Czyżby zanosiło się na kolejny kryzys zaufania do obligacji korporacyjnych, uznawanych przez wielu za atrakcyjny zamiennik depozytu bankowego? Panika zaczęła ogarniać inwestorów, którzy ulokowali pieniądze w obligacjach spółki windykacyjnej GetBack – jednego z największych emitentów poublicznie dostępnych obligacji w Polsce. Czy jest się czego obawiać?

Niektóre obligacje Getback inwestorzy wyprzedają po 35% wartości nominalnej. Taką cenę uzyskują np. wyemitowane niespełna przed rokiem papiery z terminem wykupu w maju 2020 r. Dramatycznie spada też kurs akcji windykatora. Co się dzieje? Czyżby inwestorzy zakładali niewypłacalność oraz bankructwo wielkiej i znanej na rynku spółki?

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach„, zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

Odwrót od GetBacka: akcje za 15% ceny sprzed roku, obligacje po 35% nominalnej wartości

Zamieszanie wokół jednego z liderów windykacji jest niewąskie. Spółka opublikowała komunikat, z którego wynika, że prowadzi rozmowy z PKO BP i Polskim Funduszem Rozwoju na temat pozyskania finansowania. Jednak zarówno bank, jak i fundusz zdementowali te wiadomości. Z kolei zarządzająca funduszami inwestycyjnymi firma Quercus poinformowała, że zgodziła się na przesunięcie wykupu obligacji wartych 10 mln zł o tydzień. To oznacza, że GetBack po raz pierwszy w swojej historii nie wykupił swoich obligacji.

Ceny akcji GetBack runęły i handel nimi na giełdzie został zawieszony z powodu nadmiaru chętnych do sprzedawania (wykres poniżej). Na rynku obligacji ruch się nie zatrzymał, ale obligacje niektórych emisji są handlowane w „cenie złomu” – za 35-50% ich wartości nominalnej.

Sytuacja jest niewesoła, bo na rynku Catalyst jest notowanych ponad 20 serii obligacji GetBack. Obligacje z terminem wykupu w latach 2020-2021 to te, które kupili inwestorzy indywidualni (za 300-400 mln zł). GetBack płacił dobre odsetki – ok. 4-4,5% powyżej WIBOR-u (czyli ok. 6-6,5% rocznie).

Niewielu emitentów wypuściło na rynek więcej obligacji. W obrocie jest np. ponad 40 serii obligacji Getin Banku oraz ponad 20 serii „autorstwa” Ghelamco (duża firma deweloperska z Belgii), czy windykacyjnego Kruka. Ewentualny tzw. default tak dużego emitenta może nie wywołałby efektu domina (bo spółka spółce nierówna), ale przejściowo na pewno ograniczyłby niektórym spółkom możliwości emitowania obligacji (a niektóre są od nich bardzo uzależnione finansowo).

Czytaj też: Boom na firmowe obligacje. Dają zarobić lepiej, niż bankowa lokata

Czytaj tez: Czy opłaca się pożyczyć pieniądze paliwowemu potentatowi? Taka obligacja to prawie bankowa lokata

Imperium zbudowane na kredyt

Getback to druga największa firma windykacyjna w Polsce. Zarządza górą ponad 20 mld zł przeterminowanych długów. Większe portfele ma pod opieką tylko wrocławski Kruk (ale inni dużi windykatorzy – Best i Kredyt Inkaso – zostali w tyle). Kłopot w tym, że GetBack w większym, niż rywale stopniu finansuje się kredytami i emisjami obligacji. Na koniec kwartału miał 460 mln zł długu krótkoterminowego i 1,3 mld zł długoterminowego. Same odsetki w trzech kwartałach 2017 r. kosztowały go 120 mln zł (czterokrotny wzrost w ciągu roku).

GetBack co prawda generuje też gigantyczne przychody z odzyskiwanych długów – 540 mln zł w skali trzech kwartałów – ale łatwo policzyć, że przy dużym nawisie długów krótkoterminowych i wysokich odsetkach od obligacji firma nie ma marginesu błędu. Każde zmniejszenie przychodów z odzysku długów może sprowadzić ją pod wodę (a otoczenie regulacyjne i rynkowe jest coraz trudniejsze).

Szefowie GetBacka mają pomysł, by wyemitować dużą pulę akcji i z pozyskanego kapitału spłacić najpilniejsze długi oraz zmniejszyć koszty finansowania. Sęk w tym, że taka operacja „rozwodniłaby” kapitał dotychczasowych udziałowców i ci zgodzili się tylko na realizację połowy planów spółki (walne zgromadzenie, które o tym decyduje, było kilka razy przerywane i jeszcze trwa).

GetBack nie opublikował do tej pory raportu za 2017 r., więc nie wiadomo tak do końca na ile poważna jest jego sytuacja finansowa. Trudno sobie wyobrazić najgorszy scenariusz, biorąc pod uwagę, że firma jeszcze w trzecim kwartale zeszłego roku raportowała 180 mln zł czystego zysku. Nawet jeśli przeinwestowała i nie jest w stanie odzyskać z portfeli długów tyle pieniędzy, by obsłużyć własnych wierzycieli, to grozi jej co najwyżej zachwianie płynności finansowej i konieczność „skurczenia” (zmniejszenia skali działalności), a nie bankructwo.

Kłopoty najwyższej wagi mogłyby się pojawić dopiero wtedy, gdyby się okazało, że portfele wierzytelności zarządzane przez GetBack są znacząco niższej jakości, niż firma raportowała. Ale GetBack zawsze był znany ze stosowania bardzo skutecznych metod zarówno na poziomie wyceny kupowanych długów, jak i ich egzekucji (widziałem kiedyś ich system do analizy danych podopiecznych – wymiata).

Obligacje GetBack znikają z funduszy inwestycyjnych

Oczywiście: łatwo być optymistą, gdy się nie jest ani akcjonariuszem, ani obligatariuszem GetBacka. O tym, że firma ma ryzykowną strategię rozwoju pisałem już przed rokiem, gdy wchodziła na giełdę i sprzedawała inwestorom swoje akcje (w ciągu ostatniego roku były notowane nawet po 28,6 zł, dziś już tylko po 3,75 zł).

„Patrząc na skalę wzrostu biznesu GetBacka można się zastanawiać czy tak intensywny rozwój nie niesie za sobą wysokiego ryzyka, że ten kolos okaże się być dużym misiem na glinianych nogach. W przypadku biznesu windykacyjnego zawsze jest takie ryzyko, bo im więcej masz długów „pod opieką”, tym więcej masz do stracenia jeśli okaże się, że spadnie procent odzyskiwanych wierzytelności. A jeśli jeszcze do tego pożyczasz pieniądze na kupowanie portfeli długów…”

– analizowałem w czasie, gdy większość analityków piała z zachwytu. Że zacytuję fragment z dzisiejszego tekstu zamieszczonego w portalu Parkiet.com:

„Z zachwytu nad spółką pieli także analitycy, którzy zaraz po debiucie masowo zaczęli wydawać pozytywne rekomendacje dla spółki. Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które już wtedy sugerowały, że model biznesowy oparty na agresywnych zakupach i finansowaniu się głównie wysoko oprocentowanymi obligacjami może strącić GetBack z nieba do piekła”

GetBack jest dziś w trudnym położeniu, bo w takim momencie każdy raczej podkłada ci nogę, niż poda pomocną dłoń. Komunikat Quercusa o przesunięciu o tydzień wykupu obligacji to oczywiście element wojny psychologicznej. Quercus wytransferował obligacje GetBacku z funduszy zarządzających pieniędzmi klientów detalicznych (są przesunięte do funduszu, którego udziałowcami są menedżerowie Quercusa), więc może grać ostrzej, bo nie znajdzie się na celowniku swoich klientów.

Czytaj też: Bolesna lekcja dla fanów obligacji korporacyjnych. Pół roku zysków wyparowało w ciągu jednego dnia

Czytaj też: Zainwestowali w obligacje bankrutów, więc klienci zabrali im miliard złotych

Spokojnie, to tylko awaria, nie plajta

Gdybym miał akcje lub obligacje GetBacka (przy założeniu, że jestem dobrze zdywersyfikowany i nie jest to cały mój kapitał) zachowałbym spokój i czekał na rozwój sytuacji. Każda panika to okazja dla inwestorów-oportunistów, którzy skupują aktywa po bardzo niskich cenach licząc na pozytywne rozwiązanie. Nie ma lepszego sposobu na szybki zysk, niż wykorzystywanie paniki rynkowej.

Inwestorzy na rynku akcji są przyzwyczajeni do takich „ostrych jazd”, zwłaszcza w przypadku takich spółek, jak windykatorzy, którzy nie są stabilnymi spółkami dywidendowymi, lecz raczej agresywnymi w rozwoju rekinami. Trzymam jednak kciuki, byśmy nie doczekali się kolejnego dużego defaultu w obligacjach.

Mieliśmy w ostatnich latach bolesne bankructwa dużych emitentów obligacji korporacyjnych. W atmosferze skandalu defaultowały obligacje Ganta (ongiś drugi największy deweloper w kraju), czy SK Banku (największy bank spółdzielczy w Polsce). Takie rzeczy się zdarzają. Ba, statystyki pokazują, że 5-10% wszystkich emisji kończy się niewypłaceniem pieniędzy.

Tyle, że zwykle dotyczy to spółek „śmieciowych”, oferujących bardziej bilety na loterię, niż papiery wartościowe. Niewypłacalność dużych emitentów obligacji to inna para kaloszy. Za GetBacka wypada więc trzymać kciuki w interesie drobnych inwestorów. Tych, którzy powierzyli mu pieniądze, ale też i tych, którzy myślą o zabraniu części oszczędności z banku. Takie wieści, jak te dotyczące drugiego największego windykatora w kraju, mogą ich po raz kolejny zniechęcić.

„Razem pokonamy każdy dług” – to slogan z kampanii reklamowej firmy GetBack. Dotyczy to nie tylko długów podopiecznych windykatora, ale i jego samego…

źródło zdjęcia tytułowego: Kadr z reklamy firmy GetBack

 

Gratulacje! Jesteś zapisany

Share This