wiedzę klienta, przecież to bym piramidalny absurd, że wyrok mógł być inny w zależności od tego czy ktoś jest ekonomistą czy może malarzem, prawo ma być równe i takie samo dla wszystkich, bez żadnych świętych krów!”

Trudno lamentować „jestem malarzem, więc nie czytam umów”, będąc Prawnikiem.

Heh
Gość

Nieźle. Najpierw wzięliśmy kredyty w obcej walucie „a może się uda”, a teraz wyrolujemy banki „bo to nie moja ręka podpisywała”. Trzymam kciuki 🙂

pot pis
Gość

Tak, to banki podpisywały niezgodne z prawem zapisy w umowach wiec widziały gały co ręce podpisywały. Jest wyrok SOKiK i jest prejudykatem , bo jest i nie czarujmy się. Zapisy z umów powinny znikać w momencie przegranej prawomocnej banku w SOKiK bo banki miały okazję obronić się ale nie miały jak i wyrok się uprawomocnił. A zaraz po tym KNF i UOKiK powinny nakładać gigantyczne kary na banki za stosowanie w umowach klauzul niedozwolonych. Tylko polskie prawo jest gó..ne i można je interpretować jak się chce.

trackback

[…] Czytaj też: Frankowicze walczący w sądach coraz częściej stosują ten fortel […]

suchy
Gość

Cięgle czytam o problemach po jakim kursie przeliczyć kredyt frankowy na złotówki.
A może pozbyć się tego „problemu” i niech klient spłaca kredyt frankowy frankami?
Skończą się dyskusje na temat speedów, bo tych nie będzie.
Tylko klienci stracą argumenty do lamentowania..

Piciot
Gość

bzdury, umowy są w PLN, są waloryzowane lub denominowane w CHF, a jak by były w cenie żyta to by ludzie mieli spłacać żytem ? Pomyśl trochę bo widać , że nie rozumiesz o czym piszesz.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany