Gdy latają rakiety i drony, a urlop już zaplanowany. Czy można zrezygnować z wyjazdu, gdy robi się niebezpiecznie? Czy zadziała ubezpieczenie?

Gdy latają rakiety i drony, a urlop już zaplanowany. Czy można zrezygnować z wyjazdu, gdy robi się niebezpiecznie? Czy zadziała ubezpieczenie?

Wśród Polaków, którzy w najbliższym czasie wybierają się do egzotycznych krajów, mógł w ostatnich godzinach zapanować niepokój. Wybuchła wojna między Izraelem (wspieranym przez Stany Zjednoczone) a Iranem. Drony uderzają m.in. w hotele w Dubaju, który jest coraz popularniejszym celem zimowych eskapad Polaków. Patrząc na mapę, można też stracić zapał do podróżowania np. do południowej Turcji czy do Izraela. I w ogóle do podróżowania. Czy można bezkarnie zrezygnować z wyjazdu? I czy od strat finansowych wynikających z rezygnacji — z powodu obaw o bezpieczeństwo — można się ubezpieczyć?

Z danych biur turystycznych wynika, że zimą kilkaset tysięcy Polaków wyjeżdża za granicę. Duża część jeździ na nartach, ale co najmniej 200 000 osób (niektórzy mówią, że dwa razy więcej) wybiera kraje basenu Morza Śródziemnego, żeby się wygrzać. Podobno hitem jest Egipt, ale sporo ludzi kupuje wycieczki do Turcji, Hiszpanii, na Maltę lub na Cypr (gdzie ceny hoteli są o tej porze roku niższe niż w Polsce).

Zobacz również:

Część z tych, którzy jeszcze wyjazd mają przed sobą, stanie przed dylematem: jechać czy zrezygnować. Na Bliskim Wschodzie trwa regularna wojna, ludziom spadają na głowę drony i rakiety. Niebezpiecznie zrobiło się nawet w Dubaju, który do tej pory uchodził za idylliczne miejsce do wypoczynku. Nie wiadomo, jak sytuacja się rozwinie i czy konflikt się nie rozszerzy. Nie wiemy, jakie będą bardziej długoterminowe konsekwencje — Iran bywał w przeszłości „eksporterem” terroryzmu. A teraz został bardzo mocno „ukąszony”.

Jeśli wycieczka nie jest odwołana – czy pomoże ubezpieczenie od kosztów rezygnacji?

W przypadku osób, które w najbliższych dniach miały wylecieć na tereny sąsiadujące ze stronami konflikt, decyzja została podjęta „odgórnie” – po prostu loty zostały odwołane, a zatem wyjazdy nie dojdą do skutku. Strat finansowych nie będzie, bo linie lotnicze i touroperatorzy zwrócą pieniądze. Większy problem może dotyczyć osób, które mają zaplanowane lub wykupione wyjazdy za kilka tygodni. Nie wiadomo jaka wówczas będzie sytuacja i wiele wskazuje, że może być nadal niebezpieczna.

Czy można się ubezpieczyć od rezygnacji z wyjazdu z powodu strachu przed wojną? Touroperatorzy bardzo często dodają do ofert wycieczek polisy ubezpieczające od kosztów wynikających z rezygnacji z imprezy. I – z tego co wiem – są one coraz popularniejsze, w niektórych biurach podróży kupuje je już ponad połwa wszystkich klientów. Takie ubezpieczenie można też kupić nie dla wycieczki, ale dla konkretnego świadczenia turystycznego, za które zapłacimy z góry (np. wykupionego hotelu).

Czy mając taką polisę można odzyskać pieniądze po tym, gdy stracimy chęć do podróżowania z powodu latających nieopodal rakiet? Niestety, nie mam dobrych wiadomości. Przejrzałem kilka tego typu polis i niestety żadna z nich nie daje ochrony finansowej w związku ze strachem przed wojną. Żeby móc zrezygnować i odzyskać pieniądze trzeba się powołać na „twarde fakty”. Ani strach przed wojną, ani nawet wojna nie jest przedmiotem polis ubezpieczających od rezygnacji z podróży.

A co nim jest? Zwykle nieszczęśliwy wypadek lub nagłe zachorowanie (czasem uwzględniane są zaostrzenia choroby przewlekłej), śmierć kogoś z najbliższej rodziny, straty finansowe w mieszkaniu lub samochodzie, o ile wynikają ze zdarzeń losowych (np. pożar) lub kradzieży z włamaniem, a także utrata pracy, kradzież dokumentów, czy wezwanie do sądu albo na opłacony wcześniej egzamin, którego data nie została wyznaczona do momentu zapłacenia za wyjazd.

W niektórych tego typu polisach są też uwzględnione katastrofy naturalne (powodzie, trzęsienia ziemi, pożary), ale pod warunkiem, że przerwały już rozpoczętą podróż. Nie można się na taką katastrofę powołać, jeśli tylko dowiemy się, że wydarzyła się gdzieś w okolicy i obawiamy się jej konsekwencji.

Żeby móc zrezygnować z wyjazdu warto kupić „samoubezpieczenie”

Standardowe ubezpieczenie kosztów rezygnacji z podróży nie obejmuje ani wojny ani tym bardziej obaw przed wojną, która mogłaby mieć miejsce tam, gdzie się wybieramy. Obawy o bezpieczeństwo, niepokoje polityczne, stan wojenny lub wyjątkowy są traktowane jako zdarzenia wyłączające odpowiedzialność ubezpieczyciela. Jeśli więc chcemy zrezygnować z wycieczki, musimy albo dogadywać się indywidualnie z hotelem lub firmą turystyczną w sprawie przesunięcia rezerwacji (bardzo często to jest możliwe), a w przypadku biletów lotniczych – mieć wykupiony bilet, który daje możliwość co najmniej przesunięcia daty lotu.

Jako ojciec dwójki dzieci – a podróżowanie z dziećmi jest działalnością bardzo nieprzewidywalną – zwykle stosowałem „ubezpieczenie” pozwalające w ostatniej chwili zrezygnować z wyjazdu… na poziomie własnego portfela. Po prostu nie płaciłem za hotel z góry, kupowałem droższą o 20% rezerwację z możliwością jej odwołania nawet w dniu przyjazdu. Jeśli chodzi o bilety lotnicze to zwykle sprawdzam jaka jest różnica pomiędzy ceną biletu z restrykcjami a tą bez. Jeśli różnica nie jest duża – wykupuję bilet dający możliwość rezygnacji z lotu (choć przeważnie różnica jest kosmiczna i bilety lotnicze z konieczności „są na ryzyku”).

W zagranicznych ubezpieczeniach od kosztów rezygnacji z podróży spotkałem się z klauzulą CFAR (Cancel For Any Reason, czyli odwołanie bez względu na powód). Taka klauzula, zwykle będąca dodatkiem do podstawowej polisy, pozwala – jak sama nazwa wskazuje – zrezygnować z wyjazdu z dowolnego powodu, także z powodu obaw o wojnę. Ale są ograniczenia. Zwykle trzeba to rozszerzenie kupić razem z podstawową polisą od kosztów rezygnacji (nie można dokupić później, gdy zrobi się niebezpiecznie).

Poza tym są limity odpowiedzialności: w polisach, które widziałem, można odzyskać z takiej klauzuli 50% kosztów wycieczki lub podróży. Podobno są takie polisy, które zwracają – jeśli muszę zrezygnować z wyjazdu – nawet 75% kosztów. Ale są odpowiednio droższe. Taka klauzula nie wychodzi wcale taniej, niż droższa (elastyczna) rezerwacja w hotelu i droższe (dające możliwość co najmniej zmiany daty) bilety lotnicze.

Szukałem podobnego rozszerzenia (CFAR lub podobnego) w polskich polisach od kosztów rezygnacji z podróży, ale nie znalazłem. Być może Wy znajdziecie dostępne na polskim rynku tego typu klauzule. Przydałoby się, bo świat staje się coraz bardziej niestabilny i wcale nie jest pewne, czy planowany dziś wakacyjny wyjazd w jakieś miłe – niekoniecznie bardzo egzotyczne miejsce – będzie za kilka miesięcy bezpieczny. Jeśli wojna na Bliskim Wschodzie się rozleje, albo uruchomi falę terroryzmu, to być może bezpieczniej będzie jechać do Kołobrzegu, niż do Hurghady.

„Kombatanci” z Dubaju: co można było zrobić lepiej?

Gwoli uzupełnienia dodam, że pewną ochronę „antywojenną” dają niektóre polisy turystyczne, ale one mają inną funkcję – chronią przed kosztami leczenia i powrotu do kraju w przypadku choroby lub nieszczęśliwego wypadku, a także przed kosztami odpowiedzialności cywilnej, gdybyśmy komuś za granicą narobili szkód. Bycie na obszarze działań wojennych lub niepokojów społecznych w niektórych polisach nie powoduje wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela (o ile udział klienta jest „pasywny”, czyli znalazł się w ogniu wydarzeń przypadkowo, a nie brał w nich udziału).

No, ale to już jest zupełnie inne ubezpieczenie i nie ma nic wspólnego z kosztami rezygnacji z podróży (działa dopiero wtedy, gdy do podróży już dojdzie). Czasy są takie, że warto działać ostrożnie: jeśli rezerwujemy hotel, albo kupujemy wycieczkę – wybierajmy warianty, w których wpłacić można stosunkowo małą część ceny albo nie trzeba wpłacać nic. To jedyna sensowna ochrona. Jej „wartość” to mniej więcej 20% ceny usługi, którą kupujemy (o tyle droższe są rezerwacje „elastyczne”).

Oglądając w telewizji relacje z przeżyć turystów, którzy wybrali się do Dubaju, a teraz nie mogą się stamtąd wydostać i obawiają się o swoje zdrowie, z jednej strony nie umiem zdobyć się na współczucie (polski rząd ostrzegał, żeby w tamten rejon nie jechać), a z drugiej strony nie wiem czy sam bym z takiej podróży zrezygnował, dopóki „nic się nie dzieje”, a musiałbym z tego powodu stracić kilka, kilkanaście tysięcy złotych. W każdym razie mam poważne obawy, że takie dylematy – lecieć, nie lecieć – w nadchodzących miesiącach mogą być przedmiotem dyskusji polskich urlopowiczów.

CZYTAJ WIĘCEJ O UBEZPIECZENIACH:

rosyjskie drony nad polską

ubezpieczenie od złej pogody nad morzem

odwilż dziura w drodze odszkodowanie

————————————-

CZYTAJ WIĘCEJ O WOJNIE:

czas na powszechne szkolenia wojskowe

ustawa o ochronie ludności

———————————-

PRZECZYTAJ WIĘCEJ O PODRÓŻACH:

spóźniony pociąg Berlin-Warszawa

u konduktora bilet gdy nie ma biletów

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.  Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————-

ZOBACZ NASZE NOWE WIDEOCASTY:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube

zdjęcie tytułowe: Chen Mizrach/Chandler Crutendler/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Jacek
1 miesiąc temu

W każdym razie absolutnie nie żal mi tych wszystkich „turystów”, którzy koczują tysiącami na lotniskach, uziemieni przez zamknięcie przestrzeni powietrznych różnych państw, będących w pobliżu (ale nie tylko w poblizu) konfliktu. Ludziom to się już w d.. poprzewracało, muszą wszędzie polecieć i wszystko zaliczyć. Teraz byle gówniarz leci do Tajlandii, do Wietnamu, Dubaj i Szeszele przestały być już ekskluzywne. Może to przystopowanie trochę da do myślenia tym „turystom”, chociaż wątpię. Jeśli jesteś takim globtrotterem, to daj sobie radę, a nie jęcz i nie wystawiaj kartonów – plakatów z jęczeniem, jaki to jesteś nieszczęśliwy i bezradny. Też dużo podróżujemy z rodziną,… Czytaj więcej »

RafałX
1 miesiąc temu
Reply to  Jacek

Też się trochę szlajam po świecie od 30 lat i wiem jedno: zawsze trzeba mieć rezerwę czasową na powrót i zawsze trzeba mieć rezerwę finansową.

Nikt zdrowy na umyśle teraz nie poleci po nich do Dubaju. Chyba jedyna opcja to droga lądowa do AS lub Omanu i tam łapanie lotów, albo przedłużone wakacje teraz powinna być bombowa/wybuchowa promocja w hotelach w Dubaju 🙂

Jacek
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Moje żona i córka przeżyły to kilkukrotnie na Islandii i na Grenlandii, co prawda nie przez wojne, tylko przez pogodę. Loty były zawieszone przez kilka dni. Ale dały sobie radę, bo były na to przygotowane. Córka dodatkowo prowadziła całą wycieczkę i też ogarnęła siebie i innych ludzi. Tylko nie można jechać na ostatnich oparach. Nawet jak byłem w zeszłym roku w Wenecji, miałem ekstra 2000 euro w kieszeni na wszelki wypadek.

Wojciech
1 miesiąc temu

Revolut Ultra ma opcje CFAR

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu