W wielkich bólach rodził się w ostatnich miesiącach francuski budżet państwa na 2026 rok. Wreszcie został „przepchnięty” przez Zgromadzenie Narodowe. Ale ogromnym kosztem: pod warunkiem zawieszenia reformy emerytalnej. Tej, która zakładała podniesienie wieku emerytalnego. Ile to będzie kosztowało i czy to oznacza, że w Polsce też już powinniśmy porzucić myśl o przymusie dłuższej pracy?
Kiedy w styczniu 2023 roku prezydent Emmanuel Macron zapowiadał wydłużenie wieku emerytalnego z 62 do 64 lat, chyba nie podejrzewał, że ten temat zjednoczy różne strony sceny politycznej w najmocniejszym proteście przeciwko jego flagowemu projektowi. Może – podobnie jak w Polsce – decyzja nie dość dobrze została wytłumaczona ludziom, a prezydent zbytnio zaufał swojej sile politycznej? Faktem jest, że po trzech latach prezydent przegrał.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Od lewej do prawej strony, z wyłączeniem prezydenckiego skromnego centrum, wszystkie siły polityczne są przeciw reformie emerytalnej. Prezydent zgodził się więc na jej zawieszenie do 2028 roku, by w spokoju dotrwać do końca swojej kadencji. Tylko czy Francję na to stać? I jaka lekcja płynie z wydarzeń we Francji dla innych krajów, w tym dla Polski?
Flagowy projekt drugiej kadencji prezydenta zakładał, że wiek emerytalny kobiet i mężczyzn będzie stopniowo podwyższany z 62 lat w 2023 roku do 64 lat w roku 2030. Reforma polegała również na zwiększeniu minimalnej liczby przepracowanych kwartałów potrzebnych do wypracowania państwowej emerytury (ze 168 do 172) i uporządkowaniu systemu, w którym przez lata nagromadziło się sporo zaszłości (emerytur sektorowych i resortowych).
Żeby mógł powstać nowy rząd, premier Sébastien Lecornu zaproponował, a deputowani przegłosowali, zawieszenie reformy do stycznia 2028 roku. W kwietniu 2027 roku mają się odbyć wybory prezydenckie, więc o kolejnych krokach będzie mógł decydować już nowy prezydent. Czy nowy prezydent nie będzie zakładnikiem decyzji w sprawie emerytur? Co na to finanse Francji, tak mocno nadwyrężone przez dekady szastania pieniędzmi?
NIEWYGODNA PRAWDA O TWOJEJ EMERYTURZE:
Zawieszenie reformy emerytalnej wywróci kasę państwa?
Według wielu ekonomistów i demografów kraje rozwinięte powinny podwyższyć wiek emerytalny. Powody są znane – żyjemy dłużej, coraz mniej osób będzie pracować, a co za tym idzie – płacić składki emerytalne, a coraz więcej z nas będzie pobierać emerytury. Tak jest we Francji, tak jest też w Polsce. W naszym kraju reforma emerytalna z roku 2012 przewidująca stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67. roku życia dla kobiet i mężczyzn została cofnięta w 2015 roku. I na razie – politycznie – temat zniknął.
We Francji reforma weszła w życie w 2023 roku i przewidywała stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego z 62 lat do 64 lat (bez różnicy dla kobiet mężczyzn). Zmiany, podobnie jak wcześniej w Polsce, miały być stopniowe i obejmować kolejne pracujące roczniki. Reforma, zamiast stać się akceptowanym przez społeczeństwo sposobem na poprawę efektywności systemu emerytalnego, stała się kością niezgody we francuskim życiu społecznym i politycznym.
Zawieszenie reformy było jednym z warunków poparcia obecnego rządu przez Partię Socjalistyczną, jedyną po lewej stronie sceny politycznej, która zgodziła się na taki półśrodek. Inne ugrupowania lewicowe chciały całkowitego odejścia od reformy, podobnie jak prawicowe Zjednoczenie Narodowe kierowane przez Marine le Pen. Co będzie dalej? Premier Sébastien Lecornu zapowiedział, że to, co budżet straci na zawieszeniu reformy, będzie musiał odzyskać w inny sposób – oszczędnościami. A dwa poprzednie rządy przewróciły się właśnie z powodu oszczędnościowych propozycji budżetowych.
Reforma emerytalna ma szansę stać się tykającą bombą nastrojów społecznych i stabilności finansów publicznych. Celem rządu jest mniejszy niż w poprzednich latach deficyt, który miałby wynieść tylko 5% PKB. To co prawda znacznie więcej, niż przewidują reguły fiskalne strefy euro (3% PKB), ale w obecnej sytuacji byłby to dla Francji i tak sukces. Redukcji deficytu żąda Komisja Europejska, która zakwalifikowała Francję, podobnie jak Polskę (nasz deficyt w tym roku to 7% PKB), do grona krajów z nadmiernym deficytem. Sytuację budżetu krytycznie oceniają też agencje ratingowe, które cięły ratingi kredytowe kraju, a także inwestorzy na rynku długu, którzy żądają wyższych rentowności obligacji skarbowych.
Dług publiczny Francji sięga już obecnie 112% PKB (dopuszczalny poziom to 60% PKB). Na grafice Eurostatu poniżej widać, w jakim miejscu wśród krajów europejskich pod względem równowagi budżetowej znalazła się Francja, w której sześć ostatnich lat, łącznie z 2025 rokiem, upłynęło pod znakiem deficytu zbliżonego do 5% PKB lub znacznie wyższego.

Kto zapłaci rachunek za cofniętą reformę?
Ile tak naprawdę będą kosztowały decyzje parlamentu? Według wstępnych szacunków francuskiego Ministerstwa Pracy zmiany polegające na zawieszeniu zasad reformy w 2023 roku będą kosztowały 300 milionów euro w 2026 roku, ale już 1,9 miliarda euro w 2027 roku. Ekonomista Nicolas Doze, komentator kanału LCI francuskiej telewizji publicznej TF1, twierdzi jednak, że te szacunki są zaniżone. Jego zdaniem całkowite koszty nie ograniczą się tylko do wąskiego obszaru związanego z koniecznością dofinansowania funduszu emerytalnego.
Ekonomista zwraca uwagę na utracone dochody systemu emerytalnego. Przecież ci, którzy przestaną pracować i przejdą w tym czasie na emeryturę, przestaną też wpłacać składki i dokładać się do wzrostu gospodarki. To realna strata nie tylko finansowa, ale też w zakresie kompetencji pracowniczych i potencjalnego wkładu do produktywności całej gospodarki.
Jeśli reforma emerytalna nie zostanie na nowo podjęta po 2027 roku, czyli po kolejnych wyborach prezydenckich, jej dalsze zawieszenie będzie coraz więcej kosztować. I tak Amélie de Montchalin, minister Finansów Publicznych, oszacowała, że może to być 5,8 mld euro w systemie emerytalnym w 2035 roku, ale będzie to także 13 mld euro mniej dla finansów publicznych w 2035 roku. Jeśli chodzi o budżet ubezpieczeń społecznych, po decyzji Zgromadzenia Narodowego według ministra pracy Jean-Pierre’a Farandou wyniesie on ponad 24 miliardy euro.
Deputowani nie chcieli jednak przegłosować zamrożenia inflacyjnej indeksacji emerytur i świadczeń socjalnych, co miałoby dać 3,6 miliarda euro oszczędności. Co w zamian? Aby zrekompensować niedobór z powodu zawieszenia reformy emerytalnej, Sophie Binet, sekretarz generalna największego francuskiego związku zawodowego CGT, proponuje podwyższenie podatków dla korporacji czy zwiększenie obciążenia dywidend składkami na ubezpieczenia społeczne.
Deputowani idący w tym kierunku zdecydowali np. o podwyżce podatku od dochodów kapitałowych (CSG) z 9,2% do 10,6%. Ma to jednak negatywny wpływ na odsetki naliczane od produktów oszczędnościowych, w których zwykli Francuzi trzymają pieniądze, takich jak ubezpieczenia na życie, pracownicze plany oszczędnościowe i plany oszczędnościowe na cele mieszkaniowe (PEL). PEL to konto oszczędnościowe, które umożliwia gromadzenie oszczędności, w zamian za co można uzyskać pożyczkę na korzystnych warunkach.
Aby sfinansować koszty zawieszenia reformy, rząd proponuje też mniejszy wzrost emerytur w 2027 roku oraz wyższą składkę od dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, co miałoby dać 3,8 mld euro oszczędności w 2027 roku, 4,9 mld euro w 2028 roku i 6,1 mld euro w 2029 roku. Dzięki temu budżet ma większe szanse, żeby powrócić do równowagi do 2030 roku.
TUTAJ WIĘCEJ O ZŁEJ SYTUACJI FINANSOWEJ FRANCJI:
Społeczeństwo, które samo się okłamuje
Na zawieszeniu reformy emerytalnej skorzysta, według szacunków rządowych, ok. 3,5 miliona przyszłych emerytów. Ponieważ jednak reforma została na razie jedynie „zawieszona”, kwestia wieku emerytalnego ponownie znajdzie się w centrum debat podczas kolejnych wyborów prezydenckich w 2027 roku. Zainteresowane będą wówczas osoby urodzone w 1966 roku, które osiągną wiek 62 lata i według zasad sprzed reformy, miałyby prawo do przejścia w tym wieku na emeryturę.
Na grafice dziennika SudOuest widać mechanizm zawieszenia reformy dla osób urodzonych w 1964 i 1965 roku. Pierwsza kolumna granatowa to rok urodzenia, kolumna seledynowa pokazuje wiek potrzebny do przejścia na emeryturę sprzed reformy (62 lata), kolumna zielona to wiek zgodny z reformą emerytalną, a kolumna czerwona to konsekwencje zawieszenia reformy. Kolejna część pokazuje liczbę przepracowanych kwartałów niezbędnych do przejścia na emeryturę. Kolumna seledynowa to wszędzie 168 kwartałów, po reformie z docelową liczbą 172, a na czerwono – po zawieszeniu reformy – 170 kwartałów.

„Francuskie społeczeństwo okłamuje samo siebie” – tak uważa Nicolas Dufourcq, szef Bpifrance, francuskiego publicznego banku inwestycyjnego, w rodzaju polskiego BGK, który wspiera rozwój firm i specjalizuje się m.in. w finansowaniu start-upów technologicznych. Dufourcq jest zdecydowanym przeciwnikiem zawieszenia reformy emerytalnej. Uważa, że to nie jest zgodne z interesami kraju. I poddaje pomysł na rozwiązanie patowej sytuacji. To szybkie wprowadzenie komponentu kapitałowego (czyli dodatkowych składek, które byłyby inwestowane na rynku kapitałowym).
Według szefa Bpifrance kwestia kolejnej reformy emerytalnej, ale tej polegającej na dodatkowym ubezpieczeniu kapitałowym, powinna znaleźć się jak najszybciej w agendzie polityków. „Im dłużej Francja będzie zwlekać, tym będzie to więcej wszystkich kosztować” – uważa. Pospiech powinien wynikać z szybkich zmian demograficznych i ze starzenia się francuskiego społeczeństwa. W konsekwencji kurczenia się liczby osób pracujących wysokość emerytur będzie w najbliższych latach spadać i konieczne będą coraz większe transfery z budżetu, na co może nie starczać środków.
Nicolas Dufourcq uważa, że choć decyzja premiera i Zgromadzenia Narodowego o zawieszeniu reformy emerytalnej została przyjęta przez Francuzów z zadowoleniem, to teraz przyszedł czas na to, żeby pokazać konsekwencje takich zmian. A są one dosyć trudne dla finansów publicznych i gospodarki, mogą być rujnujące dla stabilności systemu emerytalnego, ale mogą być jeszcze bardziej bolesne dla portfeli starszych osób. Cóż, na razie większość Francuzów się tym nie przejmuje i nie myśli o tym, co ich czeka na emeryturze.
„Duży odsetek narodu jest przekonany o słuszności swojego wyboru, podczas gdy jest to sprzeczne z interesami kraju. Będziemy musieli pracować dłużej i zmniejszyć relatywną hojność emerytur, zwłaszcza poprzez mechanizmy deindeksacji”.
Dufourcq dodaje, że ponieważ oddaliły się perspektywy nawet tak nieznacznej naprawy systemu emerytalnego jak wydłużenie wieku emerytalnego o dwa lata, wprowadzenie elementu kapitałowego jest konieczne, ale politycy muszą mieć świadomość, że taki komponent zacząłby przynosić znaczące rezultaty dopiero w perspektywie kilku dekad – co najmniej trzydziestu lat. Dopiero wtedy pozwalałby on na wygenerowanie odpowiednio wysokich wypłat, które byłyby satysfakcjonującym dodatkiem do obecnych świadczeń z publicznego systemu emerytalnego.
Diagnoza, która przyda się również w Polsce
Case francuski to w Europie już drugi po polskim przypadek wycofania się z przeprowadzanej w wielkich bólach reformy emerytalnej. Mimo że na razie nazywa się to zawieszeniem reformy emerytalnej, to kalendarz polityczny wyraźnie pokazuje, że może być bardzo trudno odwiesić raz zawieszoną reformę. Kandydaci na prezydenta w rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej będą prawdopodobnie oceniani w dużym stopniu na podstawie deklaracji dotyczących przyszłości emerytur i będą chcieli przypodobać się swoim wyborcom.
Czy w ciągu półtora roku, jakie pozostały do wyborów prezydenckich, społeczeństwo francuskie ma szansę odczuć na własnej skórze konsekwencje wycofania się ze zmian? To wątpliwe, jest za mało czasu, a skutki nie dotkną ludzi od razu, są rozłożone w czasie, rozpisane na wiele lat, nawet na dekady. Reforma emerytalna, flagowy projekt „macronizmu”, który miał postawić prezydenta Francji w rzędzie wielkich reformatorów narodu, prawdopodobnie zostanie na dłużej wycofana z realizacji. Co w zamian? Może odpowiednia edukacja i uporczywe pokazywanie długofalowych efektów?
Są osoby w Polsce, które z tego case’u Francji się cieszą. Oto Francja podąża śladem Polski. Vox populi vox dei. Społeczeństwo nie chciało reformy emerytalnej i wygrało swoją batalię o sprawiedliwość społeczną. Można i tak. Ale czy przykład Francji, która w dosyć chaotyczny sposób lata obecnie dziury w budżecie i przygotowuje się na długie lata cięć świadczeń społecznych i socjalnych czy nawet podwyżek podatków, nie powinien być dla nas ostrzeżeniem? Czy warto iść po bandzie z deficytami budżetowymi i długiem publicznym? Ryzykować koniecznością podwyżek podatków?
Taka może być konieczność. Kiedy stosunkowo młodzi jeszcze emeryci francuscy będą odpoczywać na swoich na razie jeszcze wysokich emeryturach, ich młodsi koledzy w firmach i instytucjach będą prawdopodobnie coraz więcej pracować i coraz więcej dorzucać się do podatków i składek publicznych. A w niedalekiej Danii ludzie z podobną perspektywą długości życia i długości życia w zdrowiu, będą pracować do 70 oku życia i dłużej. Za to nie generując problemów w finansach publicznych i obciążeniach podatkowych.
————————–
CZYTAJ TEŻ O EMERYTURZE:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz








