30 kwietnia 2026

Co powie o Tobie rozliczenie PIT za 2025 rok? Ile podatku trzeba płacić, żeby wejść do słynnej „klasy średniej”? Trwa podatkowe przykręcanie śruby

Co powie o Tobie rozliczenie PIT za 2025 rok? Ile podatku trzeba płacić, żeby wejść do słynnej „klasy średniej”? Trwa podatkowe przykręcanie śruby

Co powie o Tobie rozliczenie PIT? Kto może powiedzieć „klasa średnia to ja”? Do 30 kwietnia musimy rozliczyć podatek dochodowy za 2025 rok, czyli złożyć w urzędzie skarbowym swój roczny PIT. Dla wielu z nas to czas refleksji nad tym, ile zarabiamy i jakie płacimy podatki. I czy możemy się zaliczyć do klasy średniej. No właśnie, ile trzeba zarabiać, żeby być w klasie średniej w Polsce? I czy bycie w klasie średniej w ogóle się „opłaca”? 

Jedni mówią, że być w klasie średniej to mieć zarobki, które pozwalają zmieścić się w 20% najlepiej opłacanych ludzi w kraju. Bo klasa średnia to specjaliści (lekarze, prawnicy), przedsiębiorcy prowadzący małe firmy, a także ludzie pracujący w korporacjach na wyższych stanowiskach, którzy są rozchwytywani na rynku pracy. Drudzy mówią, że klasa średnia to osoby, które, nieważne, ile obecnie zarabiają, zgromadziły wystarczający majątek, żeby nie musieć się martwić o przyszłość. Czyli mają mieszkanie lub dom na własność, samochód, oszczędności.

Zobacz również:

Klasa średnia: przykręcanie podatkowej śruby

Jeszcze inni widzą klasę średnią przez pryzmat wysokości płaconych podatków. Jeśli więc przy składaniu PIT-u (trzeba to zrobić najpóźniej dziś!), nagle dowiemy się, przeglądając dokumenty przygotowane przez system Ministerstwa Finansów (Twój e-PIT), że mamy pokaźną niedopłatę, to nieomylny sygnał, że jesteśmy zamożniejsi niż w większość podatników. Ale czy to od razu kwalifikuje nas do klasy średniej? W Polsce niedopłata podatku najczęściej pojawia się po przekroczeniu progu podatkowego 32%. Żeby to nastąpiło, wystarczy zarabiać 10 000 zł miesięcznie brutto lub więcej.

Po przekroczeniu 120 000 zł dochodu rocznie nagle zaczynamy płacić już nie 12% podatku dochodowego, tylko 32% (co prawda tyle płacimy tylko od nadwyżki, ale i tak wzrost opodatkowania jest olbrzymi). Próg podatkowy od wielu lat nie jest waloryzowany. Liczba osób mieszczących się ponad drugim progiem podatkowym wzrosła z mniej niż 500 000 w 2010 r. do ponad 2,5 mln dziś. W praktyce wystarczy zarabiać o 27% więcej niż średnia krajowa, żeby się w nim znaleźć.

Nic dziwnego, że kto zarabia ponad 10 000 zł miesięcznie brutto i może sobie na to pozwolić, ucieka z etatu do podatku liniowego 19%, czyli zakłada działalność gospodarczą. Po przekroczeniu progu się opłaca, bo łącznie ze składką zdrowotną wówczas opodatkowanie wynosi ok. 24% (tymczasem według skali podatkowej ten sam dochód jest opodatkowany na poziomie 42%). Niektórzy uciekają w ryczałt, czyli ten sposób opodatkowania dochodów, który uniemożliwia odpisywanie jakichkolwiek wydatków w koszty, ale za to można płacić 12–17% podatku plus ryczałtowa (a nie procentowa) składka zdrowotna. Ryczałtem rozliczają się czasem specjaliści czy informatycy.

Kto w poprzednich latach przekroczył próg podatkowy 32% (z zarobkami ponad 10 000 zł na rękę) i mógł pozwolić sobie na „ucieczkę”, uratował część dochodów przed opodatkowaniem. Ale za tak zdefiniowaną klasą średnią rząd wysłał już „grupę pościgową”. Od lata Państwowa Inspekcja Pracy będzie mogła przymusowo zamieniać fikcyjną działalność gospodarczą na etaty, a z drugiej strony rząd przygotowuje ograniczenie możliwości bycia na ryczałcie podatkowym (niewykluczone, że będzie można korzystać z ryczałtu tylko z niskimi dochodami, ale to nic pewnego).

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

koniec śmieciówek

A więc, droga klaso średnia, wkrótce skończy się podatkowe eldorado i będzie trzeba płacić od swoich „ponadprzeciętnie wysokich” dochodów odpowiednio wysokie podatki. A więc 32% wynikające z podstawowej stawki plus 9% „podatku zdrowotnego” (czyli składki na NFZ) plus ok. 10% składki na emeryturę („pracownicza” część łącznej składki). Razem 52% podatku od kwoty zarobków 10 000 zł miesięcznie brutto, czyli przekraczającej o 30% średnią krajową. Niektórzy mówią, że taką progresją podatkową władza niszczy klasę średnią w Polsce.

Czy rzeczywiście ta progresja jest za wysoka? Jeśli ktoś zarobi do 30 000 zł w skali roku, to w ogóle nie płaci podatku od tego dochodu (a właściwie płaci 9% do NFZ i 10% do ZUS). Jeśli zarobi więcej, niż 30 000 zł, ale do 120 000 zł, to dodatkowo płaci jeszcze 12% podatku dochodowego. A po przekroczeniu 120 000 zł nagle klin podatkowy zabiera mu ponad połowę dochodu. Czy to sprawiedliwe? A może podatki w Polsce czas wreszcie zreformować?

Jak się wślizgnąć do klasy średniej?

Rok temu pisałem o tym, z jakimi zarobkami możemy się wślizgnąć do klasy średniej w naszym kraju. Gdyby analizować to właśnie pod względem sytuacji finansowej wynikającej z naszych zarobków, GUS podzielił nas wtedy na pięć grup. Najwyższa grupa – czyli górne 20% społeczeństwa pod względem dochodów – mogła pochwalić się kwotą dochodu około 5300 zł na osobę i 2500 zł wydatków miesięcznych. Próg wejścia nie wydaje się więc przesadnie wysoki. Jak to się zmieniło i czego potrzebujemy, żeby być w klasie średniej teraz?

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

Kto może powiedzieć o sobie, że należy do klasy średniej? Czy decyduje o tym przekroczenie najwyższego progu podatkowego 32%? OECD definiuje klasę średnią jako osoby zarabiające od 75% do 200% mediany dochodów w kraju. W Polsce obecnie oznacza to dochody w przedziale od około 5500 do około 15 000 zł brutto miesięcznie na osobę, czyli mniej więcej od 4000 zł do 10 000 zł netto. To wyjątkowo szeroki przedział, a im bardziej szeroki, tym mniej mówiący o faktycznym poziomie życia.

Problem polega na tym, że poziom życia osób zarabiających 5500 zł (brutto!) a tych, które zarabiają 15 000 zł, jest drastycznie różny. Czy w takim razie posługiwanie się taką definicją ma w ogóle sens? A może klasa średnia to po prostu osoby będące w tej połowie obywateli, którzy mają wynagrodzenie powyżej mediany? Według najnowszych danych GUS opublikowanych w kwietniu tego roku mediana wynagrodzeń miesięcznych brutto w Polsce w październiku 2025 roku wyniosła 7414 z brutto (5400 zł „na rękę”).

To oznacza, że połowie pracowników zostało wypłacone wynagrodzenie nie wyższe niż ta kwota, a drugiej połowie wynagrodzenie nie niższe. Wyznaczenie w ten sposób granicy klasy średniej byłoby dość kontrowersyjne. Jest to dokładniejsza cezura niż ta proponowana przez OECD, ale trudno myśleć o kimś, kto ma 5400 zł na rękę, że załapał się do klasy średniej, bo – zwłaszcza w dużym mieście – to wynagrodzenie pozwalające co najwyżej wiązać koniec z końcem.

Co ciekawe, najwyższa wartość mediany wynagrodzeń przypadła na osoby w przedziale wieku 35–44 lata. W tym przedziale wyniosła ona pod koniec zeszłego roku 7701 zł (103,9% wartości ogółem), natomiast najniższa mediana była w grupie osób w wieku 24 lata i mniej, gdzie wyniosła tylko 5913 zł (79,8% wartości ogółem).

A może przyjąć, że klasa średnia to nie „lepsza połowa” Polaków pod względem poziomu wynagrodzeń, lecz np. 10% najlepiej wynagradzanych w kraju? Z danych GUS wynika, że w grupie 10% najmniej zarabiających osób wynagrodzenie wyniosło co najwyżej w wysokości 4666 zł (decyl pierwszy). Z kolei 10% najwięcej zarabiających otrzymało wynagrodzenie co najmniej w wysokości 14 310 zł (decyl dziewiąty).

Z tego 10% najlepiej zarabiających mężczyzn otrzymało wynagrodzenie w wysokości co najmniej 15 000 zł. W tym samym okresie 10% najlepiej zarabiających kobiet otrzymało wynagrodzenie w wysokości co najmniej 13 747 zł. Pokazuje to grafika poniżej. Oczywiście mówimy o poziomie brutto, na rękę to będzie w przypadku mężczyzn 10 800 zł. A więc może należy przyjąć, że klasa średnia w Polsce to te 10% najlepiej zarabiających Polaków, których miesięczny dochód na rękę to jakieś 11 000 zł? 

Gdyby podzielić widełki proponowane przez OECD (od 75% do 200% średniej krajowej) na połowę, to uzyskalibyśmy wartość 10 250 zł brutto (jakieś 7200 zł na rękę). Poniżej tej wartości moglibyśmy mówić o klasie średniej niższej, a powyżej – klasie średniej wyższej. Taki podział miałby większy sens, bo uwzględniałby istotne różnice w poziomie życia i bezpieczeństwie finansowym.

Poniżej poziomu dochodów 5500 zł na miesiąc brutto na osobę (4000 zł „na rękę”) można by mówić o mniej zamożnych osobach, a powyżej poziomu 15 000 zł (czyli w okolicach 11 000 zł „na rękę”) moglibyśmy teoretycznie mówić już o klasie wyższej. Czytelnicy sami mogą ocenić, jak te kwoty „pracują” w ich własnym życiu zawodowym. I czy formalna przynależność – według powyższej klasyfikacji – do którejś z grup jest faktycznie gwarancją komfortu finansowego odczuwanego na co dzień.

Klasa średnia to nie tylko dochody, ale też majątek

Zasadniczo klasa średnia to pojęcie, które zakłada przynależność do grupy osób o dużej swobodzie finansowej, ale również związanej ze stylem życia. W USA w latach 50. XX wieku do klasy średniej należeli np. robotnicy wielkich fabryk produkujących samochody, a wyznacznikiem przynależności do tej klasy był stabilny i bezpieczny zawód, a także perspektywa stałych dochodów na poziomie zapewniającym dobry poziom życia dla rodziny 2+2.

Czasy, kiedy w rodzinie pracowała jedna osoba, minęły chyba bezpowrotnie, ale definicja klasy średniej jako rodzin, które mogą pozwolić sobie na zakup mieszkania (co najmniej 100 mkw.) lub domku z ogródkiem, dwóch samochodów, zapewniających swoim dzieciom solidne wykształcenie i mogących sobie pozwolić na wakacje za granicą jest wciąż aktualna. Mówimy o rodzinie, która ma aktywa o wartości co najmniej 1,5 miliona złotych (mieszkanie plus samochody) i miesięczne dodatnie przepływy finansowe w wysokości co najmniej 10 000 zł miesięcznie (4000 zł na wykształcenie dzieci, 1500 zł na mieszkanie, 4500 zł na życie).

Możemy założyć, że część tych aktywów może być finansowana kredytem, ale wtedy należałoby podwyższyć próg przynależności do klasy średniej o mniej więcej 4000 zł miesięcznie na spłatę kredytów. Inna sprawa to wysiłek potrzebny, żeby te pieniądze – np. 14 000 zł na rękę – osiągnąć. Czy do klasy średniej należy np. ktoś, kto zarabia co prawda 10 250 zł brutto (ponad 7000 zł na rękę), ale żeby osiągnąć taką kwotę zarobków, musi poświęcić nie etat, ale kilkanaście godzin dziennie? Pewnie nie. Ale jeśli mówimy o rodzinie z dwoma pensjami po 7000 zł na rękę? Pewnie już tak.

Czy do klasy średniej należy ktoś, kto nie ma oszczędności pozwalających na to, żeby po stracie pracy przez pół roku szukać nowego zajęcia, bez utraty osiągniętego wcześniej poziomu życia? Czy do klasy średniej może aspirować ktoś, kto ma co prawda mieszkanie i samochód, ale są to aktywa kupione niemal w całości na kredyt, który pochłania dużą część miesięcznych dochodów? Czy przedstawicielem klasy średniej jest ktoś, kto nie jest w stanie odłożyć w formie oszczędności czy inwestycji na rynku finansowym np. 25% osiąganych dochodów?

Sytuacja komplikuje się, jeśli uświadomimy sobie, że podane kwoty dotyczą jednej osoby. Co innego finanse singli, a co innego finanse osobiste rodziny. W modelu 2+2 kwoty trzeba pomnożyć przez cztery. I tak, żeby należeć do klasy średniej niższej, rodzina musiałaby zapewnić sobie dochody na poziomie minimum 22 000 brutto, czyli około 15 300 zł netto na umowę o pracę. Czyli średnio dwie dorosłe osoby w rodzinie musiałyby zarabiać po 7500 zł netto, żeby spełnić minimalny próg kwalifikacji do definicji klasy średniej. Czyli mniej więcej tyle, ile trzeba zarabiać, żeby zahaczyć o próg podatku 32%.

O ile w wielkich miastach taki poziom zarobków nie musi być trudny do osiągnięcia, o tyle w większości mniejszych miejscowości poza obszarami metropolitalnymi jest to raczej trudne do wyobrażenia. Sytuacja komplikuje się, jeśli osiągnięcie takich dochodów byłoby okupione pracą ponad siły, na niemal dwa etaty dla każdego z rodziców, a i tak większość dochodów zjadałyby raty kredytów. To byłaby bardziej rozpaczliwa harówka niż stabilna przynależność do klasy średniej.

CZYTAJ TEŻ:

trzy sposoby na kiepską demografię

Czytaj też: Musk, Bezos, Zuckerberg… jak wyglądają wakacje miliarderów? Gdzie można ich spotkać latem z rodziną? I czy nas stać (żeby na nich popatrzeć)?

W Ameryce klasa średnia… nie dojada!

Ojczyzną pojęcia klasy średniej są Stany Zjednoczone, jako największy w historii i najbardziej efektywny organizm gospodarczy opierający się na zasadach w pełni kapitalistycznych. Jak zdefiniować obecną klasę średnią w USA? Mediana zarobków w USA na początku 2026 roku wyniosła nieco ponad 62 000 dolarów. Gdyby przyjąć definicję OECD, to dla singla byłby to przedział ok. 53 000 – 124 000 dolarów.

Dla pary byłoby to odpowiednio więcej, przedział zarobków wynosiłby 93 000 – 248 000 dolarów, a dla klasycznej współczesnej rodziny w modelu 2+2 przedział pozwalający zaliczyć się do klasy średniej musiałby wynosić od 200 000 dolarów do pół miliona dolarów. Bardzo ważne jest jednak miejsce zamieszkania. Ta, gdzie koszty życia są bardzo wysokie, np. w największych metropoliach, minimalny dochód – według danych Tax Policy Center – musiałby wynieść 153 000 dolarów na rodzinę, ale są miejsca, gdzie koszty życia są dużo niższe, więc wystarczy 30 000 dolarów na gospodarstwo domowe.

Np. miasto Atherton w Kalifornii jest powszechnie uznawane za najbogatszą amerykańską gminę. W luksusowych rezydencjach, wśród pól golfowych, kortów tenisowych i basenów, mieszka tu dobrze opłacana kadra zarządzająca okolicznych firm technologicznych. Dane o amerykańskich gminach z najwyższymi zarobkami na gospodarstwo domowe zbiera co roku agencja Bloomberg. Atherton znajduje się od wielu lat na szczycie rocznego indeksu 100 Richest Places Bloomberga. Mediana dochodów wyniosła tam w 2020 roku astronomiczne 525 000 dolarów.

Na drugim miejscu listy Bloomberga znajduje się Scarsdale w Nowym Jorku z medianą rocznych dochodów na gospodarstwo domowe w wysokości 452 000 dolarów. W pierwszej dziesiątce znajduje się jeszcze gmina w pobliżu Denver, dwa północne przedmieścia Chicago i bogata enklawa w Dallas w Teksasie. Nowy Jork jest najbogatszym miastem w Ameryce i na świecie pod względem liczby mieszkających tam miliarderów i milionerów, którzy często nie osiągają dochodów z pracy, tylko posiadają aktywa na rynku finansowym.

Dochody z pracy to natomiast domena klasy średniej. Sporo zmian nastąpiło od lat 50. XX wieku, kiedy synonimem klasy średniej, niebieskich kołnierzyków, byli pracownicy przemysłu motoryzacyjnego fabryk Forda i innych. Obecnie to raczej profesjonaliści, menedżerowie, handlowcy, programiści i informatycy, wolne zawody – prawnicy, lekarze. Przy czym pojęcie klasy średniej związane jest zwyczajowo z konkretnym zawodem, a nie z działaniami tymczasowymi przynoszącymi niespodziewanie wysoki dochód jednostkom. Elon Musk narzekał wielokrotnie, że w Ameryce brak obecnie na rynku pracy solidnych talentów technicznych, brak inżynierów, a coraz więcej jest influencerów.

Według analizy danych dotyczących dochodów z 2023 roku przeprowadzonej przez SmartAsset w każdym stanie USA górna granica tego, co uznaje się za klasę średnią, przekracza obecnie 100 000 dolarów dochodu gospodarstwa domowego. Zazwyczaj wynosi od 150 000 do 180 000 dolarów. Taki przedział byłby zgodny z zasadą OECD, zgodnie z którą chodzi o kwotę w przedziale 75–200% mediany dochodów na osobę w gospodarstwie domowym. Ale oczywiście kod pocztowy diametralnie zmienia sytuację.

Rodzina zarabiająca 150 000 dolarów może nadal czuć się klasą średnią w drogim centrum technologicznym w Kalifornii, jednak już dochód dla rodziny na poziomie nieco ponad 90 000 dolarów może ją zaszeregować do solidnej klasy średniej w jakimś mniejszym prowincjonalnym mieście. Amerykańskie standardy pokazują, że klasa średnia niekoniecznie jest zdefiniowana tylko przez poziom zamożności, ale też powinna cechować się stabilnością i dobrymi perspektywami niezależnie od kryzysów czy sytuacji gospodarczej.

USA pozostają jednym z najlepiej płatnych rynków pracy na świecie. Roczna mediana zarobków brutto pracowników w pełnym wymiarze godzin to 62 000 dolarów, co przekłada się na około 5 200 dolarów miesięcznie brutto. Jednak np. w sektorze technologii i IT będzie to rocznie 90 000 – 140 000 dolarów lub jeszcze więcej. Dla twórców oprogramowania sztucznej inteligencji byłoby to nawet 130 000 dolarów i więcej. Bankowość i usługi finansowe to przedział zarobków 85 000 – 160 000 dolarów.

Ze współczesną klasą średnią kłopot ma nie tylko Polska, ale nawet tak gruntownie kapitalistyczny kraj jak Ameryka. Czy przynależność do klasy średniej jest gwarancją przyzwoitego poziomu konsumpcji? Otóż nie zawsze! Takie są wyniki niedawnych badań think-tanku Brookings, który prześledził wiele miast w USA pod kątem zróżnicowanych dochodów i kosztów życia. Okazało się, że poziom dochodów liczony dla całego kraju to jedno, rzeczywistość w miastach, które należą do najdroższych na świecie, to drugie.

Dane Brookings są dosyć dramatyczne. W całych Stanach Zjednoczonych nie ma dużego miasta, w którym 100% klasy średniej mogłoby sobie pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Odsetek rodzin klasy średniej, które mogą sobie pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb w 160 obszarach metropolitalnych USA widać na grafice poniżej:

Końcowy wniosek z obszernej analizy Brookings nie jest zbyt optymistyczny. „Obietnica amerykańskiego snu – wygodnego życia i pozostawienia fundamentów dla przyszłych pokoleń – nie spełnia się w przypadku dzisiejszej klasy średniej”. Osoby, których nie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb, są oczywiście bardziej narażone na zadłużenie i nie są w stanie oszczędzać ani inwestować, co powoduje, że bardziej narażone są na kryzysy i załamania koniunktury gospodarczej. To zaprzecza z kolei rozumieniu klasy średniej jako oazy stabilności.

Klasa średnia to zawsze 60% społeczeństwa!

Ten sam ośrodek Brookings przyjął w innym badaniu, że amerykańska klasa średnia to po prostu „środkowe 60% gospodarstw domowych w krajowym rozkładzie dochodów”. Definicja ta obejmuje 30% gospodarstw domowych powyżej i poniżej mediany. Powyżej tej grupy jest klasa wyższa – 20% społeczeństwa, a poniżej klasa niższa – również 20% społeczeństwa.

O ile 60% to definicja sztywna, o tyle wysokość dochodów się zmienia. Np. w 2014 roku grupa ta składała się z osób z dochodami przed opodatkowaniem wynoszącymi od 37 000 do 147 000 dolarów dla trzyosobowego gospodarstwa domowego. W 2024 r. przedział dochodowy poszerzył się po dwóch stronach widełek. Obecnie byłyby to kwoty dochodów od 30 000 dolarów do 153 000 dolarów.

Pokazuje to grafika poniżej, na której zaznaczona na żółto została przestrzeń zajmowana przez gospodarstwa domowe należące do klasy średniej. Jest to największa grupa, ale też najbardziej zróżnicowana dochodowo. Cechą wspólną dla osób w tej grupie powinna być stabilność dochodów i odporność na wstrząsy gospodarcze, ale z poprzedniej analizy Brookings wynika, że nie zawsze tak jest:

Definiowanie klas społecznych, w tym przypadku klasy średniej, na podstawie dokładnie zmierzonego rozkładu dochodów oznacza, że klasa średnia nie może rosnąć ani maleć, zawsze będzie obejmować dokładnie 60% gospodarstw domowych. W Polsce często czytamy analizy, które wykazują, że klasa średnia się kurczy albo rozrasta. Jeśli np. obserwujemy, że Polska staje się coraz zamożniejsza, to klasa średnia powinna obejmować coraz większą część społeczeństwa. Nic z tych rzeczy.

Zgodnie z metodologią Brookings, cechą klasy średniej jest właśnie to, że niezależnie od wysokości dochodów, obejmuje ona pewien stały średni rozkład dochodów w całej gospodarce. W Polsce 30 lat temu klasa średnia obejmowała w takim razie ten sam rozkład dochodów co obecnie, tyle tylko, że to są zupełnie inne dochody, zupełnie inne możliwości konsumpcyjne i zdecydowanie inny poziom życia. Taka definicja pozwala spojrzeć na klasę średnią jako stałą część każdego społeczeństwa.

Pod względem dochodowym jest znaczna różnica między gospodarstwem domowym z dochodem 40 000 dolarów a takim ze 140 000 dolarów. Tak jak jest ogromna różnica w polskim obecnym rozkładzie dochodów w przedziale od około 5500 do około 15 000 zł brutto miesięcznie na osobę, czyli mniej więcej 4000 – 10 000 zł netto. Ludzi w tym przedziale stać na zupełnie inny poziom konsumpcji, ale cechą wspólną może być to, że pozostając w swoim średnim przedziale dochodów, sami uważają się za klasę średnią.

To logiczne – będąc w środku, spoglądamy poniżej i widzimy osoby zarabiające dużo mniej, natomiast powyżej nas pozostaje dużo mniej dostępna wyższa klasa dochodowa, z zarobkami zdecydowanie wykraczającymi ponad średnią. Według badań amerykańskich te widełki dochodowe pokrywają się zaskakująco dokładnie z tym, co ludzie sami o sobie myślą. Przedział 60% średnich dochodów zbliżony jest do odsetka Amerykanów uważających się za klasę średnią. Przedziwne jest to, że podobnie jest w Polsce!

Jak pokazuje jedno z badań platformy LiveCareer, które zawiera dane na temat rynku pracy w Polsce, zatytułowane „Klasa średnia w Polsce: zarobki [wyniki ankiety 2026]”, około 63% osób w Polsce deklaruje się jako klasa średnia. Na potrzeby badania przyjęto kryterium OECD. Ankieta LiveCareer pokazuje jednak, że tylko 45% badanych faktycznie mieści się w tym przedziale. Pozostali mają niższe (50%) lub wyższe (5%) dochody. Autorzy tego badania uważają, że w związku z tym „granice klasy średniej w Polsce są płynne i zależą nie tylko od wysokości dochodów, lecz także od wykształcenia, wykonywanego zawodu, stylu życia oraz dążeń”.

Badanie Livecareer pokazuje, że osoby z wyższych dochodów klasy średniej, których pensja przekracza 10 000 zł miesięcznie, odczuwają realne pogorszenie bezpieczeństwa finansowego z powodu wpadania w drugi próg podatkowy. W połączeniu z rosnącymi kosztami życia i koniecznością oszczędzania wiele osób doświadcza stopniowego obniżenia poczucia finansowej pewności. Zdaniem respondentów głównym zagrożeniem dla polskiej klasy średniej jest właśnie powolne osłabienie stabilności, a nie nagły kryzys.

Klasa średnia to nie tylko dochody i majątek, ale też inwestycje

W analizie sprzed roku pisałem, że GUS podzielił nas na pięć grup pod względem sytuacji finansowej. Najwyższa grupa – czyli górne 20% pod względem dochodów – ma jakieś 5300 zł dochodu na osobę i 2500 zł wydatków. Jeśli mówimy o rodzinie 2+2 z dwojgiem pracujących rodziców, to taki „model” zakłada 21 500 zł miesięcznego dochodu i możliwość wydania na przyjemności lub przeznaczenia na oszczędności lub inwestycje ponad 10 000 zł miesięcznie. To sporo jak na nasze warunki, ale to tylko 20% społeczeństwa.

Jeśli w klasie średniej mamy 60%, czy nawet – jak wynika z ankiety LiveCareer – 63% społeczeństwa, to jest zasadnicza różnica dochodowa. Rozszerza się cała grupa, tworzą się podgrupy, dochody mają mniejsze znaczenie, bo są w bardzo szerokim przedziale. Jeśli nie sprowadzamy klasy średniej tylko do wysokości zarobków, o których myślimy, że zapewniają przyzwoity poziom życia i konsumpcji, to gdzie szukać atutów tej grupy? Może sprawa leży też w myśleniu o finansach, a nie samej wysokości dochodów?

Nawet przy umiarkowanych zarobkach bycie klasą średnią powinno oznaczać przewagi finansowe, które z czasem dadzą dużą różnicę. Atutem powinna być stabilność dochodów, bo to fundament bezpieczeństwa finansowego. Osoby należące do tego szerokiego przedziału dochodów mają na pewno dobre przygotowanie do pracy i przewidywalną ścieżkę zawodową. Jeśli stracą pracę, to szybko mogą znaleźć nowe podobne zajęcie. Takie osoby rzadziej doświadczają nagłych spadków dochodu, mogą więc planować wydatki i inwestycje.

Te cechy są nawet ważniejsze niż sama wysokość pensji, bo stabilne 6000–8000 zł netto może być wartościowsze niż mniej stabilne 12 000 zł netto z większym ryzykiem utraty pracy. Czasem menedżerowi wyższego szczebla dużo trudniej znaleźć nową pracę odpowiadającą jego aspiracjom finansowym niż specjaliście. Nawet jeśli dochody nie są wysokie, ale perspektywy są stabilne, to łatwiej zaplanować strukturę wydatków i długofalowo przeznaczyć jakąś część dochodów na oszczędności czy inwestycje. Takie myślenie powinno odróżniać prawdziwą klasę średnią od osób o mniej stabilnych dochodach.

Eksperci narzekają, że Polacy nie oszczędzają. Takim minimum przedstawiciela klasy średniej powinny być oszczędności na kilka miesięcy na wypadek choroby czy utraty pracy. Najlepiej byłoby, gdybyśmy mieli zabezpieczenie na minimum sześć miesięcy życia na dotychczasowym poziomie bez otrzymywania bieżących dochodów. To daje nam też atut w postaci odporności na ewentualny kryzys gospodarczy i na skokowy wzrost cen. Mamy wtedy też po prostu większy komfort psychiczny i spokój wynikający z zabezpieczenia finansowego.

Jeśli mamy „ogarnięty” budżet rodzinny, możemy podejmować bardziej świadome decyzje finansowe. Największa przewaga polegałaby na tym, że klasa średnia gra długofalowo. Ma świadomość swoich ograniczeń, więc nie powinna szaleć finansowo, a z drugiej strony zna zasady rynku finansowego i odkłada dodatkowo na emeryturę i inwestycje.

Czy polityka podatkowa państwa „zabija” klasę średnią?

Nawet w tym samym przedziale dochodowym dwie osoby mogą zarabiać tyle samo, np. 6000 zł netto, ale jedna żyje od wypłaty do wypłaty, a druga → buduje oszczędności i aktywa na przyszłość. Ta druga realnie bardziej należy do klasy średniej, przynajmniej w swoim myśleniu o finansach osobistych. Można by zakończyć wnioskiem, że klasa średnia to nie tyle poziom dochodu, ile zdolność do zamieniania dochodu w stabilność finansową i w perspektywie zasobność portfela i majątek.

Pytanie brzmi, czy polityka podatkowa, która powoduje, że po przekroczeniu 7000–7500 zł miesięcznego dochodu „na rękę” (czyli 14 000 zł na rodzinę), wchodzi się do klasy średniej, a już przy wzroście dochodów w rodzinie do 16 000 zł następuje nagły wzrost podatku PIT, przypadkiem nie „zabija” tej zdolności do akumulowania bogactwa. Jak uważacie? Jak powinna być opodatkowana klasa niższa, a jak klasa średnia? A może nie da się inaczej, skoro klasa średnia to „sztywne” 60% społeczeństwa, to musi płacić wysokie podatki? Ale jak ma się wtedy bogacić?

Czytaj też: Epickie! Polacy w Wielkiej Brytanii zaczęli właśnie zarabiać… więcej niż rodowici Brytyjczycy! Jak to możliwe, jak to się robi? Co potrafią Polacy w UK?

Czytaj też: Polska systematycznie dogania pod względem PKB na mieszkańca bogate kraje Europy Zachodniej. Ale jest kraj, którego nie dogonimy. To Holandia

Czytaj też: Według danych MFW właśnie wkraczamy do grona 20 największych gospodarek świata. Co będziemy z tego mieli? I dlaczego nie chcą nas wpuścić do G20?

Czytaj też: Skrócić tydzień pracy do 4 dni? A może… zrobić 6-dniowy tydzień pracy? Więcej zarabiać i zalepić dziury na rynku pracy? Testują to w Grecji

Czytaj też: Na świecie coraz więcej eksperymentów z 4-dniowym tygodniem pracy. Jak to może wyglądać w praktyce? Jakie są doświadczenia zamożnych krajów? I co my na to?

CZYTAJ TEŻ:

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz

Subscribe
Powiadom o
104 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Hieronim
3 dni temu

KO tradycyjnie uderza podatkowo w swój najwierniejszy elektorat, zero zdziwienia czy otrzeźwienia.

Admin
3 dni temu
Reply to  Hieronim

No, w kogoś trzeba uderzać. Najbiedniejszych jest za dużo, żeby w nich uderzać, a klasa średnia się nie obrazi, bo i tak nie ma innego wyjścia – do Lewicy nie pójdzie (bo nikt nie pójdzie na rzeź), Trzecia Droga jest obecnie wymieniona na scenie przez Konfederację, która – jak się poskrobie (a klasa średnia umie skrobać) ma nieprzemyślane, populistyczne pomysły nie składające się w żadną całość („mam dobry sposób dla wielu osób, dajcie mi władzę to wam go zdradzę”). Na koniec pewnie klasa średnia pocałuje Kierownika w pierścień 😉

Hieronim
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

> Na koniec pewnie klasa średnia pocałuje Kierownika w pierścień

„Nie mamy z kim przegrać” to bardzo ryzykowna strategia, a grupa osób poszkodowanych np. brakiem waloryzacji drugiego progu PIT wciąż poszerza się. Trzeba mieć brak wyczucia, żeby nie przeforsować choćby symbolicznego podniesienia tego progu.
Co do Konfederacji, to ja wcale nie wykluczam przepływu do nich jeszcze po kilka procent elektoratów KO i PiS i wtedy komuś zrobi się nieprzyjemnie.

Admin
3 dni temu
Reply to  Hieronim

Ja też tego nie wykluczam, tylko mówię, że oni również nie mają programu. PiS to byli populiści narodowo-liberalni (w sweterkach socjalistów), a Konfederacja to populiści jeszcze nie wiadomo jacy ;-). Elementy ich programu są fajne, ale całość nie ma kręgosłupa. Każdy, kto przeczyta ich program dochodzi do wniosku, że tam też nic się nie spina (podobnie jak w programach największych partii).

Regnard
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Jest jeszcze jedno wyjście. Po prostu dać sobie spokój z głosowaniem, jako takim i jakimkolwiek. Skoro rezultatem i tak będzie strzyżenie by mieć z czego obsprawić całe grupy którym Się Należy to właściwie po co się wysilać? Może pogoda będzie, spacerek z rodzina lub bez; na 200% więcej z tego pożytku.

Admin
3 dni temu
Reply to  Regnard

Nie, ludzie w wielu miejscach na świecie oddają życie i zdrowie, żeby móc głosować. Nie wolno tego prawda nie doceniać. Większość ludzi na świecie nie wybiera kto nimi rządzi. Część właśnie przez to, że kiedy mogli wybierać, olali temat albo wybrali źle

Max
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W dzisiejszej Polsce problem jest taki, że nie sposób wybrać dobrze. Są tylko populiści. Jedni są bardziej narodowi, inni mniej, ale to tylko kwestia smaku. Człowiek się zastanawia, kto najmniej mu zaszkodzi swoją populistyczną i głupią polityką. A co do dyskusji klasowej, to przypomniał mi się stary dowcip: dlaczego Związek Radziecki jest jak kurnik? Bo wszyscy chcą dostać się na jak najwyższą grzędę, żeby nasrać tym na niższych grzędach na głowę.

Admin
3 dni temu
Reply to  Max

Trochę tak to niestety wygląda. Pytanie ilu w Polsce jest wyborców już na tyle zamożnych i świadomych, że niepodatnych na populizm? Bo ci, którzy nic nie mają – zawsze będą lubili populizm: wtedy pieniądze płyną od tych „innych” do nich

Max
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

To już przestało być takie proste. Redystrybucja już dawno nie jest skierowana od zamożnych do mniej zamożnych, tylko od nieuprzywilejowanych do uprzywilejowanych grup społecznych. Kto ma szczęście należeć do silnych wyborczo, albo dobrze lobbujących grup, ten żyje.

Admin
2 dni temu
Reply to  Max

Tak, coś w tym jest. Redystrybucja się nam wykrzaczyła

Ola
3 dni temu
Reply to  Regnard

1. Próbowałeś kiedyś głosować na konkretną osobę, a nie na „jedynkę” z listy? Zrobiłam ten eksperyment i jestem pozytywnie zaskoczona 🙂

2. To, że moje babcie, mama i ja możemy głosować to jedno. Ale za mojego życia (a nie jest ono jakieś wybitnie długie) w niektórych miejscach kobiety dopiero otrzymały/wywalczyły prawa wyborcze (cześć już po roku 2000(!)).
Nic nie jest dane na zawsze.

Admin
2 dni temu
Reply to  Ola

Oj, nie jest. I rzeczywiście na części list wyborczych znajdzie się przynajmniej jedna przyzwoita osoba, którą warto poprzeć.

Jarek
2 dni temu
Reply to  Ola

Bardzo dobry komentarz. Wg mnie ludzie są chyba za słabo poinformowani na temat tego, że jak ktoś ma „jedynkę” na liście to wcale nie musi zostać wybrany… I później kompletnie nie rozumiem wyników głosowania, dana miejscowość ma swoich lokalnych kandydatów, znanych od lat, a więcej głosów zdobywa tzw. „spadochroniarz”, tylko dlatego, że dostał jedynkę, jest dobrze ustawiony w danej partii, i jest „znany” z TV ogólnopolskiej. A on nawet nie ma pojęcia o sprawach w okręgu, z którego kandyduje. Uważam, że ta sprawa powinna być przez kogoś lepiej zbadana. Nawet jak już chcemy oddać głos na daną partię, to oddajmy… Czytaj więcej »

Tomek
3 dni temu

Moim zdaniem klasa średnia zaczyna się tam, gdzie możemy sobie pozwolić na zakup mieszkanie bez kredytu, na wymianę co 4-5 lat samochodu klasy średniej ( do 200 tys. zł) bez kredytu, na wakacje 2-3x w roku, normalne życie bez liczenia każdego grosza, odłożyć przy tym 20-30 % zarobków na przyszłość i mamy kilkaset tys. zł poduszki bezpieczeństwa – to jest klasa średnia. A ktoś, kto zarabia +- 15-20 tys. zł, z czego 50% pensji idzie na spłatę kredytu na mieszkanie i raty za samochód a oszczędności ma na przetrwanie 2-3 miesięcy, ma tyle wspólnego z klasą średnią co astronomia z… Czytaj więcej »

Admin
3 dni temu
Reply to  Tomek

Myślę, że trochę Pan miesza klasę średnią (aspirującą) z ludźmi, których już stać na wszystko, czyli ludźmi po prostu zamożnymi

Jarek
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

No tak, klasa średnia: mieszkanie bez kredytu, samochód za 200k co 4-5 lat bez kredytu, wakacje 2-3 razy w roku, odłożenie w dodatku 20-30% zarobków… Po przeczytaniu komentarza Tomka poczułem się „biedakiem”, a do takiej klasy średniej to daleka droga 😉

Także się w pełni zgadzam z Pana opinią co do mieszania klasy średniej z ludźmi zamożnymi.

Admin
3 dni temu
Reply to  Jarek

To dobrze, że mamy podobne odczucia, bo już chciałem iść szukać jedzenia w pobliskim śmietniku…

Ppp
3 dni temu
Reply to  Jarek

Z drugiej strony wchodzenie do klasy średniej z pensją rzędu 120% pensji minimalnej – coś tu wyraźnie nie gra. Tomek może nieco przesadził, ale posiadanie choćby 10-letniego samochodu, domu/mieszkania bez kredytu (lub małym), corocznych wyjazdów na wakacje i regularnie zasilanego IKE, to jednak powinna być dla „klasy średniej” norma.
Pozdrawiam.

Robert
12 godzin temu
Reply to  Jarek

Ja tak mam i nie czuję sie jakoś wyjątkowo bogaty 🙂 Mamy średnio miesięcznie 24 netto(2+1). Nie mamy kredytów. Samochód służbowy. Zostaje 10 miesięcznie na inwestycje. 2 razy urlop po 3 tygodnie. Źle mi się nie żyje ale nie uważam żeby to był jakiś luksus. Wg artykułu w USA byłbym na granicy ubóstwa. Także punkt widzenia….

Admin
11 godzin temu
Reply to  Robert

Z tym byciem na granicy ubóstwa przy dochodzie rzędu 90 000 dolarów rocznie bym nie przesadzał ;-). Od 100 000 dolarów w USA zaczyna się naprawdę komfortowe życie (w większości stanów) przy wyższych kosztach niż u nas.

Marcin Staly Czytelnik
3 dni temu
Reply to  Tomek

To jest klasa wyższa, nie srednia.

Adam
3 dni temu
Reply to  Tomek

Nie ma czegoś takiego jak zakup mieszkania bez kredytu. Chyba, że chcesz powiedzieć, że klasa srednia zaczyna się tam gdzie ojciec dziecku kupuje mieszkanie. Bo nawet jak zarabiasz 50 tys brutto na start, co ja osiągnąłem dopiero po wieku 35 lat, to startując od zera po studiach i żyjąc na garnuszku u rodziców bez kosztów i wydatków własnych, minie kilka lat zanim sobie uzbieradz na mieszkanie bez kredytu.

Adam
3 dni temu
Reply to  Adam

Natomiast jeżeli tak definiujesz klasę średnią to ja do niej nie należę bo mój dom musiałem kupić z kredytem, ale dla moich dzieci działki już czekają i finanse na budowę. Tatuś zadba.

Last edited 3 dni temu by Adam
Admin
3 dni temu
Reply to  Adam

Niby biedak, a hojny 😉

Chris
13 godzin temu
Reply to  Adam

A kto Ci mówi o zakupie mieszkania bez kredytu w wieku 18 lat? Do kasy trzeba się dobić jak sam widzisz na swoim przykładzie, chyba, że urodzimy się takim Trumpem i mamy wszystko na tacy. Wielu ludzi staje się prawdziwie zamożnymi właśnie około 40 a nawet później a wcześniej wynajmują mieszkania i nie jest to problem. W moim przypadku też prawdziwe siano pojawiło się około 35 lat i żyję.

TomR
3 dni temu
Reply to  Tomek

Klasa średnia w gospodarce to jest coś co ma cel głónie demograficzny. I jest liczność i istnienie jest krytyczne dla demografii. W danym pokoleniu można sobie wyobrazić sprawnie działającą gospodarkę, która ma wąską grupę np. 0.1% trzymającą kasę, a reszta boryka się z kasą. Ale taka gospodarka nie wyprodukuje wystarczającej liczności nowego pokolenia, bo 0.1% trzyamających kasę ma za małą wydajność biologiczną na wyprodukowanie całości nowego pokolenia, a pozostałych 99,9% po prostu na dzieci nie stać. Z drugiej strony nie chcemy też mieć komunistycznej równości finansowej, bo to by znaczyło że projektuje się system demograficzny zachowujący patologii, nieudany, niezdolnych –… Czytaj więcej »

Arek
2 dni temu
Reply to  Tomek

Spłata kredytu mieszkaniowego to de facto formuła oszczędzania , z każdą ratą kapitalową jestem większym właścicielem swojego mieszkania czyli aktywu.

W Pana wyliczance dużo potencjalnej konsumpcji, a mało oszczędzania i inwestycji (trochę upraszczam bo jest okreslenie”możemy sobie pozwolić”) .
Klasa średnia to jednak aspiracje , a nie już konsumpcja .

Leszek
3 dni temu

Oszczędzanie powinno być atrakcyjne i wspierane systemowo. Jesteśmy świeżo po trasformacji, niewiele jest majątku pokoleniowego, większość ludzi dopiero go akumuluje. Jak wyglądają realia? Hipoteki są drogie (w pandemii przecież było 10% u niektórych). Depozyty nisko oprocentowane. Wynajem nieruchomości dość ryzykowny (duże pole do nadużyć przez najemców). Wieczna huśtawka cen spowodowana planami dopłat do czego się da (nieruchomości, rozwiązania OZE). Jak założysz lokatę na kilka tysięcy to i tak zapłacisz 19% podatku od zysku, często groszowego. Moim zdaniem powinno być tak, że jeśli obywatel buduje majątek to wspierany jest niskimi podatkami (np. uligi w PIT). Jeśli ten majątek będzie dawał przychód… Czytaj więcej »

Admin
3 dni temu
Reply to  Leszek

Pełna zgoda, oszczędzanie w Polsce powinno być wspierane systemowo

Hieronim
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

A nie jest? Minister Domański zapowiada, że lata rok wdroży OKI, Pan mu nie wierzy? 🤣

Admin
3 dni temu
Reply to  Hieronim

Ja mu wierzę, prezydentowi też wierzę, że to zawetuje 😉

Яцек
3 dni temu
Reply to  Hieronim

Ministrem się tylko bywa. Może nie zdążyć, a zresztą to i tak ściema całe to OKI.

Zuzia
2 dni temu
Reply to  Leszek

To gdzie tu wspieranie budowania majatku skoro zyski z majatku powinny byc wysoko opodatkowane? 🙄🫣 to raczej brak zachety do budowania majatku i to ogromny brak. Lepiej w takim razie zyc na koszt panstwa przynajmniej czasu wiecej i problemow mniej.

Sylwesterka
2 dni temu
Reply to  Zuzia

[CENZURA-red, niekulturalna wypowiedź].

Zuzia
2 dni temu
Reply to  Leszek

[CENZURA-red] o budowaniu majatku po to zeby potem go opodatkowac

Arek
2 dni temu
Reply to  Leszek

I tak i nie 😉 . Jest ike, ikze, ppe, emerytura europejska co dla małżeństwa , a małżeństwa z nastolatkami i dziadkami szczególnie, daje rok w rok możliwość oszczędzania i inwestowania bez podatku kilku setek tysięcy złotych rocznie . Dodatkowo darowizny i spadki za 0% podatku dla najbliższej rodziny , sprzedaż nieruchomości de facto może być nieopodatkowana , podatek odroczony w funduszach, etf , na giełdzie , obligacje długie . Więc możliwości jest wiele Tylko działać, a nie narzekać . I ograniczyć model wymiana samochodu co 4 lata, wyjazdy 3 razy w roku i inne zachcianki typu … „jestem tego… Czytaj więcej »

Paweł
3 dni temu

Super artykuł, ale bardzo razi w oczy te 10k brutto, o którym Pan pisze. Próg 32% zaczyna się od około (to jest przybliżenie) 12k brutto/msc. Skąd to się bierze i jak to przeliczyć? Odsyłam do portali o podatkach.
Pozdrawiam

Admin
3 dni temu
Reply to  Paweł

No to udokładnimy, pewnie słowo „brutto” jest tutaj nadmiernym uproszczeniem. Dzięki za zwrócenie uwagi

Hieronim
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Jeśli ktoś zdecydował się przystąpić do PPK, to z powodu dopłaty pracodawcy próg wejścia w drugi próg nieoczekiwanie obniża się 🥂

Admin
3 dni temu
Reply to  Hieronim

No tak, bo dochód rośnie.

Adam
3 dni temu
Reply to  Hieronim

Dlaczego nieoczekiwanie? Jak przeczytałeś ustawę o PPK to doskonale wiesz, że doplata to twój samochód. Jak nie przeczytałeś to z jakiego powodu oczekujesz, że dodatkowe swiadczenie pieniężne, które możesz za chwilę wyjąć, nie będzie dochodem? Jeśli ktoś zdecyduje się pracować dzielnie przez rok i dostanie pre.ie to próg wejścia w drugi próg nieoczekiwanie(?) obniża się. Swoją drogą ja już kolejny miesiąc płace stawkę 32% w tym roku 65 godzin przepracowałem w tym tygodniu, ile można płacić nieludzko wysokich podatków, żeby lenie mogły sobie wygodnie żyć za minimalną krajową i nie mieć aspiracji osiągnąć nic więcej? Co państwu przeszkadza że ciężko… Czytaj więcej »

Hieronim
3 dni temu
Reply to  Adam

> Jak nie przeczytałeś to z jakiego powodu oczekujesz, że dodatkowe swiadczenie pieniężne, które możesz za chwilę wyjąć, nie będzie dochodem?

Jeśli doczytałeś ustawę, to wiesz, że od tego samochodu płacisz PIT, ale ZUS akurat nie (chyba, że wykonasz zwrot), więc nie to jest samochód jak każdy inny.

Sylwesterka
2 dni temu
Reply to  Hieronim

No właśnie czyli Adam ma rację, jak przeczytałeś ustawę to nie nieoczekiwanie bo w ustawie masz jasno napisane.
A jak nie przeczytałeś ustawy to się możesz co najwyżej pozytywnie zaskoczyć, że ta dodatkowa kasa jest nie ozusowana, bo jak sam wskazałeś nie ma żadnej podstawy oczekiwać że pieniądze ktore możesz w każdej chwili wyjąć będą nieopodatkowane.

Last edited 2 dni temu by Sylwesterka
Hieronim
1 dzień temu
Reply to  Sylwesterka

Naprawdę znasz wszystkie ustawy na wyrywki? Szanuję 😲
Akurat motyw z PPK jest ewidentnie zniechęcający do oszczędzania, co jest w sumie logiczne z punktu widzenia rządu.

Mateusz
3 dni temu

Skąd informacja o ograniczeniu ryczałtu do kwoty 100000pln rocznie?

Admin
3 dni temu
Reply to  Mateusz

Oficjalnie jeszcze nie wiadomo, ale pojawiają się informacje o planowanych zmianach w pakiecie ustaw o PIT, CIT i ryczałcie, których celem jest uszczelnienie systemu i ograniczenie możliwości optymalizacji. Prawdopodobnie to będzie robione poprzez ograniczanie dostępnej skali ryczałtu. Ale oczywiście nie ma pewności jak to się skończy

Mateusz
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

No ciekawe jak to będzie, obecnie jest to 2 mln rocznie, więc duży przeskok

Admin
3 dni temu
Reply to  Mateusz

Gdyby było ograniczenie do 100 000 zł (jak słyszałem), to byłby rzeczywiście dość duży przeskok. No i pytanie czy siatka stawek może się zmniejszyć

Mariusz
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W artykule jest to ujęte w taki sposób jakby to już było klepnięte. Bardzo źle to wygląda jak się czyta to w tej formie. Powinna być wzmianka ze takie są plany, ponieważ z artykułu wynika że od lata tego roku będzie obowiązywało takie ograniczenie

Admin
3 dni temu
Reply to  Mariusz

Tak, racja. Złagodzimy, rzeczywiście to na razie jest tylko pomysł rządu

Mateusz
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

https://www.prawo.pl/podatki/niekorzystne-zmiany-w-ryczalcie,1541437.html

Może chodziło o to? Chociaż tutaj trochę o czym innym mowa.

Admin
3 dni temu
Reply to  Mateusz

Ja słyszałem coś innego, ale może…

Adam
3 dni temu
Reply to  Mateusz

.

Last edited 3 dni temu by Adam
mietek
3 dni temu

WSTYD, żeby na portalu ekonomicznym autor pisał, że 10k brutto miesięcznie to granica progu podatkowego.

Admin
3 dni temu
Reply to  mietek

O rany, czeki błąd, zapewne miało być netto.
Próg podatkowy 32% w Polsce przekracza się po osiągnięciu 120 000 zł dochodu rocznie. Odpowiada to pensji ok. 14 500 – 15 000 zł brutto miesięcznie lub ok. 10 500 – 11 000 zł netto miesięcznie.

tralalala
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

tragedia, jeszcze się pogrążyłeś xd

Admin
3 dni temu
Reply to  tralalala

Niestety nie. A od tchórzliwych randomów nie przymujemy głupich uwag 🙂

tralalala
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

? merytoryczne uwagi nie docierają, dalej piszecie bzdury w sprawach dotyczących podatków. Może odmienna retoryka dotrze…?

Admin
3 dni temu
Reply to  tralalala

Nie polecam tej nowej metody, można zarobić bana

Stef
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Daltego dobrze cześc dochodu mieć z PIT 28 (najem) i nke sumuje sie on z dochodem z etatu
Szkoda ze zabraklo takiego przykladu powiedzmy 8000 netto z etatu i 8000 z najmu.

Przemek
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Maćku, drugi próg podatkowy to od 120 000 dochodu pomniejszonego o koszty uzyskania i składki ZUS. W Praktyce to około 11 800 brutto (dla pracownikow bez KUP). Można sprawdzić w dowolnym kalkulatorze dochodu. Proszę sprawdzić i poprawić artykul

Admin
2 dni temu
Reply to  Przemek

No tak, ale jest brutto oraz brutto-brutto. I to drugie może być nawet powyżej 15 000 zł. Uprościliśmy nieco narrację, żeby nie przeciążać tekstu danymi.

Jacek
2 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Proszę sobie dla tych 10.000 dochodu (do opodatkowania) określić ile to jest brutto i ile netto, bo uwagi są zasadne.

Ppp
3 dni temu

W sumie rzecz wygląda dosyć „płasko”. 5.000PLN, to poziom nieco ponad płacę minimalną i jeśli jest to jedyny dochód, to jesteśmy BIEDNI. A już 15.000PLN, czyli zaledwie trzy razy tyle, to już „klasa wyższa”, kojarząca się z BOGACTWEM.
A może te 60%, to po prostu za szeroki margines? Jakby podzielić ludność po prostu przez trzy, to by lepiej odzwierciedlało? Jedna trzecia biednych, jedna trzecia średnich i jedna trzecia bogatych.
Pozdrawiam.

Admin
3 dni temu
Reply to  Ppp

To by się zgadzało, różne miary rozpiętości dochodów pokazują, że w Polsce ta rozpiętość jest relatywnie niewielka. Czyli od biedy do bogactwa niedaleka droga 😉

Rob
2 dni temu
Reply to  Ppp

Nazywanie tego klasą „wyższą” to rzeczywiście przesada, ale to „zaledwie trzy razy tyle” drastycznie zmienia sytuację finansową. U mnie – bo akurat dobrze wpasowuję się w te poziomy – 5000 pozwalało na przeżycie, opłacenie rachunków i odłożenie drobnej kwoty, czasem nawet czterocyfrowej, jeśli był dobry miesiąc. Na lokatę, oczywiście, żeby było bezpiecznie, i w razie jakiejś tragedii łatwo było wyciągnąć. OK, na upartego można było trochę ściąć wydatki, ale to już by był dyskomfort. Przejście na 15000 – nie, w moim przypadku nie oznaczało wpadnięcie w wir konsumpcjonizmu, nie ta mentalność – ale jednak zacząłem żyć. Poduszka finansowa się rozrosła,… Czytaj więcej »

Admin
2 dni temu
Reply to  Rob

Czyli 5000 zł miesięcznie – jest ledwo-ledwo. 10 000 zł miesięcznie – typowa klasa średnia, można aspirować. 15 000 zł miesięcznie – klasa wyższa, życie pełną piersią bez większych ograniczeń

Ppp
2 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Czyli dochodzimy do wniosku, że klasa średnia, to jakieś 100-150% średniej płacy, lub 2-3 minimalne. Mi to pasuje. Aha, zapomnieliśmy uściślić, że to są liczby na głowę w rodzinie.
Pozdrawiam.

Admin
2 dni temu
Reply to  Ppp

Tak wychodzi 😉

Gosc
3 dni temu

Nie rozumiem całej tej afery z 32% podatkiem. Małżeństwo zaczyna płacić 32% od nadwyżki ponad 20 tys netto miesięcznie. Ktoś naprawdę uważa że przy takich dochodach 32% to za dużo ? I to ma niszczyć klasę średnią? Za to można spokojnie żyć, ponadto jak dojdzie 2 dziecię to +1600 na mc, plus odliczanie rocznie 2 tys. Jest sytuacja jaka jest za naszą wschodnią granicą. Ktoś to podatki musi płacić, i nie róbmy biednych rodzin z ludzi którzy mają ponad 20 tys na mc ..

Admin
3 dni temu
Reply to  Gosc

Chyba nie ma żadnej afery. Jest pytanie czy powinno się tak „jechać”, że jest 12% podatku, a potem nagle 32% 😉

Gosc
3 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Przecież było 18% wcześniej i schodząc na 12% zyskali także ci z 32% … , a teraz zaskakuje skok? … nie zapominajmy także , że podwyższona została kwota wolna od podatku, i zwiększony próg kwotowy do 120 tys na 32% … A to że Eldorado zostało zamrożone… To ponownie podkresle rodzina 2+2 ma miesięcznie ok 22 tys netto próg wejścia w 32%

Zbyszek
2 dni temu
Reply to  Gosc

To zupełnie nieprawda. Cały polski wał był tak policzony, że przy wyższych dochodach płaci się wyższe podatki. Wynika to ze zmian w składce zdrowotnej i likwidacji jej odliczenia i jej opodatkowaniu, o czym wielu zapomina. Ja straciłem ok. 5% dochodu brutto. Szczęśliwie nie mam 10k 😉 Główny problem polskich podatków polega na kompletnej nierównowadze stawek przy podobnych dochodach. Lekarz na etacie płaci 12+9, a potem 32+9, więc efektywnie powiedzmy 30%+. Ten sam lekarz na jdg płaci ryczałt 14% (jeśli dobrze pamiętam). No i to jest chore, że forma zatrudnienia decyduje o płaconych podatkach. I tak jest w wielu przypadkach, więc… Czytaj więcej »

Hieronim
1 dzień temu
Reply to  Gosc

Mateusz, daj spokój, pierwszy lepszy kalkulator płac pokazuje, na czym polegał Ruski Wał

Stef
3 dni temu
Reply to  Gosc

Troche tak bo przy dochodzie z najmu masz 8.5 i 12.5%

Gosc
3 dni temu
Reply to  Stef

Tylko przy najmie to była podwyżka podatku, a przy dochodowym od osób fizycznych obniżenie…

Hieronim
1 dzień temu
Reply to  Gosc

Tak, w przypadku pracowników był podwyżka podatków

Marcin Staly Czytelnik
3 dni temu
Reply to  Gosc

Chyba pomad 20 tys brutto mialo byc. W duzym miescie to wcale nie jest duzo…

TomR
3 dni temu
Reply to  Gosc

Podatek progresywny jest bardzo krzywdzący, za tym którzy zarabiają od ilości produktów lub klientów (od sztuki, od kilograma itp.) wytworzonych lub obsłużonych przez siebie, a którzy są na tyle wydajni, żeby wyrobic np. 2 razy więcej od normalnych. W sensie wskaźnika podatek/sztukę, podatek/kilogram itp. To np. może oznaczać oznacza że dochód za pierwsze N sztuk jest opodatkowany 12%, a dochód od kolejnych N sztuk – 32%. Czyli państwo w sposób krzywdzący narzuca duży narzut podatkowy na każdy kolejny wyprodukowan produkt, na każdego kolejnego obsłużonego klienta – za karę za to, że jest się od wydajniejszym od innych.

Dawid
12 godzin temu
Reply to  TomR

Podatek jest krzywdzący bo ludzie którzy mogliby cos robić uznają, że im się nie opłaca teraz pracować. Ja na przykład jak budowałem dom to sobie policzyłem ze zamiast zatrudniać ludzi ja budowie, to mogę odpuścić pracę i sobie w tym czasie sam budować i wyjdzie mi taniej pracując za darmo na siebie na budowie niż pracując zarobkowo i z pensji opłacając budowę przy tej paskudnej stawce 32%. Więc juz wtedy przez absurdalnie wysoki podatek Polska straciła to co produkuje w ramach pracy zarobkowej, a kilku budowlańców robotę u mnie.

Rob
2 dni temu
Reply to  Gosc

Myślę, że gdyby te podatki jeszcze były sensownie wydawane, akceptacja byłaby większa. Druga kwestia, że PIT to dopiero początek podatków i parapodatków, które płacimy na każdym kroku. Ale witamy w zagłębiu meblowym, które jest kolebką optymalizacji podatkowej level 500: zarabiasz 10000 netto, podatek płacisz od 4700 netto. Do tego jakieś drobne dochody z najmu, od których płaci się 8,5 procent, i już PIT tak bardzo nie straszy.

Sylwesterka
2 dni temu
Reply to  Gosc

„Nie rozumiem całej tej afery z 32% podatkiem.” Wysil się zamiast być średniakiem i wpadnij w próg 32%, to może przy pomocy odrobiny intelektu, który każdy posiada, zrozumiesz, że afery nie ma, ale ludzie ciężko pracujący nie lubią być dymani. „Małżeństwo zaczyna płacić 32% od nadwyżki ponad 20 tys. netto miesięcznie. Ktoś naprawdę uważa, że przy takich dochodach 32% to za dużo?” Ja uważam. Szczególnie że ciężką pracą doprowadziłam z mężem do tego, że mieszkamy tuż obok kobiety, która dostała około 20 mln zł spadku po człowieku o bardzo szemranej przeszłości i na razie za te pieniądze uprawia konsumpcję oraz… Czytaj więcej »

Adam
2 dni temu
Reply to  Gosc

„Małżeństwo zaczyna płacić 32% od nadwyżki ponad 20 tys netto miesięcznie. Ktoś naprawdę uważa że przy takich dochodach 32% to za dużo ?” Zarabiający 20 tys. zł netto zarabia 33333 tys zł. brutto. cieszy się 12% stawką przez 4 miesiące. Potem obciążenie podatkowe rośnie mu o około 5000 zł miesięcznie. Jeżeli uważasz, że osobę często zadłużoną po uszy, która próbuje wyjść na swoje i wyjść na 0 z długów, stać na płacenie ekstra 5000 zł, to tym bardziej jak ktoś ma dom albo np. pół miliona oszczędności to może płacić 1% od tego miesięcznie czyli też 5000 zł. Naprawdę ktoś… Czytaj więcej »

Albert
2 dni temu
Reply to  Gosc

„Nie rozumiem całej tej afery z 32% podatkiem.” W sensie ty placisz 32% i jesteś z tym spoko, czy nie rozumiesz dlaczego inni nie chcą łożyć na Ciebie żebyś ty się nie musiała zabrać się do prawdziwej pracy i mogła sobie wykonywać proste prace dla nastolatków? W grudniu kupowałem samochód. Z zarobionej w grudniu złotówki dla mnie było 52 grosze. Płacąc tymi 52 groszami za samochód kolejne 10 groszy idzie w VAT, więc finalnie ze złotówki mam 42 grosze dla siebie. A teraz zadajmy sobie pytanie ile dostaje osoba w moim wieku na pensji minimalnej w ramach niesprawiedliwego socjalu podatkowego?… Czytaj więcej »

Яцек
3 dni temu

Przecież przynależność do klasy średniej została już określona – PostUBecy i Socjaliści wprowadzili w Nowym Wale ulgę dla osób z pewnym przedziałem dochodów.

Admin
3 dni temu
Reply to  Яцек

Ale potem się rozmyślili 😉

Яцек
2 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Bo przekonali się o tym, co jest rzeczą wiadomą – socjalizm nie działa.
Gdyby nie porwanie Maduro, stolica Wenezueli nieuchronnie zmieniłaby nazwę na Carcass 😉

Admin
2 dni temu
Reply to  Яцек

Mówią, że kapitalizm też nie działa. Mówią, że globalizacja nie działa. To co działa? 🙂

MH...
2 dni temu

Tak dla ścisłości to nie wystarczy mieć 120 000 na picie bo odlicza się jeszcze składki na ubezpieczenia społeczne a one wynoszą przy takich przychodach kilkanaście tysięcy złotych czyli trzeba mieć około 139 000 żeby zacząć płacić 32% podatku

Admin
2 dni temu
Reply to  MH...

No tak, na PIT to wygląda trochę inaczej ze względu na składki. No i jest jeszcze PPK, które też może zaburzyć proporcje brutto-netto, przychód-dochód

Wojciech
2 dni temu

Po przekroczeniu 120 000 zł dochodu rocznie (jakieś 15 000 zł brutto – do poprawy

Admin
2 dni temu
Reply to  Wojciech

To chyba może tyle być brutto (bo są dwa brutto). Na razie uprościliśmy, żeby nie zaburzać narracji. To jest ilustracja trendu, nie tekst podatkowy, więc nie chcielibyśmy przeciążyć tekstu danymi

Jacek
2 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

„W Polsce niedopłata podatku najczęściej pojawia się po przekroczeniu progu podatkowego 32%. Żeby to nastąpiło, wystarczy zarabiać 10 000 zł miesięcznie na rękę lub więcej.”

i nadal jest nieprawidłowo. Progi dotyczą podstawy opodatkowania, czyli kwoty brutto pomniejszonej o ZUS (dla UoP) czyli 11.600 brutto tj. 8.200 netto

Dlaczego tak duży % ludzi ma kłopot z poprawnym policzeniem?🤔

Admin
2 dni temu
Reply to  Jacek

Panie Jacku, proszę podać link do wiarygodnego kalkulatora przekraczania progu 32%. Te, z których my korzystamy, nie pokazują tej kwoty

Ewa
13 godzin temu

Dochód z pracy powinien byc opodatkowany – lecz co z osobami które pracują i pobierają emeryturę… chyba ten problem nie jest nigdzie poruszony a powinien…Samcik co Ty na to?

Admin
11 godzin temu
Reply to  Ewa

Wydaje mi się, że tutaj nie ma powodu, żeby zasady były inne. Natomiast emerytura nie powinna być opodatkowana, bo to przelewanie z jednej kieszeni do drugiej

Ewa
10 godzin temu
Reply to  Maciej Samcik

Czyli w corocznym dochodzie czyli rozliczaniu PIT nie powinno sie uwzględniać wartosci pobieranej emerytury… takie jest moje zdanie…

Admin
10 godzin temu
Reply to  Ewa

Na jedno wychodzi

Ewa
9 godzin temu
Reply to  Maciej Samcik

Dziękuję

Chris
13 godzin temu

To jak się w Polsce okraja pensje ludzi na umowach o pracę to jest dramat. Bardzo smutne, zero szans na odłożenie prawdziwych pieniędzy czy inwestycje w cokolwiek.

Pyrgus
7 godzin temu
Reply to  Chris

No widzisz, ale przynajmniej masz szansę płacić składki zdrowotne za rolników, którzy ich nie płacą, tak po prostu (sarkazm)

pyrgus
9 godzin temu

Jeżeli koalicja rządząca chce mieć cień szansy na wygranie kolejnych wyborów, to powinna zrobić cokolwiek, aby zachęcić swój elektorat do głosowania na nią (mam na myśli głownie elektorat dawnej Platformy). Przede wszystkim: sensowne podniesienie drugiego progu podatkowego (przynajmniej 200.000 zł). Jako etatowiec czuję się jak ostatni frajer. Jestem na etacie i moja pensja brutto na papierze wygląda nieźle, ale miło jest tylko do połowy roku, bo latem wejdę w drugi próg podatkowy i wtedy będzie zdecydowanie mniej miło, gdy państwo pod postacią podatków i składek zabierze mi blisko połowę pensji. Najgorsza jest jednak nie wysokość podatku, tylko koszmarna niesprawiedliwość. To… Czytaj więcej »

Admin
8 godzin temu
Reply to  pyrgus

Zgadza się, jest bardzo niesprawiedliwie

Michał
2 godzin temu

Żeby to nastąpiło, wystarczy zarabiać 10 000 zł miesięcznie na rękę lub więcej.

Brutto, nie ma rękę. Drugi próg jest liczony od kwoty brutto właśnie.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu