4 września 2017

Bankowiec pod przysięgą: „Umowy były tak skonstruowane, że ludzie nie wiedzieli co podpisują”. Kto pójdzie siedzieć?

Uwielbiam skruszonych bankowców. Takich, którzy już nie są na liście płac w banku, więc mogą mówić jak się ich szkoliło i jakie produkty finansowe oferowali (by nie powiedzieć „wciskali”) klientom. W słuchaniu ich spowiedzi nie chodzi mi nawet o kolejne źródło potwierdzenia, że polska branża finansowa była jeszcze do niedawna jednym wielkim szambem – od 2009 r., odkąd prowadzę blog „Subiektywnie o finansach”, jest to dla mnie oczywiste.

Chciałbym natomiast, żeby współtwórcy tego szamba – zapewniam, że nie jest problemem ustalić kto i kiedy podejmował określone decyzje – odpowiedzieli za swoje uczynki prywatnymi pieniędzmi. A banki, które wprowadzały klientów w błąd na skalę przemysłową, by miały obowiązek współuczestniczenia w stratach, które z powodu ich działania ponieśli klienci.

Gdy prawnik namówi doradcę, żeby napisał oświadczenie… robi się gorąco

Jakiś czas temu opisywałem przypadek skruszonego pracownika firmy oferującej polisy inwestycyjne. Facet, poproszony o chwilę szczerości przez prawnika reprezentującego oszukanego klienta, dał się przekonać do napisania oświadczenia. Przyznał w nim, że sam nie wiedział co sprzedawał. I że klient tym bardziej nie mógł wiedzieć co kupuje. Oświadczenie posłużyło potem w sądzie jako argument do odkręcenia umowy i zrekompensowania klientowi wszelkich strat

Czytaj też: Szczere oświadczenie pośrednika finansowego. „Ściemniałem i kłamałem, bo mi kazali i mnie przeszkolili”

Prawnik, który zastosował tak niestandardowe – choć skuteczne i zgodne z prawem – metody zdobywania dowodów rzeczowych, nota bene miał też sporo sukcesów w robocie „wywiadowczej”. W jednym z takich śledztw doradca-manipulant wpadł przez tak głupi błąd, że aż głowa boli.

Czytaj też: Doradca finansowy kłamał, że polisa inwestycyjna to lokata. Wpadł, bo popełnił głupi błąd

Szczyt bezczelności, czyli rozmowa o kredycie

A drogie kredyty? Nie tak dawno pewien bankowiec napisał do mnie list, w którym wyznał, że czuje się podle i że po tym co robił ma kłopoty, by patrzeć w lustro. Ale jeszcze większe kłopoty ma ze zrozumieniem jak to jest, że ludzie się na to wszystko nabierają. Przeczytajcie, może spojrzycie na tych gagatków w bankowych punktach sprzedaży „przez zupełnie inną optykę” ;-).

Czytaj też: Po drugiej stronie biurka, czyli spowiedź bankstera

„Szczyt bezczelności nastąpił, gdy rozmowy z klientami prowadziliśmy pod nadzorem „pomysłowych” przełożonych. Któregoś dnia namawiam klienta do aktywowania niechcianej karty: – Wystarczy, że pan pójdzie do sklepu i kupi zwykły soczek za złotówkę nową kartą… – Ale ja nie chcę tej karty. Są za to jakieś opłaty? – Tak, kilkadziesiąt złotych. – A to proszę mi to zlikwidować. W tym momencie, szef szepcze do mnie: „to powiedz mu, że opłatę i tak już naliczyliśmy”. Tego było za wiele. Mam bezczelnie kłamać i wyłudzać pieniądze. A jak potem będzie burza, że bank oszukuje klientów, to kto mu to powiedział? Ja! Przecież szef szanowanej instytucji na pewno by nam nie kazał mówić takich rzeczy. Rozmowę z klientem i karierę w bankowości zakończyłem tak samo szybko…”.

– to fragment z jeszcze innej spowiedzi, którą cytowałem na samcik.blox.pl. Wiadomo, że prezes banku nie popiera takich praktyk, ani w ogóle nikt z najwyższej kadry menedżerskiej. Oni tylko zbudowali taki system wynagrodzeń w swojej firmie, który do tego zachęca. A że słabi, chciwi ludzie na pierwszej linii oddziałowej walki o dobre relacje z klientami, nie dorośli jeszcze do nowoczesnej bankowości, to przecież wcale nie wina prezesów. Ani troszkę :-).

Cała historia jest tutaj: „Podłe czasy, czyli spowiedź byłego bankowca”

Przeczytaj też: Spowiedź lichwiarza, czyli jak uczciwie żyć ze sprzedawania drogich pożyczek

Z kredytami frankowymi było w niektórych bankach tak samo. W niektórych instytucjach finansowych system prowizyjny i plany sprzedażowe były tak zbudowane, by za wszelką cenę wciskać klientom takie właśnie kredyty, a nie złotowe. Nie uświadamiano klientom ryzyka, nie dawano równych szans na zrozumienie istoty jednego i drugiego rodzaju kredytu.

Zakładam, że nawet gdyby bankowcy byli uczciwi, to 90% klientów i tak wybierałaby kredyty frankowe, bo jeśli różnica w wysokości raty sięga połowy, a w telewizji wszyscy mówią, że za chwilę ryzyko kursowe prawie zniknie, bo wejdziemy do strefy euro… Nie w tym rzecz jednak co wybrałby klient. Rzecz w tym jak kredyty frankowe były oferowane.

Czytaj też: Getin, ubezpieczenie inwestycyjne i kwartalne zyski. Mówi Wam to coś? Tak, oni znów grasują

Uważam, że wszystkie banki, którym udowodniono by nieetyczne działania oraz praktyki wprowadzające klientów w błąd, powinny pokryć znacznie większą część kosztów wynikających ze zmian kursowych. Generalnie uważam, że klienci swój rozum powinni mieć i przynajmniej część konsekwencji własnych decyzji powinni ponieść. Ale jeśli nie mieli szans na podjęcie właściwej decyzji, bo byli przez bankowców oszukiwani, to ich odpowiedzialność powinna być znacznie mniejsza.

Tak sprzedawali kredyty frankowe: „nie wchodzić w szczegóły, komunikować korzyści”

Mam dla Was kilka cytatów z zeznań pracownika jednego z „frankowych” banków. Zeznania są składane pod przysięgą i z otwartą przyłbicą (czyli pod nazwiskiem), więc trzeba zakładać, że są zgodne z prawdą. Dowodzą one głębokiej demoralizacji menedżmentu i pracowników tego banku. Posłuchajcie:

„Zarówno wynagrodzenie banku, jak i moje, było dużo wyższe w przypadku przekonania klienta do zawarcia umowy kredytu indeksowanego. Bank zarabiał przy takim kredycie na spreadzie walutowym. Stosowaliśmy standardowe argumenty sugerujące klientowi, aby wybrał taki kredyt: że to jest dla niego tańsze, że rata jest niższa niż w złotówkach… Istniał cały arsenał argumentów, które miały sugerować, że rozwiązanie w postaci kredytu indeksowanego jest lepsze”

– zeznaje pracownik. A jak opowiadało się klientom o ryzyku kursowym? Wiadomo, że powiedzieć trzeba było, ale zawsze można powiedzieć półgłębkiem.

„Zasadniczo staraliśmy się nie wchodzić w szczegóły, aby klient nie zadawał trudnych pytań. Komunikowaliśmy mu, że taki kredyt oznacza ryzyko, ale nie analizowaliśmy z klientem jakie to ryzyko. Podawaliśmy po prostu informację, że w takim kredycie występuje zmienność kursu walutowego”

Sprzedawali kredyty w taki sposób, by ograniczyć klientowi możliwość wyboru. Uważam, że w przypadku każdego kredytu frankowego udzielonego przez ten bank – nie tylko tego, który jest przedmiotem tego postępowania sądowego – niniejsze zeznania powinny wpływać na podział kosztów wynikających z „frankowości” kredytów.

Organy państwa powinny to wyegzekwować. Inna sprawa to odpowiedzialność osób, które ten system zbudowały. W państwie, które nie działa teoretycznie, dałoby się kilka osób osądzić i wsadzić za kraty. Trzeba tylko ustalić jakie procedury i przez kogo ustalone były podstawą takiego, a nie innego zachowania sprzedawców. I kto był odpowiedzialny za kontrolowanie ich pracy.

Jeszcze raz „wrobić” tego samego klienta

Kiedy zacząl się kryzys finansowy kondycja tego banku była mocno zagrożona, więc zarząd wdrożył pomysł, by z klientami, którzy mieli kredyty walutowe bądź indeksowane, spisywać aneksy, które miały dawać klientowi poczucie bezpieczeństwa. Kosztowały go one dodatkową prowizję, która dawała bankowi natychmiastowy zastrzyk finansowy.

„Aneksy nie oferowały klientowi zbyt dużo korzyści, ale horrendalnie dużo kosztów. Aneksy oferowaliśmy strasząc klientów, że jest kryzys i że może być jeszcze gorzej. Każdy kolejny aneks niwelował klientowi korzyści, które dostawał z tytułu wcześniejszego aneksu. Większość klientów nie potrafiła tego policzyć, więc nie wiedzieli jakie osiągną korzyści i ile ich to kosztuje. Po dwóch latach trwania aneksu saldo zadłużenia klienta rosło o kilka procent”

– zeznaje pracownik banku. W większości z owych aneksów chodziło o to, że bank proponował tymczasowe obniżenie rat. Np. o połowę na rok-dwa lata. Miało to pomóc klientom wyjść z ewentualnych problemów w terminowym regulowaniu rat (wskutek drożejącego franka). Nie zapłacone części rat były dopisywane do kapitału. Bank pobierał za spisanie aneksu wysoką, kilkuprocentową prowizję liczoną od całego salda kredytu.

„Moją rolą było za wszelką cenę sfinalizować aneks, dlatego podejmowałem wszystkie działania i stosowałem wszelkie znane mi sztuczki psychologiczne oraz manipulacje, by to zrealizować. Oceniam, że klienci nie mieli świadomości co podpisują. Aneksy były tak skonstruowane, że 99% doradców w banku nie była w stanie tego zrozumieć, a tym bardziej klient”

– mówi doradca. Bank działał niemal jak zorganizowana grupa przestępcza. Uważam, że zarówno obecne jego władze, jak i organy państwa, powinny podjąć starania o pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które zaprojektowały i nadzorowały metody sprzedawania klientom kredytów rodem z filmów o mafii.

Całość zeznań pracownika banku znajdziecie pod tym linkiem

 

Dodaj komentarz

30 komentarzy do "Bankowiec pod przysięgą: „Umowy były tak skonstruowane, że ludzie nie wiedzieli co podpisują”. Kto pójdzie siedzieć?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek Rz
Gość

„Uważam, że zarówno obecne jego władze, jak i organy państwa, powinny podjąć starania o pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które zaprojektowały i nadzorowały metody sprzedawania klientom kredytów rodem z filmów o mafii.” Dokładnie tak!

mko
Gość

„branża finansowa była jeszcze do niedawna jednym wielkim szambem ”
co się zmieniło w branży (i kiedy), że już nie jest jednym wielkim szambem?

Luke
Gość

To samo pytanie sobie zadałem i zadaję Maciejowi. Co się zmieniło? System nadal jest taki sam. Nadal nie ma rozwiązania wielu kwestii prawnych. Który wpis w rejestrze klauzul niedozwolonych zadziałał? Z których oszustw banki się rozliczyły??

arfer
Gość

można rzec jeszcze dalej :

branża finansowa szambem
polityka szambem (dziś standardy sprzed 10-15 lat wzięlibyśmy w ciemno)
media i prasa szambem (poziom rzetelności dziennikarskiej i poziomu treści mediów)
itd itp

jak to mówią ? obyś żył w ciekawych czasach…

W temacie
Gość

Jedno małe „ale” Panie redaktorze: to nie jest tak, że tak było”, tylko „jest tak nadal” i nadal jest to wspierane przez „decyzje odgórne” top managementu i… kolejnego rządu. Każdy, kto uważa inaczej jest naiwny jak dziecko.

AnnaT
Gość

Panie Samcik to jak to jest naprawdę. Rok temu mówił Pan że problem jest złożony i wielowarstwowy i ciężko zrzucać na banki całej odpowiedzialności… teraz zaś mówi Pan że banki działały bardziej jak mafia niż instytucja zaufania publicznego. Może czas powiedzieć wprost że kredyt bezfrankowy był jednym wielkim przekrętem i że powinniśmy zmusić banki do wyrównania krzywd a odpowiedzialnych za to ludzi posadzić do wiezienia. Chyba tak postępuje się z przestępcami….

Luke
Gość

Jeżeli chory umysłowo ukradnie batonik to tak. Na takich państwo nie szczędzi środków i jest bardzo radykalne. Z przestępcami bankowymi jedzą śniadanie, a jeden z nich jest wicepremierem.

Tomcio
Gość

Pracownik nie ponosi odpowiedzialności przed klientem, jedynie przed szefem. Odpowiedzialność w firmie spoczywa na właścicielu i wszystko jest ok. do momentu gdy to jest forma prawna inna niż spółka akcyjna. Dla S.A. (lub A.G) odpowiedzialność rozmywa się.

dw
Gość

Właśnie po to w prawie UE wprowadzono klauzule abuzywne, aby chronić klientów przed takimi krętactwami. Ale w Polsce niektóre sądy mają problem ze zrozumieniem tego faktu 🙁

mborus
Gość

Wcale mnie to nie dziwi. Jednakże, nikt nam nie każe chodzić do tych firemek i czegokolwiek podpisywać. Ja się wyleczyłem z wszelkich banków kilka lat temu i każdemu polecam. A jeśli ktoś nie czyta to jego wina. Tłumaczenie, że za długi jest śmieszne i niepoważne. A jeśli pracownik oszukuje to do więzienia i po sprawie.

niezawistny.polak
Gość
Wyjątkowo głupi i doktrynerski „argument”. W gospodarce rynkowej na ogół w ogóle nikt Ci nie każe „chodzić do żadnych firemek i czegokolwiek podpisywać” – ale wchodzisz w różne umowy, bo tego wymaga realizacja różnych życiowych potrzeb. Potrzebujesz telefonu, internetu, dachu nad głową i światła pod tym dachem. Nie oznacza to, że zawierając daną umowę (abonament telefoniczny, kablówka, kredyt hipoteczny) dajesz drugiej stronie, którą jest na ogół potężny przedsiębiorca, prawo do wyciągania ci z kieszeni pieniędzy na lewo. Przez ludzi, którzy uważają, że umowa jest tylko instrumentem do legalizacji rżnięcia słabszego uczestnika rynku przez silniejszego, w Polsce powstał zdziczały kapitalizm i… Czytaj więcej »
Marek Rz
Gość
Po pierwsze prawo mówi jasno: jeżeli dany zapis umowy jest niezgodny z prawem to nie obowiązuje. Umowy, co do zasady, nie mogą zawierać zapisów niezgodnych z prawem. Problem polega na tym, że w długich i zawiłych umowach łatwiej jest takie zapisy ukryć prawnikom bankowym. Po drugie, niektóre informacje, m.in. dotyczące ryzyka walutowego stwarzanego przez zabezpieczenia banku, zostały całkowicie pominięte i w umowie i w rozmowach klienta ze sprzedawcą. I tu mamy do czynienia z oszustwem. Prokuratura faktycznie działa wolno w tej sprawie i z nieznanych przyczyn osobom, które odpowiadały za sprzedaż, czyli przede wszystkim prezesom banków nie zostały jeszcze postawione… Czytaj więcej »
JaW
Gość

Prokuratura szuka wyłącznie pretekstów, by nic w tej sprawie nie zrobić i sprawę umorzyć z powodu nie stwierdzenia znamion przestępstwa (tak są formułowane pytania dla przesłuchiwanych). Identycznie jak w sprawach oszustw „samochodowych” i innych, ściganych z oskarżenia publicznego. Bo po co się męczyć ?
Człowiek urodził się zmęczony i żyje by odpoczywać !

Realista
Gość
Zwróćcie proszę uwagę, że jedynym krajem który posadził jakichkolwiek cwaniaków banksterów jest tylko Islandia. Przez machlojki kraj zbankrutował i znalazł się ktoś z jajami aby chociaż część osób odpowiedzialnych z tego, chociaż trochę, rozliczyć (bo nie bądźmy naiwni, że to byli wszyscy). A to kraj, gdzie usługi finansowe stanowiły główną gałąź gospodarki! Więc tam też kontakty pomiędzy politykami i banksterami musiały być bliskie. W pozostałych krajach „świata zachodniego” z prezesem banku się spotyka na raucikach, prezes sypie pieniążkiem do kieszeni polityków więc nic złego nie może go spotkać. Taka jest prawda – uczciwych obywateli płacących mordercze podatki się okrada w… Czytaj więcej »
piotr
Gość

A gdzie są ludzie którzy rozliczą genialnych dyrektorów, błyskotliwych menadżerów którzy opracowują schematy rozmowy i ustalają cele biznesowe banku czy każdej innej firmy finansowej, przecież pracownicy na sali obsługi nie wymyślają jak obsługiwać klienta tylko MUSZĄ realizować określone scenariusze a jak ich nie realizują to są nieudacznikami i grozi się ich się zwolnieniem.

pawełjerzy
Gość

Niestety, jest to prawda. W najgorszej sytuacji zawsze jest pracownik „front office”. Musi zrobić to, z czym przyszedł klient, a jednocześnie, a nawet bardziej zrobić to, co ma w planach nałożonych przez dyrekcję. Klient chcący założyć lokatę po pierwsze jest nagabywany o pożyczkę, a następnie o fundusze. Lokata nikogo nie interesuje, bo jej nie ma w planach sprzedażowych.

Sylvia
Gość

Takie sytuacje są godne wszelkiego pożałowania. Jawne oszukiwanie i naciąganie ludzi!!

Zbyszek
Gość

A ja takiego „skruszonego” pracownika banku/ubezpieczalni chciałbym zapytać jak daleko to jego „skruszenie” sięga.
Czy odda premie i nagrody które zyskał dzięki wciskaniu ludziom nawozu owiniętego w papierek, czy tylko ograniczy się do bicia w piersi i zrzucania winy na firmę.

Bo jak dla mnie tłumaczenie „ja tylko wykonywałem rozkazy / polecenia” jest jakoś mało strawne.

Agnieszka
Gość

Oj tak, zgadzam się z tym- pracuję w firmie, gdzie pomagamy odzyskać pieniądze i z polisolokat i z kredytów frankowych- z sukcesami. Dobrze, że chociaż tak można niektórym pomóc. Szkoda, że ludzie tak łatwo dają sobą manipulować i nie są bardziej ostrożni przy podpisywaniu tego rodzaju umów.

Z Ag
Gość

Łagodnie napisane. Nie są ostrożni? Naiwnosc w mojej ocenie to też jest eufemizm. Nawet nie chce mi się komentować tych Januszow i Grażyn. „Będzie pan zadowolony” wystarczy usłyszeć i można podpisywać w ciemno ryze papieru, czyż nie? I nie uwierzę, że dorosły człowiek biorąc kredyt frankowy nie ma pojęcia o kursie walut ani że frank to nie złotówka, nie jest to waluta polska. Litości. Gdyby nadal było taniej Janusze pewnie by dumnie ogłaszali zltowkowiczom, że nie są takimi jeleniami i oni to mają kredyt we frankach- jak to niegdyś bywało.

trackback

[…] Czytaj też: Bankowiec pod przysięgą: “Klienci nie mieli prawa rozumieć tych umów. My ich nie rozumieli… […]

Volvik
Gość

Warto przeczytać „Chciwość” Pawła Reszke.

Marcin
Gość

Dlatego ja nie chce mieszkać się w żadne kredyty potem mogą wyjść takie dzwine rzeczy i okazać się że nie wiadomo co podpisaliśmy.

trackback

[…] Czytaj: Skruszony bankowiec pod przysięgą. “Ludzie nie mieli prawa zrozumieć co podpisują” […]

trackback

[…] Czytaj też: Zeznania pracownika banku. „Klienci nie wiedzieli co kupują, my mieliśmy nie wnikać w szcz… […]

Ania
Gość

Również uważam że najlepiej nie ładować się w relacje z bankami czy innymi takimi instytucjami. na spokojnie da się zarobić na wszystko.

Darek
Gość

Ale banki tak specjalnie układają te umowy wszystkie i oferty żeby klient nie wiedział co podpisuje nie od dzisiaj wiadomo o takim zabiegu, tak podpisujesz i później masz problemy bo nagle wychodzą jakieś nieoczekiwane założenia przez ten podpis.

Moje Franki
Gość

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że człowiek traci zaufanie do instytucji, które miały być instytucjami zaufania publicznego. Po bankach przyszedł czas na kancelarie prawne, które wyczuły, że jest duża grupa klientów do obsłużenia (czytaj zarobienia na nich). Jako frankowicz nie mam ochoty wpaść z deszczu pod rynnę (czytaj zasilać finansowo kolejnej branży). Wychodzi na to, że trzeba na wszystkim znać się samemu. Prawnikiem nie jestem. Nie mam czasu na studiowanie prawa. Kto powinien zająć się uporządkowaniem tego całego bałaganu?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany