1 stycznia 2019

Co czeka nasze pieniądze w 2019 r.? Czy lokaty dadzą zarobić? Raty kredytów spadną? Frank potanieje? Przegląd nadchodzących zmian

Co czeka nasze pieniądze w 2019 r.? Czy lokaty dadzą zarobić? Raty kredytów spadną? Frank potanieje? Przegląd nadchodzących zmian

Pożegnaliśmy już stary rok, więc czas przygotować się na to, co czeka nasze portfele w nowym, 2019-tym. Czy oprocentowanie depozytów pójdzie w górę? Co z ratami kredytów? Czy kursy walutowe pomogą frankowiczom i tym, którzy wybierają się na urlopy za granicę? Jakie zmiany wokół portfela najbardziej nas zabolą? Pierwsza część fusów

Zeszły rok przyniósł nam wzrost oszczędności (z niepełnych jeszcze danych NBP wynika, że góra pieniędzy w bankach zwiększyła się z 744 mld zł do 803 mld zł (licząc do listopada). Nawet jeśli część tego wzrostu (10-15 mld zł) to naliczone odsetki  – mówimy o wzroście netto oszczędności o 40-45 mld zł. Inna sprawa, że oprocentowanie tych pieniędzy w żadnym momencie roku nie pokrywało inflacji. Zyski z oprocentowania były więc tylko nominalne.

Zobacz również:

Mniej udany to był rok dla inwestujących pieniądze w akcje przedsiębiorstw. Główny indeks warszawskiej giełdy stoczył się o 10%. W USA indeks Dow Jones stracił w skali roku 6%, a w Niemczech indeks DAX zmarniał o 18%. Kto od akcji spółek woli złoto zakopane w ogródku powiększył wartość oszczędności o 5%, zaś kto za ikonę długoterminowej lokaty kapitału uznaje dolary – wzbogacił się o 8%.

Oszczędzasz na bankowych lokatach? Szukaj ofert powyżej 3%

1,5% – tyle od blisko czterech lat wynosi główna stopa procentowa (referencyjna) ustalana przez Radę Polityki Pieniężnej. To najniższy poziom w historii. Z zapowiedzi członków RPP oraz prognoz ekonomistów wynika, że w nadchodzącym roku – a nawet w 2020 r. – to się nie zmieni. O ile oczywiście nie nadejdzie jakiś nieprzewidzany kryzys.

To właśnie stopa procentowa NBP i perspektywy jej zmiany wpływają na oprocentowanie naszych pieniędzy w bankach. Brak szans na podwyżkę stóp procentowych NBP ogranicza też szanse na to, że my więcej zarobimy na depozytach.

Z drugiej strony nie widać, by banki mogły potrzebować bardziej naszych depozytów. Nie można oczekiwać ani ich masowej ucieczki do funduszy inwestycyjnych (lub do obligacji czy na zakupy akcji), ani na wzrost konkurencji na rynku bankowym, który mógłby wywołać „depozytową wojnę”. Raczej obserwujemy proces przeciwny, czyli przejmowanie coraz większej części rynku przez państwowe bankowe molochy.

To zła wiadomość dla osób szukających bezpiecznej przystani dla swoich oszczędności. W 2019 r. z bankowych lokat da się wycisnąć tyle co dziś, czyli 1-1,5% w skali roku w największych bankach. Na nieco więcej – nawet w granicach 3% – będzie można liczyć w ramach promocji, np. na tzw. lokatach powitalnych. Zwykle można je zawrzeć na krótki okres i z ograniczoną kwotą depozytu.

Dziś najwięcej płacą banki w kłopotach. Chodzi o banki należące do imperium Leszka Czarneckiego. Getin Bank i Idea Banki bronią się przed odpływem depozytów wyższym oprocentowaniem. I płacą nawet 3,7-3,9% w skali roku, w zależności od długości trwania depozytu.

Biorąc pod uwagę gwarancje Bankowego Funduszu Gwarancyjnego może to być najlepsza okazja, by z oszczędzania w banku wycisnąć realny zysk (w zeszłym miesiącu realny zysk z depozytu gwarantowało oprocentowanie od 1,6% lub wyższe, zaś latem zeszłego roku – było to 2,5% lub więcej).

Najlepszą strategią lokowania oszczędności będzie więc wkładanie pieniędzy na krótsze terminy i czatowanie na okazje, a z drugiej strony trzymanie ręki na pulsie, gdyby okazało się, że w gospodarkę uderza jakieś tsunami ze źródłem poza granicami kraju i RPP nagle podwyższa stopy procentowe (albo przynajmniej to zapowiada).

Założenie długoterminowej lokaty „całorocznej” miałoby sens pod warunkiem, że znajdziemy taką, która zapłaci więcej, niż można mieć na depozytach krótkoterminowych w bankach oferujących „okazje”. Albo tyle, żeby gwarantowało to zwycięstwo nad inflacją, która w 2019 r. powinna powoli iść w górę – czyli w praktyce pewnie jakieś 3-3,5% w skali roku (to dziś raczej mission impossible…).

Przeczytaj też: Święty Mikołaj, Gwiazdor i Dziadek Mróz już w drodze. Kto w branży finansowej zasłużył na prezent, a kto na rózgę?

Do marnego zarobku z lokat zdążyliśmy się już przyzwyczaić. To nie tragedia, o ile inflacja jest na niskim poziomie. Problem w tym, że 2019 r. może nie być pod tym względem łaskawy dla naszych portfeli. Z projekcji inflacji NBP wynika, że w 2019 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosną o 3,2%. Z kolei w 2020 r. ceny mają pójść w górę o 2,9%.

Jeśli sprawdzi się ten scenariusz, to tylko najlepiej oprocentowane lokaty zaledwie ochronią wartość naszych pieniędzy. Wygląda więc na to, że wielu oszczędzających zapłaci w nadchodzącym roku ukryty „podatek inflacyjny” w postaci spadku realnej wartości swoich oszczędności.

Stabilny rok dla kredytobiorców? Frankowicze powinni uważać

Niskie stopy procentowe to spokój dla kredytobiorców. Z dużym prawdopodobieństwem trafnej prognozy można założyć, że raty kredytów o zmiennej stopie procentowej nie wzrosną. Mowa tu oczywiście o kredytobiorcach złotowych, których raty są uzależnione od rynkowej ceny pieniądza WIBOR (obecnie wynosi 1,7%) i marży doliczanej do niej przez bank. To oznacza, że oprocentowanie przeciętnego kredytu hipotecznego wyniesie 3,7-3,9% w skali roku (bo średnia marża wynosi 2-2,2%).

Wzrosną jedynie obciążenia klientów, którzy mają kredyty w ramach programu „Rodzina na Swoim”. Po prostu kolejnej dużej grupie jego uczestników skończą się dopłaty państwowe do odsetek.

Jeśli ktoś chce pożyczyć pieniądze na konsumpcję (kredyty niezabezpieczone) to zwykle banki proponują kredyty o stałym oprocentowaniu. Biorąc pod uwagę cenę pieniądza na rynku międzybankowym, przyzwoite oprocentowanie (uwzględniające 5-6% marży banku) takiej pożyczki nie powinno przekraczać 7-8% w skali roku.

A co z frankowiczami, którzy muszą patrzeć też na kursy szwajcarskiej waluty? Po ile będzie frank szwajcarski czy euro? To jak wróżenie z fusów. W zeszłym roku zaczęło się nieźle, bo „szwajcar” był notowany w styczniu po 3,45 zł. Ale pod koniec roku widzieliśmy go już po 3,85 zł (podrożało też euro o 4% i dolar o 15%)

Bankowi centralnemu wychodzi z wróżenia z fusów, że w 2019 r. złoty powinien się stopniowo umacniać, za czym przemawia m.in. napływ pieniędzy z UE. Jeśli tak się stanie, walutowi kredytobiorcy nieco odetchną. Ale niestabilna sytuacja w gospodarce światowej nie sprzyja rynkom wschodzącym, takim jak Polska.

Każde zachwianie mody na inwestowanie na  tych rynkach będzie oznaczało zbliżanie się franka szwajcarskiego do granicy 4 zł. Kto ma złe przeczucie może kupić trochę franków, by zamortyzować wzrost rat.

Ameryka jest w samym środku cyklu podwyżek stóp procentowych. Biliony dolarów wpompowane w gospodarkę nie spowodowały ani inflacji, ani osłabienia się „zielonej” waluty. Gdy przyjdzie spodziewane spowolnienie gospodarcze, inwestorzy zaczną zawijać do bezpiecznych przystani: będą kupowali franka i dolara.

Zdaniem niektórych ekonomistów odpływ kapitału z Polski i konieczność obrony wartości słabnącego złotego może zmusić Radę Polityki Pieniężnej do podwyżki stóp procentowych. W tym roku jest sporo niewiadomych, na czele z trybem w jakim Wielka Brytania opuści Unię Europejską (juz 29 marca). Warto mieć w pobliżu środki na uspokojenie.

Ale nie samym pożyczaniem i oszczędzaniem człowiek żyje. W 2019 r. czeka nas kilka zmian w innych aspektach „życia” naszych portfeli. O czym myślę?

Co jeszcze nas czeka? Zmiany w leasingu, zbliżeniach i oszczędzaniu na emeryturę

Rewolucja w płatnościach zbliżeniowych. Większe zakupy bez PIN

Polubiliście płacić kartami zbliżeniowo? W 2019 r. na tym polu czeka Was dość istotna zmiana. Dziś nie trzeba podawać PIN-u, jeśli wartość transakcji nie przekracza 50 zł. Być może już w drugim kwartale „bezpinowy” limit zwiększy się do 100 zł.

Obecny limit (50 zł) został ustalony blisko dekadę temu, czyli wtedy, gdy technologia bezstykowa pojawiła się w Polsce. Organizacje płatnicze tłumaczą, że od tamtego czasu realia gospodarcze istotnie się zmieniły. Polacy robią codzienne zakupy o większej wartości niż 10 lat temu. Swoje zrobiła też inflacja. W ciągu dekady realna wartość nabywcza pieniądza spadła o blisko 22%.

Zwiększenia limitu chcą też Polacy. Blisko 67% ankietowanych przez MasterCard jest „za”. Ponadto, z limitem na poziomie 50 zł odstajemy od reszty Europy. Np. w Wielkiej Brytanii wynosi on 30 funtów (ok. 140 zł), a we Francji i Irlandii 30 euro, czyli ok. 130 zł.

Więcej na ten temat: Płacisz kartą zbliżeniową? Już wkrótce bez podawania PIN-u zapłacisz za większe zakupy. Ale co z bezpieczeństwem?

PPK, czyli będzie nowy sposób odkładania na starość

Jest ZUS, potem było OFE, następnie IKE i IKZE, czyli kolejne pomysły na to, jak odkładać pieniądze, by nie biedować na emeryturze. A już wkrótce wachlarz emerytalnych rozwiązań poszerzy się o PPK, czyli Pracownicze Plany Kapitałowe, które mają wystartować w połowie 2019 r.

Najpierw PPK obejmą blisko 11 mln pracowników dużych firm prywatnych i państwowych w wieku od 19 do 55 lat. W kolejnych latach PPK „wejdzie” do firm zatrudniających poniżej 50 osób.

W telegraficznym skrócie: nowy system polega na potrąceniu z pensji brutto od 3,5% do 8% i przekazaniu tej kwoty do wybranego przez pracodawcę funduszu inwestycyjnego. A jeśli pracodawca nie wybierze żadnej firmy inwestycyjnej do PPK, to pieniądze pracowników będą kierowane do „państwowego” funduszu.

Z jednej strony system będzie obowiązkowy, z drugiej dobrowolny. Każdy zostanie do niego zapisany „na siłę”, ale będzie mógł się z niego wypisać.

Zysk wypracowany w PPK będzie zwolniony z podatku od dochodów kapitałowych (podatek Belki). Poza tym firmy zarządzające naszymi pieniędzmi będą mogły pobrać maksymalnie 0,5-0,6% opłat za zarządzanie rocznie. To dobra cena. Inwestowanie w „zwykłych” funduszach inwestycyjnych kosztuje nawet 3-4%. Fundusze działające w ramach PPK nie będą mogły też pobierać opłat dystrybucyjnych.

Więcej na ten temat: To już pewne: będzie nowy sposób oszczędzania na dodatkową emeryturę! Komu opłaci się PPK i obniżka pensji? Liczymy!

Przeczytaj też: Zaczyna się wojna o PPK. Pokazał się pierwszy raport namawiający do „nieoszczędzania” pieniędzy w tym programie. Przekonujący?

Leasing mniej się opłaci   

Jak podał BIK, liczba zapytań firm leasingowych (w bazie BIK i BIG InfoMonitor) w październiku i listopadzie 2018 r. była o 30% większa w porównaniu z analogicznymi miesiącami ubiegłego roku. Przedsiębiorcy zaczęli szturmować salony samochodowe i zasypali je wnioskami o leasing. Co się stało?

Od 2019 r. po kieszeni dostaną wszyscy przedsiębiorcy, którzy wykorzystują samochody w firmie. Zmieniają się bowiem przepisy dotyczące rozliczania wydatków związanych z eksploatacją aut. Chodzi o paliwo, koszty napraw, okresowych przeglądów, zakupu części zamiennych, wymiany opon czy opłat za autostrady.

Dziś 100% tych wydatków można wrzucić w koszty uzyskania przychodu. Od 2019 r. przedsiębiorcy, którzy używają samochodów w sposób mieszany (na potrzeby firmy i prywatnie) w koszty będą mogli zaliczyć tylko 75% wydatków. To oznacza wzrost podstawy opodatkowania, a więc do zapłacenia będzie wyższy podatek niż dziś.

A kto weźmie drogi samochód w leasing (powyżej 150.000 zł) w koszty podatkowe będzie można zaliczyć ratę leasingową tylko w takiej części, jaka wynika z proporcji limitu 150.000 zł (lub 225.000 zł dla aut elektrycznych) do wartości pojazdu. Jeśli kosztuje on np. 160.000 zł, to w koszty firma będzie mogła wliczyć sobie 93% kosztów leasingowych, jeśli 300.000 zł, to już tylko połowę.

Więcej o zmianach: Planujesz wziąć auto w leasing? Używasz prywatnego samochodu na potrzeby firmy? Idą zmiany. Czego nie wrzucisz już w koszty?

Źródło zdjęcia: Rirriz/Pixabay.com

 

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!