Na jaki samochód tak naprawdę mnie stać? Liczą się dochody, miesięczny koszt auta i czas. Obliczamy „samochodową siłę zakupową”!

Przygotowując się do zakupu samochodu nieuchronnie zestawiamy nasze możliwości finansowe oraz cenę auta. W dzisiejszym odcinku cyklu „Motofinanse: portfel nowoczesnego kierowcy” opowiem jak ocenić swoją „samochodową siłę zakupową”. A więc jak wejść w posiadanie auta nie nadwerężając nadmiernie domowego budżetu

W pierwszym odcinku „Motofinansów…” namawiałem Was do innego spojrzenia na posiadanie i używanie samochodu. Prosiłem, żebyście nie patrzyli na samochód jak na nieruchomość (która – nawet jeśli w niej mieszkamy – ma co najmniej przechować wartość pieniędzy), biżuterię, złoto, czy inne rodzinne aktywa. Ergo: żebyście nie zachowywali się tak, jakby auto miało być inwestycją.

Samochód to narzędzie pracy lub instrument do podnoszenia jakości życia. Na jego zakup trzeba więc patrzeć… instrumntalnie. Angażowanie w to oszczędności wielu lat – jak np. często robimy kupując nieruchomość – oraz naruszanie w tym celu płynności finansowej rodziny to zachowania mocno dyskusyjne.

Samochód kupować za swoje czy za pożyczone?

Pisząc już całkiem wprost: uważam, że zakup samochodu nie powinien wywoływać długoterminowych skutków ubocznych w strukturze domowego budżetu. Zakup, wynajęcie, wzięcie w leasing itp. warto zorganizować w taki sposób, by w wyniku całej operacji nie zostały „wysadzone w powietrze” ani posiadane aktywa finansowe, ani zdolność kredytowa, ani płynność finansowa.

Czy to możliwe? Kupowałem już w życiu cztery czy pięć samochodów i tylko przy pierwszym zakupie nie zastosowałem się do tych zasad. Gorzko tego pożałowałem, bo naruszyłem filary domowego budżetu i później – gdy pojawiły się kłopoty, a ja potrzebowałem użyć do ich przezwyciężenia awaryjnych oszczędności – musiałem się nieźle nagimnastykować, żeby uniknąć regularnego bankructwa.

No, ale to były inne czasy. Kredyty samochodowe były drogie, trudno dostępne i wymagały wysokich wpłat własnych. Leasing dopiero raczkował, o wynajmie długoterminowym (nie mówiąc już o car-sharingu i innych tego typu wynalazkach) nikt nawet nie słyszał. Dziś mamy do dyspozycji mnóstwo instrumentów finansowych, dzięki którym zakup auta nie tylko jest szybszy, łatwiejszy i dostępny dla większej grupy konsumentów, ale i bezpieczniejszy dla domowego budżetu.

Dziś, kupując samochód, staram się zmaksymalizować korzyści płynące z tej transakcji (wygodę, satysfakcję, poprawę jakości życia) przy jednoczesnym minimalizowaniu potrzebnych do tego sił i środków (atrakcyjna cena samochodu, tanie finansowanie, ograniczone obciążenie dla domowego budżetu, możliwie niewielkie naruszenie oszczędności).

Tutaj: trochę szczegółów o tym czym różni się zwykły kredyt od kedytu 50:50 i „rolowanego” 

Elastyczność ma swoją cenę. Ale chyba warto ją zapłacić

Moja odpowiedź na podstawowy dylemat każdego przyszłego kierowcy: „kupować za swoje czy za pożyczone” jest – jak widzicie – jednoznaczna. Naczelną zasadą jest dla mnie utrzymanie jak największej elastyczności finansowej. A więc jeśli mam oszczędności to staram się z nich nie „wyprztykać” po to, by kupić sobie nowe auto. Raczej poszukam zewnętrznego kapitału, by możliwie dużą część transakcji sfinansować obcymi pieniędzmi.

To oczywiście kosztuje (odsetki, prowizje itp.), ale z mojego punktu widzenia jest to cena, którą płacę za bezpieczeństwo finansowe i wspomnianą wyżej elastyczność. Z jednej strony mam samochód i z niego korzystam, z drugiej strony mam też oszczędności i płynność finansową, której mogę użyć w przypadku pojawienia się jakiejś okazji, by zmienić swoje życie w sytuacji kryzysowej.

O różnych instrumentach zewnętrznego finansowania samochodów – czym się różnią, kto powinien wybrać leasing, kto kredyt, kto najem długoterminowy, jaki kredyt wziąć itp. – będę pisał w kolejnych odcinkach. Tutaj ograniczę się do podkreślenia podstawowej zasady: zakup auta nie powinien skutkować trzęsieniem ziemi w portfelu i skarbcu rodzinnym.

Czytaj też poprzedni artykuł z naszego cyklu: Fakty i mity o kupowaniu samochodu. Czy auto może być „inwestycją”? A jeśli tak to gdzie są zyski?

Zobacz wszystkie artykuły w cyklu „Motofinanse”: kliknij i dowiedz się więcej o tym jak rozsądnie kupić, używać i sprzedać samochód. I jak go senswonie sfinansować

Jak sfinansować posiadanie samochodu? Bogactwo wyboru

Jeśli ma być stabilnie i bezpiecznie oraz „bezrewolucyjnie”, to zapytacie mnie teraz zapewne o to jak ocenić swoją „samochodową siłę nabywczą”? Jak ocenić na jakie auto – nowe lub używane – mnie stać?

Skoro staram się nie angażować w zakup samochodu własnych pieniędzy (o ile nie muszę, bo może się przecież zdarzyć, że instytucja finansująca zażąda ode mnie wkładu własnego), to głównym parametrem w tej kalkulacji jest oczywiście obciążenie miesięcznymi ratami z tytułu jakiejś formy finansowania.

To finansowanie może przybierać najróżniejsze postaci i terminy. Począwszy od najkrótszych i najtańszych kredytów 50:50 (połowa ceny płacona od ręki, a połowa za rok), poprzez trzy-czteroletnie kredyty, umowy leasingowe i najem długoterminowy aż po całościowe plany finansowe, których elementem jest nie tylko samo podstawienie pieniędzy, ale i wymiana samochodu w przyszłości.

Przyznam, że najbardziej podoba mi się ta ostatnia formuła, bo jest najbliższa mojej filozofii posiadania samochodu, w której auto to wyłącznie narzędzie do polepszania mojego życia. Mając pod bokiem wiarygodną, uczciwą, rzetelną, nowoczesną i niedrogą instytucję finansową (lub taką, która wykazuje przynajmniej większość tych cech – ideały, jak wiadomo, nie istnieją) chcę po prostu zmieniać raz na kilka lat samochody w ramach „rolowanego” finansowania.

Zobacz też: To chyba pierwsze konto bankowe aż tak bardzo sprofilowane „pod” posiadaczy samochodów.  Za samo zdeponowanie oszczędności dostaniesz w nim 5% zniżki na paliwo. A jak trochę się wysilisz – to i 10% plus inne bonusy. Tutaj znajdziesz subiektywną recenzję. A więcej szczegółów tutaj.

Najważniejsze w tym równaniu: miesięczna rata oraz czas

Jaką część mojego domowego budżetu mogą zajmować koszty finansowania samochodu? Naczelna zasada, którą się kieruję to ta, iż żaden pojedynczy i długoterminowy wydatek (opłaty za mieszkanie, rata kredytu, abonament za jakąś usługę itp.) nie może przekroczyć 10-15% mojego domowego budżetu.

To ograniczenie bierze się z jednej strony z dbałości o jego elastyczność (w przypadku, gdybym musiał zacząć zaciskać pasa, łatwiej mi ściąć pewne pozycje w budżecie jeśli nie są gigantyczne), a z drugiej – z niechęci do zakładania sobie finansowych pętli na szyję. Długoterminowe zobowiązanie, które pochłaniałoby więcej, niż jedną trzecią moich dochodów, zabierałoby mi komfort życia. Jasne, spłacam kredyt hipoteczny, którego rata nie jest niska, ale to – jak powiedziałem na początku – inna kategoria wydatku. Taka, którą można traktować w kategorii „inwestycji”.

Zatem zakup samochodu kalibruję w taki sposób, by nie kosztował mnie miesięcznie więcej, niż 10-15% tego co standardowo zarabiam. I to jest jedna strona równania mówiącego o mojej „samochodowej sile nabywczej”. Po drugiej stronie jest czas. Staram się, by umowę finansowania samochodu zamknąć w kilku latach – trzech, czterech, góra pięciu (acz niechętnie).

Dlaczego nie dłużej? Ano dlatego, że w dzisiejszych czasach technologia się zmienia, auta się unowocześniają, a ja – uważając, że samochód do narzędzie do poprawiania mojego komfortu życiowego – chcę mieć do tego wszystkiego możliwie jak najlepszy dostęp. Chcę płacić miesięczne raty za dostęp do auta możliwie komfortowego i nowoczesnego (w ramach moich możliwości finansowych).

Czytaj też: TCO, czyli ile tak naprawdę kosztuje samochód? Policzyłem wszystkie koszty i… mam trzy wnioski

Ile wynosi moja samochodowa „siła nabywcza”?

W ramach finansowania mam do wyboru zarówno takie formuły, w których w comiesięcznych ratach „zaszyte” jest zachowanie auta przeze mnie po zakończeniu umowy, jak i takie, które umożliwiają wymianę auta na inne albo sytuację, w której przestaję płacić i jednocześnie przestaję mieć samochód. W opcji „własnościowej” oczywiście miesięczne raty są wyższe (bo po zakończeniu umowy zostaję z autem).

Dziś nie będę rozstrzygał która formuła jest lepsza – zresztą to kwestia indywidualnego wyboru każdego z nas. Kto myśli o samochodzie jako o narzędziu do poprawiania jakości życia, a nie o „inwestycji” pewnie bliższy będzie rozwiązaniom pt. niższa rata bez zachowania samochodu po zakończeniu umowy. Wtedy w ramach tej samej raty można sobie pozwolić na używanie lepszego auta.

Odpowiadając wprost na pytanie zadane w pierwszych zdaniach niniejszego tekstu: oceniam, że moja „samochodowa siła nabywcza” to 10-15% miesięcznego budżetu domowego przy założeniu, że na zakup samochodu nie przeznaczam ani grosza (lub niewielką kwotę) z moich oszczędności. W ramach tego odsetka staram się pozwolić sobie na możliwie jak najlepsze auto z perspektywą jego zmiany na nowe za trzy, cztery lata.

Jak sfinansować zakup „używki”? Kredyt „rolowany” z wymianą auta, klasyczny, czy 50:50? 

Pewnie znajdą się wśród Was tacy, którzy myślą, że opowiadam to wszystko za pieniądze, które dostaję od sponsora cyklu. Otóż nie. Jestem do tego głęboko przekonany. Wolę zachować oszczędności i ponieść koszty finansowania, ale mieć elastyczność domowego budżetu, płynność i możliwość manewru – np. łatwej wymiany jednego auta na drugie. W XXI wieku, gdy uwarunkowania zmieniają się szybko, technologia pędzi, a czas to pieniądz (jak nigdy dotąd) chcę minimalizować wpływ posiadania samochodu na mój domowy budżet. Przemawia do mnie ekonomia subskrypcji, która jest odwrotnością XX-wiecznej skłonności do posiadania.

———————————————————————————————————————————-

W cyklu „Motofinanse: portfel nowoczesnego kierowcy” opowiadam o własnych doświadczeniach „finansowych” z samochodami, a także o tym jak wybierać najlepszy dla siebie sposób finansowania czterech kółek, jakie są nowe alternatywy dla tradycyjnego zakupu auta, czego można oczekiwać od porządnego dealera, jak zdjąć sobie z głowy kwestie związane z eksploatacją auta, jak je korzystnie zamienić na nowe. Jak oszczędnie używać samochodu i jak dzięki czterem kółkom żyć wygodniej.  Moim Partnerem w tym cyklu artykułów edukacyjnych jest Toyota Bank Polska oraz Toyota Leasing Polska, oferujące bogaty pakiet rozwiązań finansowych dla „konsumentów” samochodów

zdjęcie tytułowe: Michael Gaida (Pixabay)

 

26
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
19 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
ArturMarcin D.Elita ;)JacekMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
lada_driver
Gość
lada_driver

Jasne, oczywiście musi być NOWY samochód i co miesiąc rata 700 – 1000+ zł do us***** śmierci za totalne badziewie. Nic o zakupie za gotówkę używanego nastoletniego samochodu, który też dojedzie do celu a jego utrzymanie (na LPG, serwis nieautoryzowany) to ułamek ceny utrzymania tej „nówki z salonu”. Tylko sąsiedzi jakoś tak z zazdrością nie patrzą, co? Od lat jeżdżę nastoletnimi samochodami, ostatnio ładą samarą. Koszt utrzymania roczny przy przebiegu 7 – 10 tyś. km to niecałe 3000 zł, czyli ponad 5000 zostaje w kieszeni, a za to można mieć fajne wakacje za granicą. No i jakoś ta łada nie… Czytaj więcej »

Mariusz
Gość
Mariusz

Juz paliwo+OC+przegląd na SKP przekracza podany koszt. Ale, widocznie Łady się nie serwisuje,nie myje i nie parkuje😂

lada_driver
Gość
lada_driver

600 zł OC, 162 zł przegląd, 1700 zł LPG, zostaje jeszcze ponad 5 stów na przegląd techniczny.

Mariusz
Gość
Mariusz

To ostayeczny dowód, że lada_driver nas wkręca. Musiałbym nie jezdzic w zyciu ładą, by uwierzyc w spalanie LPG 7 l/100km. W silniku o osiemdziesięcioletnim rodowodzie nie ma szans na zmieszczenie się w 10l.

Sauk
Gość
Sauk

Wszystko jest fajnie dopóki nie zdarzy Ci się wypadek (odpukać). Podczas większego zdarzenia drogowego zdecydowanie wolę być w nowym, współczesnym samochodzie wyposażonym w dużą liczbę systemów bezpieczeństwa niż w kilkunastoletniej Ładzie Samarze. Jeśli przeżyjesz, to co oszczędziłeś na samochodzie wydasz na lekarzy.

gege
Gość
gege

Popieram !!!!! Ja od 20 lat używam Atari 2600 – super komputer !!!!!! Ma fajną klimatyzację , dobre światła i jest bardzo wygodny w użytkowaniu. i jest bardzo bezpieczny. a to wszytko z oszczędności ………

azr
Gość
azr

równie dobrze można mieszkać w przyczepie, a 30-metrową kawalerkę traktować jak willę. ważne przecież aby mieć dach nad głową…

Władysław
Gość

Naprawdę bardzo ciekawy artykuł. Wybierając auto nigdy nie zwracałem uwagi na takie koszty, a na co dzień to właśnie małe naprawy i benzyna pożera zawartość portfela.

Radek
Gość
Radek

Będą jakieś kalkulacje?
Przykład: samochód kupiony za 100 000 zł na 10 lat kosztuje nas 10 000 zł. Leasing takiego samochodu przy wpłacie 10 000 kosztuje nas ok 2000 miesięcznie przez 48 miesięcy. Potem drugi raz ta sama historia.
W efekcie mamy 100 000 zł przy zakupie vs 200 000 zł przy leasingu.

Jacek
Gość
Jacek

Tylko te auto za 100k jest za 4 lata warte okolo 50k wiec mozna wlozyc jako wklad wlasny w nowe auto za kolejne 100k i splacac kolejne lata juz tylko np. 1k/mc,. Albo przyjac metodologie stalej raty, a podwyzszac jakosc/wygode/…/klase samochodu.

Andrzej
Gość
Andrzej

Panie Macieju, wyliczenia i metoda jak najbardziej ciekawa i zapewne właściwa. Fajny sposób na „nieprzeinwestowanie”. Z tym, że to w większości będzie używany samochód. Np. dla rodziny z dochodem 5.000, rata równa 15% przez 48 miesięcy daje auto za 30.000 zł (zakładam stosunek sumy rat do wielkości kredytu równy 1,2 – w końcu odsetki jakieś są). Dla dochodu 7.000 mamy samochód za 42.000, dla 10.000 – za 60.000 zł. Tak więc dla rodziny, która patrzy na auto bez jakichkolwiek emocji i jest to dla niej środek transportu – dopiero przy dochodzie ok. 10.000 zł może się przymierzyć do czegoś w… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

Zgadzam się w pełnej rozciągłości.

John
Gość
John

„Jasne, spłacam kredyt hipoteczny, którego rata nie jest niska, ale to – jak powiedziałem na początku – inna kategoria wydatku. Taka, którą można traktować w kategorii „inwestycji”.”

Jak mieszkasz w tym domu/mieszkaniu, to nie jest to żadna inwestycja, która generuje dochody, tylko coś, co generuje koszty. Nie ma się co oszukiwać nazywając swoją (w Twoim przypadku – bankową) nieruchomość inwestycją.

Marek
Gość
Marek

Komedia. Artykuł jest adresowany wyłącznie do dobrze zarabiających elit, przeciętny zjadacz chleba z tego nie skorzysta, bo niby jak?
Przy moich zarobkach rata nie powinna przekroczyć ~350zł co przemnożone przez maksymalny zalecany okres kredytowania daje kwotę 21000zł, i nie jest to kwota jaką mam na auto, to kwota powiększona o prowizje które mam oddać, czyli ile zostanie na auto? 16000? Biorąc pod uwagę że ma to być auto do wszystkiego, muszę celować w segment C. Z dodatkowymi opłatami mogę się pokusić o 10-letniego Focusa.
Cudownie.

Elita ;)
Gość
Elita ;)

A kto powiedział, że przeciętny zjadacz chleba musi sobie kupować nowy, albo nawet kilkuletni samochód. Pewne rzeczy są dostępne tylko dla ludzi o pewnej skali zarobków. Zwykły zjadacz chleba, nie będzie miał dostępu do kart kredytowych typu premium, które dają bardzo dużo ciekawych benefitów, wartych wiele jako samodzielne produkty.

Ja mam zarobki przekraczające trzykrotność średnej, a samochodu nie posiadam i nie widze potrzeby posiadania. Mieszkam w Warszawie, poszukam się komunikacją, albo taksówkami i to mi wystarczy.

Artur
Gość

50/50
Chyba autor nie zdaje sobie sprawy że w BIK druga rata 50% wartości widnieje jako obciążenie miesięczne.
Co aktualnie w systemach bankowych dewastuje zdolność.

Dziękuję Pozdrawiam.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany