6 września 2022

Miliardy złotych uciekają z polskich funduszy inwestycyjnych. Czy to ich zmierzch? A może nowe strategie przywrócą funduszom blask?

Miliardy złotych uciekają z polskich funduszy inwestycyjnych. Czy to ich zmierzch? A może nowe strategie przywrócą funduszom blask?

Przez dziesięć miesięcy trwał nieprzerwany odpływ pieniędzy z polskich TFI. Nie pomagają nawet dobre wyniki inwestycyjne w ostatnim czasie. Co czeka krajowe fundusze inwestycyjne i ich klientów w najbliższej przyszłości? Czy będą w stanie nas czymś zachwycić, czy raczej będą płynęły z rynkowym prądem? Czy nadchodzi zmierzch branży funduszy inwestycyjnych w Polsce?

Kiedy w marcu 2020 r. rynkowa panika spowodowała, że klienci polskich funduszy inwestycyjnych rzucili się wypłacać pieniądze, a w połączeniu ze spadkami na rynkach aktywa skurczyły się o prawie 30 mld zł – wydawało się, że cała branża może posypać się jak domek z kart. Oprzytomnienie przyszło jednak dość szybko – a rozpędzająca się postpandemiczna hossa pomagała w odbudowywaniu aktywów TFI.

Zobacz również:

Między majem 2020 r. a wrześniem 2021 r. sprzedawcy funduszy mieli żniwa. Udało się przez ten czas pozyskać netto prawie 41 mld zł nowych środków, czyli dwa razy tyle, co wypłacono w feralnym marcu 2020 r. Na to nałożyły się dobre wyniki inwestycyjne. Łącznie aktywa pod zarządzaniem zwiększyły się o 76 mld zł (według danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami).

A potem wszystko zaczęło się sypać. W październiku 2021 r. NBP wbrew wcześniejszym deklaracjom zaczął podnosić stopy, jednocześnie wysyłając bardzo niejednoznaczne sygnały co do swoich zamiarów. To wywołało przeceny na rynku obligacji, załamanie się wartości jednostek uczestnictwa w funduszach dłużnych i początek wielkiej ucieczki ich klientów.

Spadki na giełdach, inflacja, widmo recesji i wojna w Ukrainie – to wszystko ciążyło na wynikach funduszy i siłą rzeczy na ich sprzedaży. Od października do lipca trwa seria dziesięciu miesięcy odpływów netto z TFI. Klienci wycofali już około 30 mld zł, a strata kolejnych 18 miliardów złotych wynika ze spadków cen akcji będących w portfelach funduszy. To oznacza, że aktywa TFI w tym czasie skurczyły się o kilkanaście procent. Co to oznacza dla klientów?

Na czym zarabiają fundusze inwestycyjne? Głównie na opłacie za zarządzanie, która jest wyliczana jako procent aktywów. To oznacza, że im więcej fundusz ma zgromadzonych środków, tym większe ma przychody. Natomiast koszty w dużej części są stałe. Do tego zakres obowiązków regulacyjnych cały czas się powiększa, a to pochłania coraz więcej zasobów.

Stąd między innymi wynikają wysokie opłaty za zarządzanie w polskich funduszach inwestycyjnych. Przy małych aktywach trzeba pobierać większy procent, żeby wyjść na swoje. A skoro teraz aktywa się zmniejszają, a nie ma wielu argumentów, by zachęcić klientów do powrotu – mogą nas czekać podwyżki opłat za zarządzanie.

A to może bardzo pogorszyć konkurencyjność tych produktów. Wyniki inwestycyjne są w dużej mierze ruletką. Czasami zarządzający trafią z inwestycjami i zarobią więcej od rynku, a czasami postawią na złego konia i stracą. Nie mamy na to wielkiego wpływu. Ale możemy przewidzieć koszt takiej inwestycji – ma on znaczenie nawet w krótkim terminie, a w długim wysokość opłat za zarządzanie może mieć ogromne znaczenie. Wyliczał to niedawno Maciek Samcik, sprawdźcie, ile mu wyszło!

Fundusze inwestycyjne – rewolucja albo gnicie

Co takiego mogą nam zaoferować krajowe fundusze inwestycyjne, czego nie znajdziemy w innych produktach finansowych? Zabrzmi to może kontrowersyjnie, ale obecna ich oferta – poza dwoma wyjątkami – nie zawiera nic ciekawego. O co chodzi? O fundusze obligacji korporacyjnych i obligacji samorządowych. I to tylko dlatego, że zwykły inwestor nie bardzo ma dostęp do tych instrumentów. Płynność na papierach dłużnych firm na rynku Catalyst jest bardzo niska, a na obligacjach gmin – właściwie zerowa.

A jak już coś da się kupić, to ceny mogą być oderwane od realnej wartości – właśnie przez brak płynności. Dlatego lepszą ekspozycję na ten rynek dają fundusze.

Ceną nas TFI nie przekonają – oferta tanich funduszy, przede wszystkim ETF-ów, jest już dla inwestora indywidualnego powszechnie dostępna. Są krajowe, są zagraniczne. Jest w czym wybierać, żeby zbudować portfel.

Wyniki też raczej nie powalają – bo w sumie, czemu by miały powalać? Polskie fundusze opierają się głównie na polskich aktywach, czyli na akcjach spółek z GPW i krajowych obligacjach skarbowych i detalicznych. A nasza giełda od lat stoi w miejscu, zaś przy inwestowaniu w dług też wielkiego wyboru nie ma. Wielokrotnie badania potwierdzają, że w dłuższym terminie aktywnie zarządzane fundusze mają problem z pokonywaniem swoich benchmarków. O tych, którym to się udaje, jest potem głośno, ale to raczej wyjątki od reguły.

Do tego oferta obligacji detalicznych w tej chwili stawia pod znakiem zapytania sens inwestowania w bardziej zmienne instrumenty – jak jednostki uczestnictwa w funduszach dłużnych. Ba! Nawet lokaty są już teraz w stanie zaspokoić apetyt na rentowność dla dużej części oszczędzających. A przy sprzyjającym układzie gwiazd, gdyby się okazało, że inflacja rzeczywiście spadnie w jednocyfrowe okolice w przyszłym roku, depozyt na 12 miesięcy na 7% może skutecznie ochronić wartość pieniądza!

Nie widzę więc za bardzo argumentów za tym, żeby branża TFI się rozwijała. Owszem, jak giełda zacznie znowu rosnąć, a obligacje dadzą dobry procent, klienci zaczną wracać. A jak znowu przyjdzie bessa – ponownie uciekną. Fundusze będą raczej unoszone przez rynkowe fale, zamiast samemu nadawać kierunek.

No chyba że uda się którejś z tych firm inwestycyjnych przebić z innowacyjnym produktem – czy to w zakresie dostępu do aktywów, które wcześniej były poza zasięgiem inwestorów, czy to w zakresie polityki sprzedażowej albo cenowej.

Na przykład PZU postanowiło zagrać w grę „fundusze indeksowe”. I w tej chwili produkty z rodziny inPZU mają ponad 12 mld zł aktywów. Przy opłacie 0,5% przynoszą one zarządzającym 60 mln zł przychodu. Aż dziw bierze, że inne TFI nie podpinają się pod pasywną rewolucję.

Dużą popularność zdobywają na Zachodzie ostatnio fundusze portfelowe. Chodzi o to, że zarządzający komponuje portfel z tanich ETF-ów, żeby zrealizować jakąś strategię. Na przykład żeby utrzymywać alokację 40% w akcje i 60% w obligacje. W tym celu kupuje ETF-y akcyjne i obligacyjne, a potem pilnuje, żeby przy wzrostach i spadkach korygować odpowiednie proporcje. I takimi niskokosztowymi propozycjami powinny zarzucać nas TFI.

Przeczytaj też: Wymyślili „globalne PPK”? Fundusze Vanguard LifeStrategy to ciekawa i tania odmiana emerytalnego oszczędzania. Analizuję!

Alternatywą – wydaje mi się, że nieuchronną – jest konsolidacja tego rynku. Być może jest miejsce na cztery-pięć dużych TFI, a nie dwadzieścia-kilka mniejszych – jak jest obecnie. Fundusze potrzebują skali do działania, a tej się nie da zdobyć w takim rozproszeniu. Przewagę na rynku mają fundusze, które należą do banków – dzięki sieci sprzedaży i bazie klientów. Niezależne firmy muszą radzić sobie we własnym zakresie albo oddawać lwią część przychodów dystrybutorom.

Dopóki była hossa, jednostki uczestnictwa się sprzedawały, a aktywa rosły – wszystko się spinało finansowo. Teraz niektóre TFI mogą mieć problemy z wypracowaniem zysku. Czeka nas zatem ciekawy okres – choć na efekty w postaci zmian w ofercie przyjdzie chwilę poczekać.

Może fundusze inwestycyjne nie zasłużyły na nasze pieniądze?

W samym lipcu klienci wypłacili z krajowych TFI 1,7 mld zł netto. Czy uciekali przed spadkami? Raczej nie, bo na 800 funduszy dostępnych na polskim rynku tylko 70 zanotowało stratę. Prawie wszystkie kategorie produktów (poza akcjami azjatyckimi i metalami szlachetnymi) były na plusie.

Fundusze inwestycyjne akcji amerykańskich wykręciły średnio w miesiąc prawie 10%, niezły miesiąc zanotowały także te inwestujące w obligacje: krajowe i zagraniczne. Miejmy nadzieję, że znowu nie okaże się, że polscy inwestorzy sprzedają na dołku i kupują, gdy już notowania wzrosną…

Przejawem racjonalnego myślenia może być fakt, że po raz pierwszy od pół roku fundusze obligacji długoterminowych zaczęły przyciągać nowe środki. Pisaliśmy na Subiektywnie o Finansach, że jest bardzo dużo sygnałów, że spadkowy trend na rynku długu się kończy. Rentowności polskich obligacji 10-letnich spadły w ciągu dwóch miesięcy z ponad 8% do 5,3%. Czemu? Ponieważ cykl podwyżek stóp dobiega końca, zbliża się spowolnienie gospodarcze, a wzrost inflacji wyhamowuje.

Ale dzieje się to nie tylko w Polsce. W USA inflacja zaczęła nawet spadać, więc niektórzy zaczęli już zastanawiać się, czy amerykańskiej gospodarce uda się „miękkie lądowanie”. To znaczy pokonanie inflacji bez stłamszenia gospodarki wysokimi stopami procentowymi.

Gdyby ten scenariusz się potwierdził (a po ostatnich wzrostach na Wall Street widać, że coraz mocniej wierzą w to inwestorzy), to czeka nas pewnie powrót do hossy na największej giełdzie świata. Z drugiej strony, gdyby jednak okazało się, że inflacja tylko złapała zadyszkę, a za chwilę znowu przyspieszy, to pewnie rynek będzie musiał się dostosować do nowych warunków. Jak by to się przekładało na notowania indeksów – wyjaśniałem w tej analizie.

Na tym tle nasza giełda wypada dość mizernie. Niewiele się tu dzieje, nowych spółek jak na lekarstwo – nie było w tym roku jeszcze ani jednego IPO z prawdziwego zdarzenia. A debiutanci z zeszłego roku skutecznie odstraszają wynikami. W sumie jedyna nadzieja na większy zastrzyk płynności na warszawski parkiet leży w… nacjonalizacji spółek energetycznych.

Gdyby polski rząd zdecydował się skopiować manewr, na który zdecydowali się Francuzi – czyli zdjęcie z giełdy koncernu EdF – na GPW trafiłoby 20-30 mld zł, które mogłyby trochę rozgrzać atmosferę na GPW. Jakby to mogło przebiegać, opisaliśmy z Maćkiem Danielewiczem.

W ciekawym momencie jest też rynek surowców. Rosyjska agresja spowodowała, że notowania żywności, stali, ropy i innych towarów poszybowały w górę – o kilkadziesiąt, a czasem i ponad 100%. Jednak po kilku miesiącach udało się na nowo poukładać łańcuchy dostaw, a zbliżające się spowolnienie globalnej gospodarki zwiastuje obniżenie popytu. I ceny dużej części surowców wróciły do przedwojennych poziomów.

Co będzie dalej? Jeśli świat pogrąży się w recesji, to jest szansa, że ceny jeszcze spadną. Jednak jeśli udałoby się uniknąć „twardego lądowania”, na surowcach będzie dało się jeszcze zarobić. Może więc warto, żeby nasze krajowe TFI pomyślały o jakichś produktach, które dają ekspozycję na ten rynek, bo z tego co sprawdzałem, jest z tym dość kiepsko.

Źródło zdjęcia: markus-s/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
27 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
mirekk
18 dni temu

Pieniądze uciekają z funduszy do „spożywczaków”, gazowni, składów węgla i stacji benzynowych 😛 Te pieniądze już raczej nie wrócą…

Admin
18 dni temu
Reply to  mirekk

Coś w tym jest 😉

Piotr Węglarz
18 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W takim razie widać brak poduszki płynnościowej.

Admin
18 dni temu
Reply to  Piotr Węglarz

Wydaje mi się, że w funduszach są osoby, które mają już poduszkę finansową, ale to tylko moja intuicja, być może odpływ pokazuje kto pływał bez majtek 🙂

Racjonalny
18 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Sam czekam na okazję żeby wyjść z IKZE.

tgy
18 dni temu

mi już po prostu ręce opadają. Ile czasu jeszcze trzeba aby ludziom zaoferować zwykły fundusz mieszany oparty na zagranicznych akcjach? No ile? Wprawdzie można sobie samemu kupić fundusz akcji zagranicznych i obligacji, ale człowiek który ma awersję do dużego ryzyka nie kupi sam funduszu 100%akcyjnego. Woli mieszany w którym pozornie nie widać tego ryzyka. Można się temu dziwić ale po to powstały fund. mieszane. Co oferują TFI? Olbrzymia wiekszosć funduszy to ta cholerna polska giełda i polskie papiery dłużne celowo dobijane przez Glapę który chce zapewnić rządowi jak najmniej rentowny dług przy jak najwyższej inflacji. Do tego mamy rynki napompowane… Czytaj więcej »

Admin
17 dni temu
Reply to  tgy

Bardzo słuszne uwagi, polecam do przeczytania oficjelom z TFI

derko
16 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

czyli co z tym badziewiem obligacyjnym, ciągle na stracie, ileż można być cierpliwym, wychodzić, nie wychodzić, na razie mam na wikt i opierunek, więc może jeszcze poczekać?

Admin
15 dni temu
Reply to  derko

A które fundusze Pan ma w portfelu?

derko
15 dni temu
Reply to  Maciej Samcik
  1. Santander obl. korp (przekształcili z oblig. europ.) – tam mam długo: -6 %
  2. Aviva już teraz Allianz oblig. dynamiczny (głównie Skarb Państwa o stałym % ) – też długo mam, ale pechowo dokupiłem w 2020: -13 %
  3. Generali Nowa Europa, teraz konserwtywny – tam to już kaplica…….

Jak pech, to pech, ale inni mają gorzej…..

Admin
15 dni temu
Reply to  derko

Ten Santander to dobry fundusz, chyba bym nie wychodził. Z Allianza chyba bym wychodził, ale licząc na to, że uda się zredukować stratę – powinien być jeszcze taki moment, w którym rentowność polskich obligacji spadnie, wtedy ten fundusz powinien zredukować mocno stratę.
Warto obserwować ten wykres:
https://stooq.pl/q/?s=10ply.b&c=1y&t=l&a=lg&b=0
jak będzie moment, w którym to spadnie w okolice 5%, to znaczy, że lepiej już nie będzie i czas uciekać z funduszy długoterminowych obligacji (takich jak ten Allianz).
A ten Generali to chyba trzeba spisać na straty…

derko
15 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Dziękuję za podpowiedź. Na „Obligacjach” ktoś pisze: „Mijają trzy miesiące od czerwcowej kumulacji wyprzedaży polskich obligacji. Co oznacza, że wyniki funduszy dłużnych w tym właśnie ujęciu ulegną w najbliższych dniach skokowej poprawie. Ale to nie powinien być sygnał do zakupów. Między 9 i 21 czerwca rentowność naszych dziesięciolatek wzrosła z 6,5 proc. do ponad 8 proc. Obecnie oscyluje ona tuż powyżej granicy 6 proc., co wymagało wzrostu notowań obligacji o 17 proc. Nawet biorąc pod uwagę, że aktywa funduszy obligacji długoterminowych nie są w całości wypełnione dziesięcioletnimi papierami, inwestorzy mogą liczyć na to, że wchodzimy właśnie w mniej więcej trzytygodniowy… Czytaj więcej »

Admin
14 dni temu
Reply to  derko

Tak, to może być raczej okazja do wyjścia z możliwie małą stratą

derko
14 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W zasadzie z tego co zrozumiałem, co ten ktoś napisał, perspektywy dla obligacji polskich są razie mizerne. Może wskoczyć w obligacje amerykańskie korpo? Po spadkach rok do roku (-8% Uniqua, NN -11%) może ruszą w górę?

Admin
13 dni temu
Reply to  derko

Perspektywy dla polskich obligacji zależą od tego co będzie z inflacją. Jeśli spadnie i nie będzie konieczności podnoszenia stóp (a będzie je można obniżyć) – będą świetlane 🙂

derko
12 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

co to naczy? to z RP.pl
NBP znów będzie kupował obligacje?
Raptowny wzrost potrzeb pożyczkowych rządu w 2023 r. może doprowadzić do przeceny polskiego długu. Jeśli będzie gwałtowna, rynek obligacji stabilizować może Narodowy Bank Polski. Samo ryzyko takich interwencji byłoby czynnikiem podwyższającym zmienność kursu złotego

Admin
12 dni temu
Reply to  derko

Nie mam pojęcia. Pewnie chodzi o to, że rząd będzie musiał pożyczyć więcej pieniędzy, więc będzie musiał pożyczać drożej, więc NBP będzie kupował obligacje, żeby oprocentowanie nie rosło za mocno (wzrost oprocentowania oznacza spadek funduszy obligacji). Ale to oznacza emisje pustego pieniądza, więc wyższą inflację i słabszego (albo przynajmniej bardziej wahliwego) złotego

Jacek
18 dni temu

Niektórzy na funduszach stosują znany z giełdy stop-loss, żeby odkupić za chwilę więcej j.u. po niższej cenie, by spróbować skrócić czas powrotu nad kreskę.

Pedro
17 dni temu

Po ponad dziesięciu latach regularnego oszczędzania w funduszach Esaliens jestem na minusie, podczas gdy fundusze o podobnych profilach ryzyka na zachodzie zanotowały kilkunastoprocentowe wzrosty. Nieprawdą jest, że długoterminowe oszczędzanie w TFI zawsze przynosi zyski. Wszystko przez wyższe opłaty polskich TFI i zwyczajne lenistwo zarządzających, którzy skupiają się na marketingu i pozyskiwaniu nowych klientów a nie na profesjonalnym zarządzaniu portfelem. Obecnie sam inwestuję w ETFy.

Admin
17 dni temu
Reply to  Pedro

Wiadomo, że liczy się kwestia opłat za zarządzanie i jakość tego zarządzania. Znam kilka polskich funduszy, które dają radę. Ale tego nigdy się nie wie, dlatego sam mam pieniądze w kilku – polskich i zagranicznych oraz w ETF-ach

Tomasz
17 dni temu
Reply to  Pedro

Też eksperymentowałem z TFI, co prawda nie tak długo ale nie byłem zadowolony. Teraz ETFy na zagranicę i nic mnie nie obchodzi. Jedyna ekspozycja na polski rynek kapitałowy to PPK (niskie opłaty za zarządzanie i dopłaty zniwelują te jak to nazwał wyżej komentujący tgy „polskie gówno”).

tgy
17 dni temu
Reply to  Pedro

Zawsze przyniesie zyski . Dla TFI oczywiście. Nie ma chyba obecnie polskiego funduszu akcji który po 10 latach regularnych wpłat przyniósłby jakiekolwiek zyski. A jeśli już to pewnie w marnej wysokosci. Olbrzymia większosć funduszy idzie po najprostszej linii. Polska giełda+polskie obligacje tak jakby nie widzieli że Polska jkest krajem który stoi nie przed wejsciem do UE tylko przed wyjsciem z UE i potencjał do wzrostu PKB został juz wyczerpany mimo że kraj stoczył się ponownie do koszyka typowych emerging markets. Te emergingi też się raczej zwijają niz rozwijają bo dogoniły już w dużej mierze zachód i pola do wzrostu już… Czytaj więcej »

derko
17 dni temu

Ale patrząc na wykres amerykańskiej giełdy, to nie mamy wzrostów tylko kurs w dół od ok. 3 tyg.

Admin
16 dni temu
Reply to  derko

Ale wyceny amerykańskich spółek vs wyceny polskich to niebo a ziemia…

derko
16 dni temu

Rynek surowców. Generali przekształciło Turcję w surowce. Ale po mega wtopie w obligacjach, strach tam cokolwiek przelewać…

Admin
15 dni temu
Reply to  derko

Pytanie co mają w portfelu… Ogólnie to ostatnie tygodnie takie sobie dla surowców 😉

derko
15 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Na razie nie wiadomo, bo karta funduszu dalej turecka.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!