TCO, czyli ile naprawdę kosztuje cię samochód? Paliwo, ubezpieczenie, serwis, amortyzacja. Zsumowałem to i… mam trzy wnioski

Ile tak naprawdę kosztuje posiadanie samochodu? Mało który kierowca się nad tym zastanawia. Z reguły mamy w głowie tylko jeden, najważniejszy koszt – pieniądze wydane na zakup czterech kółek. Późniejsze wydatki rozmywają się w budżecie rodzinnym. A to one tak naprawdę decydują o tym czy posiadanie danego samochodu nam się w ogóle opłaca. Dziś policzymy TCO samochodu – total cost of ownership

Są dwie frakcje konsumentów: ci, którzy twierdzą, że bez samochodu nie da się normalnie funkcjonować oraz ci, którzy uważają auto za kompletnie zbędny wydatek w ich życiu, skarbonkę bez dna. Pierwsza z tych grup dzieli się z kolei na dwie podgrupy: kierowców kochających swoje samochody, związanych z nimi emocjonalnie oraz „pragmatyków”, którzy traktują samochód jako narzędzie do zwiększania komfortu życia, oszczędności czasu i efektywniejszego wykorzystywania czasu.

Od razu się przyznam, że należę do tych ostatnich. Nie poleruję karoserii mojego auta przynajmniej raz w tygodniu (dobrze jeśli widzi pianę w myjni raz na miesiąc…), nie nadałem jej imienia i nie cierpię za każdym razem, gdy przytrę błotnik. Uważam, że auto jest po to, żeby jeździło, a nie żeby było piękne i bym mógł codziennie pieścić je wzrokiem. Pod tym względem jestem zupełnie inny, niż mój brat, który troszczy się o swoje cacko niemal jak o siebie.

TCO, czyli pierwszy krok do nowych horyzontów

Dzisiejszy artykuł z cyklu „Motofinanse: portfel nowoczesnego kierowcy” kieruję głównie do „pragmatyków”, dla których samochód nie ma wartości sentymentalnej, lecz raczej użytkową. Przy takim podejściu liczy się bilans kosztów i korzyści. Czy to, co samochód oferuje daje większą wartość, niż pieniądze wydane na jego utrzymanie? A jeśli nie, to może skorzystać z którejś z nowoczesnych form używania samochodu – z leasingu, wynajmu długoterminowego? W skrajnych przypadkach bardziej może się opłacić nawet car-sharing (auta na minuty) lub jeżdżenie taksówką.

Czytaj też poprzedni artykuł z naszego cyklu: Fakty i mity o kupowaniu samochodu. Czy auto może być „inwestycją”? A jeśli tak to gdzie są zyski?

Zobacz wszystkie artykuły w cyklu „Motofinanse”: kliknij i dowiedz się więcej o tym jak rozsądnie kupić, używać i sprzedać samochód. I jak go senswonie sfinansować

O alternatywnych w stosunku do zakupu samochodu formach jego finansowania będę pisał dokładnie w kolejnych odcinkach. Dziś, nieco tytułem rozgrzewki przed tymi tematami, proponuję każdemu posiadaczowi samochodu, by policzył łączny koszt czterech kółek. Nie tylko zakupu, ale i eksploatacji.

Nie chodzi o to, by się jakoś szczególnie dołować. My, pragmatycy, nie dołujemy się przecież poznając prawdę o swoim portfelu. Wręcz przeciwnie: wiedza pozwala nam podejmować lepsze, świadome i przemyślane decyzje. I korzystać z nowych możliwości, jakie oferuje rynek motoryzacyjny oraz finansowy.

Ile więc tak naprawdę kosztują nasze samochody? Na starcie kosztują tyle, ile za nie zapłaciliśmy. Choć oczywiście nie można mówić, że wszystkie te pieniądze (cena nabycia plus ewentualnie koszt kredytu) są wyrzucone w błoto. Samochód ma zawsze jakąś wartość i będzie go można sprzedać, odzyskując część wydanych pieniędzy. W tym podejściu koszt samochodu ogranicza się do prostej różnicy między ceną zakupu (plus finansowanie) i sprzedaży.

Ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Pełny koszt posiadania samochodu to nie tylko spadek wartości rynkowej tego auta, ale też koszty paliwa, opon, serwisowania, ubezpieczenia, ewentualnych napraw i wydatków eksploatacyjnych. Aby to wszystko policzyć można użyć jednego z dostępnych w sieci kalkulatorów. Poniżej w skrócie opowiem jaki jest „tok myślenia” takiego kalkulatora.

Paliwo, ubezpieczenie i serwis. Ile to kosztuje?

Załóżmy, że mamy samochód – chwilowo obojętne, czy nowy, czy też używany – którego bieżąca wartość wynosi 50.000 zł. Przejeżdżamy tym samochodem 1000 km miesięcznie. Najczęściej odczuwanym kosztem posiadania auta będą oczywiście wydatki na paliwo. Przy cenie 5 zł za litr i średnim spalaniu 10 litrów paliwa na każde 100 km rocznie wydamy na samochód 6000 zł.

Przeliczając to na „dniówki” wychodzi jakieś 16,5 zł (i jakieś 50 gr. za kilometr). A jeśli weźmiemy tylko dni pracujące (bez weekendów oraz świąt państwowych oraz uwzględnimy dwutygodniowy urlop, na którym auta nie używamy – otrzymamy już 26 zł dziennie.

Idźmy dalej. Posiadanie auta wiąże się również ze stałymi opłatami. Obowiązkowe OC kosztuje rocznie jakieś 800 zł (bardzo ostrożnie licząc – może być równie dobrze i 1600 zł). Polisa auto-casco (nikt przy zdrowych zmysłach z niej nie powinien rezygnować) to kolejne 1500 zł (i również jest to ostrożny szacunek – ja płacę więcej). Do tego dochodzi obowiązkowy przegląd w stacji diagnostycznej – od zera (jeśli mamy auto nowe, bo pierwszy przegląd jest po trzech latach) do 100 zł rocznie (dla auta starszego, niż pięć lat). Koszt posiadania auta po uwzględnieniu tej grupy wydatków rośnie do jakichś 8300-8400 zł rocznie.

Teraz koszty eksploatacji. Przegląd co 15.000 kilometrów (czyli średnio raz na rok i trzy miesiące) – jeśli nie jest wykonany w autoryzowanym serwisie, bo wtedy drożej –  musi kosztować 600 zł, dodatkowe naprawy jakieś 500-1000 zł rocznie. Opony trzeba zmieniać co 60.000 km (czyli raz na pięć sezonów), a poza tym potrzebne są dwa komplety – zimowe i letnie (każdy po 1500 zł – średni koszt dwóch kompletów 600 zł rocznie). No i dwie wizyty w serwisie celem wymiany (za 160 zł).

Dodając te koszty do bilansu koszt używania samochodu rośnie nam w okolice 10.000-11.000 zł.  To 27-33 zł dziennie, a biorąc pod uwagę tylko dni robocze – już co najmniej 45 zł. Już prawie tyle, ile wydaje się na dwa niezbyt długie kursy taksówką.

Czytaj też: Przerażają cię wysokie ceny paliw? Oto pięć sposobów, żeby w długiej trasie zaoszczędzić niemałe pieniądze

Czytaj też: Jak obniżyć składki za ubezpieczenie naszych samochodów? Jest kilka pomysłów, ale…

Amortyzacja: ukryty koszt posiadania samochodu

A przecież i to jeszcze nie koniec. Do bilansu przedstawiającego pełny koszt posiadania samochodu musimy dodać jeszcze jedną ważną część – amortyzację. Lub, pisząc inaczej, spadek wartości rynkowej samochodu spowodowany tym, że jest coraz starszy i ma coraz większy przebieg.

W tym miejscu warto podkreślić jedną rzecz. Samochody różnią się między sobą tempem i skalą spadku wartości, niektóre marki tracą mniej inne więcej.  Wyższa cena zakupu nie oznacza automatycznie wyższego kosztu amortyzacji, możemy zakupić droższy samochód i znacznie drożej go sprzedać i w konsekwencji będzie on nas mniej kosztował.

Na temat spadku wartości samochodów i tego które marki gwarantują wolniejszą „anihilację” pierwotnie zapłaconej ceny będę pisał w jednym z kolejnych odcinków (o tym kiedy lepiej kupić a kiedy wynajmować auto). Na razie dam tylko przykład teoretyczny, przyjmując wartości średnie dla całęj branży samochodowej.

Nasze przykładowe auto rok temu miało wartość 50.000 zł, a dziś? Eksperci od wyceny samochodów liczą uśredniony spadek wartości auta w widełkach 10-15%. Oczywiście nowe auto w pierwszym roku traci znacznie więcej (nawet 25-30% wartości), ale z każdym kolejnym rokiem ta rzywa utraty wartości coraz bardziej się wypłaszcza.

W naszym przykładzie zakładamy, że mamy np. trzyletnie, porządnej marki, którego spadek wartości rynkowej wynosi jakieś 10% w skali roku. To mniej więcej 5000 zł. Dorzucając ten koszt (nie będący wydatkiem gotówkowym, a jedynie utratą szansy na odzyskanie pewnej kwoty przy późniejszej sprzedaży samochodu) zwiększamy koszt posiadania samochodu do 15.000 zł w skali roku i ponad 40 zł dziennie.

Pamiętajmy, że w tym wyliczeniu nie uwzględniliśmy jednej ważnej części – kosztów finansowania. Gdybyśmy zakup auta finansowali częściowo kredytem, to trzeba byłoby uwzględnić jeszcze odsetki. Koszt kredytu oprocentowanego na 9% w skali roku (pięcioletniego) przekłada się na jakieś 1200 zł rocznego kosztu odsetek przy założeniu, że kredytem finansowana byłaby połowa wydatku na auto. Mówimy więc o dorzuceniu do TCO kolejnych 3-3,5 zł dziennie.

Mój samochód kosztuje 45 zł dziennie. I co z tego?

Koszt używania przeciętnego samochodu kupionego w połowie na kredyt wynosi więc 44-45 zł dziennie. Ta liczba ma swoją nazwę – TCO, czyli Total Cost od Ownership – całkowite koszty użytkowania samochodu. Mało kto zadaje sobie trud, by wyliczyć ile tak naprawdę będzie go kosztował samochód, ale zawodowi handlarze samochodami mają te cyferki w małym palcu.

Jakie wnioski można wyciągnąć z takich wyliczeń? Cóż, to kwestia podejścia. Ci, którzy nie mają auta, ucieszą się, że nie wyrzucają tak dużych pieniędzy – 50 zł każdego dnia – na posiadanie samochodu. Ci, którzy kochają swoje cztery kółka w ogóle się tym wyliczeniem nie przejmą, bo miłość – jak wiadomo – nie ma ceny.

A „pragmatyczni”? Mogą dojść do trzech wniosków. Pierwszy jest taki, że jeśli auto nie jest im potrzebne codziennie i bezwarunkowo, to być może rozważą alternatywę – wynajem krótko- lub długoterminowy. To może być sposób na optymalizację kosztów wynikających z używania auta przy zachowaniu możliwości korzystania z czterech kółek.

Zaś drugi wniosek? Skoro już samochód tyle kosztuje, to trzeba „wycisnąć” z niego jak najwięcej. I nie myślę tutaj o „wyciskaniu kilometrów”, ale komfortu, zadowolenia, jakości, bezpieczeństwa. Nasze auta są większym składnikiem kosztów, niż nam się wydaje, więc wymagajmy od nich więcej. Niech będą wygodne, komfortowe, nowoczesne, niech nas cieszą i niech przy nich wypoczywamy. Skoro i tak wydajemy na nie pieniądze, to niechże otrzymane w zamian zadowolenie będzie warte tych pieniędzy.

Koszt posiadania samochodu nie musi różnić się miażdżąco w zależności od tego czy mamy auto nowsze czy trochę starsze Nowy samochód ma gwarancję producenta (zwykle na trzy lata, choć zdarzają się dłuższe), zatem kosztem użytkowania jest tylko eksploatacja (to część wspólna TCO dla nowego i używanego). Przy używanym samochodzie dochodzą dodatkowo naprawy zazwyczaj niezaplanowane, a ich koszt mogą wynosić od kilkuset złotych do kilku tysięcy złotych.

Trzeci wniosek jest więc następujący: biorąc pod uwagę wszystkie koszty – a nie tylko cenę zakupu – dla ostatecznego bilansu TCO niezwykle istotna jest niezawodność samochodu. Przy nowym samochodzie niezawodność oszczędza czas poświęcany na wizyty w serwisie i związaną z tym frustrację, zaś przy używanym – wydatki na posiadanie i użytkowanie samochodu

I do takiego patrzenia na Wasze samochody chciałbym Was namówić – do patrzenia przez pryzmat tego, co Wasze auta Wam mogą zaoferować. Skoro już korzystanie z nich kosztuje taką forsę, to korzystajcie również z nowoczesnych form finansowania, by – nawet za cenę pewnego zwiększenia kosztów – maksymalizować materialne i niematerialne korzyści z Waszych czterech kółek.

A nowoeczesne i niestandardowe sposoby finansowania samochodów znajdziecie często w tych instytucjach finansowych, które wyrosły z koncernów samochodowych i specjalizują się w oferowaniu usług finansowych dla kierowców. Niewiele ich jest na polskim rynku, ale jeśli dobrze poszukać… zerknijcie np. tutaj

———————————————————————————————————————————-

W cyklu „Motofinanse: portfel nowoczesnego kierowcy” opowiadam o własnych doświadczeniach „finansowych” z samochodami, a także o tym jak wybierać najlepszy dla siebie sposób finansowania czterech kółek, jakie są nowe alternatywy dla tradycyjnego zakupu auta, czego można oczekiwać od porządnego dealera, jak zdjąć sobie z głowy kwestie związane z eksploatacją auta, jak je korzystnie zamienić na nowe. Jak oszczędnie używać samochodu i jak dzięki czterem kółkom żyć wygodniej.  Moim Partnerem w tym cyklu artykułów edukacyjnych jest Toyota Bank Polska oraz Toyota Leasing Polska, oferujące bogaty pakiet rozwiązań finansowych dla „konsumentów” samochodów

zdjęcie tytułowe: „Rzeczpospolita”

53
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
38 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
GregKrzysiekLukKubaMarcin Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bogdan
Gość
Bogdan

Nie wyrzucają 50 złotych dziennie na samochód ale wyrzucają na taksówki, bilety komunikacji miejskej, pociągi, wynajem pojazdu, itp. Różnica w kosztach posiadania i nie posiadania pojazdu jest zupełnie inna. Ktoś, kto nie ma samochodu także musi zrobić zakupy, dojechać do pracy, dostać siw do lekarzy, odwiedzić rodzinę, itp. Śmiem twierdzić, że podobne (pewnie trochę mniejsze) kwoty wydają w skali roku na inne srodki transportu.

Olek
Gość
Olek

Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Na przykład ja nie mam samochodu (ani nawet prawa jazdy) mimo ponad 30 lat na karku. Gdybym mieszkał na przedmieściach, nie do wyobrażenia, prawda? Ale mieszkam prawie w centrum dużego miasta, dojazd komunikacja miejska do pracy zajmuje 30min, samochodem nie byłoby szybciej bo korki. Większe zakupy spożywcze przez internet, mniejsze w okolicznych sklepach. W razie potrzeby pojechania gdzieś gdzie komunikacja jest słaba jest uber, czy w ostateczności taxi. Śledzę swoje wydatki i łącznie bilet miesięczny oraz taxi/uber kosztują mniej więcej 700-800zl/m-c. Wychodzi taniej niż kupno nawet używanego auta na kredyt. Ostatnio zastanawiam się czy nie… Czytaj więcej »

anonymous
Gość
anonymous

Ja mieszkam w centrum miasta, dojazd do pracy na peryferiach dwoma cuchnącymi autobusami komunikacji miejskiej + dojścia do/z przystanków to prawie dwie godziny. Samochodem przy dużym natężeniu ruchu sprawdzałem max 25 minut. Kupił bym samochód ale co z nim zrobić gdy zwolnią z pracy?

anonymous
Gość
anonymous

Właśnie dzisiaj skończył mi się bilet kwartalny. Notowałem każde użycie i wyszło niecałe 93gr za przejazd. Pomijając kilka przejazdów dodatkowych których nie wykonałbym przy opcji minimum (czyli 4 przejazdy na dzień pracy) takie publicznokomunikacyjne TCO wychodzi poniżej 4zł na dzień. Dla porównania przy zwykłych jednorazowych biletach koszt to 12,80zł dziennie. Czyli połowa TCO dla taniego auta. Gdyby zakład pracy znajdował się w słabo skomunikowanym miejscu samochód byłby koniecznością.

Michał Janowski
Gość
Michał Janowski

I to dla mnie jest klucz, dlaczego samochód tak często jest najszybszym i najtańszym środkiem komunikacji. W Polsce prawo do parkowania samochodu jest prawem człowieka. W dodatku często nic nie kosztuje.

Greg
Gość
Greg

Masz dzieci?
Zgadnę, że nie . Ja też nie miałem samochodu przed tym, kiedy się rozmnożyłem. Nie był potrzebny. Za ok. 100 zł miałem w Wwie bilet miesięczy, wystarczał. Jak się dzieci pojawiły to bez samochodu bardzo ciężko byłoby.

zen
Gość
zen

Zależy od miejsca zamieszkania i oczekiwanego poziomu wygody. Jeśli ktoś mieszka w dużym mieście, nie przeszkadza, że musi przejść z zakupami 200m ze sklepu na przystanek i 200 z przystanka do domu, jeśli akceptuje, że podróż na relatywnie niewielką odległość zajmie czasem nie 30 min (a nie 10 min samochodem), a na dodatek zamiast kupować drogie bilety jednorazowe zdecyduje się zainwestować w długookresowe, to taką osobę transport publiczny będzie kosztować grosze. Nawet uwzględniając koszty taksówek gdy naprawdę nie da się bez nich obejść.

zgryźliwy_tetryk
Gość
zgryźliwy_tetryk

Dodajmy, że przejście 200 metrów ma walory zdrowotne, a najbardziej przyda się właśnie tym, których taki dystans zniechęca

lolek1337
Gość
lolek1337

Bzdura. Ja np. nie muszę dojeżdżać do pracy bo pracuję w domu, a zakupy robię za rogiem. Z taksówki czy komunikacji miejskiej korzystam może raz w miesiącu max. Dla mnie kupno samochodu to pieniądze w bloto.

Jurek
Gość
Jurek

A może warto by dodać 4 wniosek – kup sobie taki samochód na jakie TCO cię stać ?
Z ciekawości liczę sobie TCO dla samochodu który posiadam (Skoda Fabia) i wg moich wyliczeń koszt kilometra wynosi 84 grosze, w przy moich przebiegach na poziomie 18 tyś. km rocznie daje mi to koszt około 42 zł dziennie. Część tych pieniędzy odzyskam sprzedając samochód i TCO powinno jeszcze mi się obniżyć.

Marcin
Gość
Marcin

dlaczego koszt mialby sie obnizyc przy sprzedazy samochodu? Nic z tych rzeczy, kalkulator i wyliczenia obejmuja wlasnie bezpowrotną strate wartosci auta. Nic tu nie zmieni jego sprzedaż, chyba ze po wyższej cenie niz zakupu, lub z mniejszą stratą od przewidywanej. Koszt się niestety nie obniży.

Jurek
Gość
Jurek

Kupujesz auto za 50.000 zł liczysz TCO od sumy 50.000 zł. Sprzedajesz po kilku latach za 12.000 zł. Liczysz TCO od 38.000 zł bo tyle realnie wydałeś na samochód. Oczywiście trzeba dodać paliwo, naprawy itd ale sam koszt zakupu to 38.000

Marcin
Gość
Marcin

Liczysz już od utraty wartości, więc sprzedanie niczego nie zmieni.

anonymous
Gość
anonymous

Skoro TCO zamyka się w 50zł to jak wytłumaczyć pełny parking pod zakładem pracy gdzie zarabia się nieco powyżej minimalne wynagrodzenie? Przecież przy takich kosztach połowa dniówki idzie na samochód. A jeszcze opłaty za czynsz, media, wyżywienie itd. a ludzie jakoś żyją i nie dlatego że dofinansowuje ich 500+ bo przecież nie wszyscy korzystają. Wydaje mi się że realny dzienny koszt posiadania samochodu powinien zamykać się w 15-20zl bo inaczej finanse by się nie spinały.

Olek
Gość
Olek

Spora część TCO jest niewidoczna w portfelu od razu, np amortyzacja. Jeśli policzyć tylko koszt benzyny i OC (bez AC), to akurat właśnie koło 20zl wyjdzie.

Jurek
Gość
Jurek

Instalujesz instalacje gazową, naprawiasz gdy już naprawdę musisz, kupujesz tanie zamienniki lub części ze złomowiska, masz tylko OC zamiast pakietu AC/OC/Ass. No i kupujesz samochód za 8700 zł. Jak tak zrobisz to TCO będzie mniejsze. Jak miałem samochód kupiony od rodziny, który był tani w naprawie i nie psuł się mocno to TCO miałem na poziomie 46 groszy za kilometr czyli 23 zł dziennie.

Michał
Gość
Michał

Na pewno na tym parkingu stoją samochody za 50.000 zł? Jeździ nimi tylko kierowca? Płaci AC?

Marek
Gość
Marek

Jak ma się dzieci to samochód na własność się przydaje. Często się zdarza że coś się dzieję i muszę jechać z dzieciakami do lekarza czy rodziny. Komunikacja odpada. Wolę płacić za aurisa i zawsze mieć go zawsze pod ręką.

Jurek
Gość
Jurek

Po prostu TCO samochodu jest częścią TCO dziecka 😉

Luk
Gość
Luk

W przypadku posiadania Aurisa czy innej Toyoty odpadają z wyliczeń ceny części zamiennych 😉
Spalanie też nie 10l ale warto doliczyć garaż.

Greg
Gość
Greg

Nie rób kryptoreklamy, nieprawdą jest, że Toyoty się nie psują. Owszem, psują się.

Sauk
Gość
Sauk

Ciekawy artykuł i ważne wnioski. Dla mnie ciekawy o tyle, że stoję jednocześnie po dwóch stronach barykady. Mamy jeden samochód i to droższy niż w wyliczeniu, ale nie zrezygnowałbym z niego właśnie ze względu na rzeczy wyróżnione w komentarzach (dzieci, wyjazdy na wakacje, weekendowe wypady za miasto, niezależność i pełna dyspozycyjność). Argumenty przeciwko zakupowi samochodu mają jednak u mnie zastosowanie, gdy myślimy o drugim aucie w rodzinie. I tutaj zdecydowanie wygrywa opcja przeciwko zakupowi. Pierwsze auto spełnia wymagania niezależności i wyjazdów wakacyjnych, do lekarza czy w nagłych wypadkach. Drugie ponosi zaś za sobą tyle kosztów, że lepiej jeździć taxi, uberami… Czytaj więcej »

Marcin
Gość
Marcin

Lubię się czasami czepiać detali… Co wnosi „Dziś policzymy TCO samochodu – total cost of ownership” i wprowadzenie angielskiego skrótu TCO do artykułu? Nie brakuje w naszym języku niczego, co wymagałoby wprowadzanie korpo-skrótów… Estymacje, briefingi itp… Czy tutaj TCO, rozumiem korpo-zboczenia, ale w artykułach?
Temat bardzo ciekawy. Czytam z przyjemnością

Jacek
Gość
Jacek

Bardzo fajny artykuł, obecnie zastanawiam się na co się zdecydować. Samochód potrzebny jest(fakt) czasem wykorzystywany w pracy, dojazdy w weekend na podyplomówkę, wyjazdy weekendowe czy rodzinne, plus oczywiście wygoda. Zakup nowego moim zdaniem mina się z celem, abonamenty które obecnie są dostępne np.fiat maja limit 1000 km na miesiąc co nawet w skali roku stanowi za niska wartość. Czekam na ofertę innych producentów. Wskazana strona toyoty pokazuje obecnie błąd 🙂 sprawdzę za jakiś czas.

Mateusz
Gość
Mateusz

W TCO brakuje jeszcze kosztu utraconych korzyści. Te 50000 mozna przecież zainwestować i mieć zysk. Co więcej, parkowanie własnego auta tez kosztuje ( zakup garażu, miejsca postojowego, użytkowanie wieczyste, czynsz, itp.)

Anita
Gość
Anita

Ale koszt utraconych korzyści może być uwzględniony tylko wtedy, gdy uznamy, że tych pieniędzy nie wydamy na nic innego – w tym na transport innego rodzaju. Niemozliwe jest nigdzie się nie przemieszczać. Moim zdaniem, skoro porównywane są koszta różnych rodzajów transportu, to założenie jest takie, że tych pieniędzy nie inwstujemy.
Zresztą, trudno obliczyć taki koszt w czasie: należałoby uwzględnić inflację, dodać kolejne założenie – średniego zysku na przestrzeni kilku lat, więc obliczenia się komplikują.

JAKUB
Gość
JAKUB

Panie Macieju!
Polecam kupić fajny samochód! Nie koniecznie nowy a na pewno się Pan w nim zakocha. I nie mówię o Toyocie choć to przyzwoite samochody
Pozdrawiam

Pibloq
Gość
Pibloq

Są jeszcze argumenty nieoczywiste przemawiajace za autem. 1. Ludzie się nie myją. Niestety, to brutalna prawda. W lato podróż komunikacją miejską jest baaardzo przykrym przeżyciem. 2. W przypadku tłoku w komunikacji dochodzi jeszcze argument: wszelkiej maści zboczencow, korzystających z tego faktu. Nie będę sie rozpisywał, ale rozmawialem z kilkoma kobitkami, problem jest faktyczny i nie wydumany. Oba argumenty usłyszałem od swojej żony. I dopóki będzie mnie stać na utrzymanie auta, będę to robił – nawet kosztem innych rozrywek czy dóbr. Poza tym, tak jak ktoś słusznie zauważył , można kupić małe miejskie auto, 5-7-10 letnie, założyć gaz i jeździć taniej… Czytaj więcej »

Anita
Gość
Anita

Nie mam auta, i nie przepadam za komunikacją miejską.
Od 2 lat , z wyłączeniem miesiąców zimowych, po mieście jeżdżę prawie wyłącznie rowerem.
Rozwiązanie oszczędne, ekologiczne, dające swobodę i dodatkowo codzienny ruch.
Polecam bardzo mieszkańcom miast.

Pibloq
Gość
Pibloq

Dodatkowo jesli chcesz obniżyć koszty utrzymania auta, możesz go udostępniać w dluzszych podróżach (blablacar i inne podobne portale).

Jest jeszcze kwestia car-sharingu.
Akurat mieszkam w stolicy, więc wybór jest b.duzy.
Traficar, Panek, 4-mobility.
A do tego skutery na minuty: Blinkee, Scroot.
Dla osób jeżdżących mniej – to naprawdę alternatywa.

Poza tym, Taxify czy Uber. I ciągłe promocje w mytaxi, itaxi (-30 proc. Itp).
Godnym pomysłem jest myTaxi match, czyli dzielenie taksówki między obcymi osobami, jadącymi w tym samym kierunku. Mam nadzieję, ze pomysł sie przyjmie – wowczas kurs tanszy o 40 proc.

Pawel
Gość
Pawel

A ja mam lanosa, kosztował 1000 zł, jeździ się całkiem fajnie, nie psuje się;gdyby miał klime to byłbym zadowolony w 100 %.

Marcin
Gość
Marcin

Strony w Toyota Bank nie działają więc traci pan autorytet i pieniądze (bo Bank nie sprzedaj i mówi że Samcik jest słaby a to ich wina)

Kuba
Gość
Kuba

Co za bzdura. Podsumowując: „Samochody są drogie, więc kupujmy nowe i płaćmy za nie jeszcze więcej.” Na taką bzdurę mógl wpaść tylko ktoś, kto pisze artykuł na zlecenie Toyoty.

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Bardzo ciekawy artykuł. Zwłaszcza jak ktoś interesuje się motoryzacją. Sam posiadam (trochę z przymusu) dwa samochody i obserwują jak „park maszynowy” wygląda u innych. I powiem tak. Jeżeli do aut podchodzi się z głową to naprawdę nie są to aż takie koszty jak w artykule. Po pierwsze kupuje się taki samochód na jaki człowieka stać a nie „zastaw się a postaw się”. Ja mam używane auta klasy ekonomicznej, spełniające wszystkie wymagania jakie mam w stosunku do nich. Popularna marka (Skoda), odpowiednia wielkość, mało awaryjne, nie wyżyłowane silniki (żadne TSI czy inne po tzw. „downsizingu”), itp. Psują się niezbyt często a… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany