Koniec „śmieciówek” czy wydmuszka? Prezydent podpisał ustawę, która daje Państwowej Inspekcji Pracy prawo do przymusowej zamiany na etat umowy o dzieło, umowy-zlecenia albo współpracy w ramach działalności gospodarczej. Ustawa zacznie działać prawdopodobnie w lipcu. Czy to koniec tzw. umów śmieciowych? Co zmieni się dla tych, którzy zatrudniają, a co dla pracujących? I czy to rzeczywiście „broń masowego rażenia” dla inspektorów PIP czy kolejna „wydmuszka”?
Po co napuszczać urzędników na relacje pracodawcy z pracownikiem? I czy nie jest to kolejny przykład włażenia przez państwo tam, gdzie z brudnymi buciorami włazić nie powinno? O odpowiedź trudno i nie jest ona łatwa. W Polsce na umowach cywilno-prawnych zatrudnionych jest jakieś 1,5–2 mln osób, a w ramach działalności gospodarczej usługi świadczy kolejne 1,5 mln osób. Biorąc pod uwagę, że łącznie w Polsce pracuje 16,5 mln osób (tak, tylko tyle!) – mniej niż co czwarta nie jest zatrudniona na etacie. To bardzo dużo.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Pytanie: jaka część z nich jest z tego powodu nieszczęśliwa. Bo architekt, lekarz, prawnik, freelancer pracujący w wolnym zawodzie wcale nie musi czuć potrzeby bycia „przywiązanym” do pracodawcy. Możliwość pracowania na własnych zasadach jest dla takich osób dokładnie tym, czego oczekują. Z drugiej strony: czasem rzeczywiście umowa cywilno-prawna lub działalność gospodarcza jest nieformalnym „wymogiem”, który pracodawca narzuca. Na etacie roboty nie ma, ale w ramach kontraktu dającego niższe koszty pracy już tak.
Koniec „śmieciówek”? A ile z nich to problem?
Nie znam danych, z których by wynikało, jaka część osób na umowach o dzieło, zleceniach, czy prowadzących działalność gospodarczą to w Polsce ludzie do tego „zmuszeni”. Prawdopodobnie niemało, bo w innych krajach spośród wszystkich zatrudnionych etatowcy stanowią przeważnie ponad 90%, a w Polsce 75%. We Francji samozatrudnienie dotyczy 8–9% wszystkich pracujących, a w Norwegii 6–7%. W obu krajach nie stosuje się w zasadzie umów o dzieło, czy zleceń.
Można więc przypuszczać, że w Polsce więcej niż połowa osób pracujących poza etatami nie robi tego dla przyjemności, tylko z powodu nieformalnego układu z pracodawcą. Czasem na zasadzie: albo pracujesz na umowie-zleceniu, albo nie pracujesz w ogóle, a czasem w myśl dealu: część pieniędzy zaoszczędzonych na składkach i kosztach pracy dostajesz do ręki w formie wyższej pensji. Brak prawa do urlopów (nie tylko wypoczynkowych, ale i np. macierzyńskiego czy zdrowotnego), czy prawa do L-4 oraz brak (lub bardzo niskie) składek emerytalnych, to koszty uboczne.
Lewica od kilku lat próbowała „zniszczyć” umowy cywilno-prawne, nazywane brzydko „śmieciówkami”. Bez większego skutku. Pierwotny pomysł Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej był potwornie głupi: dać inspektorom Państwowej Inspekcji Pracy prawo do przymusowego przekształcania umów o dzieło, zlecenia i B2B w umowę o pracę, jeśli uznają, że w gruncie rzeczy w danej sytuacji „zachodzi stosunek pracy”. Mogliby to zrobić bez zgody pracodawcy, bez weryfikacji sądowej i z mocą wsteczną.
Przedsiębiorcy od decyzji inspektora mogliby się odwołać, ale do czasu rozstrzygnięcia sporu musieliby zatrudniać dotychczasowego zleceniobiorcę na etacie. I opłacić wstecz wszystkie składki takiego pracownika od momentu, który zostałby wskazany przez inspektora jako początek „stosunku pracy”.
Biorąc pod uwagę brak konkretnych zasad oceny, jakie warunki mają być spełnione, żeby być etatowcem (PIP opracowała co prawda coś à la „test etatowca”, ale został wyśmiany przez przedsiębiorców), radykalne zasady nowego prawa oraz słabość instytucjonalna inspekcji pracy – mogło się to skończyć porównywalną katastrofą, jaką dla poprzedniego rządu był „Polski Ład”.
Premier Donald Tusk wyrzucił projekt do kosza i nakazał pisać nowy, mniej radykalny. Minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk schowała urazę do kieszeni i przygotowała poprawki. Najbardziej radykalne zasady zostały zmienione. Zostało cofnięte działanie decyzji inspektora pracy wstecz, jego decyzja nie będzie już arbitralna i nie będzie wchodziła w życie natychmiast (bez przeprowadzenia procedury odwoławczej). Ale nie zmienia to faktu, że pojawi się możliwość „przymusowego” przekształcenia umowy cywilno-prawnej lub B2B w etat.
CZYTAJ O NOWYM PODATKU OD NIERUCHOMOŚCI:
Przymusowa zamiana umowy cywilno-prawnej na etat. Jak i kiedy?
Co dokładnie zmieniają regulacje, na które właśnie zgodził się prezydent? Dziś jest tak, że jeśli inspektor kontrolujący firmę uzna, że praca ma charakter etatowy, może co najwyżej wytoczyć do sądu powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy. Proces trwa długo, pracownik w tym czasie może zostać zastraszony lub przekupiony przez pracodawcę i sprawie można ukręcić łeb. W skali roku PIP wygrywa raptem kilkanaście spraw sądowych o ustalenie stosunku pracy.
W niedalekiej przyszłości inspektor pracy – w razie stwierdzenia nieprawidłowości, czyli ustalenia, że ktoś pracuje „jak na etacie”, będzie mieć możliwość wydania polecenia dotyczącego konieczności zawarcia umowy etatowej. Może się to zdarzyć tylko w sytuacji, gdy w stosunku prawnym łączącym pracodawcę i pracownika dominują cechy stosunku pracy. Przedtem inspektor będzie jednak zobowiązany do wysłuchania obu stron.
Jeśli obie zgodnie potwierdzą, że nie ma powodu, by łączyła je umowa etatowa (i ta deklaracja nie będzie łamała prawa) – urzędnik prawdopodobnie będzie musiał się „odstosunkować” od tego stosunku. A w każdym razie będzie mu trudno skutecznie zadziałać, bo jednak stanowiska stron mają znaczenie – zwłaszcza w takich „nie-czarno-białych” sytuacjach.
Jeśli zaś polecenie nadejdzie i nie zostanie wykonane, inspektor będzie mieć mógł wystąpić do okręgowego inspektora pracy o wszczęcie postępowania administracyjnego. Jego celem ma być wydanie decyzji o przekształceniu umowy lub skierowanie pozwu do sądu o ustalenie istnienia stosunku pracy. Jeśli sprawa trafi do sądu, to – tak jak do tej pory – po prostu czekamy na wyrok. A co jeśli zaś okręgowy inspektor pracy wyda decyzję, że powinna zostać zawarta umowa etatowa? Będą mogły zdarzyć się dwie rzeczy.
Po pierwsze pracodawca i pracownik będą mogli zawrzeć umowę o pracę, a okręgowy inspektor zamyka wtedy postępowanie. Nie ma płacenia składek wstecz. Po prostu pracodawca i pracownik obiecują, że „już będą grzeczni”. Po drugie pracodawca może się odwołać do sądu od decyzji okręgowego inspektora prac. Do czasu prawomocnego orzeczenia wszystko w relacjach pracodawcy z pracownikiem zostaje po staremu. Sprawa ma być jednak rozstrzygnięta relatywnie szybko. Ustawa przewiduje bowiem, że rozpatrzenie odwołania przez sąd ma nastąpić w ciągu miesiąca.
Czy to rzeczywiście jest „koniec śmieciówek”? Nie wydaje mi się. Owszem, Państwowa Inspekcja Pracy dostaje do ręki skuteczniejsze narzędzie. Nie musi iść do sądu, a zamiast tego może – rękami okręgowego inspektora – wydać decyzję. Co prawda nieostateczną (i bez rygoru wykonalności), ale sąd musi dość szybko tę decyzję ocenić. Zatem przypadki przekształcania umów cywilno-prawnych w etaty na pewno się pojawią.
CZYTAJ, ILE ZARABIAJĄ POLSKIE FIRMY:
To (raczej) nie koniec „śmieciówek”. Politycy znów brzydko się bawią
Ale uważam, że nie będzie ich zbyt wiele. Po pierwsze dlatego, że pracodawca może dogadać się z pracownikiem i w ramach „wysłuchania” mogą wspólnie ogłosić, że jest im dobrze tak, jak jest. Wówczas inspektor PIP prawdopodobnie zostanie „na lodzie”, o ile oczywiście sytuacja nie będzie ewidentna. Pracodawca może zadziałać prośbą (podwyżka, premia), albo groźbą („jak mi każą zrobić etat, to najdalej za kilka miesięcy zlikwiduję stanowisko pracy”). Wciąż ma nieformalne narzędzia w ręku.
Druga rzecz – trochę wynikająca z pierwszej – to brak katorżniczych kar wynikających z dotychczasowego złego działania pracodawcy. Skoro najgorsze, co go może spotkać, to konieczność zawarcia umowy (którą za niedługi czas będzie mógł rozwiązać, jeśli uzna, że na utrzymywanie etatu go nie stać) i stosunkowo niewielka kara finansowa – nie wiem, czy będzie prewencyjnie przeglądał umowy z pracownikami i dobrowolnie przekształcał je w etaty. Inspekcja pracy jest niedofinansowana i do wszystkich pracodawców nie dotrze nawet przez 10 lat. Sądzę, że będzie więc tak, jak z abonamentem RTV: nikt nie płaci, bo prawdopodobieństwo kontroli jest niewielkie.
Pomysł na dodatkowe narzędzia dla PIP – jak to często bywa – zmierza do rozwiązania problemu, który wcześniej stworzyli sami politycy. Skoro w Polsce obowiązuje duża mnogość różnych form zatrudnienia i ogromne różnice w ich opodatkowaniu, to może zamiast chwytać się lewicową ręką za prawe ucho, po prostu rzecz uprośćmy. Zróbmy jeden kontrakt o pracę, jeden kontrakt freelancerski (uporządkujmy ich opodatkowanie i reguły działania), a klasyczną działalność gospodarczą dopuśćmy tylko dla osób zatrudniających swoich pracowników lub kontraktorów (w ramach spółek z o.o.).
Wypuszczanie państwowego urzędu na pracowników i pracodawców, żeby sprawdzali, czy nie omijają oni konieczności płacenia składek, gdy wcześniej stworzyło się system motywujący do legalnego omijania płacenia składek (oraz podniosło się te składki do poziomu niszczącego rentowność w niektórych branżach) to gorsze niż głupota. To błąd.
CZYTAJ TEŻ O ZMIANACH W L4:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTubie subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!
——————————-
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
——————————-
ZOBACZ SUBIEKTYWNE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
zdjęcie tytułowe: Alexas_Fotos, FreePhotoCC, Pixabay




