700-1400 zł na jedno dziecko – tyle ma w tym roku kosztować wyprawka szkolna. Dużo? Gros tych wydatków pokryją rodzicom… podatnicy

Większość rodziców i ich dzieci cieszy się wakacjami, ale firma Deloitte już liczy, ile wydamy na wyprawkę szkolną. Sklepy już w pierwszych dniach sierpnia wprowadzają do oferty szkolny asortyment. Wiecie co jest najlepsze? Że – jeśli dobrze wszystko policzyć – w tym roku wyprawkę szkolną niemal w całości pokryją rodzicom… wszyscy podatnicy

Na liście kosztów szkolnej wyprawki są nie tylko zeszyty, cyrkle, strój na W-F, ale też podręczniki. Ile na wyprawkę wyda statystyczna (reprezentatywna) polska rodzina? Z badań Deloitte wynika, że:

  • gospodarstwo domowe z jednym dzieckiem wyda 1388 zł
  • takie z dwojgiem dzieci – 1898 zł
  • a to z trojgiem dzieci – 2742 zł

Przeciętne wydatki w gospodarstwie domowym w związku z początkiem roku mają wynieść 1718 zł. To fura kasy! W tym momencie nie pozostaje mi nic innego, jak polecić 10 rad jak nie zbankrutować od wydatków szkolnych.

Liczby Deloitte są wyższe od tych z badań np. CBOS. Według ubiegłorocznego raportu tej firmy rodzice w zeszłym roku przeznaczyli na wyprawkę średnio 649 zł na jedno dziecko, a połowa rodziców przeznaczyła na ten cel mniej niż 500 zł. Gdyby uwzględnić wzrost cen – pewnie w tym roku wyszłoby 700 zł.

Skąd tak duże różnice? Tutaj 649 zł (za zeszły rok), a tam 1388 zł (prognoza na rok bieżący)? Jedne i drugie badania były wykonane zgodnie ze sztuką (Deloitte – metodą CAWI na próbie 1009 osób), ale różnica może tkwić w pytaniach. CBOS pytał o poniesione wydatki, a Deloitte o plany. Możliwe, że mamy tendencję do wyolbrzymiania kosztów.

Czytaj też: Szkolny wypadek młodej gimnastyczki i problem mamy. Dyrekcja przyznaje się do winy, a ubezpieczyciel odmawia. Bronimy mamy!

Czytaj też: Szkolna polisa dla twojego dziecka: jak uniknąć zakupu taniego badziewia? O co zapytać w szkole?

Poza tym z badań CBOS wynika inna ciekawa zależność – wydatki na wyprawkę są niższe, niż jeszcze 5-6 lat temu, gdy wynosiły prawie 900 zł na dziecko. Być może to zasługa tanich podręczników. Ale ostatnio ceny znów zaczęły rosnąć, a w koszyku zakupowym pojawiły się nowe pozycje takie jak subskrypcje za dostęp do oprogramowania, czy tablety i czytniki.

Kto zarobi na zakupach szkolnych? Królują raczej sklepy stacjonarne, a nie internetowe. I nie chodzi tylko o księgarnie, choć te respondenci wskazywali najczęściej (60%), ale przede wszystkim dyskonty, sieciówki i hipermarkety. Gdzie się podziały dawne tzw. sklepy papiernicze? Jeden z ostatnich na mojej ulicy zamknął się jakieś 5 lat temu.

500+, wyprawka 300 zł, darmowe podręczniki – i można się uczyć

Według autorów raportu Deloitte na dzieciach nie oszczędzamy – 51% rodziców zamierza przeznaczyć na wyprawkę tyle samo, co w roku ubiegłym, a 32% – więcej. Ale nie jest to związane z entuzjazmem zakupowym, ale z drożyzną. Jako główny powód większych wydatków ankietowani podają wzrost cen.

Ale rodzice nie mają co narzekać, bo w tym roku większość wydatków na wyprawkę szkolną zafundują im… wszyscy podatnicy. Podsumujmy: ile może „wyciągnąć” z państwowego budżetu rodzic w dwojgiem dzieci? Na początek rozszerzony program 500+ na każde dziecko – czyli 1000 zł (pierwsze osoby dostały już wypłaty świadczenia). Poza tym mamy program „Dobry Start”, przeznaczony stricte na wyprawkę szkolną – to kwota 300 zł i to przysługująca dziecku aż do 20. roku życia (o ile pociecha się uczy).  W sumie (500 zł na pierwsze i 500 zł na drugie dziecko oraz 600 zł – dwa razy „Dobry Start”) – mamy 1600 zł.

A jeśli dzieci są w szkole podstawowej, to w sporej części z listy odpadają wydatki na podręczniki, bo te są dostępne na miejscu, w szkole. Bezpłatne podręczniki i ćwiczenia przysługują wszystkim klasom klas szkół podstawowych (gimnazjów już nie ma).

Wynika z tego, że z kwoty 1898 zł deklarowanych wydatków na wyprawkę, pokryć musimy tylko różnicę między transferami, a wydatkami, czyli jedynie 298 zł. Gdyby dodać do tego wyprawkę, którą organizują dla swoich pracowników niektóre zakłady pracy, to wychodzi na to, że koszt posłania dziecka do szkoły pokrywany z kieszeni rodzica nie jest większy niż… obiad w średnio dobrej restauracji.

Nie wiem tylko czy jest się z czego cieszyć. Wszyscy podatnicy (bogaci i bardzo biedni) składają się na wydatki rodziców, tych biednych i tych bogatych, a nie do tych, którzy najbardzej tego potrzebują. Zwolennicy tego rozwiązania powiedzą, że przynajmniej niepotrzebne jest już „bykowe”, czyli podatek od bezdzietności. Sprawę preferencji podatkowych za posiadanie dzieci załatwiły koncertowo transfery socjalne, które w Polsce są godne najzamożniejszych krajów świata.

Czytaj też: Strajk nauczycieli. Ile „sprawiedliwie” powinien zarabiać belfer? Ile dziś naprawdę zarabia, dodając to, co otrzymuje „w naturze”? Liczę!

Czytaj też: Zaraz pierwsza wywiadówka, więc będą zbierać składki na ubezpieczenie dzieci. Może lepiej ubezpieczyć dziecko samemu? Prześwietlamy!

Czytaj też: Rząd (niechcący) pokazał co czeka nauczycieli w Polsce? Ilu zostanie bez pracy? Policzyłem „etatouczniogodziny” i… wszystko jasne

Czytaj też: Nauczyciele mało zarabiają, więc… uciekają w korepetycje. Ile wydajemy na „korki”? I co by było, gdyby ich nie było? Liczymy!

źródło zdjęcia tytułowego: Rawpixel/Pixabay

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss