2 stycznia 2020

Uber Lex miało oczyścić rynek z kierowców bez licencji. Zamówiłem Ubera i Bolta, by sprawdzić, jak działa nowe prawo. Gdzie dojechałem?

Od kilku dni obowiązuje Uber Lex, ale jeśli myślicie, że Uber i Bolt stanęły z braku kierowców posiadających wymagane od 1 stycznia licencje – jesteście w błędzie. Sprawdziłem na własnej skórze jak (nie) działa nowe „prawo taksówkowe”. Policja i Inspektoraty Transportu Drogowego podobno mają łapać kierowców bez licencji, ale wynik tej bitwy nie jest przesądzony

Ten rok ma przynieść nowe zasady gry ma rynku przewozów osób. Działające do tej pory w „szarej strefie” firmy technologiczne, takie jak Uber, czy Bolt, zostały objęte przepisami prawa – specjalnie dla nich wymyślono definicję pośrednika i określono wymogi, jakie musi spełniać.

Dookreślono też, że wszyscy, którzy wożą ludzi (nieważne, czy przyjmują zlecenia jako pracownicy korporacji taxi, czy jako wolni strzelcy – od Ubera) muszą mieć licencję. Warunki jej uzyskania co prawda znacząco zliberalizowano, ale mimo wszystko kilka papierków trzeba wypełnić. A to może zająć kilka tygodni.

Czytaj więcej: Oto pięć rzeczy, na które musisz uważać po 1 stycznia, gdy wejdzie w życie Uber Lex

Kierowcy Ubera: „centrala powiedziała, że możemy nadal jeździć”

Teoretycznie więc kierowcy Ubera, czy Bolta powinni na te kilka tygodni zawiesić kluczyki do samochodu na kołku i oddać pole taksówkarzom, którzy licencje już mają, bo zdobyli je wcześniej, na „starych”, bardziej restrykcyjnych zasadach.

Sprawdziłem, czy rzeczywiście tak jest. I czy nie da się już zamówić samochodu Ubera, zaś korporacje zatrudniające taksówkarzy posiadających „od zawsze” licencje, nie mogą opędzić się od klientów.  Okazuje się, że… nic się nie wydarzyło. Zarówno Uber, jak i Bolt nadal jeżdżą po ulicach, choć ich kierowcy nie mają licencji (przed 1 stycznia uważali, że mieć ich nie muszą, a teraz – jeszcze nie zdążyli wyrobić ich na nowych zasadach).

Moi wysłannicy pojeździli 2 stycznia po Warszawie samochodami Ubera i Bolta, „przesłuchując” kierowców na okoliczność licencji. Od kierowcy Ubera dowiedzieliśmy się, że firma poinformowała go e-mailem o trzymiesięcznym okresie przejściowym, w którym może jeździć bez licencji. Dopiero po tych trzech miesiącach – jeśli jej nie „zorganizuje” – firma wyłączy mu aplikację, a więc i możliwość przyjmowania zleceń.

Kierowcy Bolta mówią dokładnie to samo: że jest okres przejściowy, a jak się skończy, to i tak wystarczy, że licencję będzie miał człowiek, który ich zatrudnia i bierze za nich odpowiedzialność. A oni – jako zwykli kierowcy – już nie.

Okres przejściowy, owszem, jest, ale dotyczy tylko pośredników, czyli właścicieli aplikacji, a nie samych kierowców. Wiedza ta nie jest powszechna (ustawa jest skomplikowana i czytając ją można wpuścić się w maliny), ale osobiście słyszałem od jednego z taksówkarzy, że policjanci zatrzymali już 1 stycznia kilku „uberowców” i „boltowców” za brak licencji.

Inspekcje Transportu Drogowego ruszą na „polowanie”?

Nasi rozmówcy twierdzą, że problem z kierowcami prędzej czy później się pojawi, bo duża część ludzi pracujących dla Ubera czy Bolta dorywczo nie zamierza wyrabiać licencji. Choć nie jest to przesadnie droga impreza – może pochłonąć 400-500 zł plus wyższa składka ubezpieczeniowa – to jednak rentowność pracy taksówkarza jest na tyle niska, że nie wszyscy się na to zdecydują.

Na razie jednak jeżdżą, powołując się na rzekomy okres przejściowy. Kierowca Ubera powiedział nam, że firma zachęca kierowców do wyrabiania licencji, obiecując pokrycie kosztów całej procedury z tym związanej.

Czytaj też: Co uwiera Ubera, a co taksówkarza? Byłem w Wiedniu i chyba już wiem

Taksówkarzy, dla których najbliższe tygodnie powinny być okresem odzyskiwania inicjatywy w grze o uczciwe warunki pracy, szlag trafia. Teoretycznie przez kilka najbliższych tygodni uberowo-boltowa konkurencja powinna im całkiem zniknąć, a potem ewentualnie dopiero odrodzić się w ograniczonym stopniu (bo tylko część dotychczasowych kierowców dostanie licencję). A tymczasem – jak to w kraju z papieru i kartonu – obowiązek posiadania licencji nie jest egzekwowany.

„Uberowcy, którzy są zatrzymywani przez policję, święcie wierzą w to, co napisał im Uber o okresach przejściowych. I w ogóle nie dociera do nich to, że policjant mówi co innego”

– mówi mi Jarosław Iglikowski ze Związku Zawodowego „Warszawski Taksówkarz”. Wśród taksówkarzy krąży też informacja, że wojewódzkie Inspekcje Transportu Drogowego w województwach Mazowieckim, Lubelskim, Warmińsko-Mazurskim już zaplanowały akcje kontrolowania przewoźników i karania ich za brak licencji. W grę wchodzi 2000 zł mandatu lub nawet areszt.

Tyle, że wcześniej – gdy Uber i Bolt działały w „szarej strefie” też zdarzały się kontrole i kary, lecz ich skala była na tyle mała, że nikt się nie przejmował, bo prawdopodobieństwo wpadki było mniej więcej takie, jak wygranej w Lotto. Niewykluczone, że teraz będzie tak samo. No, chyba, że kontrole byłyby zmasowane, a kierowcy nie posiadający pieniędzy na zapłatę mandatu – rzeczywiście byli wtrącani „do
lochu”, niezależnie od zaświadczeń wydanych przez „centralę”, że mogą jeździć. Takie mrożące wieści mogłyby zmienić stan gry w taksówkowej batalii. Ale czy to realne?

Cena z aplikacji pełna kombinacji. Uważajcie na cyferki, nawet my daliśmy się nabrać!

Kwestia istnienia lub nieistnienia okresu przejściowego to jedno, ale jest i drugi problem – wciąż nie wiadomo jakie wymogi mają spełniać aplikacje smartfonowe, którymi kierowcy mogą zastępować taksometry. Aplikacje służą głównie do przejazdów „wycenianych” na zasadzie ceny umownej. Czyli – poza rzadkimi wyjątkami – niezależnej od przejechanych kilometrów. Sposób ich działania to może niestety wprowadzać w błąd. Warto bardzo uważać, zamawiając przejazd.

Czytaj też: Aplikacja zamiast taksometru. Wsiadasz, wysiadasz, płaci się samo. Wygodnie? Tak, dopóki nie zdarzy się taka historia

Jeden z naszych testowych przejazdów na 4-kilometrowej trasie kosztował 18 zł, choć tuż przed zamówieniem aplikacja szacowała cenę kursu na 12 zł. Zapewne cena zmieniła się w ostatniej chwili, czego można było nie zauważyć. W przypadku cen umownych z aplikacji pieniądze są ściągane z konta natychmiast, a możliwość rezygnacji z kursu jest mocno ograniczona czasowo.

W naszym przypadku kurs na identycznej trasie w Uberze kosztował 11 zł, we FreeNow (wersja Lite) – 10 zł, zaś w Bolcie – 18 zł. Oczywiście, zawsze można składać reklamację, ale nawet nasz „tester” nie jest pewien, w którym momencie 12 zł zamieniło się w 18 zł. Co więc napisać w reklamacji? Że miało być tanio? Cena 18 zł za czterokilometrową przejażdżkę to typowa cena „taksówkowa” – 8 zł za wejście do auta o 2,40 zł za kilometr.

To niestety przedsmak tego, co będziemy obserwowali w przewozach pasażerskich. Kierowcy chcą więcej zarabiać, będzie ich coraz mniej, a jedną z możliwości, by zapewnić im godziwy zarobek są manipulacje marketingowe przy aplikacjach. No, ale z drugiej strony ancymonów oszukujących na wskazaniach taksometru też swego czasu nie brakowało.

Czytaj też: Czy Uber zaczął używać swojej „magii” przeciwko klientom? Masz mało czasu, więc zapłacisz wyższy rachunek?

Czytaj też: Uber i bilokacja, czyli jak jednocześnie płacić za kurs w Rumunii i Kolumbii?

zdjęcia tytułowe: Uber.com/RMF24/księgarnia.beck.pl

 

30
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
21 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
Don Q.BartekRece opadajauberekDyzio Marzyciel Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotr
Gość
Piotr
BdB
Gość
BdB

Polscy taksówkarzy czy rodzime firmy są bez szans. Po drugiej stronie są potentaci, których stać na miliardowe straty czy refundowanie kierowcom kosztów licencji. Konkurencja, ale nierówna.

BdB
Gość
BdB

Czy okres przejściowy dotyczy też stosowania cen ustalonych przez samorząd? Z tego artykułu wynika, że ani Uber, ani Bolt czy „taksówkowe” Free Now wcale ich nie stosują, a z własnych (opłaty za minutę jazdy, czy anulowanie zamówienia) wcale nie zrezygnowały.

BdB
Gość
BdB

Odpowiedź kierowcy Bolta pokrywa się z tym co ostatnio przywołałem. Jakoby rzekomo licencja „partnera” wystarczyła na wszystkich jego kierowców. Jeśli to faktycznie prawda, to całe licencjonowanie, wymóg posiadania prawa jazdy itd. byłoby fikcją.

Piotr
Gość
Piotr

Bo partner ma mieć licencję a dla każdego auta wypis z tej licencji. Też jestem leniwy, ale przeczytałem ustawę.

Piotr
Gość
Piotr

Tu nic nie jest filcją ! Jeśli złapią kierowcę bez wypisu licencji, to jego partner traci licencję i tyle. Do tej pory mógł mieć milion licencji i tracić pojedyńcze sztuki a teraz za uchybienia swych kierowców straci tą jedyną, którą ma !

BdB
Gość
BdB

Jakie kryteria musi spełnić kierowca by otrzymać wypis? Musi mieć prawo jazdy i niekaralność?

Adam
Gość
Adam

i mowic po ukrainsku

Piotr
Gość
Piotr

Zaświadczenie a nie oświadczenie o niekaralności, prawo jazdy (chyba normalne), badania lekarskie i psychotesty, przegląd auta z wpisem taxi a co za tym idzie, to taksometr plus kasa fiskalna, bo na dzień dzisiejszy nie ma certyfikowanej przez państwo aplikacji mobilnej i wirtualnej kasy fiskalnej, oznaczenia auta taxi i kogut taxi.

Aaa
Gość
Aaa

Czemu tego testu nie przeprowadziliscie 1go stycznia, w dniu gdy nowe prawo zaczęło obowiazywac? Dla szybkiego przykladu kurs z klubu hulakula o godz. 6.00 w okolice r zaba ok 2.5km (swieto, wiec 2 taryfa taxi. 3zl/km max cena w wawie +50 %= 4.50zl/km) wycena ubera 96.8 zł. Cena taxi – 8.00zl za trzasniecie drzwiami(zawiera pierwszy kilometr), 1.5×4.5~7.5zl + coś z czasowki 40zl/h(czasowka naliczana tylko gdy auto stoi badz porusza sie ponizej 20km/h, wtedy nie liczona kilometrowka). Już naginajac ze korki byly o tej 6am przyjmijmy 20 zl za przejazd. I co Panie redaktorze? Kto kogo robi w bambuko i jest… Czytaj więcej »

Bartek
Gość
Bartek

Jak jesteśmy już tacy szczegółowo to podajmy ile czasu trzeba było czekać na Taxi a ile na Ubera/Bolta? Bo jak na taryfę 30 minut a Bolt był poniżej 5 to myśle że dałbym więcej za przejazd.

BdB
Gość
BdB

Masz rację, ale nie można więcej niż ustaliło miasto.

Darek
Gość
Darek

Skąd cena 8 za wejście i 2,40 za km? W Łodzi i w Warszawie normą jest ok 6 i odpowiednio 1.9.

BdB
Gość
BdB

To maksymalne stawki w Warszawie zdaje się.

anonymous
Gość
anonymous

Panie Macieju, trochę naiwne te przemyślenia. Gdyby policja „chciała” to jeździła by za kurierami. Przeciętny kurier w ciągu dnia „zarobi” 50 ptk i mandatów na kilka tysięcy zł. W ten sposób w kilka dni można zlikwidować usługi kurierskie. Skoro kurierzy nadal jeżdżą to uberbolciarze też będą jeździć.

BdB
Gość
BdB

Bo to właśnie Polska. Prawo surowe, ale tylko dla uczciwych. Nieuczciwi w ogóle się nim nie przejmują i robią swoje.

uberek
Gość
uberek

Jak czytam te wypociny to az rece opadaja ,nie masz czlowieku bladego pojecia piszesz jakies tekstyna temat ustawyktorej tez nie rozumiesz. Tak samo jak nie rozumiesz jak stosowac prawo. Po pierwsze zgadza sie jest okres przejsciowy , nie jest doslownie on ujetyjezeli chodzi o kierowcow ,ale tez nie jest powiedziane ze kierowcy maja miec od 1 stycznia licencje ktora de facto nie jest mozliwa ze wzgledu na rozporzadzenia ktore to sam poruszylemmoedzy innymi po to wlasnie jest ten okres przejsciowy aby mozna bylo sie dostosowac. Jezeli itd z jakis wzgledow zaczna kontrolowac tych kierowcow i probowac wystawiac im mandaty to… Czytaj więcej »

BdB
Gość
BdB

Znalazł się „uberek” co umie stosować prawo BUHAHAHA!

Rece opadaja
Gość
Rece opadaja

Proponuje policzyc przy stawce 2zl bo 2.40cos nie wyszlo
1km w cenie 8zl plus 3x2zl daje 14zl za 4km
Przy2.40 bedzie 15.20 nie 18
Najwieksza stawka ustalona przez u.m Warszawa to 3zl co da 17 za 4km

BdB
Gość
BdB

Autor artykułu zdaje się zapomniał, że opłata początkowa obejmuje też pierwszy km jazdy.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij