Znów będzie (trochę) tańsze paliwo (na chwilę). Ale ponieważ stacje paliw się tego spodziewały, to wcześniej było za to droższe. Tymczasem globalne banki inwestycyjne ostrzegają Europę: winter is coming. Czy polski rząd znów robi błąd? Czy powinniśmy zachować finansowe jokery na jesień, na wypadek, gdyby ceny paliw – zwłaszcza diesla – poszły w górę znacznie bardziej?
W poniedziałek wchodzi w życie druga odsłona program „CPN”, czyli Ceny Paliwa Niżej. Tym razem tylko symboliczna, chyba wprowadzona głównie po to, żeby populistyczne partie opozycyjne się nie czepiały. I żeby nie było utyskiwań, że premier nie ma za grosz współczucia dla kierowców. Od 17 sierpnia do 31 sierpnia (czyli przez dwa tygodnie) cena paliwa będzie obniżona o mniej więcej 11% na każdym litrze.
- Bezpieczne lokowanie pieniędzy: na bankach świat się nie kończy. Jakie są możliwości „parkowania” pieniędzy poza bankami? [POWERED BY UNIQA TFI]
- „Kredytówka” bez kruczków? Jakie cechy powinna mieć karta kredytowa jako źródło awaryjnej płynności? I czy ta karta „dowozi”? [POWERED BY UNICREDIT]
- Jak powinno być ustalane „sprawiedliwe” oprocentowanie pieniędzy, które trzymamy w bankach? I dlaczego to my musimy o to walczyć? [POWERED BY TRADE REPUBLIC]
Rząd obniży (za pomocą rozporządzenia, w tym przypadku niepotrzebna jest sejmowa ustawa, bo posłowie są na urlopach) podatek VAT od paliwa z 23% do 8% (realnie mniej, biorąc pod uwagę sposób naliczania podatków od ceny netto). Natomiast nie zostanie zniesiona akcyza. Podobnie, jak przy poprzedniej odsłonie programu – będzie też ustalona maksymalna cena detaliczna paliwa, która ma zapobiec wykorzystywaniu zniżki przez stacje paliw do podnoszenia swoich marż. Będzie można sprzedawać paliwo po cenie hurtowej powiększonej o 8% VAT, akcyzę i maksymalnie 30 groszy.
Poprzednia edycja programu – trwająca przez dwa miesiące – kosztowała budżet państwa jakieś 3,5 mld zł utraconych przychodów z podatków. Rząd chciał te pieniądze „odzyskać” wprowadzając specjalny podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, ale prezydent zablokował tę koncepcję. Obecna edycja obniżek podatków zawartych w cenach paliwa będzie kosztowała budżet państwa jakieś 700-800 mln zł. Być może z punktu widzenia polityki to nie jest wysoka cena za uciszenie utyskiwań opozycji
(Trochę) tańsze paliwo (na chwilę). Stacje wiedziały, więc (ceny) pompowały
Premier Donald Tusk sprytnie rzecz zaplanował, bo zniżka zacznie obowiązywać tuż po zakończeniu powrotów z sierpniowego długiego weekendu, a zakończy swoje życie tuż przed 1 września, kiedy wielu rodziców ruszy ze swoimi dziećmi do szkół. Trudno uzasadnić taki właśnie okres obowiązywania zniżki – czasy, kiedy Polacy tkwili na urlopach do końca sierpnia minęły przecież wraz z upadkiem komunizmu.
Jeśli premier chciałby ulżyć wszystkim urlopowiczom, powinien wrzucić do aplikacji mObywatel jakiś bon paliwowy do jednorazowego wykorzystania przy powrocie z urlopu, kiedykolwiek ten powrót miałby nastąpić. Ci, którzy wygrali los na loterii, czyli będą tankowali akurat w tym dwutygodniowym slocie, prawdopodobnie zaoszczędzą jakieś 50 zł w porównaniu z cenami bez rządowego rabatu.
Ile zapłacimy za paliwo w poniedziałek? Okazuje się, że wcale nie tak dużo taniej. Średnia detaliczna cena paliwa pod koniec tygodnia wynosiła 7,15 zł w przypadku benzyny Pb95 i 7,85 zł w przypadku diesla. Zaś z ogłoszonych przez Ministerstwo Energii cen „urzędowych” na poniedziałek wynika, że maksymalna cena paliwa wyniesie 6,41 zł w przypadku Pb95 (tylko o 75 groszy mniej od średniej rynkowej) oraz 7,37 zł w przypadku oleju napędowego (czyli tylko o 43 grosze na litrze mniej od średniej rynkowej). Największą oszczędność będą mieli klienci stacji, w których ceny paliwa do tej pory były powyżej rynkowych.

Co ciekawe, Orlen hurtowo sprzedawał w piątek Pb95 po cenie 5,63 zł za litr, zatem różnica między orlenową hurtową „bazą” i średnimi cenami detalicznymi wynosi aż 1,52 zł. Miesiąc wcześniej ta sama różnica wynosiła tylko… 1,17 zł. W przypadku diesla obecna cena hurtowa w Orlenie wynosi 6,53 zł za litr, czyli różnica między orlenową hurtową „bazą”, a średnimi cenami detalicznymi wynosi 1,33 zł. Miesiąc temu ta sama różnica wynosiła tylko 1,01 zł. Wygląda więc na to, że stacje paliw przygotowywały się do programu CPN i prewencyjnie „napompowały” swoje marże.
Krótko pisząc: nawet jeśli teraz przez dwa tygodnie te marże na niektórych stacjach będą niższe (nie będą mogły przekroczyć 30 groszy na litrze), to przez poprzednie dwa tygodnie „pompiarze” już swoje zarobili, bo nas sowicie ogolili. Tak niestety działa centralne sterowanie cenami.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Pięć wad obniżania cen paliwa teraz
Po weekendzie zapłacimy trochę mniej za każdy litr paliwa. Czy jest się z czego cieszyć? Cóż, 50 zł zostanie w kieszeni, ale administracyjne obniżanie cen paliwa – zwłaszcza właśnie teraz – ma pięć wad.
Po pierwsze: uczy nas, że państwo ma załatwiać wszystkie nasze problemy. Jak coś jest drogie, to rząd wkracza i robi tak, żeby było tanie. To demoralizujące, bo przyzwyczaja nas do tego, że państwo jest omnipotentne i rozwiązuje za nas wszystkie problemy. To napędza populizm i powoduje, że oczekujemy coraz większego wpływu państwa na nasze życie. Im mniej rynku i im więcej państwa, tym bliżej jesteśmy gospodarki centralnie sterowanej, która nie jest najbardziej efektywna.
Po drugie: zniechęca nas do oszczędzania i innowacyjności. Co by nie mówić, drogie paliwo powoduje, że szybciej zwracają się inwestycje w nowocześniejszy transport. Bardziej opłaca się kupować auta elektryczne (jeśli kogoś stać), bardziej atrakcyjna może być wymiana starego samochodu benzynowego na nowszą hybrydę. Ludzie wpadają w tryb inwestowania w oszczędność. Obniżając ceny paliwa zabieramy sobie automatyczny motywator.
CZYTAJ TEŻ:
Po trzecie: daje do ręki więcej pieniędzy bogatym, niż biednym. Więcej zyskają ci, którzy mają największe, czyli najdroższe fury. Nie jesteśmy aż tak bogatym krajem, żeby musieć dopłacać do paliwa posiadaczom limuzyn wartych po pół miliona złotych, wielkich samochodów palących po 20 litrów paliwa na 100 km. A to oni najwięcej na tej uldze zyskują. Te pieniądze – nawet jeśli w skali budżetu państwa są niewielkie i nawet jeśli da się je „odzyskać” jako dywidendę z zysków Orlenu (państwo ma w tym koncernie połowę akcji) – dałoby się wydać rozsądniej.
Po czwarte: jest marnotrawstwem. Statystycznie na paliwo wydajemy 3% naszych domowych budżetów. To nie jest na tyle dużo, żeby był to problem społeczny, nad którym powinien pracować rząd. Nie jesteśmy najbiedniejszym społeczeństwem w Europie, żebyśmy musieli mieć najtańsze paliwo w Europie (a tak teraz będzie). Ceny paliwa w wartościach realnych są dziś znacznie niższe, niż w 2022 r., podczas kryzysu energetycznego. Gdyby miały być podobnie bolesne, jak wtedy, to litr paliwa musiałby kosztować 12,5-13,5 zł.
Jeśli już rząd miałby tracić czas na zajmowanie się cenami paliwa, to lepiej opracować jakiś model bonu paliwowego dla osób wykluczonych komunikacyjnie, którzy bez samochodu nie dojadą do pracy i mają na tyle niskie dochody, że wysokie ceny paliwa mogą być dla nich problemem. Oczywiście, to nie byłoby łatwe, ale gdyby takie systemowe rozwiązanie było, to rząd po prostu automatycznie by je „włączał” po zaistnieniu jakichś warunków.
Po piąte: niewykluczone, że będzie gorzej, więc po co wykorzystywać jokera bez powodu? Sporo sygnałów mówi, że jeśli nie nastąpi pokój na Bliskim Wschodzie i zawieszenie broni na Ukrainie, to będziemy mieli w Europie problem z cenami energii. Nie chodzi tylko o benzynę, ale przede wszystkim o gaz i olej napędowy. Wyciągając bez ważnego powodu asy z rękawa pozbawiamy się możliwości widocznej reakcji później, gdyby zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie.
Globalne banki inwestycyjne ostrzegają Europę: winter is coming
Światowe banki inwestycyjne ostatnio wyrażają spore zaniepokojenie zwłaszcza sytuacją na rynku diesla. To paliwo, na którym „jeździ” globalna gospodarka i na które popyt jest dość sztywny. Zmniejszenie mocy przerobowych rafinerii w Zatoce Perskiej, Rosji i Chinach w większym stopniu uderza w ceny diesla, niż benzyny. Anthony Yuen, dyrektor zarządzający w Citi Research ostrzegł klientów, że globalne zapasy oleju napędowego (czyli diesla) są w tym roku (granatowa linia) poniżej pięcioletniego minimum. „Ostatnim razem zapasy były na podobnym poziomie w 2022 r.”.

Najbardziej wyraźny sygnał tego, że – mimo względnie stabilnych cen ropy Brent i WTI – tli się globalny kryzys energetyczny, to gwałtowny wzrost spreadów między cenami ropy i paliw (zwłaszcza oleju napędowego). Transport oleju napędowego z krajów Zatoki Perskiej spadł w znacznie większym stopniu (czerwona linia), niż transport benzyny (granatowa linia).

Samantha Dart, współdyrektorka działu badań rynku towarów w Goldman Sachs, stwierdziła tydzień temu, że globalny kryzys podaży oleju napędowego „nie daje jej spać w nocy”. I zauważyła, że poziom zapasów gazu ziemnego w europejskich magazynach również jest niższy od średniej sezonowej przed okresem grzewczym. Jeśli zakłócenia w cieśninie Ormuz będą się utrzymywać, Europa może – jej zdaniem – wkroczyć w zimę z zapasami gazu ziemnego i oleju napędowego znacznie poniżej norm sezonowych, co może doprowadzić do kolejnego wzrostu cen energii.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna opublikowała w środę raport, który prognozuje wyższy deficyt na rynku ropy naftowej w rym kwartale – ma osiągnąć 1,8 mln baryłek dziennie – czyli ponad dwukrotnie więcej niż wynosiły poprzednie szacunki. Agencja przewiduje największy roczny niedobór podaży ropy naftowej od pięciu lat. To byłby już drugi problem, poza spadkiem mocy przerobowych rafinerii. Jeśli nałoży się niedobór ropy i brak możliwości jej przerabiania, może się zrobić nieprzyjemnie.
Na razie widać na globalnych rynkach znacznie wyższe marże rafinerii na przerabianiu ropy naftowej na olej napędowy, niż na benzynę. Część rafinerii przekierowuje moce produkcyjne na wytwarzanie diesla, ale to też ma ograniczenia. Na polskich stacjach paliw też widać coraz większy rozdźwięk między cenami diesla i benzyny. Niewykluczone, że to będzie w przyszłości realny problem dla rządzących w wielu krajach. Marże rafinerii na produkcji baryłki diesla to granatowa linia, a benzyny – pomarańczowa.

Jak zrobić sobie (trochę) tańsze paliwo nie tylko na chwilę?
Czy z cen paliwa da się wycisnąć więcej? Czy można mieć trochę tańsze paliwo na dłużej? Pierwsza opcja to oczywiście korzystanie ze rabatów wakacyjnych na stacjach paliw. Pisaliśmy już o nich u progu wakacji, pod pewnymi warunkami można uzyskać 30-35 gr. rabatu na każdym litrze, czyli jakieś 12 zł na każdym tankowaniu. Więcej na ten temat przeczytasz w tym poradniku po wakacyjnych promocjach na stacjach paliw.
Druga odsłona to… posiadanie akcji Orlenu, czyli największego polskiego koncernu. Trzeba na nie wydać pieniądze (wspomniane wyżej 150 zł na jedną), ale można przyjąć założenie, że to rodzaj oszczędności w skarbonce, które powinny co najmniej dać ochronę przed inflacją. A więc nie są „stratą”, tylko inwestycją. Co dostajemy za każde 150 zł wydane na akcję Orlenu? Prawdopodobnie dodatkowe 10 zł na tankowaniu. Niestety, tylko na jednym.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Z zeszłorocznego zysku Orlen wypłacił 8 zł dywidendy na akcję. Rok wcześniej wypłacił 6 zł na akcję. Gwarantowana przez zarząd dywidenda to 4,5 zł na akcję i rośnie o 15 groszy w każdym kolejnym roku. W tym roku Orlen może mieć nawet 30 zł zysku na akcję. Zapewne tylko część tego zysku wypłaci w ramach dywidendy, może to być np. 10 zł na akcję. Czyli kupując jedną akcję Orlenu za ok. 150 zł „kupujemy” sobie 10 zł rabatu na paliwo. Czyli jedną piątą tego, co oferuje premier w swojej „promocji”. Niestety, tylko jednorazowego.
Dla kogoś, kto chce mieć zniżki cały czas – także poza wakacjami i nie tylko jednorazowo z okazji wypłaty dywidendy – jest program lojalnościowy „Orlen w Portfelu”, który daje dodatkowe zniżki każdemu, kto ma co najmniej 50 akcji Orlenu. Ich zakup przy obecnej cenie oznaczałby wydatek ok. 7 500 zł. Mając te 50 akcji można tankować o 10 groszy taniej standardowe paliwo i o 15 groszy taniej paliwo Verva. Jak łatwo policzyć, przy dwóch tankowaniach w miesiącu po 50 litrów standardowego paliwa do ugrania jest 10 zł. W skali roku będzie to 120 zł. Niewiele. Premier „daje” tylko 50 zł. Ale za to bez żadnej inwestycji własnej.
CZYTAJ TEŻ:


———————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
———————————
ZOBACZ „SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” W YOUTUBE:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Cotygodniowy „Magazyn”, raz w miesiącu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube. Polub, komentuj, podaj dalej, pomóż nam się rozwijać!
zdjęcie tytułowe: FinanceVisual







