Koniec prawdziwej konkurencji na polskich torach. Czeski RegioJet właśnie poinformował klientów, że wycofuje się z naszego rynku. Od początku maja w ofercie zostaną tylko połączenia międzynarodowe z Przemyśla, Krakowa i Warszawy do Pragi. Firma jako powód podaje nieuczciwą konkurencję ze strony PKP Intercity i ogólnie próby zniszczenia prywatnego konkurenta przez polskiego monopolistę. Niestety może mieć sporo racji
To miał być powiew konkurencji na polskim rynku przewozów kolejowych. W połowie września zeszłego roku ruszyły pociągi prywatnego czeskiego przewoźnika RegioJet na trasie Warszawa–Kraków. Wygodne, skórzane fotele, cztery klasy (od ekonomicznej po luksusową), obsługa premium i dwa, trzy razy niższe ceny niż w najlepszych pociągach PKP Intercity – to miał być gamechanger. A do tego wygodna aplikacja, gwarancja automatycznych rekompensat przy spóźnieniu pociągu i 100 zł za każde odwołanie połączenia.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Czeski RegioJet: wielkie plany i krótka historia
Na początku tego roku czeski RegioJet ruszył z Warszawy do Poznania, Katowic i Gdańska. Na tej pierwszej trasie ma aż sześć pociągów dziennie, stając się poważną konkurencją dla PKP Intercity. Latem miało dość do zagęszczenia połączeń na wszystkich najważniejszych trasach. A jesienią RegioJet chciał ruszyć z pociągami Warszawa–Wrocław, Warszawa–Szczecin i Warszawa–Berlin. Wydawało się, że to poważny plan biznesowy, który musi spowodować jakościową „spinkę” w PKP Intercity.
Pojawiły się zgrzyty: pod koniec zeszłego roku RegioJet odwołał niemal w ostatniej chwili nowe połączenia, tłumacząc się sabotażem biznesowym ze strony PKP Intercity i innych spółek z grupy polskich państwowych kolei. Tuż przed Wielkanocą doszło do dużych podwyżek cen biletów na pociągi RegioJet (głównie na trasach Warszawa-Kraków i Warszawa-Gdańsk). Coraz kiepściej wyglądała obsługa w pociągach – nie działało zamawianie posiłków przez aplikację i szwankowały kawomaty.
A teraz nadchodzą hiobowe wieści, które pozwalają złożyć te wszystkie sygnały w całość. RegioJet wyjeżdża z Polski. Najpierw odcięto możliwość rezerwowania biletów na połączenia krajowe w maju, a teraz firma opublikowała na swojej stronie i w aplikacji mobilnej używanej przez klientów komunikat zapowiadający koniec walki z PKP Intercity. Główny powód podawany przez czeską spółkę to nieuczciwa konkurencja ze strony PKP Intercity.
CZYTAJ WIĘCEJ O REGIOJET:
Winna nieuczciwa konkurencja PKP Intercity?
RegioJet wymienia w swoim oświadczeniu działania polskiej państwowej grupy PKP, które miały utrudniać równą i sprawiedliwą konkurencję. PKP miało zablokować uruchomienie punktów sprzedaży biletów RegioJet na polskich dworcach. Zminimalizowało też kampanię marketingową RegioJet na dworcach. Z kolei PKP Cargo ma opóźniać udostępnienie zajezdni dla pociągów na warszawskiej Pradze (miała być udostępniona w grudniu, nie została do dziś, finalizację ma wetować spółka-matka, czyli PKP).
RegioJet skarży się, że nie uzyskał możliwości operowania na wszystkich planowanych trasach (chciał mieć więcej pociągów do Krakowa), a jego pociągi na odcinku Kraków–Warszawa musiały mieć dłuższy czas przejazdu, niż wynikało to z planów (w domyśle: PKP PLK sztucznie „spowalniało” pociągi czeskiego przewoźnika). RegioJet mówi, że nie dostał pozwolenia na zatrzymywanie się na niektórych stacjach, dzięki czemu mógłby zwiększać liczbę pasażerów w pociągach (np. nie może zatrzymywać się w Katowicach na trasie Warszawa–Praga).
Firma mówi też o niezgodnym z prawem dumpingu ze strony PKP Intercity. Polski przewoźnik zdaniem Rafała Jancury, prezesa RegioJet obniżył ceny w stopniu tak dużym, że miał na celu wyłącznie wyeliminowanie konkurenta. Szef RegioJet wspomina o obniżce niektórych cen o 70%, co rzeczywiście miało miejsce – bilety na Pendolino, które przed wejściem RegioJet rzadko kosztowały mniej niż 169 zł, zjechały magicznie nawet do 50 zł. Pytanie, czy sprawę prześwietli Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pod kątem dumpingu. Czeski RegioJet pisze:
„Nowy uczestnik rynku ma prawo tymczasowo oferować ceny poniżej kosztów, aby się wypromować i ugruntować swoją pozycję. Podmiot dominujący takiego prawa nie ma – wręcz przeciwnie, jest to wyraźnie zabronione. RegioJet wszedł na rynek z obietnicą cen na poziomie około połowy ówczesnych cen biletów EIP i EIC i utrzymuje ten poziom do dziś”.
To była brudna gra, której Czesi nie mogli wygrać?
RegioJet podkreśla, że wejście na polski rynek miało być częścią programu ekspansji firmy na rynki zagraniczne. Firma działa już w Czechach, na Słowacji, w Austrii i na Węgrzech, oferując tam połączenia z wykorzystaniem siedmiowagonowych składów obsługiwanych przez siedmioosobowe załogi (w Polsce firma oferuje krótsze składy – po cztery wagony). I mówi o nadziejach, które miał po tym, jak PKP Intercity zasygnalizowało „bardziej otwarte podejście do konkurencji”, a regulator rynku „wspierał liberalizację dostępu do kluczowych tras dalekobieżnych”.
RegioJet pisze, że choć europejskie przepisy otworzyły rynek niedotowanego transportu kolejowego już w 2010 roku w ramach tzw. czwartego pakietu kolejowego, to w Polsce nie funkcjonują standardowe warunki konkurencji. I nie działają żadne procedury, które chroniłyby nowych przewoźników przed dominującymi firmami państwowymi i powiązanymi z nimi zarządcami infrastruktury. RegioJet zapowiada, że wróci, gdy polskie państwo zapewni sprawiedliwe warunki konkurencji.
„Jesteśmy gotowi powrócić, gdy rynek będzie rzeczywiście otwarty i zapewni uczciwe oraz transparentne warunki dla wszystkich przewoźników. Obecna sytuacja – w tym blokowanie infrastruktury, ograniczenia sprzedaży biletów oraz drapieżna polityka cenowa – zagraża stabilności ekonomicznej grupy RegioJet w Czechach. PKP Intercity jest w dużej mierze niezależne od konkurencji, ponieważ około 90% jego połączeń jest dotowanych. RegioJet natomiast nie otrzymał żadnych dotacji, a nawet po kilku miesiącach nie zawarto umowy o rekompensatach za ustawowe ulgi dla grup społecznych, które finansowaliśmy z własnych środków”
– pisze RegioJet. I wspomina, że taka gra, jaką prowadzi z nim polski państwowy przewoźnik, nie może trwać dłużej, bo zagrażałaby stabilności czeskiej firmy. Czesi piszą, że są gotowi rywalizować też na rynku połączeń dotowanych, czyli łączących duże miasta z mniejszymi. Dziś dzięki dotacjom utrzymuje się w Polsce głównie PKP Intercity oraz Przewozy Regionalne. „W Czechach i Niemczech możliwe jest zapewnienie regularnych połączeń co 30 lub 60 minut nawet z mniejszych miast”.
Jeśli czeski RegioJet ma choćby połowę racji, to biada nam
Mam świadomość, że to stanowisko tylko jednej strony. RegioJet może koloryzować i „przykrywać” argumentami dotyczącymi utrudniania konkurencji jego własne błędy: zbyt optymistyczne założenia dotyczące możliwości pozyskania ludzi do pracy, infrastruktury (wagonów, lokomotyw, baz), przeszacowanie tempa wzrostu sprzedaży biletów. Prawda przeważnie leży gdzieś bliżej środka. Niemniej jednak nie byłoby niczym nienaturalnym, gdyby państwowy monopolista rzeczywiście tak działał, jak pisze RegioJet. Tak postępuje przecież każdy państwowy monopolista, któremu próbują wejść w szkodę.
Nie ma też żadnych sygnałów, by polski urząd antymonopolowy choć kiwnął palcem w sprawie polityki cenowej PKP Intercity i sprawdził, czy nie nosi znamion zabronionego dumpingu. Nie ma też wątpliwości, że w Polsce nie zadziałały żadne procedury chroniące nowego gracza wchodzącego na rynek, w którym 90% udziału ma firma należąca do państwa, utrzymująca się z dotacji i mogąca sobie pozwolić na dowolnie wysokie straty tylko po to, by zniszczyć konkurencję. Nie wiadomo, czy nie zadziałały, bo ktoś je utrącił, czy dlatego, że ich nie ma.
W obu przypadkach odpowiednie urzędy powinny w imieniu obywateli – bo to oni będą głównymi poszkodowanymi wyjścia z polskiego rynku RegioJet – sprawdzić, czy i kto utrudniał działania RegioJet w Polsce. I te osoby surowo ukarać. Być może RegioJet i tak przegrałby walkę o polski rynek, być może jest on trudniejszy niż słowacki czy austriacki. Ale premier, minister od transportu i urzędnicy antymonopolowi w tym sensie mogą mieć „krew na rękach”, że po wyjściu RegioJet z polskiego rynku ceny biletów wzrosną – jestem tego pewny tak samo, jak tego, że po nocy nadchodzi dzień.
Transport publiczny jest strategiczną częścią usług, które państwo powinno zapewniać ludziom na przyzwoitym poziomie. Bez taniego, działającego bezpiecznie transportu publicznego nie działa dobrze ani rynek pracy, ani rynek nieruchomości, ani – w konsekwencji – innowacje, przedsiębiorczość, konkurencja. Jeśli w Polsce nie zadziałały procedury chroniące nowych graczy przed państwowym monopolem, a ktoś podkładał nogi nowemu konkurentowi, trzeba wyciągnąć wnioski, ukarać winnych i nie dopuścić, by to się powtórzyło.
Wiem, pokładacie się teraz ze śmiechu. Bredzę coś o konkurencji, o ochronie przed monopolem, a przecież żyjemy w kraju, w którym minister ustala nawet ceny benzyny na stacjach paliw. „Konkurencja”, „rynek” to u nas już słowa-trupy. Właśnie dlatego będziecie jeździli teraz najdroższymi pociągami w Europie.
———————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
———————————-
PRZECZYTAJ TEŻ O KOLEJACH:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
zdjęcie tytułowe: RegioJet








