10 lipca 2020

Fotowoltaika jak dobrze oprocentowany depozyt w banku? Sprawdzam, czy ze słońca da się wycisnąć więcej procentów, niż z lokaty bankowej

Fotowoltaika jak dobrze oprocentowany depozyt w banku? Sprawdzam, czy ze słońca da się wycisnąć więcej procentów, niż z lokaty bankowej

Po tym, jak stopy procentowe spadły do zera, coraz częściej spotykam się ze stwierdzeniem, że inwestycja w instalację fotowoltaiczną, która produkuje prąd do zasilania domu, jest alternatywą dla trzymania pieniędzy w banku. I że fotowoltaika jest jak „lokata”, która może przynieść kilkanaście procent zysku rocznie. Prawda czy mit?

Spośród różnych konsekwencji obniżki przez RPP stóp procentowych niemal do zera, łatwa do przewidzenia była ta, że oszczędzający zaczną szukać innych możliwości lokowania pieniędzy niż bankowy depozyt.

Zobacz również:

Niektórzy będą szukać schronienia w złocie, inni w nieruchomościach, a jeszcze inni w „inwestycjach alternatywnych”. Dziś che się przyjrzeć właśnie takiej nieoczywistej alternatywie dla bankowej lokaty, czyli przydomowej instalacji fotowoltaicznej. Czy produkcja prądu na własne potrzeby i wysyłka go do sieci, to może być odpowiednik (uwzględniający gwarancje, bezpieczeństwo i płynność) dla bankowej lokaty? Czas się przekonać.

Prąd ze słońca? 160.000 rodzin mówi, że fotowoltaika im się opłaca

Polska jak długa i szeroka, obrodziła w fotowoltaikę. Gdzie nie spojrzeć, dachy domów upstrzone są panelami, które pod wpływem promieni słonecznych produkują prąd. W maju ich łączna moc (uwzględniając też farmy przemysłowe, nie tylko domowe) wyniosła prawie 2 GW.

Jeszcze dwa lata temu było to 0,1 GW. Co się takiego stało w tym czasie? Wytłumaczenie jest banalnie proste i potwierdza, że nasze społeczeństwo umie liczyć i myśleć racjonalnie.

Otóż o kilkanaście procent podrożał prąd dla firm, a potem dla konsumentów, więc własne źródło energii stało się „bezcenną” inwestycją, dzięki, której można trwale zbić wysokość rachunków. Nie można też nie doceniać upowszechniania się świadomości ekologicznej i tego, co robi z naszym klimatem emisja CO2. Efekt? W sumie już ponad 160.000 domów w Polsce ma na dachu (albo w ogrodzie) instalację fotowotaliczną. Czy wkrótce dołączą do nich kolejne gospodarstwa, które chcą chronić swoje oszczędności? To zależy od wyniku rachunku ekonomicznego. Jaki on może być? Policzmy.

Czytaj też: Ujemne oprocentowanie pieniędzy w banku: to nie żart. Być może wkrótce zapłacisz bankowi za przechowywanie własnych pieniędzy. Ale czy to byłoby legalne?

Czytaj też: Co robić z pieniędzmi, gdy koronawirus atakuje gospodarkę? Kupować akcje, złoto, waluty obce, nieruchomości? A może… nic?

Fotowoltaika jak bankowa lokata na wysoki procent? Oto trzy warunki brzegowe

A jakie zalety ma fotowoltaika? Pisaliśmy o nich wielokrotnie. Pozwala „wyzerować” rachunki za prąd, do koniecznego minimum, czyli do opłat, które i tak trzeba płacić, czy się zużywa prąd czy nie (to tak zwane opłaty stałe). Ale czy to wystarczy, by zarobić jak na solidnej lokacie? Sprawdźmy.

Jeśli mamy w szufladzie pieniądze i chcemy je wpłacić do banku, to nie musimy zbyt długo się głowić – wybieramy ofertę z najlepszym oprocentowaniem, sprawdzamy czy nie ma warunków dodatkowych (np. zasilanie konta pensją) robimy przelew, albo wpłacamy pieniądze w oddziale i po sprawie.  Nieważne czy mamy 10.000 zł, czy 100.000 zł.

Po pierwsze: wielkość naszej „lokaty” jest z góry uzależniona od wielkości domu, a dokładniej – od wielkości zużycia prądu. Elektrownia, w którą zainwestujemy pieniądze, nie może być ani za duża, ani za mała – musi być idealnie skrojona pod wielkość średniego zużycia prądu przez nasze gospodarstwo domowe w ostatnich kilku latach. Załóżmy, że rocznie reprezentatywne gospodarstwo domowe zużywa 3.000 kWh, co oznacza roczny koszt energii rzędu 1.950 zł przy cenie 0,65 za kWh.

Zadaniem firmy instalatorskiej jest taki dobór wielkości instalacji, żeby po roku produkcji prądu ze słońca ilość wyprodukowanej energii wyzerowała się z tą pobraną z sieci. To trudne zadanie, bo statystyki mówią, że tylko 30% prądu „dachowego” zużyjemy my sami – reszta trafi do sieci i zasili innych odbiorców, w czasie gdy świecić będzie słońce, a nas nie będzie w domu (bo teoretycznie będziemy w pracy…. chociaż w czasie pandemii odsetek zużycia na własne potrzeby mógł wzrosnąć).

Po drugie: korzyści finansowe opierają się na ustawie, nie na zasadach rynkowych.  Stan na dziś jest taki, że jeśli producent zielonej energii ze słońca oddaje wyprodukowaną energię do sieci, to po podliczeniu całego roku może pobrać 80% prądu, który oddał, za darmo. Oznacza to, że jeśli w trakcie słonecznego lata produkowaliśmy za dużo prądu, to w trakcie szaroburego listopada możemy go odebrać po cenie zawierającej 80-procentowe dyskonto. I to ze wszystkimi opłatami, w tym za dystrybucję. Takie korzystne bilansowanie jest możliwe, dzięki zapisom ustawowym, które obowiązują od 3 lat. Te zasady obowiązują tak długo, jak długo nikt nie zmieni ustawy.

Po trzecie: o opłacalności zdecydują koszty instalacji. Można założyć, że dom, który zużywa 3.ooo kWh, potrzebuje instalacji 3 kW. Cena? Już na samym początku mamy newralgiczny punkt naszych wyliczeń – cena instalacji będzie „wielkością” naszej lokaty i może się różnić o kilka-kilkanaście procent w zależności od producenta, jakości, terminów itp. Załóżmy, że będzie to 20.000 zł.

Jeśli ktoś ma większy dom, to będzie potrzebował instalacji dwa razy większej i dwa razy droższej. A jeśli mniejszy – to tańszej. Czyli nie jest tak, że mogę sobie dowolną kwotę włożyć w fotowoltaikę i na tym zarabiać. Przewymiarowana, albo za mała instalacja sprawi, że będziemy tracić na produkcji prądu, zamiast wyjść na zero.

Czytaj też: Koronawirus i spekulanci. Będą kary za wzrost cen i urzędowe marże? Ten pomysł ma aż pięć pułapek

Czytaj też: Koronawirus na zakupach, czyli jak płacić, żeby się nie zarazić? WHO o wątpliwościach dotyczących używania gotówki. Co wy na to?

Czas powiedzieć ‚sprawdzam”. Kiedy „fotowoltaiczna” lokata zacznie na siebie zarabiać?

Fotowoltaika raczej przypomina inwestycje, niż lokatę, bo już na starcie musimy „wyskoczyć” z większej sumy. Ile dokładnie wydamy na fotowoltaikę? Dobra wiadomość jest taka, że państwo – zdopingowane żeby osiągnąć cele klimatyczne – mocno dotuje budowę ekoelektrowni.

Rodzaje wsparcia są różne i skomplikowane, ale najprostsze i dostępne cały czas (a nie tylko w wybranych terminach naborów) są dwie formy wsparcia: 5.000 zł bezzwrotnej dotacji w ramach programu „Mój Prąd”  i odpis podatkowy 17% . Oznacza to, że jeśli instalacja kosztowała 20.000 zł, to nasz realny wydatek jest pomniejszony o 5.000 i 2.550 zł (wcześniejsze  3.400 zł to pomyłka, bo faktycznie). Dostajemy instalację wartą 20.000 za 12.450 zł. 

Co z tego mamy? Po roku, kiedy zakład energetyczny podliczy, ile prądu wyprodukowaliśmy a ile oddaliśmy, możemy sobie wyzerować rachunki. No prawie, bo zostają opłaty stałe, różne dla różnych firm, ale mniej więcej można założyć, że to 20-30 zł płatne co dwa miesiące.

 

Realny wydatek na inwestycję wartą 20.000 zł to 12.450 zł. Po roku reprezentatywne gospodarstwo domowe oszczędza na nie płaceniu za prąd 1.950 zł. Inwestycja, zanim zacznie na siebie zarabiać, musi się spłacić. Z dofinansowaniem zajmie to sześć i pół roku lat (1950 zł x 6,6 = 12.675 zł). Oznacza to, że zainwestowane dziś 12.450 zł pierwszy procent przyniesie w 2027 r. (pierwszy rok to czas na sprawdzenie, ile instalacja produkuje, a ile prądu oddaje do sieci).

Jaki będzie mój procent od zainwestowanych 12.450 zł po tych sześciu latach czekania? To proste – skoro w kieszeni zostaje mi 1.950 zł na niezapłaconych rachunkach, to tak, jakbym dostał 1.950 zł odsetek – czyli 16% rocznie z 12.450 zł. I to bez podatku Belki, to to są nasze oszczędności w czystej postaci – tyle nie wydamy na rachunki za prąd. W rzeczywistości być może nawet więcej, bo wzrosnąć może cena energii. Nasza instalacja będzie już „spłacona”, a prąd droższy, załóżmy będzie to 80 groszy za kWh. Wtedy roczny „uzysk” rośnie do 21%, czyli 2.400 zł.

Czy właśnie odkryliśmy świętego Graala oszczędności? Czy od dziś będzie patrzeć z pogardą na bankowe procenty i inwestować w fotowoltaikę? Czas na kubeł zimnej wody.

Czytaj też: „Nową normalność” i stopniowe „odmrażanie” gospodarki zapowiada premier Mateusz Morawiecki. Jak będzie wyglądała? Oto największe zmiany, które nas czekają

Czytaj też: Polskie morze, góry i jeziora z… biurem podróży? Touroperatorzy szukają interesu i hurtem wykupują pokoje na wakacje. Co to oznacza dla nas?

Fotowoltaika jak lokata bankowa? Pięć ryzyk, przed którymi nie da się uciec

Po pierwsze: pieniądze przez sześć lat nie pracują. Żeby zacząć oszczędzać, musimy najpierw zainwestować i „zamrozić” pieniądze w postaci zakupu sprzętu. Trudno o bardziej niepłynną lokatę kapitału (chyba, że rozwinie się rynek wtórny instalacji, wtedy będziemy mogli zdemontować i sprzedać).  Jeśli w wyniku pandemii boisz się utraty pracy, wiesz, że możesz potrzebować gotówki, a nie chcesz oddawać ją bankowi, a kusi się fotowoltaika, to przemyśl swój wybór. Pieniędzy włożonych w instalację nie da się wyjąć, a zwrot zobaczysz dopiero po latach.

Po drugie – założyliśmy, że nasza lokata zacznie pracować dopiero w 2026 r. i że procent będzie liczony od kwoty inwestycji: 12.450 zł. Ale przecież gdyby włożyć te pieniądze do banku, to za 7 lat, będą nominalnie więcej warte. Stopy procentowe są teraz rekordowo niskie, ale załóżmy, że wzrosną i średniorocznie wyniosą do 2o26 r. aż 2%. Wtedy w 2026 r. nasz wkład byłby warty już ok. 13.000 zł. No i cały czas mogliśmy nim swobodnie dysponować.

Po trzecie – koszty eksploatacji. Fotowoltaika jest bezobsługowa, ale to nie znaczy, że jest bezkosztowa. Finalny wynik zwrotu będzie uzależniony od tego, ile pieniędzy rocznie włożymy w utrzymanie urządzenia. A możemy mieć takie wydatki jak: mycie paneli, przegląd techniczny, czy ubezpieczenie (panele są na dachu, lepiej żeby nie zerwała ich wichura, ani nie zniszczyło gradobicie). Ile to może kosztować? Tyle, ile instalacji, tyle wyliczeń: ktoś może czyścić panele przy pomocy drabiny i mopa, a kto inny zamówi ekipę techniczną, a jeszcze inny liczy na to, że solidny deszcz. Ale panele warto czyścić porządnie, fotowoltaika nie lubi brudu. Prof. Władysław Mielczarski, z Politechniki Łódzkiej tak oszacował roczne koszty utrzymania instalacji o powierzchni 20 metrów kwadratowych (to akurat mniej więcej 3 kW).

Jak widzicie jest to dosyć sporo – 942 zł. Można zaryzykować stwierdzenie, że kalkulacja jest nieco na wyrost (652 zł za czyszczenie to stawka drakońska choć z cennika firmy, która się tym profesjonalnie zajmuje), gdyby trzymać się tej symulacji, to okres spłaty naszej fotowoltaki wydłużyłby się dwukrotnie – aż do 12 lat. Ale zakładając, w scenariuszu umiarkowanym, że udałoby się koszty ściąć o połowę, czyli do 400 zł, to wydłuża się nam okres „spłaty” tylko o ponad rok. Ale potem procent z naszej lokaty spada do 13,5%  (1.550 zł rocznie) przy stałej cenie prądu.

Po czwarte – ryzyko wymiany falownika. Wspomniany wyżej inżynier zwraca uwagę, na coś, co często pomijają firmy – chodzi o dodatkowy koszt związany z wymianą falownika (to urządzenie, które zmienia prąd ze stałego na zmienny, tak by mógł trafić do naszych gniazdek). Mielczarski szacuje ten wydatek na 5.000 zł w 11 roku pracy instalacji, bo urządzenie po prostu się zepsuje. 5.000 zł  to aż prawie połowa wartości naszej inwestycji. Firmy dają gwarancje na 5 lat, rzadko na 10 lub 15 lat, ale przecież zupełnie nie wiemy, ile te urządzenia będą warte za 10 lat, ani czy rzeczywiście się zepsują. Być może tego kosztu w ogóle nie będzie więc…

Po piąte – ryzyko subiektywności wyliczeń. Oferta lokat jest znana jest porównywalna – wiemy jaki bank jaki daje procent, jakie są gwarancje depozytów i na jakich warunkach mogę pieniądze wyjąć. W przypadku „lokaty fotowoltaicznej” jest mnóstwo zmiennych, które wpływają na ostateczną rentowność: koszt eksploatacji, zmiany cen energii, to ile w domu zużywamy prądu, w jakiej cenie znajdziemy ubezpieczenie, czy zepsuje nam się jakiś element i  jakiej kwocie uda nam się dostać finansowanie.

Jak widzicie ryzyk jest sporo, można próbować wprowadzić jakiś ujednolicony przykład, ale nie oznacza to, że będzie on miarodajny dla każdego. Rozstrzał lat, w których fotowoltaika powinna się zwrócić jest ogromny od 6 do 16 lat, więc warto poświęcić nie dzień, nie dwa, ale tydzień na dokładaną analizę tego, ile prądu zużywamy i czy mamy wolne środki na zakup instalacji, bo zwrot z inwestycji to kwestia wielu lat, a nie miesięcy.

Czytaj też: Dwa miesiące temu szukałem najlepszej lokaty. Dziś znów szukam. I sprawdzam, o ile mniej banki zapłacą za te same depozyty. Jakie wnioski? Czy lokaty mają jeszcze sens?

Czytaj też: Jak żyć bez pracy i z kredytem hipotecznym? Oferowane przez banki wakacje kredytowe są za drogie? Jest lepsze rozwiązanie! Ale banki się nim nie chwalą

Fotowoltaika vs bankowa lokata. Jaki jest werdykt?

Instalacji fotowoltaicznej bliżej jednak do inwestycji (i to o skrajnie ograniczonej płynności) niż do lokaty. Musimy wydać sporą sumę, która nie będzie procentować przez co najmniej 7 lat, kiedy inwestycja będzie się zwracać. Nie będziemy mieć dostępu do gotówki kiedy możemy jej najbardziej potrzebować.

Nie zmienia to jednak faktu, że budowa instalacji fotowoltaicznej, to obecnie, jedna z lepszych inwestycji długoterminowych – prąd będzie drożał.  Jednorazowa inwestycja w fotowoltaikę będzie nam służyć – jeśli wierzyć w zapewnienia producentów, co najmniej przez ćwierćwiecze, więc z każdym rokiem poziom oszczędności będzie się kumulował.

—————————-

POSŁUCHAJ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA” O RYNKACH PO WIRUSIE

W najnowszym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” naszym gościem jest jeden z najmądrzejszych i najbardziej doświadczonych w Polsce analityków rynku kapitałowego – Wojciech Białek. Jego analizy na co dzień możecie czytać na blogu „K(no)w future” pod adresem https://wojciechbialek.pl/. Dziś, specjalnie dla czytelników „Subiektywnie o finansach” pan Wojciech opowiada o tym jak widzi przyszłość naszych portfeli w najbliższych latach, miesiącach, a nawet dziesięcioleciach.  Przepraszamy za niską jakość nagrania, z przyczyn „społeczno-dystansowych” nagrywaliśmy przez internet i niestety akurat z łączami nie było w tym czasie najlepiej.

Aby posłuchać, kliknij powyższy baner lub wejdź w ten link

—————————-

źródło zdjęcia: PixaBay

25
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
11 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
PiotrMaciej SamcikTomekBaaldany Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jan
Gość
Jan

Smutne, że na takim portalu pojawia się tak podstawowy błąd w wyliczeniach. Korzyść podatkowa nie może być liczona od wartości inwestycji lecz od poniesionych kosztów minus dotacja. W tym wypadku nie będzie to 20000 lecz 15000. Wszystkie wyliczenia są do skorygowania.

Jurek
Gość
Jurek

„Oznacza to, że jeśli instalacja kosztowała 20.000 zł, to nasz realny wydatek jest pomniejszony o 5.000 i 3.400 zł. Dostajemy instalację wartą 20.000 za 11.400 zł. ” – asem z matmy nigdy nie byłem, ale na moje 20 000 – 8 400 (5 000 + 3 400) = 11 600, a nie 11 400 (ta kwota jest wielokrotnie powtarzana w dalszej części tekstu).

„Jak widzicie jest to dosyć sporo – 942 zł. (…) Ale zakładając, w scenariuszu umiarkowanym, że udałoby się koszty ściąć o połowę, czyli do 400 zł” – 942 : 2 = 400?

Max
Gość
Max

Nieźle pomieszane… 11 400 wyjdzie jak odpis będzie na poziomie 18% (to pewnie dla wielu będzie najczęstszy przypadek) – nie wiem skąd autor wziął 17%? Odpis podatkowy (dokładnie chodzi o ulgę termomodernizacyjną) to indywidualna sprawa i zależy kto jak się rozlicza i jak wysoki płaci podatek – może być 18% lub 32% dla etatowców, dla prowadzących działalność pewnie jeszcze inny. Koszt wymiany falownika 5000 zł? dla inwestycji 20 tys. zł czyli jakieś 3,5-4 kWp to całkowicie inny przedział cenowy. Falownik z gwarancją 5 lat? Nie znam okresów gwarancji dla wszystkich falowników na rynku, ale mój falownik (SolarEdge) ma gwarancję na12… Czytaj więcej »

Jan
Gość
Jan

to nie tak
20000-5000 = 15000
17% z 15000 = 2550
32% z 15000 = 4800

wiec nie zadne 11600 albo 11400 tylko
dla 17 – 12450
dla 32 – 10200

Jan
Gość
Jan

dodałem komentarz ale został skasowany dlaczego? Czyżby autor uświadomił sobie, że popełnił błąd w wyliczeniach?

Maciej Samcik
Admin

Nie kasujemy komentarzy, poza obraźliwymi i niezgodnymi z prawem. Jeśli Pańskie wyliczenia/poprawki do wyliczeń nie były obraźliwe, to nikt ich nie skasował 😉

Janek
Gość
Janek

Brak wyliczeń dla inwestorów w drugim progu podatkowym, dlaczego? Dużo gdybania, że lokaty wrócą szybko na dawne poziomy. Mam instalacje od zeszłego roku, u mnie bez dopłat i odliczenia od podatku inwestycja kompletnie nie opłacalna, za małe zużycie prądu. dodatkowo mam gaz do ogrzewania. Przy tym źródle ciepła fotowoltaika jest najmniej opłacalna, co innego pompa ciepła lub piec na koks/opony/plastiki które powoli będą zakazane. Wtedy inwestycja nabiera większego sensu.

Andrzej
Gość
Andrzej

Koszty pewnie zależą od regionu, ale te podane są wg mnie nieco zawyżone. Podam swoją kalkulację. Instalacja skrajnie niekorzystna, wschód/zachód. Moc zainstalowana 6,2 kWp. Od lutego do dzisiaj (pocz lipca) a więc w 5 miesięcy wyprodukowałą 3170 kWh. ROczne zużycie, przed FV, 3800. Widać więc że instalacja jest nieco przewymiarowana, ale pokryje moje zapotrzebowanie w 100 proc, niezależnie od pogody. Koszt instalacji – 20 paneli po 310 plus sterownik, montaż i odbiór 26000 brutto. Ulga 5000, 4400 ulga podatkowa nieco ponad 5000 (kawałek dochodów w 2 grupie, pierwszą rozliczałem w ub roku po 17,75). Czyli mój koszt instalacji 16000 zł.… Czytaj więcej »

Ppp
Gość
Ppp

Inwestycja ma ZARABIAĆ. Fotowoltaika pozwala na wydawanie mniejszych pieniędzy, czyli na OSZCZĘDZANIE. Zatem chyba w ogóle nie można jej nazywać inwestycją. Chyba, że ktoś ma pole i postawi na nim elektrownię, ale do tego musiałby chyba mieć założoną firmę i wielokrotnie wyższe koszty od opisanych.
Fotowoltaika się opłaca, mam kolegę, który ją ma i jest bardzo zadowolony – nie jest to jednak inwestycja, lecz oszczędność.
Pozdrawiam.

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Bardzo ciekawe podejście Panie Irku. Nie rozpatrywałem tego w kontekście inwestycji. Ja właśnie czekam na swoją instalację 6.6kW choć mną kierowały inne powody – po pierwsze ekologia. Może wyda się części z Was to śmieszne, ale to był główny powód zainstalowania pompy ciepła i teraz PV. Nie chcę się dokładać do produkcji CO2. Poza tym, jest to chyba najekonomiczniejsze kombo, bo można skompensować zużycie energii użytkowej i grzewczej niemal do 0. Gazu ziemnego nie wyprodukujemy. Możemy wspomóc się w dogrzaniu wody solarami, ale są one dość uciążliwe w użytkowaniu i niezbyt tańsze w zakupie. Jest jeszcze jeden aspekt. Jeśli w… Czytaj więcej »

Daniel
Gość
Daniel

Autor pisał ten artykuł bez podstawowej wiedzy na temat fotowoltaiki a nawet mechanizmów wsparcia. 5tyś dotacji i 17 procent zwrotu z podatku ale od kwoty zakupu i stalacji pomniejszonej o dotację 5tyś.zł. wyliczenie dla gospodarstwa domowego o zużyciu 3000kwh rocznie jest również niedokładne i wprowadza w błąd. 3000kwh powinno być powiększone o około 20procent, które w ramach opustu pobiera dystrybutor co daje 3600 i taka powinna być optymalna moc falownika dla zapewnienia mocy przez instalację dla domu i opłaty opustu. Nadto moc paneli wyrażana w KWp winna wynosić 4,3 KWp co pozwoli zabezpieczyć instalację na okres 25 lat a wiąże… Czytaj więcej »

Adrian
Gość
Adrian

A gdyby tak wprowadzić ustawą możliwość sprzedawania nadprodukcji prądu z powrotem do sieci? Inwestycja szybciej zwraca się, więc więcej osób instaluje własne panele. Nawet Ci, którym teraz się nie opłaca. Wtedy rząd nie ma problemu z deficytem energii po wygaszeniu elektrowni węglowych, bo mnóstwo ludzi produkuje prąd w systemie rozproszonym. No i jak ekologicznie. Czy to nie byłby wspaniały przykład partnerstwa publiczno prywatnego?

Kpc
Gość
Kpc

Tak to właśnie działa, nadprodukcję sprzedaje się do sieci. Zakład energetyczny płaci ci 80% ceny, po której ty od nich kupujesz prąd.

Tomek
Gość
Tomek

Nie do końca prawda. Nie sprzedajesz ale raczej magazynujesz. 20% prądu to jest raczej opłata za magazynowanie. Masz rok na odebranie prądu, ale jak odbierzesz mniej Niż te 80% to resztę tracisz. Dlatego nie warto kupować za dużej instalacji.

Radosław
Gość
Radosław

Błąd w wyliczeniach. 17% od 15000 a nie 20000.

Maverick321
Gość
Maverick321

Tylko fotowoltaika. Od początku roku zainstalowałem u siebie 4 instalacje. Jedną u siebie 9.9 kwh, jedną u ojca 6.54 kwh i 2 w firmie 50 kWh i 30.5 kwh. Lepszej inwestycji nie widzę. Jak widzę lokaty 0.1 % to nie muszę nic liczyć. To teraz najlepsza inwestycja.

anonymous
Gość
anonymous

Naście lat temu gdy na RORze można było zarobić ponad 15% w skali roku pojawiały się analogiczne artykuły zachęcające do montażu instalacji LPG w samochodach. Jak się to skończyło widzimy na co dzień.

Maciej Samcik
Admin

To prawda, warto pamiętać, że moda przemija, a inwestycja jest długoterminowa. W tym tekście wątpliwości zostały bardzo dobrze naświetlone

dany
Gość
dany

Jak to się skończyło? LPG jest nadal popularne.

oxo
Gość
oxo

Uwaga! Te 5 tys przestaje być takie pewne, jakby się wydawało https://biznes.interia.pl/finanse/news-moj-prad-zlozono-100-tysiecy-wnioskow,nId,4610794 „Złożono 100 tysięcy wniosków o dotację na instalacje fotowoltaiczne. Resort klimatu poinformował, że rządowy program, z budżetem o wysokości 1 mld zł, jest na półmetku.” „… że tylko w czerwcu 156 megawatów mocy zainstalowanej pochodziło z instalacji, które zawarto we wnioskach złożonych do NFOŚiGW. Przeciętnie wniosek obejmuje instalacje o mocy 5-5,5 kilowatów i, na dobrą sprawę, dziennie do Narodowego Funduszu wpływa od pół tysiąca do siedmiuset – rekordowe dni to jest nieco ponad siedemset – wniosków o dofinansowanie w ramach Mój prąd” Nietrudno policzyć, że należy się spodziewać… Czytaj więcej »

Baal
Gość
Baal

Jest jeszcze jedna rzecz nie uwzględniona w artykule – mianowicie użytkownicy instalacji PV sukcesywnie ZWIĘKSZAJĄ „używanie” sprzętów elektrycznych. A to dodatkowo przechodzą na grzanie COW prądem, a to dogrzewanie, klimatyzację i inne temu podobne.
Stateczność takich danych jest zawodna – widzę to po sobie.
Ja dlatego np świadomie bardzo przewymiarowałem instalację po to właśnie aby mieć „zapas” na wszelkiego rodzaju zbytki typu klima itp
Zawodne jest tylko w tym jedno: jak już posiadam dom to muszę się DOSTOSOWAĆ do jego rozmieszczenia.
Każdy powinien maksymalnie wyliczyć swoją przyszłą konsumpcję prądu i dodać do tego z 20% aby stworzyć instalację która wystarczy na min 10 lat

Maciej Samcik
Admin

Słuszna uwaga

Piotr
Gość
Piotr

To może ja jeszcze dorzucę swoje 3 grosze. Mam w domu ogrzewanie za pomocą pompy ciepła – więc zużywam dużo energii elektrycznej. Żeby koszty obniżyć mam taryfę tzw weekendową czyli prąd za około 35 gr pomiędzy 22-6 oraz 13-15 + całą sobotę i niedziele. W pozostałych godzinach około 68 groszy. Tak mam zaplanowane czynności energochłonne, że są wykonywane głównie w tańszej taryfie. Efektem tego 3/4 rocznego zużycia trafia właśnie w tanią taryfę. To daje w moim wypadku nieco ponad 43 groszy za kWh. I cała inwestycja stała się dla mnie słabo opłacalna (w moim przypadku jeszcze wpłynęła zadrzewiona działka). Zweryfikujcie… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Bardzo dzięki za ciekawą myśl!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu