Ameryka zaczyna wygrywać z inflacją?! Solidny spadek tempa wzrostu cen. Czy amerykański bank centralny dokonał cudu? I czy my mamy się z czego cieszyć?

Ameryka zaczyna wygrywać z inflacją?! Solidny spadek tempa wzrostu cen. Czy amerykański bank centralny dokonał cudu? I czy my mamy się z czego cieszyć?

Najnowsze (lipcowe) dane o inflacji w USA mocno zaskoczyły ekonomistów. Wzrost cen konsumpcyjnych wyniósł „tylko” 8,5% w skali roku (w czerwcu wynosił 9,1%). W porównaniu z poprzednim miesiącem ceny w ogóle nie wzrosły. Czy to oznacza, że Ameryka – szybciej niż ktokolwiek mógł się spodziewać – zaczęła wygrywać z inflacją? I czy to byłaby dla nas, Polaków, dobra czy zła wiadomość?

Spadek inflacji w USA może oznaczać, że wreszcie zaczęły słabnąć globalne czynniki, które podbijają ceny na całym świecie od ponad roku. To może być dobry sygnał również dla nas – na inflacyjnej drabinie jesteśmy co prawda kilka pięter wyżej niż Amerykanie, ale jeśli oni czują początek opadania fali inflacji, to ten impuls powinien też dotrzeć do nas. W USA inflację obniżyły wyraźnie ceny benzyny, nadal za to rosną ceny żywności i koszty utrzymania mieszkań.

Zobacz również:

Ameryka zaczyna wygrywać z inflacją?!

Początek opadania dynamiki inflacji – o ile nie jest to fałszywy sygnał – może oznaczać, że amerykański bank centralny nie będzie musiał podnosić stóp procentowych tak, jak zapowiadał. Może w ogóle nie podwyższy stóp we wrześniu? Dziś są one w przedziale 2,25-2,5%. Niby mało, ale trzeba powiedzieć, że Fed podwyższał stopy w szalonym tempie.

W ciągu czterech miesięcy podwyższył je o tyle, o ile w poprzednim takim cyklu przez… dwa lata! Cały dotychczasowy cykl podwyżek został uznany za najszybszy od początków lat 80., czyli od czasów legendarnego szefa Fedu Paula Volckera, który zdusił wysoką inflację po stagflacyjnym okresie lat 70. i początku lat 80. Ale ceną za tamto zduszenie inflacji była duża i trwała recesja.

Może tym razem się uda zniszczyć inflację bez bólu? Gdyby okazało się, że po zaledwie kilku podwyżkach stóp Fed schłodził inflację, to byłby istny majstersztyk. W Polsce taka „terapia szokowa” na razie nie przyniosła poważniejszych efektów. Jesteśmy po dziesięciu podwyżkach stóp procentowych, musieliśmy wywindować je do 6,5%, a inflacja nadal szaleje (ponad 15%).

No ale Polska dodała – co nie było takie dziwne, bo inne kraje w czasie pandemii również dodały – i dodaje wciąż do „inflacyjnego koszyka” takie czynniki jak: gigantyczne transfery pieniędzy do gospodarki i dla obywateli pompowane przez rząd, niezdecydowana polityka pieniężna (utrzymywanie słabego kursu złotego, błędy komunikacyjne banku centralnego, czyli nieostrzeganie ludzi przed nadchodzącą inflacją). O polskiej polityce pieniężnej i przygodach z podwyżkami stóp procentowych nad Wisłą pisał ostatnio Maciek Jaszczuk.

Fed ostro postraszył, więc… nie będzie musiał już ostro działać?

Niższa inflacja w Stanach to dobry sygnał dla amerykańskich kredytobiorców i firm, ponieważ jest szansa, że amerykański bank centralny będzie ostrożniejszy w tzw. normalizacji polityki pieniężnej. „Normalizacji”, bo wiemy dobrze, że rekordowo niskie stopy procentowe sprzed dwóch lat były efektem nadzwyczajnej sytuacji związanej z pandemią i ostrym hamowaniem całej światowej gospodarki.

Fed zapewnia, że chce ściągnąć inflację do 2%, więc to na pewno nie jest koniec jego „antyinflacyjnych” działań. Ale możemy oczekiwać, że będzie na razie ostrożny z kolejnymi podwyżkami, przynajmniej do czasu, zanim nie przyjrzy się dokładnie kolejnym danym z gospodarki.

Co prawda amerykański bank centralny nie opublikował po ostatnim spotkaniu żadnego ewentualnego scenariusza kolejnych podwyżek, nie mamy więc forward guidance, ale padła z ust szefa banku deklaracja, że Fed nie zawaha się przed kolejną podwyżką o podobnej skali, co ostatnie dwie (czyli aż 0,75 pkt proc.). Ale takie „straszenie” rynków, konsumentów i firm widmem kolejnego skoku w górę stóp procentowych i możliwej poważnej recesji jest równie silną bronią, co realne działanie banku centralnego. O ile oczywiście bank centralny ma solidną wiarygodność.

Kolejne spotkanie bankierów centralnych USA odbędzie się dopiero za półtora miesiąca – 20-21 września, potem do końca roku jeszcze trzy razy, ale na pewno głównym polem obserwacji pozostanie na razie inflacja.

Wygrać z inflacją bez utraty miejsc pracy. Czy to się może udać u nas?

Ameryka jest w technicznej recesji (wzrost gospodarczy w ciągu dwóch ostatnich kwartałów był ujemny). Ale można powtórzyć za byłą szefową Fed Janet Yellen: „Co to za recesja, jeśli przybywa tyle nowych miejsc pracy?”. Jeszcze w czasie pandemii praktycznie z dnia na dzień stopa bezrobocia wystrzeliła z 3,5% w marcu 2020 r. do 14,7% w kwietniu 2020 r. Potem spadała systematycznie, aż ostatnio w czerwcu tego roku osiągnęła obecne 3,5%.

Wtedy też okazało się, że gospodarka amerykańska jest zdolna do wytworzenia rekordowej liczby 528 000 nowych miejsc pracy w ciągu miesiąca. Poprawiają się też wyniki finansowe spółek, w tym technologicznych. Z jednej strony to oznacza, że jest ryzyko wzrostu wynagrodzeń, co sprzyja wzrostowi inflacji. Ale z drugiej strony daje bankowi centralnemu komfort, że w razie potrzeby może ściągnąć lejce i podwyższyć mocniej stopy procentowe, nie obawiając się o bezrobocie i bankructwa firm.

Gdyby okazało się, że uda się osiągnąć dwa najważniejsze cele za jednym zamachem, czyli zbić inflację do satysfakcjonującego poziomu w pobliżu celu 2% a jednocześnie ochronić miejsca pracy Amerykanów, byłby to wielki sukces obecnego szefa Fed, o którym mówiono by zapewne w taki sposób, jak o wielkim pogromcy stagflacji z lat 70. I początku lat 80. – wspominanym tu już Paulu Volckerze. Byłby to również wzór, ale czy do powtórzenia?

Przepis na taką walkę z inflacją jest następujący. Musimy mieć: a) bank centralny z ogromnym autorytetem, który może interweniować słowem, zanim będzie musiał interweniować czynem, b) silną, cenioną na świecie walutę, którą można w razie potrzeby dodrukować i „wyeksportować” za granicę jej nadmiar (razem z inflacją), c) zamożne gospodarstwa domowe, które w większości wytrzymują wzrost stóp procentowych (nie trzeba wysokich transferów socjalnych, ludzie radzą sobie dzięki oszczędnościom), d) wydajne firmy, które, widząc wyższe koszty kredytowania, „cisną” na innowacyjność, oszczędności i potrafią utrzymać wzrost nawet w trudniejszych warunkach. Polska to oczywiście nie USA, z dolarem nie mamy co konkurować, ani ze skalą gospodarki, jej innowacyjnością i światowym wymiarem itd. itp. Ale czy w Polsce przynajmniej jeden z powyższych warunków jest spełniony? Odpowiedzcie sobie sami na to pytanie.

Jeśli Ameryka wygra z inflacją, to… mamy się z czego cieszyć?

>>> Tak, bo nam też będzie łatwiej walczyć z inflacją, bo spadkowa jej fala powinna do nas dotrzeć. Na pewno dotrze szybko do gospodarek największych krajów Europy, które utrzymują ze Stanami Zjednoczonymi ścisłe kontakty handlowe i gospodarcze.

Dla nas ważne jest, żeby dotarła do Niemiec, naszego największego partnera, co na pewno się stanie, bo Niemcy bardzo dużo do USA eksportują i sporo importują. Ważne jest to, że Niemcy spośród krajów G7 są najbardziej otwartą na handel gospodarką. Zajmują trzecią pozycję wśród największych eksporterów na świecie, a USA są ich trzecim partnerem handlowym.

Niemcy muszą tylko szybko poradzić sobie z zapewnieniem swojej gospodarce zamiennika tanich rosyjskich źródeł ropy i gazu. No i modlić się, żeby nie doszło do konfliktu Chin z Tajwanem i USA. Nasi zachodni sąsiedzi najwięcej eksportują właśnie do Chin.

W każdym razie powinniśmy trzymać kciuki nie tylko za skuteczny import z Niemiec niższej inflacji (na razie ceny za Odrą nieco wyhamowały, a w czerwcu inflacja była niższa niż w maju i wyniosła 7,6%, czyli połowę tego co u nas), ale też w ogóle za dobrą kondycję niemieckiej gospodarki. Na niej wisi spora część naszego PKB.

>>> Osłabienie presji na wzrost stóp procentowych pomoże złotemu, który inaczej tę wojnę walutową by przegrał. Złoty będzie korzystał na słabnących oczekiwaniach na podwyżki stóp procentowych Fed, silniejsze w stosunku do dolara będzie euro, a co za tym idzie – nasza waluta.

>>> Możliwy wzrost cen akcji amerykańskich spółek może się przenieść na większą skłonność inwestorów do ponoszenia ryzyka – na tym skorzystają polskie akcje. Amerykańskie giganty technologiczne, które mimo niezłych ostatnich wyników kwartalnych narzekały na wysoką inflację i silniejszego dolara, będą mogły cieszyć się lepszymi warunkami do eksportu.

Powinno to ożywić rynek europejski, za tym przykładem mogą pójść inwestorzy w Polsce. Zazwyczaj lepsze nastroje na giełdach w USA przekładają się na wzrost aktywności inwestorów kupujących akcje w Warszawie. Do trwalszego odbicia polskiej giełdy potrzebne są jednak przede wszystkim silne fundamenty polskiego rynku, samo podążanie za rynkiem amerykańskim na dłużej nie wystarczy.

>>> Korzystniejsze staną się inwestycje w obligacje. Z jednej strony słabną oczekiwania na dalsze podwyżki stóp procentowych w Polsce. Z drugiej strony – kiepsko ma się gospodarka europejska, co jest przeszkodą w ostrzejszym działaniu banków centralnych. Teraz inwestorzy na rynku obligacji dostali dodatkowy argument zza oceanu, więc fundusze obligacji mogą znów zarabiać na spadkach rentowności obligacji (i wzroście ich cen).

Same dobre wiadomości? Nie do końca. Ameryka jeszcze szybciej będzie uciekać gospodarczo Europie – na dłuższą metę z niższą inflacją, bardziej konkurencyjnymi firmami, z niezależnością energetyczną nas pokonają.

Niesamowita dynamika amerykańskiej gospodarki, elastyczność rynku pracy, zdolność do wytwarzania kolejnych obszarów innowacji technologicznych, które ciągną następnie rozwój całego świata, ale przede wszystkim ciągną do przodu rozwój Ameryki – to cechy nieco w Europie zapomniane. Możemy tylko mieć nadzieję, że część tej siły amerykańskiej gospodarki trafi też w jakiś sposób do nas, a im stabilniejsza sytuacja makroekonomiczna za oceanem, tym większa na to szansa.

Czy wojna o Tajwan zniszczy efekty wojny z inflacją?

Oczywiście Jerome Powell z innymi członkami rezerwy federalnej niewiele pomogą, jeśli do gry wkroczą kolejne czarne łabędzie geopolityki, tak jak na początku tego roku wkroczyła do gry Rosja, rozpętując wojnę w Ukrainie i unieważniając wiele popandemicznych nadziei na odbicie globalnej aktywności ekonomicznej.

Obecny konflikt, czy raczej jego początek, wokół Tajwanu już odbija się negatywnie na światowych rynkach, a jeśli uświadomimy sobie, że ponad połowa mikroprocesorów produkowanych na świecie pochodzi z Tajwanu, to łatwo można sobie wyobrazić scenariusz, w którym następuje blokada wyspy, chipy nie trafiają do fabryk w Chinach, a stamtąd elektronika nie trafia do odbiorców na świecie, gównie w USA i Europie.

Brakuje wtedy sprzętu komputerowego, samochodów, urządzeń domowych, wielu maszyn do produkcji. Jeśli z kolei USA chciałyby ukarać Chiny sankcjami, to muszą pamiętać, że Chiny są m.in. … dostarczycielem piasku potrzebnego do produkcji chipów. Z kolei – jeśli Chiny chciałyby ukarać USA – mogą zablokować aktywność przemysłową gigantów amerykańskiej technologii. Skąd Apple weźmie wtedy nowe iPhone’y? I tak dalej, i tak dalej.

W sumie może z tego wynikać, że w tym klinczu najlepszym rozwiązaniem jest – na razie przynajmniej – poprężenie muskułów i jednak w miarę zgodna współpraca gospodarcza i handlowa. Pytanie tylko, czy sytuacja na świecie nie zaszła już za daleko, by to było możliwe. Jeśli zamiast współpracy będzie wojna – zimna, handlowa, albo (oby nie) gorąca – to zamiast historycznego pokonania inflacji będziemy mieli kolejny, gigantyczny wstrząs dla światowej gospodarki.

zdjęcie tytułowe: Jorge Alcala/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
30 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Lit
1 miesiąc temu

Inflacja na poziomie 8,5% to „Solidny spadek cen”? Spadek tak, ale poziomu wzrostu cen.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Lit

Tak, to błąd przy skracaniu tytułu, już poprawione, dzięki

CCKK
1 miesiąc temu

Od kiedy spadek inflacji oznacza spadek cen? Nie wiedziałem, że spadła poniżej zera… Nie ma jak sensacyjny tytuł… Uderzył mnie bo z rana taki tweet wpadł mi na feed https://twitter.com/igsquawk/status/1557489324412641280

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  CCKK

A tak, przepraszam, rano w pośpiechu skracałem tytuł, żeby się zmieścił w ramach i popsułem. Poprawione. Dzięki za zwrócenie uwagi. W oryginalnym tytule autora było prawidłowo

CCKK
1 miesiąc temu

W drugin newsie: „Disney Raising Price of Disney+ Subscription to $10.99 and Launching $7.99 Ad-Supported Tier” – solidny spadek cen…

PawełS
1 miesiąc temu

Stek bzdur, nieścisłości i życzeniowego myślenia. Zacznijmy od tytułu: „Solidny spadek cen”. No niby gdzie? Ja widzę solidny WZROST r/r i zaledwie BRAK ZMIANY m/m. Dalej – wszystko, co jest napisane w tym artykule (poza nasilonym konfliktem o Tajwan) można byłoby napisać w marcu. Wtedy też miał być szczyt inflacji w USA. I co? I jajo 😉 Dalej mamy: „No, ale Polska dodała do „inflacyjnego koszyka” takie czynniki jak gigantyczne transfery pieniędzy do gospodarki pompowane przez rząd” … aha, czyli to u nas wymyślono helicopter money? 😉 „błędy komunikacyjne, czyli nieostrzeganie ludzi przed nadchodzącą inflacją” – błędy komunikacyjne u papcia… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  PawełS

Panie Pawle, litości. Tytuł przy skracaniu popsułem Autorowi, ale już poprawione. A poza tym: 1. Nikt nie stawia stanowczej tezy, że Ameryka pokonała inflację. To jest hipoteza, która może się sprawdzi, a może nie. Więc proszę wyluzować. 2. Widział Pan dane Banku Światowego oraz MFW o przeliczniku pomocy covidowej rządu (wartości wydrukowanych pieniędzy) na „uratowane” PKB? Proszę zobaczyć, w Polsce helikopter był wyjątkowo duży i sypał wyjątkowo mocno na oślep. A nie widzi Pan co się teraz dzieje? Dopłaty do żywności, dopłaty do paliwa, dopłaty do prądu, dopłaty do gazu, dopłaty do węgla, dopłaty do rachunków za ogrzewanie… W USA… Czytaj więcej »

PawełS
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Ale przecież nie tylko ja się o ten tytuł przyczepiłem 😉 co do pozostałych punktów, to po kolei: 1) ja ten artykuł właśnie zrozumiałem jako może nie stanowczą tezę, ale przynajmniej mocną sugestię. A taki odczyt (w miesiącu urlopowym) jest raczej słabym wyznacznikiem. 2) Widziałem. I nie mówię, że u nas tego nie było. Mało tego – jeśli Pan czytał moje komentarze pod innymi artykułami, to wie Pan, że nasz dodruk i socjal bardzo chętnie krytykuję. Ale nie można pisać, że to my ten czynnik dorzuciliśmy do inflacyjnego koszyka (w porównaniu ze Stanami). Oni po prostu to podarują reszcie świata,… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  PawełS

1. Ależ ja się nie czepiam, że Pan się czepia o tytuł, lecz że Pan się czepia o wszystko inne 🙂 2. My ten czynnik dorzuciliśmy. Czy tylko my i w jakim zakresie tylko my – o tym możemy rozmawiać. Ale dorzuciliśmy 3. OK, tu się spieramy tylko o rozwinięcie definicji „nie ostrzegał przed inflacją”. Ja tu wliczam rozbujanie oczekiwań inflacyjnych, a Pan nie 4. Zgoda, że niektóre firmy „Nowej Ekonomii” żyją głównie dzięki taniemu finansowaniu. Ale mimo wszystko chciałbym, żebyśmy byli w stanie „wyprodukować” firmy o takiej skali działalności jak Uber, nawet niech będą – pal licho – trwale… Czytaj więcej »

PawełS
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

To ja akurat dostęp do broni u nich lubię 😉 ale żeby dorzucić do dyskusji trochę „mięsa” (czyli liczb): światowe PKB (2020): 84,71 bln dolarów, w tym USA 20,94, czyli ok 25% Światowe wydatki na broń: 2113 mld, w tym USA 801 mld, czyli ok 38% … Jeśli za mało, w obu rankingach na drugim miejscu są Chiny. PKB 14,72 bln czyli 70% amerykańskiego a wydatki na broń 293 mld czyli niecałe 37% amerykańskich… Zatem co w USA jest potężne – gospodarka czy armia? 😉 Jeśli chcieć stawiać jakieś państwa za wzór, to np Szwajcarię, która do większego bogactwa (per… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  PawełS

Uprzejmie przypominam, że armia to część gospodarki, a ściślej pisząc – jej gałęzi zwanej przemysłem :-).
Wybieram Ubera. Bo jeśli gospodarka jest w stanie stworzyć Ubera, to znaczy, że jest też w stanie stworzyć Amazona, Google, Facebooka i Teslę. A jak umie stworzyć tylko rentowny warzywniak to zamiast Tesli może stworzyć coś a la Izera :-).

jsc
24 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)Bo jeśli gospodarka jest w stanie stworzyć Ubera, to znaczy, że jest też w stanie stworzyć Amazona, Google, Facebooka i Teslę.(…)
Gospodarka oparta na e-Estonii… https://e-estonia.com/ też powinna umieć tworzyć takie dziwy, a tak się składa, że obecnie pikuje jeszcze gorzej od naszej.

A swoją drogą bez problemu wymienię dziwy, które Polsa gospodarka dała radę wygenerować:

Last edited 24 dni temu by jsc
jsc
24 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)Ale mimo wszystko chciałbym, żebyśmy byli w stanie „wyprodukować” firmy o takiej skali działalności jak Uber, nawet niech będą – pal licho – trwale nierentowne 🙂(…)
A siła Ubera nie bierze się też po częśći z siły takich person jak Mosbacher https://polskieradio24.pl/5/1222/Artykul/2243070,Ambasador-USA-wystosowala-kolejny-list-Tym-razem-chodzi-o-Ubera
Gdybyśmy spróbowali wejść na amerykański rynek z czymś co uchybia chociaż jednej literce w ich ustawach to z miejsca zostalibyśmy zabici gazetą.

jsc
24 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)5. Wyników Walmartu nie widziałem, ale widziałem wyniki McDonaldsa. A przede wszystkim poziom oszczędności gospodarstw domowych w USA.(…)
To pikuś przy tym co wypłynęło z Twittera… https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/wielka-afera-alarmujacy-raport-o-bezpieczenstwie-twittera/
To powinno być natychmiastowe runięcie kursu akcji.

Last edited 24 dni temu by jsc
jsc
24 dni temu
Reply to  PawełS

(…)Zresztą, przywołany choćby Netflix… Jakie ma C/Z, czyli po ilu latach zwróciłby się inwestycja w nich?(…)
Tzw. startupy funkcjonują w innej rzeczywistości… one mają nie zarabiać tylko rosnąć.

jsc
24 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)Nikt nie pisze, że to u nas wymyślono helicopter money, ale polityka polskich władz, polegająca na dopłacaniu wszystkim do wszystkiego nie jest – przyzna Pan – typowa.(…)
Błąd to co się u nas odjaniepawla to nie helicopter money to zwyczajny klientelizm+ wdrażany przez chociażby Chaveza… który corony nie dożył.

jsc
24 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)Apple, Google, Amazon, Netflix, McDonald’s, Coca-cola, Boeing(…) No nie… ale jak się patrzy co się wdał z Musk z Twitterem to zalatuje solidnym kryzysem… a i teraz wydarzyło się coś co samo w sobie jest przerażające. Wyciekł raport z Twittera, mówiący o rażących błędach w e-security i hinduskich szpiegach*… https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/wielka-afera-alarmujacy-raport-o-bezpieczenstwie-twittera/ A do tego dochodzi fuszerka z kontami, która może nadać wiatr żagle zwolennikom tezy Muska, że Twittera wałuje na kontach: (…)Gdy kasujecie konto na Twitterze, ten nie potrafi go tak naprawdę skasować, bo systemy są zbyt skomplikowane i konto żyje dalej „w niebycie”(…) – ktoś o solidnych pokładach złej woli… Czytaj więcej »

Last edited 24 dni temu by jsc
jsc
24 dni temu
Reply to  PawełS

(…)Ale jest ona poparta nie silną i zdrową gospodarką, jak mogłoby wynikać z artykułu, a dominującą pozycją w światowych rozliczeniach.(…)
I nie zapominajmy o roli US Army w Pax Amerycana… w tym wykazania na Ukrainie, że Ruscy to faktycznie onuce… co nie udaje im się od pół roku.

Ralf
1 miesiąc temu

1. Do nas nawet jeszcze nie dotarła fala, a raczej tsunami inflacyjne, a co dopiero ożywienie. 2. Dolar jest światową walutą rozliczeniową, a Polska nawet nie jest w strefie euro. 3. Stany mają przeszło dziesięciokrotnie większy (populacyjnie) rynek wewnętrzny. 4. Stany mają zasoby naturalne. 5. USA Army jest obtrzaskana w konfliktach. Pomijam ostateczny bilans ich wojen. 6. Zajmują pół kontynentu i graniczą z Kanadą, która raczej im nie zagraża. Meksyk? Nie wiem kiedy społecznie wyjdzie na prostą. 7. Gospodarek to nawet nie porównuję. Podobnie banków centralnych i ich prezesów. O jakim więc ożywieniu my mówimy?! To będzie sukces jak wystarczy… Czytaj więcej »

Hieronim
1 miesiąc temu
Reply to  Ralf

No i, mimo wszystko, a USA nie rządzą zatwardziali socjaliści…

Robert
1 miesiąc temu
Reply to  Hieronim

tylko komuniści a’la Kamala Harris:)

jsc
24 dni temu
Reply to  Robert

Jeśli to komuniści to nie wiem jak nazwać Brytyjczyków… Leninistami?

jsc
24 dni temu
Reply to  Ralf

(…)USA Army jest obtrzaskana w konfliktach(…)
To dlaczego, gdy przyszedł po nich Taliban to jedyne co potrafili to zabarykadować się na lotnisku w Kabulu?

(…)Nie wiem kiedy społecznie wyjdzie na prostą.(…)
No właśnie… to jest zagrożenie przed, którym skrewił nawet taki chojrak jak Trump…https://www.rp.pl/swiat/art1011651-trump-uznamy-meksykanskie-kartele-narkotykowe-za-organizacje-terrorystyczne … jak wiadomo do tego nie doszło i to bynajmnie nie z obawy, że musiałoby dojść do powtórki Afganistan 2003, bo ani tu ani tu regularna armia nie stanowiła problemu.

Last edited 24 dni temu by jsc
Marwin
1 miesiąc temu

Zrobili wojnę na Ukrainie i mają wzrost produkcji. Robią wojny na obcym terenie

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Marwin

Wojnę zrobił Putin. I ma spadek produkcji, bo jest tępym KGB-istą i na gospodarce się nie zna

jsc
24 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

A nasi geniusze nowoczesności… czekają na zrewoltowanie połowy świata z braku żywności. Clausevitz lepiej by tego nie wymyślił…

Last edited 24 dni temu by jsc
jsc
24 dni temu

(…)wydajne firmy, które, widząc wyższe koszty kredytowania, „cisną” na innowacyjność, oszczędności i potrafią utrzymać wzrost nawet w trudniejszych warunkach(…)
Albo potrafią sprawiać takie wrażenie… po tym jak wypłynął raport dotyczący Twittera… https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/wielka-afera-alarmujacy-raport-o-bezpieczenstwie-twittera/ jest tak przerażający, że może pogrążcyć całą branżę i nie tylko tą branżę.
Jeśli takie jaja były u nich to wiadomo co jest w reszcie social network? A jak pojawiają się takie myśli to pojawia się też obawa, o to czy FBI nie zacznie wielkiego trzepania.

jsc
24 dni temu

(…)Tak, bo nam też będzie łatwiej walczyć z inflacją, bo spadkowa jej fala powinna do nas dotrzeć. Na pewno dotrze szybko do gospodarek największych krajów Europy, które utrzymują ze Stanami Zjednoczonymi ścisłe kontakty handlowe i gospodarcze.(…)
Pod warunkiem, że nie wygrają głosy za samoembargiem na LPG… wtedy spadek inflacji jakkolwiek spory nie będzie miał szans zadziałać na Europę, bo odcięcie od gazu to masakra i nie chcę nawet myśleć co znaczy to dla Ukrainy.

Last edited 24 dni temu by jsc
jsc
24 dni temu

(…)Oczywiście Jerome Powell z innymi członkami rezerwy federalnej niewiele pomogą, jeśli do gry wkroczą kolejne czarne łabędzie geopolityki, tak jak na początku tego roku wkroczyła do gry Rosja, rozpętując wojnę w Ukrainie i unieważniając wiele popandemicznych nadziei na odbicie globalnej aktywności ekonomicznej.(…) A w cieniu tego pogoniono Niebieskie Hełmy (to już takie odległe pomruki zwiastujące, oby fałszywie, wojnę domową) z Republiki Konga, a to jest spory kraj Arfyki czy wybuch wojny domowej w Iraku… a to też są czynniki, które mogą zadecydować o tym, że któryś z aliantów obetnie wsparcie wojskowe Ukrainie, bo ono będzie potrzebne w Afryce czy na Bliskim Wschodzie… a że Francja uznaje Afrykę za… Czytaj więcej »

Last edited 24 dni temu by jsc
jsc
24 dni temu

(…)W sumie może z tego wynikać, że w tym klinczu najlepszym rozwiązaniem jest – na razie przynajmniej – poprężenie muskułów i jednak w miarę zgodna współpraca gospodarcza i handlowa.(…) A kto ich tam wie jakie mają jakie oni tam mają kalkulacje… np. Rosja, Chiny i Iran mogłyby mieć taki szalony pomysł, że w warunkach gremialnego upadku technologicznego potencjalną wojnę ci liczniejsi jeśli przetrwają początkowe próby wyprowadzenia blitzkriegu będą znacząco w lepszej pozycji niż ich wrogowie i tak w: Rosja będzie miała ułatwione zadanie z Ukrainą, a następnie Pribałtyką i Bałkanami Chiny oczywiście Tajwan i ogólnie wybijanie się na otwarte morze Iran… Izrael bez swojej przewagi technologicznej (Merkavy, Iron… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!