27 października 2019

Zaczyna się. Niemcy chcą opodatkować swoim obywatelom podróże samochodem i samolotem, a obniżą VAT na bilety kolejowe. Co my na to?

Zaczyna się. Niemcy chcą opodatkować swoim obywatelom podróże samochodem i samolotem, a obniżą VAT na bilety kolejowe. Co my na to?

To początki trendu, który prędzej czy później dotrze do nas. Niemcy – w ramach walki z globalnym ociepleniem – opodatkują dodatkowo podróże samochodami i samolotami. Jednocześnie obniżą radykalnie VAT na bilety kolejowe – będzie mniejszy, niż u nas. Czy to ma sens? Czy za kilka lat własny samochód to będzie luksus, a podróżowanie samolotem będzie kosztowało tyle, że będzie dostępne tylko dla zamożnych? 

Linia lotnicza KLM zastępuje połączenia lotnicze kolejowymi. Od marca przyszłego roku jeden z rejsów łączących stolicę Holandii ze stolicą Belgii, zostanie zastąpiony szybkim pociągiem. Wszystko po to, żeby obniżyć emisję CO2. Czy linia lotnicza podcina gałąź, na której siedzi? Raczej przygotowuje się na nadchodzące zmiany.

Zobacz również:

Niemcy też mają dziwne pomysły, właśnie wymyślili żeby zamrozić czynsze w Berlinie na 5 lat. Ale to nie jedyny awangardowy pomysł naszych sąsiadów zza Odry. Nowy niemiecki rząd uznał, że trzeba dokręcić klimatyczna śrubę. I zapowiedział zmiany w polityce transportowej.

Czytaj też: Grecja czy Bałtyk? Wakacje mogą być ekologiczną zbrodnią. Liczę klimatyczny koszt twojego urlopu. I wymierzam pokutę!

Czytaj też: Bycie eko to już nie kosztowne hobby dla „zielonych dziwaków”, lecz realny sposób na oszczędzanie pieniędzy. Jak dużych? Liczymy!

Czeka nas przyszłość, w której samochód jak zło konieczne?

Do tej pory Unia Europejska mocno walczyła z emisjami CO2 pochodzącymi z elektrowni i z przemysłu, co sprowadzało się głównie do tego, że za każdą tonę gazu firmy muszą płacić za coś w rodzaju „zezwolenia na zanieczyszczanie”. Emisje spadały, ale miało to związek głównie z unowocześnieniem się przemysłu i zamykaniem starych, niewydajnych fabryk.

Ale na potęgę rośnie za to emisji CO2 z samochodów i samolotów. W latach 2006–2016 udział transportu w finalnym zużyciu energii   wzrósł z 23% do 29%, a emisja CO2 poszła w górę o jedną czwartą. Prawie 30% całkowitej emisji CO2 w UE pochodzi z sektora transportu, z czego 72% – z transportu drogowego (reszta to samoloty i statki). Choć młodsze pokolenie wreszcie ma jakąś alternatywę: samochody na minuty, samochody elektryczne na minuty, e-hulajnogi.

To oznacza, że rewolucja klimatyczna idzie za wolno. Już od roku wiadomo, że Niemcy nie zrealizują swoich celów redukcji emisji CO2 na 2020 r.  – miał to być spadek o 40%  w stosunku do bazowego 1990 r. Reakcja? Zapadła polityczna decyzja żeby zintensyfikować wysiłki.

Nowa koalicja rządząca postanowiła zaostrzyć kurs i zaprezentowała pod koniec września wart 53 mld euro plan klimatyczny. Cel? Do 2030 r. emisja CO2 ma być o 55% niższa, niż w 1990 r. Tym razem ostro wzięto się za emisje z transportu, na które do tej pory rządy przymykały oko. 

Czytaj też: A może przesiąść się do samochodu elektrycznego? Czy opłaca się dojazd autem na minuty do pracy?

Niemiecki pakiet zakłada m.in. wprowadzenie – oprócz unijnego – krajowego systemu opłat za emisję CO2 – od 10 do 60 euro za tonę. Jak podaje serwis Deutsche Welle, system obejmie producentów i dostawców paliw kopalnych. To oczywiście przełoży się na ceny prawie wszystkiego. Ale będą i bezpośreednie „podatki”, które mają skłonić niemieckich konsumentów do bardziej ekologicznych zachowań. Jakie?

Po pierwsze mieszkańcy Niemiec muszą się liczyć z tym, że podrożeje benzyna, olej napędowy, olej opałowy i gaz ziemny. Dodatkowy koszt, jaki poniosą konsumenci za zanieczyszczanie środowiska, wyniesie od 2026 r. mniej więcej 9-15 eurocentów za każdy litr benzyny, czy oleju napędowego. A więc może podwyższyć ceny paliwa o maksymalnie 10%.

Obecnie Niemcy płacą za litr oleju napędowego 1,31 euro, czyli 5,61 zł, a za litr benzyny 1,44 euro (6,18 zł). To relatywnie mniej, niż my płacimy – ceny są tylko ciut wyższe, niż nasze, a siła nabywcza złotego – mniej więcej trzykrotnie niższa, niż niemieckiej pensji. Dodatkowa opłata nie będzie dla Niemców rujnująca i wciąż na ceny paliwa w Niemczech większy wpływ będą miały wahania kursów walut i ceny samej ropy.

Czytaj też: 100 amerykańskich miast do 2035 r. ma zasilać się wyłącznie zieloną energią. A polskie miasta? Czy stać nas na udział w takich „zawodach”?

Czytaj też: Spadek zysków firm, wzrost cen kredytów, ubezpieczeń i podatków, krach nieruchomości. To Nostradamus? Nie, prognozy bankowców

Po drugie  wzrosną opłaty lotnicze – już od początku przyszłego roku podniesiony zostanie podatek od biletów lotniczych. Opłata będzie doliczana do biletu zarówno na lotach krajowych, średnio-dystansowych jak i międzykontynentalnych. – Niemieccy podróżni muszą się spodziewać wyższych cen – głosi projekt przepisów cytowany przez agencję Bloomberg.

Ryanair już protestuje, bo wie, że dodatkowa opłata będzie stanowić sporą część jego promocyjnych biletów za kilkadziesiąt euro. „Klienci Lufthansy tego nie odczują, bo tam ceny są na tyle wysokie, że podatek będzie stanowił tylko niewielką część” – argumentuje niskokosztowy przewoźnik. I w sumie ma rację.  Według założeń nowy podatek będzie wynosił od 10,43 euro na lotach krótkich do 58,6 euro na długodystansowych. Z nowego podatku do kasy rządu federalnego ma trafić ponad 500 mln euro rocznie.

Niemiecka branża lotnicza ostrzega, że to może być przeciągnięcie struny i puka się w czoło: po co wychodzić przed szereg? Będziemy mniej konkurencyjni, a emisje CO2 i tak od tego nie spadną. 

Intuicyjnie czuje, że u nas takie opłaty by nie przeszły. Do niedawna mało kto mógł sobie pozwolić na regularne loty samolotem, to ciągle jest coś nowego, nasza „zdobycz cywilizacyjna”. Poza tym nie po to chcemy sobie zbudować Centralny Port Komunikacyjny, żeby nagle przestać latać z powodu drogich biletów. 

Czytaj też: FlixBus wprowadził dodatkowe opłaty. Kto chce pomóc Matce Ziemi, dopłaca za przejazd. Na co idą „zielone” pieniądze?

Kolej przeżyje drugą młodość. Eliksir – obniżka VAT

Jest i trzeci element klimatyczno-transportowej rewolucji „made in Germany”. Tańsze będą podróże pociągami. VAT na bilety ma zostać obniżony z 19% na 7%. Dla porównania u nas VAT na bilety wynosi 8%. Czyli w Niemczech będą mieć niższe podatki od podróżowania koleją, niż u nas. Niewiele, ale niższe.

Pociągi są elektryczne, więc rodzi się pytanie – a skąd jest ten prąd, który je napędza? W Polsce przeważnie jest z węgla. A w Niemczech? To zależy od dnia tygodnia i pory roku ;-).

W Niemczech spory udział ma ciągle energetyka węglowa i to ta w najgorszym wydaniu, bo z węgla brunatnego. Ale są dni, gdy większość zapotrzebowania na prąd udaje się zaspokoić produkcją z wiatraków i instalacji fotowoltaicznych, np. w wietrzny, słoneczny i świąteczny dzień, gdy przemysł robi sobie przerwę. Wtedy elektrownie węglowe pracują na pół gwizdka, wiatraki kręcą się jak szalone, a fotowoltaika „pompuje” prąd do sieci.

Czytaj też: Inwestujesz pieniądze i jednocześnie masz czyste sumienie. Czy to się da zrobić w Polsce? Sprawdzam dostępne opcje

Czytaj też: Nadchodzą „klimatyczne” zmiany w twojej firmie. Nie chodzi o wizerunek, lecz o pieniądze. Jak zmienią się biura i biurka?

Pociągi są jednymi z najbardziej ekologicznych środków transportu (nie licząc samochodów elektrycznych) i najszybszych na krótkich i średnich dystansach – pociąg w przeciwieństwie do samolotu zatrzymuje się w centrum, więc nie tracimy też czasu na dojazdy na lotnisko, odprawy nadanie i odbiór bagażu.

Byle by tylko pociągi były punktualne – ostatnio DB ma z tym nieco problemów, bo w 2018 r. tylko 74,9% pociągów dalekobieżnych przyjechało na czas. „Niemiecka solidność” na kolei jest sloganem bez pokrycia. Inna sprawa, że nasze Intercity też nie należy do orłów punktualności. 

W reakcji na plany niemieckiego rządu agencja S&P od razu podniosła rating dla Deutche Bahn. „To pierwszy taki przypadek. Zwiększamy firmie wiarygodność kredytową w efekcie działań klimatycznych, które jej dotyczą” – pochwaliła się agencja.

Na razie są to tylko plany (ustawy mają być głosowane w najbliższych miesiącach), ale pokazują, z której strony wieje wiatr i czego w nadchodzących latach mogą spodziewać się konsumenci i firmy. Nie tylko w Niemczech.

 

Subscribe
Powiadom o
11 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Patryk
11 miesięcy temu

Nadal bilety na pociąg sa za drogie, jak chce jechać z Stuttgartu do Poznania nadal taniej mi samochodem z rodziną, róznica nie jest 20e tylko jakies 250e, Chociąz wolę jazdę pociągiem do swojego rodzinnego miasta. Pozdrawiam

Wacław
11 miesięcy temu

Nawet niech 10 podatków dodadzą do cen biletów. Jaki będzie skutek. Bla bla cars. Bla bla bus. Bla bla autobus i inne rozwiązania.

Poza tym jeśli ktoś chce przemieścić się z punktu A do B z miejscowości zad…ie nr 1 do zad..ie nr 2 na końcu Polski z całą rodziną na wakacje to więcej wyda na dojazdy do stacji kolejowych niż na sam bilet pociągiem. A komfort autem lepszy…

Aladyn
11 miesięcy temu

ich DB jest bankrutem i pudrują trupa…

Jan
11 miesięcy temu

Nie znam niemieckiego rynku, ale jakoś nie widzę tego w Polskich realiach. Wbrew obiegowej opinii PKP ma się całkiem nieźle i w sezonie muszą dzierzawic wagony z np. Czech. A i tak na popularnych trasach często nie ma gdzie usiąść. Nie wydaje mi się też żebyśmy w Polsce mieli jakiś specjalnie rozwiniętą krajową siatkę połączeń lotniczych. A jeśli chodzi o podróże międzynarodowe pociągiem, to to jest śmiech na sali. Bilety dostępne późno (30 dni przed wyjazdem) w bazowych cenach które są po prostu absurdalne (np. 80€ do Wiednia, jak lecialem samolotem to płaciłem ok 140 zł) są promocje (29€ do… Czytaj więcej »

Artorius
11 miesięcy temu
Reply to  Jan

Kupowałem bilet na pociąg do Budapesztu. Pobyt planowany, zakup biletu 2 miesiące przed wyjazdem. Promocja oczywiście była i bilet strasznie drogi nie byl.

Anna
11 miesięcy temu

daj Boże… samolot to nie taksowka, po Europie pociągi powinny być pierwszym srodkiem transportu, kiedy wreszcie ludzkość stuknie się w głowę, że samolot to przede wszystkim truciciel i źródło halasu?

anonymous
11 miesięcy temu
Reply to  Anna

Samolot przede wszystkim kopci i hałasuje wysoko nad ziemią więc zwalanie winy na transport lotniczy to dopiero powód żeby stuknąć się w głowę. Natomiast w artykule jest bzdura bo pociągiem nie da się dojechać wszędzie. I druga bzdura to fragment o elektrowniach na źródła odnawialne. Szwaby pozbywają się elektrowni wiatrowych i to w hurtowych ilościach.

Marek
11 miesięcy temu
Reply to  anonymous

Niestety nie. Myślisz że spaliny z kerozyny lecą w kosmos? Niestety nie, przecież to wszystko zostaje w atmosferze i wraca w dużej ilości w różnej postaci. Poza tym najwięcej samolot zużywa paliwa w trakcie startu. Dodatkowo te opary są bardzo szkodliwe, nie ma tam katalizatorów spalin a samolotów w każdej chwili na niebie są obecnie tysiące.

Jacek
11 miesięcy temu
Reply to  anonymous

Bo się nie da… np. spróbuj się dostać pociągiem do Mszczonowe, który jest siedzibą np. parku rozrywki Suntago.

Marek
11 miesięcy temu

Ten pomysł nie ma sensu. Nawet jeśli to zrobią to i tak ludzie będą jeździli autami. Cena szybkiego pociągu będzie i tak x razy większa niż koszt podróży autem. Podróż zwykłym pociągiem można odbyć że wioski do wioski Ale nie przez pół kraju. Sam bmbedac w Niemczech z chęcią podrozowalbym pociągiem ale w DE to się nie kalkuluje. Chyba, że jest się uczniem albo studentem. A jeszcze jedno. Wynajem auta na jeden dzień jest tańszy niż kolej i szybszy 🙂

Samozl0
10 miesięcy temu
Reply to  Marek

Tu nie chodzi o to aby coś zmienić na lepsze, ale aby pod pretekstem ekologii dowalić większe podatki.
Tak jak zauważyłeś ludzie i tak będą jeździć samochodami.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu