Wakacje się skończyły, ale problem z wakacyjnymi płatnościami nie. Zgłosił się do nas pan Marcin, którzy – mimo zachowania czujności – okazał się bezbronny w obliczu niechcianego przewalutowania w ramach procedury DCC. Nie pomogła ani karta walutowa, ani interwencja u sprzedawcy. Pomogliśmy dopiero my
Ten rok upływa turystom pod hasłem międzynarodowych płatności. Wykwit różnych wygodnych opcji płacenia za granicą jest rekordowy: mamy nowe karty walutowe, wielowalutowe, bezspreadowe, aplikacje do płacenia. U progu wakacji pisaliśmy poradniki o tym jak korzystać z takich kart, jakie wybierać i jak przewalutowywać transakcje po jak najkorzystniejszym kursie.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Niestety, niektórzy wracają z urlopu z uszczuplonym niesłusznie portfelem. I to pomimo, że – wydawać by się mogło – dopilnowali transakcji w najmniejszym szczególe. Oto historia pana Marcina, który urlop spędził na Maderze.
Polska karta, waluta euro, a transakcja w dolarach
Nasz czytenik wykupił u rezydentki biura podróży wycieczkę fakultatywną dla rodziny za 285 EUR. Można było zapłacić kartą, więc zapłacił karta walutową EUR Alior Banku. Rezydentka podała mu terminal, na którym było jak byk – 285 EUR. Kartę klient włożył, kwotę sprawdził, PIN wprowadził.
Skąd taka ostrożność? Nasz czytelnik wiedział, że „nawet jeśli ma się kartę walutową, ale polską, to terminale potrafią podmieniać walutę na złotego”. To prawda. Zagraniczne terminale płatnicze mogą w ogóle nie „wiedzieć”, że wkładamy lub zbliżamy do czytnika kartę w walucie obcej. Z ich punktu widzenia to jest „polska karta płatnicza”. A to, że jest bezspreadowa lub np. wielowalutowa – tego terminal wcale nie musi rozpoznawać.
Ten akurat terminal wyświetlał wszystko w taki sposób, że wydawało się, iż pułapka nie wchodzi w grę (czyli karta w euro i kwota na wyświetlaczu terminala w euro). Gdy transakcja została zautoryzowana, czytelnik oddalił się do pokoju. I wtedy jakiś wewnętrzny głos kazał mu sprawdzić wydruk z terminala. Pan Marcin zobaczył, że… rzekomo zgodził się skorzystać z opcji Dynamicznej Konwersji Walut (Dynamic Currency Conversion).
Rezolutna rezydentka cofa transakcję. A przynajmniej tak się wydawało
Na wydruku widniała informacja, że nasz czytelnik chciał płacić w dolarach, więc kwota transakcji wyniosła 332,54 USD zamiast 285 EUR. Pan Marcin mówi, że to nieprawda, bo on nic takiego nie wybierał.
„Widząc problem wróciłem do rezydentki, która powiedziała, że może anulować transakcję zapłaty 285 EUR (czyli 332,54 USD). Tak też zrobiła, a ja zapłaciłem jeszcze raz – tym razem prawdziwe 285 EUR. Tym razem na potwierdzeniu nie było już przewalutowania. Miałem nadzieję że na tym sprawa się zakończyła. Niestety tak nie było – po kilku dniach dostałem maila z Alior kantoru o uznaniu mojego rachunku kwotą 285 EUR. Po zalogowaniu na stronę zobaczyłem, że bank zwrócił mi na konto eurowe 285 EUR, a po drugie obciążenie 345,64 EUR, czyli kwotę transakcji przeliczoną ze 332,54 USD.
Pan Marcin był w tym momencie „w plecy” dokładnie 60 euro różnicy między faktyczna ceną wycieczki fakultatywnej, a ceną, która wyszła z przewalutowania transakcji z euro na dolary, a potem z dolarów na euro. To trochę dziwne, skoro na wydruku było już napisane, że niekorzystnego przewalutowania nie było.
Dobre relacje do podstawa. Ale trzeba patrzeć na ręce sprzedawcom
Pan Marcin nie chciał dać się zrobić na szaro i podniósł larum. Napisał dwie wiadomości: reklamację do banku i maila z opisaną historią na adres Ekipy Samcika. Napisał w reklamacji m.in, że chce z powrotem swoje 60 euro, bo był w kraju strefy euro, miał kartę w euro, więc chciał zapłacić w euro, a nie w dolarach.
W tym samym czasie my też zwróciliśmy się do banku z zapytaniem jak to w przypadku pana Marcina było. Wyszły z tego niezłe kwiatki – odpowiedź banku na reklamację klienta zbiegła się w czasie z naszymi pytaniami. „Choć to nie nasza wina, to wyszliśmy klientowi naprzeciw” – usłyszeliśmy w banku. Ze względu na tajemnicę bankową to pan Marcin relacjonuje dalszy przebieg sprawy i odpowiedź na reklamację.
Bank odpowiedział mu, iż analiza wykazała, że korzystał z usługi Dynamic Currency Conversion (DCC). I żeby następnym razem uważał w co klika, bo wszystkie ważne informacje powinny być wyświetlane przez terminal. Oprócz tego pojawiło się wyjaśnienie, że rezydentka nie anulowała pierwotnej transakcji w walucie USD, a dokonała jedynie zwrotu na kwotę 285 euro.
Jak już wspomnieliśmy wyżej: w ramach podtrzymania relacji bank wypłacił klientowi 60,64 EUR, czyli różnicę pomiędzy obciążeniem w walucie USD, a zwrotem od usługodawcy. Niestety, nie udało nam się skontaktować z nierzetelną rezydentką. Nie wiemy czy to była kwestia złej woli, braku umiejętności, a może złośliwości przedmiotów martwych, w tym przypadku terminala – każda z tych opcji jest równie prawdopodobna.
Jaka recepta na pułapki DCC? Bank podpowiada
Pan Marcin pisze, że nie jest zadowolony z odpowiedzi.
„Nie wiem jak teraz postępować w przyszłości żeby nie dopuścić do podobnej sytuacji. Zazwyczaj jest tak, że po podaniu PIN oddaje się terminal sprzedawcy, a on drukuje potwierdzenia. Może powinienem się w takim razie ze sprzedawcą szarpać, trzymać samemu terminal i drukować samemu potwierdzenia dopóki nie wyjmę z niego karty? Czy jest jakaś szansa żeby nie dać się naciąć?”
Cóż recepta zaproponowana przez pana Marcina wydaje się słuszna, tak jak pisaliśmy: trzeba patrzeć na ręce sprzedawcom, obserwować terminal i czytać wydruki. Niestety, niniejsza historia pokazuje, że nawet to nie daje gwarancji, że niekorzystne przewalutowanie w jakiś „magiczny” sposób się nie włączy.
Pan Marcin relacjonuje, że tą samą kartą płacił ponad 20 razy na Maderze w sklepach i restauracjach i wszystkie transakcje były w EUR, jedynie bankomat proponował mi konwersje na złote, ale po dwukrotnym (!) odrzuceniu propozycji maszyna zgodziła się wypłacić euro bez zbędnego przeliczania.
Usługi DCC nie da się wyłączyć z poziomu karty. Nie ma też pomysłu, by tego zakazać, bo niektórym jest z tą usługą wygodnie (głównie właścicielom sieci terminali, którzy w ten sposób zwiększają swoje dochody). W takich sytuacjach trzeba wykazać wzmożoną czujność.
Bank radzi korzystać z karty wielowalutowej – w przypadku płatności za jej pośrednictwem, to konkretne obciążenie zostałoby zaksięgowane na rachunku prowadzonym w walucie USD. Klient uniknąłby w ten sposób przewalutowania po stronie banku (z dolarów na euro), ale nadal nie uchroniłby się przed przewalutowaniem po stronie sprzedawcy (z euro na dolary).
źródło zdjęcia: PixaBay

