Jak bardzo wojna w Ukrainie podbije ceny w polskich sklepach? Nie tylko drogie paliwo i gaz. W szoku jest też rynek wyrobów stalowych. „Nie ma z czego produkować”

Jak bardzo wojna w Ukrainie podbije ceny w polskich sklepach? Nie tylko drogie paliwo i gaz. W szoku jest też rynek wyrobów stalowych. „Nie ma z czego produkować”

Już niedługo wszyscy odczujemy w portfelu wzrost cen spowodowany wojną. Wiadomo, że drogie będzie paliwo, gaz w naszych mieszkaniach oraz pszenica i kukurydza, których Rosja i Ukraina są ważnym dostawcą. Ale mało kto widzi, że popalić dadzą nam też ceny stali, a także wyrobów hutniczych. Zobaczymy to w sklepach, ale uderzy w nas to z opóźnieniem, ale za to bardzo mocno. Dziś stali na rynku jest tak mało, że niektóre huty nie mają z czego produkować. A stal jest składnikiem mnóstwa produktów. A także często podstawą konstrukcji naszych domów i mieszkań

Zobacz również:

Od kilku dni wojna w Ukrainie jest głównym tematem w mediach. Wszyscy od początku domyślali się, że rosyjska agresja przełoży się na konsekwencje cenowe surowców energetycznych. Ropa brent przekroczyła już cenę 110 dolarów za baryłkę. Rosja jest przecież drugim/trzecim na świecie eksporterem tych surowców. Wzrost cen ropy naftowej, gazu ziemnego, węgla był do przewidzenia. Niewiadomą była tylko skala, która zależała m.in. od sankcji, które świat zdecyduje się nałożyć na Rosję. A tych przybywa z każdym dniem.

Zgodnie z przewidywaniami wzrosły też ceny pszenicy (Rosja i Ukraina odpowiadają za prawie 30% światowego eksportu) oraz rzepaku. To wszystko (z opóźnieniem) odbije się na cenach detalicznych. Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na inną branżę, która przeżywa zawirowanie związane z wojną, o której się tyle nie mówi, a której wpływ na ceny też jest bardzo znaczący. Mam na myśli wyroby stalowe.

Rosja jest piątym największym na świecie eksporterem żelaza i stali (sprzedaje jej za 20 mld dolarów rocznie). Największym są Chiny (sprzedają rocznie stal za ok. 40 mld dolarów), potem jest Korea Południowa, Japonia i Niemcy (po ok. 25-30 mld dolarów rocznej sprzedaży za granicę)

Szok na rynku hutniczym: ceny stali „nieskończone”

Pół roku temu pisałem, że ceny stali są bardzo niedoceniane przez społeczeństwo (chyba, że ktoś akurat buduje dom, wtedy zwykle zdaje sobie sprawę, jak duża część elementów konstrukcyjnych zawiera ten komponent). A to błąd, bo wyroby hutnicze wykorzystuje się w bardzo wielu miejscach i branżach. Cały tekst dla przypomnienia tutaj, jeśli chcesz wiedzieć, w których produktach są „zaszyte” ceny stali, a teraz zaznaczę tylko, że stal stanowi od kilku do kilkunastu procent (a często więcej) wartości wielu produktów w sklepach.

Rynek stali – a więc i automatycznie rynek produktów stalowych – rozregulowała pandemia Covid-19. A trwająca wojna jest kolejnym uderzeniem w ceny na rynku wyrobów hutniczych. Rok temu, podczas odbudowy gospodarki po pandemii, ceny rosły z dnia na dzień, a oferty zakupu zmieniały ceny co 24 godziny. Teraz jest jeszcze gorzej, bo z moich informacji wynika, że wiele firm pośredniczących w handlu surowcem po prostu wstrzymało przyjmowanie ofert zakupu stali. Wszyscy czekają na rozwój sytuacji.

To nie dotyczy tylko wielotonowych zamówień, ale nawet małych kawałków stali. Z racji wykonywanej pracy słyszałem wiele historii o tym, że ktoś chciał kupić jakiś kształtownik albo mały arkusz blachy (np. 10 x 1000 x 2000 mm) i mu się to nie udało. Duzi sprzedawcy stali w tym momencie nie oferują jej w ogóle, a mniejsze firmy handlowe korzystają z sytuacji (tak jak niedawno robiły niektóre stacje benzynowe) i windują ceny do niespotykanych poziomów. Dla dobrze zorientowanych: na blachę konstrukcyjną widziałem oferty przekraczające cenę 9 zł za kg.

Czytaj też: Ukraina zaatakowana przez armię Rosji. To może być koniec ery spokoju w Europie. Zamiast handlu – sankcje i embargo. Jak możemy pokonać Putina?

Branża hutnicza ledwo się pozbierała po szoku covidowym

Problem dotknął nie tylko Polskę. Poniżej wiadomość, którą do kontrahentów rozesłała jedna z dużych hut europejskich. W największym skrócie: „nie mamy z czego produkować”. Dalej dodają nawet, że nie są w stanie zagwarantować terminowej dostawy już złożonych zamówień. Plany logistyczne w wielu firmach się mogą posypać.

Huty wstrzymują ofertowanie
Huty wstrzymują ofertowanie

A zapasy? W tej branży nie jest się tak łatwo zatowarować. Zmagazynowanie 1000 ton blachy nie jest tym samym co zmagazynowanie 10 000 telefonów komórkowych, więc wiele firm zamawia materiał na bieżąco. A teraz zostały odcięte od możliwości zamawiania (w tym być może od już złożonych zamówień). Firmy posiadające długoterminowe umowy też nie mogą spać spokojnie, bo wojnę najczęściej można podciągnąć pod siłę wyższą i w przypadku braku realizacji kontraktu można się wywinąć od kar umownych (wszystko zależy od konkretnej umowy).

Co będzie z cenami, jak szok minie i stal znów będzie handlowana? Słychać głosy, że stal konstrukcyjna przekroczy cenę 6 zł za kg. Przed wybuchem wojny kosztowała poniżej 5 zł. Jeżeli jakaś elektrociepłownia (lub inny zakład) zużywała rocznie 100 ton stali, to – przy wzroście ceny o 25% – jej wydatki na stal zwiększą się o 120 000 zł! A wiele zakładów zużywa nie 100, a 1000 ton lub więcej.

Niektóre firmy handlowe spekulują, że po wojnie – biorąc pod uwagę sankcje i ograniczenie wymiany handlowej na świecie – stal konstrukcyjna może kosztować raczej ok. 9 zł za kilogram, czyli nawet dwa razy więcej niż przed wojną. Niektóre przedsiębiorstwa będą miały problem z płynnością (szczególnie jeżeli mają podpisane długoterminowe, nienegocjowane cenowo umowy na sprzedaż swoich produktów, a utracą możliwość otrzymania dostaw surowca po cenach gwarantujących rentowność), a inne po prostu podniosą swoje ceny.

Czytaj też: Niemcy: przebudzenie mocy i… węgla. Co oznacza dla nas energetyczna wolta Berlina? Ułatwi nam życie czy utrudni?

Dlaczego stal jest coraz droższa?

Pierwsze pytanie, które Wam się pewnie nasunie, to dlaczego stal drożeje skoro Polska hutami stoi? No więc muszę Was rozczarować: już nimi nie stoi, a nawet nie stoi już obok nich. W 2004 r. aż 57% stali pochodziło z produkcji krajowej. Po piętnastu latach, czyli w pierwszej połowie 2021 r., aż 80% stali wykorzystywanej w Polsce pochodziło z importu. Co trzecia importowana tona przyjechała spoza Unii Europejskiej. Polskie huty nie wytrzymały konkurencji i zmniejszyły produkcję, a teraz nie są w stanie sprostać rosnącemu popytowi.

Wyroby stalowe struktura dostaw
Wyroby stalowe struktura dostaw

Na poniższym wykresie zobaczycie import stali spoza Unii Europejskiej do Polski. Co się rzuca w oczy? Po pierwsze stały wzrost importu stali do Polski. Po drugie dostawcy stali: najwięcej importowaliśmy z Rosji, druga była Ukraina, a trzecia Białoruś. Nie muszę chyba przypominać, że akurat te trzy kraje są zaangażowane w trwającą wojnę.

To oznacza, że Polska poniesie spore konsekwencje z tytułu ewentualnych sankcji i ograniczeń w imporcie stali z terenów wrogich nam państw (nie wiadomo z kolei, jaki będzie potencjał produkcyjny Ukrainy i jaka część z niego znajdzie się w rękach Rosjan).

Import stali do Polski
Import stali do Polski

Wszyscy wiedzieli, że nie jest to zbyt bezpieczna sytuacja dla polskiej gospodarki, ale luka, zamiast się zmniejszać, pogłębiała się z każdym rokiem. Ponadto polskie huty odpowiadające za te 20% zużycia nie wytwarzają stali z powietrza. Nie wdając się w nudne szczegóły technologiczne, sposobów na wytwarzanie stali jest kilka i każda huta korzysta z innego. Wiele hut nawet nie posiada już swojej stalowni,

Można wykorzystywać kęsiska, które często trzeba zaimportować (właśnie z Ukrainy, Rosji lub Brazylii). Można kupić złom, którego ceny są ściśle związane z cenami stali, a wiec też rosną. Można zużywać rudę żelaza, która nie jest wydobywana w Europie (na poniższym rysunku widać, że właściwie tylko Szwecja i Norwegia posiadają wystarczający zapas tego surowca – im ciemniejszy kolor tym większe wydobycie danego kraju).

Wydobycie rudy żelaza na świecie
Wydobycie rudy żelaza na świecie, za Wikipedią

Niezależnie od metody produkcji, dosyć mocno w proces zaangażowana jest Rosja, Ukraina i Brazylia. Pierwsze dwa kraje są obecnie w stanie wojny i łańcuch dostaw jest – delikatnie pisząc – niepewny, a trzeci ledwo co pozbierał się po spowolnieniu covidowym i zatorze w dostawach, a więc nie da rady sprostać wszystkim oczekiwaniom. No i dostawy z Brazylii nie nadejdą z dnia na dzień.

Czytaj też: Rosja bankrutuje na raty: nie zapłaci dziś inwestorom odsetek za obligacje. Banki nie oddają gotówki klientom, a kurs rubla trzyma się dzięki… kradzionym pieniądzom

Wojna w Ukrainie a ceny stali: słaby złoty i drożejąca energia nie pomagają

Sytuacji nie poprawiają notowania naszej waluty. Wizja wojny przy naszej wschodniej granicy wystarczająco wystraszyła inwestorów zagranicznych (a pewnie i co niektórych polskich), którzy zaczęli w panice wyprzedawać polską walutę. Ostatnio euro kosztowało już ponad 4,80 zł. Najdroższy od niemal dwóch dekad jest też dolar. NBP i Ministerstwo Finansów próbują ratować sytuację, ale nie wiadomo, czy to pomoże.

Takie wahania złotego nie poprawiają sytuacji na rynku hutniczym. Większość stali jest rozliczana w euro. Są też huty w Polsce, ale sprzedane kapitałowi zagranicznemu, które też rozliczają się w euro. W rezultacie z powodu słabego złotego stal będzie jeszcze droższa, niż byłaby, gdyby „oberwała” tylko wojenną zawieruchą.

Produkcja w Polsce (i nie tylko) nakręca się też nawzajem. Na przykład: huty zużywają prąd, który drożeje, a więc rośnie cena stali. Jednocześnie elektrownie zużywają… stal, której cena też rośnie, a więc znowu będą rosnąć ceny prądu. Istna spirala, a taka sieć powiązań jest szeroka. A to wszystko przełoży się na ceny detaliczne w sklepach.

Nie jestem w stanie wyliczyć, jak bardzo zawirowania na rynku hutniczym przełożą się na ceny w sklepach, ale – patrząc na dynamikę wzrostów – zapłacimy więcej za wiele produktów. O kilka procent, może o kilkanaście. Klienci detaliczni obecnie obrywają z każdej strony. Inflacja już była wysoka przed wojną, teraz gwałtownie rosną ceny surowców, a złoty się osłabia. Nie chcę być złym prorokiem, ale niedługo możemy mieć w Polsce duży spadek tzw. stopy życiowej, bo coraz mniej firm będzie w stanie refundować swoim pracownikom podwyżki cen w sklepach.

Zdjęcie główne: herbert2512 / pixabay

Subscribe
Powiadom o
13 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Grunwi
5 miesięcy temu

To nie ma znaczenia. Po tym, co dzieje się w Rosji, w której Putler jeszcze zyskuje poparcie są właściwie czarną dziurą gospodarczo – ich zasoby nie mają już znaczenia, bo są zbyt niepewnym partnerem – delikatnie mówiąc.

Wrzód trzeba przeciąć i dostosowywać się do nowej rzeczywistości, starej już nie ma i nie wróci. Nie ma odwrotu. Wolę dopłacać do paliwa, prądu, gazu i stali niż oglądać ruskie bomby termobaryczne i kasetowe lecące w kierunku cywilnych celi w naszym kraju.

Max
5 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

Zaraz Sałdowie coś odwalą, bo są takimi samymi psychopatami jak Putin, i co będziesz lał do baku ?

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Max

Wreszcie modna stanie się komunikacja miejska

Łukasz
5 miesięcy temu

Myślę, że wypada przeprosić tych, których obrażali Państwo jako głupich. Tych, którzy robili trzy dni temu zapasy paliwa na stacji. O tamtego czasu cena wzrosła już o 20% i leci w górę. Czy nadal podtrzymuje Pan, Panie Marcinie, że nadal nie warto?

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Oczywiście, że nie warto. Ile tego tańszego o 20% paliwa można zatankować? 50 litrów? Ile dzięki temu udało się zaoszczędzić? 20 zł? Durnota

KATARZYNA
5 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie zawsze chodzi o oszczędności,może zaistnieć sytuacja,że paliwa nie będzie na stacjach i wtedy ten co zatankował będzie się śmiał z takiego jak Pan,który się teraz śmieje z tych co tankowali na zapas.

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  KATARZYNA

Ale jeśli paliwa nie będzie na stacjach to tylko przez tych, którzy boją się, że nie będzie paliwa na stacjach 🙂

MaciejW
5 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Dokładnie. Samospełniająca się przepowiednia. Co mi przypomina pewnego genialnego autora: „Iloraz inteligencji tłumu jest równy IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników.” (Terry Pratchett, „Maskarada”)

Edyta
5 miesięcy temu
Reply to  KATARZYNA

I ile kilometrów zrobi ten co zatankował? 600? 800? 900?
Sami sobie bat kręcicie.

MaciejW
5 miesięcy temu

Niepokojąca wiadomość. Stal jest niezbędna do zwiększenia produkcji energii. Jest niezbędna do uniezależnienia się od rosyjskich surowców energetycznych. Jest potrzebna zarówno do budowania farm energii odnawialnej jak i do produkcji maszyn wydobywających węgiel.

Totti
5 miesięcy temu

Artykuł dobry merytorycznie, ale na Boga – czy autor mógłby wytłumaczyć w jaki sposób elektrociepłownie zużywają corocznie stal? (proponuję użyć innego przykładu)

Admin
5 miesięcy temu
Reply to  Totti

Prześledzimy jeszcze raz proces technologiczny i udzielimy wykrętnej odpowiedzi 🙂

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!