26 maja 2019

Szkolny wypadek młodej gimnastyczki i problem mamy. Dyrekcja przyznaje się do winy, a ubezpieczyciel odmawia. Bronimy mamy!

„Nasza córka miała wypadek w szkole i wymagała pomocy lekarskiej oraz rehabilitacji. Kontakt z ubezpieczycielem przypomina walkę Dawida z Goliatem, możecie Państwo ruszyć z odsieczą?” – napisała do nas mama 11-letniej Weroniki. Ruszamy na ratunek, ale procę zostawiamy w domu!

Czy szkoła może być bardziej niebezpiecznym miejscem niż… szyb górniczy? Owszem, np. w 2014 r. w szkolnych wypadkach ciężko rannych zostało 136 uczniów, a 44 zmarło. W kopalniach – dwa razy mniej. W ubiegłym roku szkolnym bilans był mniej tragiczny, chociaż też można dostać gęsiej skórki – w szkołach zmarło 12 uczniów. Głownie na zajęciach WF-u, ale też wycieczkach, czy na przerwach. Szczegółowe dane są pod tym linkiem.

Rok w rok w szkołach dochodzi do kilkudziesięciu tysięcy wypadków, zwykle są to złamane ręce, nogi, nosy, skaleczenia i stłuczone kolana. Najwięcej w podstawówkach, w których szczególnie trudno opanować energię młodych ludzi. To daje do myślenia. Gdy we wrześniu będziemy wybierać polisę od następstw nieszczęśliwych wypadków – być może warto będzie ją „doinwestować” i niekoniecznie wybierać tę, która podsuwa nam pod nos szkoła (wielu rodziców ciągle myśli, że to ta polisa jest obowiązkowa). 

Dzisiajsza historia będzie właśnie o szkolnym wypadku i potłuczonych kolanach, przez które kariera młodej sportsmenki zawisła na włosku. Kto za to zapłaci?

Kłopot z kolanem, SOR i NFZ, czyli przepis na fuszerkę

Zgłosiła się do nas pani Dorota, której córka – 11-letnia Weronika – miała przed rokiem wypadek w szkole. Od tego czasu pani Dorota toczy boje z różnymi instytucjami, zwłaszcza z  gminą i ubezpieczycielem. Rady nie dał nawet Rzecznik Finansowy. W tej sytuacji ostatnią instancją staliśmy się my.

Córka pani Doroty od 5. roku życia trenuje gimnastykę artystyczną, jeździ na zawody, ćwiczy w szkole i po szkole.  W wiadomości do nas wspomina feralny lutowy dzień 2018 r.

„Po dzwonku na przerwę obiadową uczniowie rzucili się, by zbiec do stołówki. W okolicach schodów powinien być nauczyciel dyżurujący, ale – jak przyznał wicedyrektor – nie doszedł na miejsce dyżuru. Weronika najprawdopodobniej została popchnięta lub straciła równowagę w tłumie. W efekcie spadła ze schodów i uderzyła mocno kolanem o posadzkę. Zostaliśmy, jako rodzice, wezwani do szkoły. Zawieźliśmy Weronikę na SOR i tam lekarz stwierdził, że nie ma złamania, zapewne to tylko stłuczenie. Zalecenie dotyczyło oszczędzania kończyny, leczenia przeciwbólowego i okładów. Zalecono nam też ewentualną kontrolę ortopedyczną, gdyby sytuacja się nie poprawiła”

Wydawało się, że sprawa nie jest poważna, ale kolano się nie goiło. Weronika nie mogła stanąć na uszkodzonej nodze, przestała trenować, chodziła o kulach. Pani Dorota poszła z córką do ortopedy, który zalecił badanie USG. Ponieważ na badanie na NFZ czeka się kilka miesięcy, rodzice zrobili je prywatnie. Diagnoza? Weronika ma naderwane więzadło poboczne, stąd ogromny ból i brak możliwości prostowania lub stawania na kolanie.

W tym opisie jak w soczewce widać bylejakość polskiej służby zdrowia. Po pierwsze mamy kolejny kamyczek do ogródka na temat złego funkcjonowania SOR-ów. Badanie na szybko, pobieżne i w efekcie błędne. Potem wizyta u lekarza i skierowanie na USG, którego w nie dało się przeprowadzić w rozsądnym terminie w ramach NFZ. Czytelniczka musiała zapłacić, żeby na cito zrobić USG kolana. Zapewne tak właśnie wygląda procedura leczenia większość stłuczeń i złamań w Polsce.

Czytaj też: Bardzo drogie ubezpieczenie OC? Sprawdź w sieci dlaczego cię tak potraktowali. I czy mieli rację

Czytaj też: Pożar strawił dobytek pani Agaty. Czytelniczka od czterech lat walczy o odszkodowanie za remont. Problem spłuczki i nie tylko

Dlaczego nie było polisy NNW?

Porządna diagnoza pomogła w wyleczeniu chorego kolana, choć rehabilitacja trwała kilka miesięcy. Gdy sytuacja zdrowotna córki została wreszcie opanowana, pani Dorota zaczęła się interesować kwestią ubezpieczenia. Wypadek zdarzył się w szkole. Zwykle w takich okolicznościach rodzice korzystają z polisy od następstw nieszczęśliwych wypadków. To polisy, które hurtowo są wciskane rodzicom w szkołach, a których zakres działania jest adekwatny do niskiej, często zaledwie kilkunastozłotowej ceny.

Czytaj nasz poradnik:Szkolna polisa dla twojego dziecka: jak uniknąć zakupu taniego badziewia? O co zapytać w szkole?”.

Jednak pani Dorota – choć nie kupiła dla swojej córki polisy NNW w szkole, nie kupiła jej też samodzielnie, wybierając lepszej jakości ochronę w ramach polisy indywidualnej. Powód? Doszła do wniosku, że jej dziecko ubezpiecza… miasto, czyli organ prowadzący szkołę.

„Znając temat ubezpieczeń szkolnych NNW wiem doskonale, że mało kosztują i zwykle mało dają. Od 9 lat prowadzę Stowarzyszenie Rodziców, w którym zajmujemy się tematami edukacyjnymi. Wielokrotnie uczestniczyłam  dyskusjach medialnych (np. audycjach radiowych) odnośnie ubezpieczeń i polis. I za każdym razem słyszałam od przedstawicieli władz miasta, że rodzice nie muszą się martwić o NNW, bo miasto ma wykupioną polisę OC i jeśli wypadek zdarzy się na terenach szkoły lub w czasie zajęć szkolnych (np. na wycieczce), to z tej polisy można korzystać. I że z tej polisy otrzymuje się dużo więcej pieniędzy z tytułu odszkodowania, niż z„uczniowskiej” polisy za 30 zł rocznie”

Pani Dorota postanowiła więc iść ścieżką odpowiedzialności cywilnej organu prowadzącego szkołę. W tym przypadku ubezpieczycielem dostarczającym polisę OC dla miasta była firma ubezpieczeniowa Uniqa. Szkoła przyznała się do faktu, że nauczyciel przyszedł na miejsce dyżuru już po zaistnieniu wypadku, więc droga do odszkodowania wydawała się otwarta. 

Czytaj też: Zaraz pierwsza wywiadówka, więc będą zbierać składki na ubezpieczenie dzieci. Może lepiej ubezpieczyć dziecko samemu? Prześwietlamy!

Czytaj też: Jak zaoszczędzić 100-200 zł na wydatkach szkolnych? Oto moje patenty. Sprawdzone osobiście!

Odszkodowanie, straty moralne i cierpienie

Pani Dorota podeszła do kwestii odszkodowania holistycznie i zawnioskowała o: zwrot poniesionych kosztów badań, koniecznych dojazdów do przychodni, na rehabilitację i na lekcję.

„Wypadek Weroniki wykluczył ją ze startów w profesjonalnych zawodach gimnastycznych na pół roku i zmarnowane zostały wcześniejsze przygotowania. Musieliśmy ponieść koszty wymiany sprzętu i wymaganych przepisami strojów sportowych, zawnioskowałam również o odszkodowanie z tego tytułu. Dodatkowo pojawiła się kwestia kosztów dodatkowej opieki w domu, w czasie leczenia i wizyt lekarskich (musieliśmy przeorganizować nasze życie zawodowe pod potrzeby córki z tym związane, normalnie jest dość samodzielną osobą). Wreszcie, za poradą firmy odszkodowawczej, zawnioskowałam również o zadośćuczynienie z uwagi na straty moralne i cierpienia

Jakież było zdziwienie pani Doroty, kiedy okazało się, że firma Uniqa odmówiła uznania szkody, argumentując to brakiem winy szkoły. Nie uwzględniła ustaleń protokołu powypadkowego i stwierdziła, że nie ma podstaw do wypłaty odszkodowania.

Ubezpieczyciel początkowo twierdził, że skoro wypadek miał miejsce zaraz po dzwonku, to nauczyciel nie miał szans dojścia na miejsce dyżuru. Pani Dorota w reakcji poprosiła szkołę o dodatkowe wyjaśnienia i na tej podstawie złożyła kolejne odwołanie. Również broker ubezpieczeniowy występujący w imieniu gminy wskazał, że decyzja o odmowie odszkodowania była błędna.

Następne pismo od firmy Uniqa było już częściowo pozytywne. Uznali szkodę i przyznali odszkodowanie – ale tylko za część kosztów. Po kolejnym piśmie dorzucili jeszcze kilkaset złotych. 

Czytaj też: Te banki uczciwie informują o cenach kredytów szkolnych. Ale czy to co uczciwe jest też tanie? Sprawdzam!

Czytaj też: Wykwintna kolacja w Londynie kosztowała pana Tomasza 30.000 zł. Ktoś zwędził z portfela jego karty. Ale bank klientowi nie wierzy

Ekipa Samcika wchodzi do akcji

Mijały miesiące, pani Dorota główkowała co jeszcze może zrobić.  Poprosiła o wstawiennictwo Rzecznika Finansowego. Ale ten nic nie wskórał. Pani Dorota odezwała się więc do nas, żebyśmy spróbowali pomóc. Przystąpiliśmy do działań. Przeanalizowaliśmy sprawę i uznaliśmy, że warto mimo wszystko powalczyć. Po naszej wiadomości ubezpieczyciel obiecał, że jeszcze raz przypatrzy się sprawie.

Po kilku dniach czytelniczka wróciła do nas z dobrymi wieściami. Jak wynika z jej relacji, okazało się, że „w drodze indywidualnego rozpatrywania sprawy” firma zaproponowała podniesienie kwoty dotychczas przyznanego odszkodowania do łącznej kwoty ponad 5.000 zł  (odszkodowanie i zadośćuczynienie).

„Myślę, że to Pana zbawienny wpływ zmiękczył twarde serca ubezpieczyciela i postanowił jeszcze raz wrócić do negocjacji i przyznać znacznie większą kwotę, niż nam wcześniej proponowano. W imieniu swoim i Weroniki serdecznie dziękuję za pomoc i wsparcie. Cokolwiek zrobiliście – podziałało!!!”

Cała przyjemność po naszej stronie. Dziwne, że pani Dorota musiała przechodzić takie boje o raptem 5.000 zł. Gdyby chodziło o 50.000 zł czy 500.000 zł zadośćuczynienia za krzywdy 11-letniej córki, to byśmy zrozumieli. Mimo wszystko nie mamy pewności czy to jest dobry pomysł, by nie ubezpieczyć się w szkole i nie wykupić prywatnej polisy indywidualnie, tylko liczyć na OC wykupione przez organ prowadzący szkołę. 

 

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
TomaszkrzyszpMaciej SamcikWykrywaczspamuMisiek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomasz
Gość
Tomasz

Mój syn miał złamaną nogę w żłobku i też odmówili odszkodowania z polisy od bo nie przyczyniły się do tego osoby trzecie mało tego oddając nam dziecko do domu nawet nas niepoinformowali że dziecko miało wypadek i tak to wygląda.Totalna porażka mimo iż ogłosiliśmy wypadek na policję.

Ubezpieczyciel
Gość
Ubezpieczyciel

Wykup ubezpieczenie i to najlepiej jak najwyższe, a my Ci pokażemy, że odszkodowania nie dostaniesz w razie wypadku, a co najwyżej 2% tego co obiecywaliśmy…po wielu wojnach z prawnikami, prezydentem i papieżem.
Nie kup ubezpieczenia, a wmówimy Tobie i wszystkim, że to bardzo niebezpieczne i nieodpowiedzialne zachowanie, bo każde ubezpieczenie gwarantuje Tobie i Twojej rodzinie spokój i bezpieczeństwo w razie nagłych wypadków.
Podpisano:….firma ubezpieczeniowa

Misiek
Gość
Misiek

Nie ma co liczyć na towarzystwa ubezpieczeniowe. Też się namęczyłem, bo po wypadku mi wypłacono odszkodowanie takie, że tylko usiąść i płakać, nie wiem czy na miesiąc rehabilitacji by mi starczyło. Musiałem uruchomić ludzi z Funduszu Odszkodowań Komunikacyjnych, żeby dostać przyzwoite odszkodowanie. Ale ile człowiek się naużera to jego.

Wykrywaczspamu
Gość
Wykrywaczspamu

Uwaga: powyzej wpis SPAMERA! Autorze usun naganiacza!

Maciej Samcik
Admin

Dopsz

krzyszp
Gość
krzyszp

„Mimo wszystko nie mamy pewności czy to jest dobry pomysł, by nie ubezpieczyć się w szkole i nie wykupić prywatnej polisy indywidualnie, tylko liczyć na OC wykupione przez organ prowadzący szkołę. ”

To w takim razie po co takie ubezpieczenie wykupowane przez „organ”?

Tomasz
Gość
Tomasz

Dokładnie! Przecież ten organ wykupił polisę za nasze podatki, a dokupienie polisy prywatnie to dwa razy płacenie za to samo

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin