27 listopada 2018

Furgonetka na minuty? Dość ekstrawaganckie. Citybee zalewa miasta dużymi autami. Tylko po co? Liczę komu opłaci się je wynająć

O ile zwykły car-sharing zdaje się mieć przyszłość, o tyle furgonetki na minuty to pomysł – na pierwszy rzut oka – ekstrawagancki. Przede wszystkim dlatego, że potrzeba przewiezienia czegoś wielkogabarytowego z punktu A do punktu B na terenie dużego miasta zdarza się przeciętnemu konsumentowi znacznie rzadziej, niż potrzeba przemieszczenia siebie. To oznacza, że naturalny popyt na tego usługi ma znacznie mniejsze natężenie, niż na „osobowy” car-sharing. Ale być może big car-sharing jest ciekawą alternatywą dla… leasingu w małej firmie? Policzyłem, pojeździłem i…

Od kilku tygodni w Warszawie, a od naprawdę niedawna w czterech innych aglomeracjach – Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Katowice – działa firma usługa Citybee, czyli furgonetki na minuty. Firma wzięła się z Litwy i tam jest dużym operatorem car-sharingu także osobowego, w Polsce zaczęła „karierę” od ciężarówek. Na razie jest ich na ulicach pięciu miast ok. 80, ale kilkadziesiąt kolejnych już grzeje silniki.

Wynajęcie Fiata Ducato lub Volkswagena Craftera nie różni się niczym od wzięcia samochodu w ramach car-sharingu. Trzeba ściągnąć aplikację, zarejestrować się w niej podając m.in. dane osobowe oraz z prawa jazdy (i przekazując jego skan) oraz przypiąć kartę płatniczą, z której apka będzie pobierała opłaty za wynajem. A potem już tylko wystarczy zarezerwować samochód, otworzyć go za pomocą aplikacji i znaleźć kluczyki w schowku. Testowałem, wszystko gra.

Dobra wiadomość jest taka, że do furgonetki można wsiąść ze zwykłym, „cywilnym” prawem jazdy – jedyna sprawa, o której trzeba pamiętać, to większe gabaryty i wysokość samochodu. Zła wiadomość to ta, że takie auto nie wszędzie można zostawić.

O ile w ramach car-sharingu wystarczy zaparkować samochód zgodnie z prawem w ramach strefy, w której działa dany operator, o tyle dostawcze samochody mają swoje „bazy”, z których je pobieramy i w których musimy się „zmieścić” zwracając auto. Oznacza to, że chcąc przewieźć np. meble muszę zabudżetować również podróż do i z „strefy zrzutu”.

Tutaj: Obejrzyj filmik z kanału „Autonaminuty”, w którym pokazują, jak to chodzi

Na większe zakupy z własnym transportem? Ile kosztuje bagażówka na minuty?

A sam koszt wynajmu? Jest drożej niż w przypadku aut osobowych, ale nie jakoś drastycznie drożej (zwłaszcza biorąc pod uwagę złodziejskie stawki niektórych taksówek bagażowych).

O ile „osobówki na minuty” kosztują ok. 50 gr. za minutę o 80 gr. za każdy przejechany kilometr, to tutaj przez pierwszych 50 km płaci się tylko za czas – 1 zł za minutę (bez grosza). Dopiero po przejechaniu 50 km zaczyna się doliczać opłata 65 gr. za każdy kilometr (ale większość podróży klientów to zapewne te rozliczane tylko „per minuta”).

Krótko pisząc: wynajmując bagażówkę Citybee na godzinę zapłaciłbym cennikowo 60 zł, a dodatkowo „włącza się” rabat – 49 zł za godzinę. Można też wypożyczyć auto na cały dzień za 219 zł. To bez porównania taniej niż w przypadku bagażowych taksówek. W Warszawie cenniki „bagażówek” to jakieś 3 zł za kilometr (czyli przez godzinę „nastukałbym” jakieś 150 zł) oraz 40-50 zł opłaty „na wejściu”.

Wygląda na to, że o ile car-sharing jest tylko trochę tańszy od taniej taksówki lub Ubera, o tyle Citybee jest pewnie ze trzy razy tańszy od klasycznej taksówki bagażowej, na którą do tej pory skazani byli konsumenci kupujący meble, duże telewizory czy sprzęt AGD (pralki, lodówki). No, może nie do końca, bo coraz więcej sklepów oferuje usługę dowozu i wniesienia (zwykle ceny wynoszą ok. 50-100 zł). Poniżej cennik z „mojej” IKEI:

Tyle, że kupując sklepową usługę dostawy zwykle jestem skazany na kilka dni oczekiwania oraz na to, że będę musiał warować pod adresem dostawy przez kilka godzin (bo pracownicy zapowiadają się w kilkugodzinnych „slotach” godzinowych).

Car-sharing dostawczy jest dużo bardziej opłacalny w porównaniu z taksówką i firmą przeprowadzkową oraz znacznie wygodniejszy (choć niekoniecznie dużo tańszy), niż dostawa wykupiona w sklepie. Jedynym problemem jest kwestia „natężenia” potrzeby konsumenckiej. Żebym nie wiem jak wielkim fanem Citybee był, to raczej nie będę miał potrzeby skorzystania z takiego auta częściej, niż raz na rok.

Czytaj też: Wybrać car-sharing na krótko czy na dłużej? Najem długoterminowy czy car-sharing. A może auto z szoferem, czyli Uber? Co kiedy się opłaca?

Czytaj też: Samochód – to będzie kolejne pole bitwy w płatnościach. Będziemy kupowali jadąc

Czytaj też: Startuje dostawczy carsharing IKEA. Ale auta nie zostawisz gdzie chcesz. Kto na to pójdzie?

Czy Citybee może być alternatywą dla leasingu. Jeśli masz małą firmę w dużym mieście…

Dlatego Citybee nastawia się też na obsługę małych firm. Takich, które na co dzień nie zajmują się transportem i nie opłaca im się mieć własnego dużego auta. Czy im korzystanie z tego typu car-sharingu – czyli dorywcze wynajmowanie dostawczaka – może się bardziej opłacić, niż leasing?

Załóżmy, że w związku z „wysokim sezonem” na moje usługi poszukuję dostawczaka – Fiata Ducato, Volkswagena Craftera, Peugeota Boxera czy Citroena Jumpera. Cena takiego furgonu (nowego) u dealera to jakieś 80 000 zł netto.
Załóżmy też, że moja firma chce mieć jak najniższe koszty początkowe (zerowa opłata wstępna), płacić możliwie niskie raty i nie zamierza wykupywać samochodu na koniec umowy (a więc może sobie pozwolić na wysoki koszt wykupu w umowie – 50% wartości pojazdu). Biorę leasing na możliwie krótki okres (3 lata) i wybieram model z zeszłego roku – o wartości 70.000 zł.

Rata miesięczna wyniesie – według kilku kalkulatorów internetowych – jakieś 1250 zł. Do tego dochodzą koszty eksploatacji: ubezpieczenie, naprawy, serwis (w sumie 200 zł miesięcznie). Dochodzi też koszt parkingu (100 zł miesięcznie) oraz paliwa (10 litrów na 100 km przy cenach na stacji w okolicach 5 zł za litr).

Łączne koszty zależą od tego jak często będę używał samochodu. Przy używaniu przez dwa razy w tygodniu i przejechaniu 400 km mamy 200 zł wydatków na paliwo i łączny koszt leasingu 1750 zł (nazwijmy to wariantem a). Przy używaniu auta przez tydzień w każdym miesiącu i przejechaniu 600 km – już 1850 zł (wariant b). Jeśli używam auta codziennie i robię nim do 40 km (800 km miesięcznie) to leasing i paliwo kosztują mnie łącznie 1950 zł (bez VAT, bo jego sobie odliczam – wariant c).

A gdybym chciał zamienić leasing na dostawczaka na minuty w Citibee? Cena za minutę: 0,80 zł (brutto 0,99 zł), cena za godzinę: 39,84 zł (brutto 49 zł), cena za dzień: 178,05 zł (brutto 219 zł), cena za tydzień: 1056,01 zł (brutto 1299 zł). Każdego dnia wynajmu mam do wykorzystania 50 km, każdy kolejny kilometr to opłata w wysokości niecałych 53 gr.

Czytaj też: Potrzebujesz auta? Oni wynajmą ci je od A do Zet przez net. I dostarczą do domu. Prześwietlam ofertę MasterLease

Czytaj też: Najem długoterminowy zamiast zakupu. Jakie samochody najchętniej wybieramy? Te dane nieco zaskakują. Radzę uważać

Czytaj: Ten koncern samochodowy stawia na wynajmowanie aut, a nie na ich sprzedawanie. Ale czy to się opłaca? Liczę!

Prześwietliliśmy: Rusza Carsmile, wirtualny salon samochodowy. Zasubskrybuj dowolne auto i płać za nie jak za Netflix. Ma być uczciwiej niż u konkurencji

Kiedy car-sharing jest tańszy, niż leasing?

Przy używaniu samochodu dwa razy w tygodniu i przejechaniu nim 200 km koszt wynajmu (wariant a) – osiem dziennych stawek oraz opłata dodatkowa za 50 km (raz przekroczyłbym pewnie limit kilometrów) – wyniósłby 1450 zł bez VAT. Jeśli w każdy z tych ośmiu dni będę używał auta tylko przez trzy godziny (a nie przez cały dzień) to koszty spadną do 980 zł plus VAT. Koszt leasingu w tym wariancie – przypomnijmy – to 1750 zł.

Używając auta przez tydzień w każdym miesiącu (wariant b) koszt wynajmu to 12 dziennych stawek, czyli 1780 zł bez VAT. Jeśli wynajem będzie krótszy niż 4,5 godziny dziennie to przejdę na stawki godzinowe i koszt wynajmu będzie odpowiednio niższy. Dla trzech godzin dziennie wyniesie 1200 zł bez „piątaka”. Przypomnę, że kosz leasingu w tym wariancie to 1850 zł bez VAT,

Jeśli zaś używałby auta na minuty codziennie, robiąc do 40 km miesięcznie, miałbym koszt wynajmu w okolicach 4220 zł, czyli cztery stawki tygodniowe. Leasing i paliwo – 1950 zł.

Czytaj też: TCO, czyli ile tak naprawdę kosztuje samochód? I co z tego wynika?

Jeździsz co trzeci dzień? Pomyśl o car-sharingu

Wnioski? Wynajem CityBee przy stawkach dziennych (czyli gdy używam auta dłużej, niż 4,5 godziny w każdy dzień, gdy go biorę) jest tańszy od leasingu w sytuacjach, gdy używamy samochodu na dystansie do 50 km dziennie przez co najwyżej 10 dni. Przy intensywnym użytkowaniu przez tydzień (nawet do 100 km dziennie z dopłatą za kilometry) – CityBee jest wciąż korzystniejszy niż leasing. CityBee staje się mniej korzystne przy wynajmie powyżej 10 dni w miesiącu oraz przy wynajmie ciągiem na dwa tygodnie i dłużej.

A przeliczając to w skali roku? Zakładając, że miesięczny koszt samochodu w leasingu przy miesięcznym przebiegu 800 km to 1950 zł bez VAT, łączny koszt w skali roku wynosi 23.280 zł bez VAT. Za taką kwotę mógłbym wynająć dostawczaka CityBee na 22 pełne tygodnie lub 122 dni (przy założeniu, że robię do 50 km dziennie).

Czyli: jeśli na każde trzy dni w roku przez jeden dzień używam samochodu jako przedsiębiorca i nie robię nim więcej niż 50 km dziennie, to car-sharing CityBee jest korzystniejszy finansowo niż leasing. Są jeszcze argumenty pozafinansowe – niemal zero formalności (przy umowie leasingowej trzeba się jednak spocić) i brak strat czasu na tankowanie, serwis, naprawy, zmiany opon, poszukiwanie ubezpieczyciela itp.

W przypadku car-sharingu jest natomiast problem (i ewentualnie koszt) dojechania do auta i odstawienia go w wyznaczonej strefie oraz stres wynikający z faktu, że gdy auta potrzebujesz – akurat go nie ma, bo ktoś inny je wypożyczył. No i Citybee wchodzi w grę jako opcja tylko dla firm operujących w dużych miastach, nie da się tego używać poza aglomeracjami. A leasing – jak najbardziej.

Generalnie jednak ceny car-sharingu dostawczego wyglądają przyjaźniej, niż tego „osobowego”, co zapewne wynika z faktu, że alternatywa w przypadku przewożenia dużych i ciężkich rzeczy jest droższa, niż opcje zapasowe w przypadku przewożenia ludzi. Ale też Citybee wchodzi na rynek ze stawkami mocno promocyjnymi (sądzę, że w przyszłości wprowadzą jednak „kilometrówkę”). A więc – chwilo, trwaj.

źródło zdjęcia tytułowego: autonaminuty.org

 

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
armizenKasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia
Gość

Pomysł naprawdę ciekawy, zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce. Dla kogoś kto rzadko potrzebuje takich usług, ta opcja może być dobra, ale wiadomo, że w większych miastach są duże korki to co wtedy?

zen
Gość
zen

Policzmy jeszcze dla wspomnianej w tekście Ikei.
Załóżmy optymistycznie, że parking Citybee mam tuż pod nosem, a do sklepu 10km.
Czas dojazdu do sklepu – 25min.
Czas potrzebny na wybór towaru, przejście przez kasę i załadunek – 60min.
Powrót – 25min.
Rozładunek i odstawienie samochodu na parking – 15min.
———–
SUMA: 125min
CENA: 102,95 PLN

Przy większych / cięższych zakupach czasy załadunku i rozładunku się wydłużają oraz dochodzi jeszcze zawracanie głowy komuś do pomocy.

Z perspektywy klienta indywidualnego szału nie ma.

armi
Gość
armi

ja jedyny sens widzę przy przeprowadzce – gdy mamy już ‚tragaży’ a brakuje nam samochodu
zamiast się prosić znajomych albo ganiać 10 razy osobówką – biorę nawet na 1 dzień busa i za 2 stówki mam z bańki

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij