2 stycznia 2020

W 2020 r. każdy zapłaci składkę na energetyczną rewolucję. Ale niektórzy dzięki niej skorzystają. Oto trzy ekotrendy, które cię nie ominą

W 2019 r. słowo „ekologia” było odmieniane przez wszystkie przypadki. Walka ze smogiem przestała być wyłącznie tematem rozmów „ekooszołomów”, zaś prąd z „zielonych” źródeł zaczął się opłacać. A jak będzie w 2020 r.? Tak samo, tylko bardziej. Oto trzy ekotrendy, które w tym roku Cię nie ominą

Po 2019 r. wyraźnie już widać, że od zielonej rewolucji w energetyce nie ma odwrotu i nawet taki kraj jak Polska, który jest w 80% uzależniony od „brudnej” energii, powoli będzie odchodził od węgla. Nie wiadomo, czy projekt budowy ostatniej elektrowni węglowej – warta 6 mld zł inwestycja w Ostrołęce – będzie realizowany. Polska coraz śmielej patrzy na gaz jako „pomost” do ery energii pozyskiwanej bezemisyjnie. Na naszych oczach zaczyna się rewolucja energetyczna.

Po pierwsze: każdy zapłaci za inwestycje energetyczne, ale niektórzy zapłacą za swój, „prywatny” prąd

Ale zanim ona się rozwinie, wszyscy zapłacimy jeszcze „składkę” za energię z węgla. Od października 2020 r. będziemy płacić po ok. 10 zł miesięcznie tzw. opłaty mocowej. Będziemy też płacili coraz wyższe rachunki za prąd, bo produkcja energii z węgla jest coraz droższa. Producenci energii będą też wliczali w cenę prądu wartość „zielonych” inwestycji, które są niezbędne, by coraz większą część prądu móc produkować z czegoś innego, niż węgiel.

Na razie mamy cieszę przed burzą. Według Urzędu Regulacji Energetyki średnie ceny prądu w Polsce dla gospodarstw domowych, uwzględniające rachunki za sprzedaż i za dystrybucję, wzrosły w ostatnich czterech latach o 10% z 46 groszy do 53 groszy za 1 KWh. Wygląda więc na to, że najgorsze dopiero przed nami.

Z drugiej strony rewolucja rozpędza się oddolnie. Rząd zdecydował o wprowadzeniu dotacji na budowę elektrowni fotowoltaicznych, dopłaca 53.000 zł do docieplania mieszkań i domów, kontynuując program Czyste Powietrze. To sprawia, że własna elektrownia słoneczna jest dużo tańsza, niż jeszcze półtora roku temu. A zwrot z inwestycji skrócił się z 10 lat do 5-7 lat. Po zakończeniu pierwszego etapu wsparcia własny prąd może produkować nawet 200.000 osób (obecnie jest już ich ok. 100.000).

Po drugie: energetycy na rozdrożu. Potrzebujemy więcej prądu, ale… budowanie elektrowni na węgiel się już nie opłaca

Energetyczna rewolucja – ta „korporacyjna”, finansowana przez koncerny energetyczne i ta oddolna, stymulowana przez rządowe dotacje dla Polaków chcących mieć tańszy prąd – nie jest wyborem, tylko koniecznością. Po raz pierwszy w historii to się po prostu zaczyna opłacać.

Bank inwestycyjny Lazard podsumował ceny energii z różnych źródeł ujednolicone do wskaźnika LCOE, który podaje uśrednioną cenę prądu przez całą długość „życia” elektrowni – wraz z budową i późniejszymi zakupami surowca. W przypadku OZE tego surowca nie trzeba, więc w zasadzie jedynym kosztem, jest koszt inwestycji. A ten spada na łeb na szyję wraz z rozwojem technologii.

W 2019 r. najtańszym źródłem energii był prąd z elektrowni wiatrowych na lądzie (stawki zaczynały się od 28 dolarów za MWh), bo choć nie są one tak wydajne, jak te na morzu (bo mniej wieje), to jednak są kilkukrotnie tańsze od „morskich”. Mocno tanieje też fotowoltaika, zwłaszcza „wielkoformatowa”, czyli instalowana w dużej skali przez firmy (taka o mocy kilkudziesięciu megawatów, w ich przypadku koszt wynosi 32-42 dolarów za MWh).

Prąd z istniejących elektrowni na węgiel wciąż jest relatywnie tani (ok. 33 dolarów za MWh), ale uwzględniając koszty budowy – w przypadku nowych siłowni – koszt jest kilkukrotnie wyższy.  Jest to spowodowane wyższymi kosztami środowiskowymi i opłatami za emisję CO2.

Poniżej wykres, który pokazuje jak spada cena niesubsydiowanego prądu z wiatru (po lewej) i ze słońca (po prawej). W przypadku wiatru stawki spadły trzy-, czterokrotnie, a jeśli chodzi o prąd z fotowoltaiki – nawet dziewięciokrotnie. A to przecież nie koniec spadków cen energii z OZE.

Czytaj też: Zmiana taryf!  Zdradzamy sposoby, jak się bronić przed podwyżkami!

Czytaj też: Ceny prądu zamrożone, ale nie takie same. Sprawdź czy nie przepłacasz. Oni „przeczesali” wszystkie oferty i pokazali różnice cen

Z kolei wolnorynkowe ceny prądu z węgla zwiększyły się dwukrotnie w ciągu zaledwie dwóch lat (to, że polski konsument tego nie odczuwa, jest wyłącznie zasługą tego, że żyjemy pod kloszem cen regulowanych urzędowo). Główny powód to wzrost kosztów emisji CO2 powstającego przy produkcji prądu z węgla.

Czytaj też: Zaczyna się. Niemcy chcą opodatkować swoim obywatelom podróże samochodem i samolotem, a obniżą VAT na bilety kolejowe. Co my na to?

Czytaj też: Bycie eko to już nie kosztowne hobby dla „zielonych dziwaków”, lecz realny sposób na oszczędzanie pieniędzy. Jak dużych? Liczymy!

Czytaj też: Chcesz płacić mniej za energię, ale nie wiesz jak się za to zabrać? Zmiana sprzedawcy prądu w czterech krokach. Z tym poradnikiem na pewno nie zginiesz

Po trzecie: elektromobilność. Na początek elektryczne autobusy i car-sharing, a potem…

Do 2025 r. po polskich drogach będzie jeździć milion samochodów elektrycznych – zakłada Plan Rozwoju Elektromobilności. To hasło zostanie raczej w premierowskim power-poincie, podobnie jak projekt polskiego samochodu elektrycznego. Ale to nie znaczy to, że samochody elektryczne nie namieszają na rynku. Już mieszają, ale nie tak, jak można by się tego spodziewać.

Wysoka cena zakupu, wciąż dość tanie paliwo do tradycyjnych samochodów na stacjach benzynowych, a przede wszystkim krótki zasięg – te wady nie zachęcą przeciętnego Kowalskiego do wymiany samochodu na elektryczny. Jedną z największych zalet samochodu jest to, że daje wolność i swobodę komunikacji, a konieczność planowania dłuższej trasy „pod ładowarki”, byle tylko dojechać do celu i móc naładować akumulatory, tej zalety nas pozbawia.

Rozwój elektromobilności w Polsce jest zgodny z teorią dyfuzji innowacyjności, która mówi, że nowinkami technologicznymi w pierwszym etapie rozwoju interesują się innowatorzy: osoby śmiałe, bogate, ale też introwertyczne. Introwertyków w Polsce mamy mało – po ulicach pomyka ok. 4.500 samochodów elektrycznych w morzu 22 mln „osobówek”.

Poza tym, jak pokazują poniższe obliczenia, inwestycja w samochód elektryczny przy przeciętnym, rocznym przebiegu nawet po 10 latach może się nie zwrócić. Okres ten będzie krótszy, jeśli będziemy jeździć dużo – np. jako kierowca Ubera, albo jeśli ceny paliwa skoczy np. do 10 zł za litr. Od nowego roku rząd uruchomi dopłaty do aut elektrycznych, na które zrzucimy się wszyscy w ramach nowej opłaty doliczanej do ceny benzyny (ok. 8 groszy na litr). Dopłata do zakupu samochodu elektrycznego wyniesie 37.000 zł.

Jeśli jakiś rząd zdecydowałby się ograniczyć pole gry, wprowadzając zakaz wjazdu aut spalinowych do śródmieść miast, to byłoby jak nowe rozdanie talii kart. Wtedy zostalibyśmy pozbawieni urzędowo swobody poruszania się samochodami spalinowymi, na rzecz aut elektrycznych.

Zdaniem Polskiego Instytutu Ekonomicznego (grafiki pochodzą właśnie od PIE) rozwój elektromobilności należy zostawić naturalnym procesom rynkowym, a nie wspierać go ze środków publicznych. Ale ten sam raport mówi, że elekromobilność się opłaca – autobusy spalinowe będą zastępowane elektrycznymi i starymi, dobrymi trolejbusami i będzie rósł udział samochodów elektrycznych w car-sharingu. Docelowo Polska ma mieć trzecią co do wielkości w Europie flotę autobusów elektrycznych.

Podsumowując rynek energii to nie tylko prąd, ale też ciepło, fotowoltaika, mobilność – zarówno w wydaniu elektrycznym, hybrydowym jak i oferowaniu usług pokrewnych, np. domowych ładowarek. Zmiany w naszym życiu, wynikające z powolnego przechodzenia kraju na „zieloną” energię (poprzez wyższe rachunki za prąd lub prywatne inwestycje we własne źródła) oraz stopniowego „wyłączania” prywatnego transportu spalinowego, są nieuniknione – nikt i nic nie może już ich dłużej ignorować.

Źródło zdjęcia: PixaBay

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
anonymousMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek
Gość
Marek

„Dopłata do zakupu samochodu elektrycznego wyniesie 37.000 zł.”

Powinno być „30% ceny zakupu, ale nie więcej, niż 37.500 zł”. Warto też dopisać warunek, że maksymalna cena zakupu to 125.000 zł brutto.

anonymous
Gość
anonymous

Cytat: „wciąż dość tanie paliwo do tradycyjnych samochodów na stacjach benzynowych”. 5zł/litr czyli 1zł za 2 minuty jazdy to wg autora jest dość tanie paliwo? Rozumiem że mowa o PL a nie o CH? Poza tym tabela porównawcza jest pozbawiona sensu gdyż kalendarzowo od wczoraj skoda citigo jest produkowana wyłącznie jako elektryk.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij