13 sierpnia 2018

Turcja zbankrutuje gorzej niż Grecja? Trzy powody, dla których też powinniśmy się tego bać, czyli… tureckie kazanie

To, co dzieje się z gospodarką Turcji, powinno być przestrogą dla polityków znad Wisły. Sztuczne „pompowanie” koniunktury w gospodarce, zadłużanie się za granicą bez pamięci i lekceważenie znaczenia wiarygodności międzynarodowej – niewykluczone, że z powodu tych grzechów Turcja stoi właśnie u progu kłopotów nie mniejszych niż kilka lat temu Grecja. I że jej kłopoty uderzą także w polskich konsumentów

W ostatnich dniach świat finansów oszalał na punkcie wydarzeń w Turcji. Krach tamtejszej waluty – kurs dolara zbliżył się w poniedziałek rano do 7 lir (tuż pod granicą niewypłacalności Turków) – obawy Europejskiego Banku Centralnego, że banki nie dostaną z powrotem setek miliardów euro i dolarów pieniędzy pożyczonych tureckim firmom, a także kolejki po „zielone” w oddziałach tureckich banków oraz apele Naczelnika Państwa o patriotyczne sprzedawanie złota i kupowanie liry… Zaczyna być nieciekawie.

Zobaczcie: turecka waluta, która jeszcze pięć lat temu była notowana po kursie 2 liry za dolara, teraz jest notowana przy cenie prawie 7 lir. Wyobrażacie sobie co by się działo w Polsce, gdyby dolar albo euro tak podrożały? Na szczęście nam chwilowo nie grozi ten scenariusz. Poniżej wykres dolara do liry i złotego – porównanie:

Czy nas to powinno obchodzić? Tak i to z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że błędy, które popełnił turecki prezydent-dyktator, są charakterystyczne dla polityków-populistów pragnących ręcznie sterować gospodarką (a takich nad Wisłą nie brakuje) i sztucznie ją stymulować.

Ale też dlatego, że klienci polskich funduszy inwestycyjnych zainwestowali w Turcji niemało pieniędzy. Nie mówiąc już o tym, że całej Europie bankructwo Turcji może się odbić ciężką czkawką. A to i nas może dotknąć. Ale nie tylko dlatego warto wiedzieć o co chodzi, zamiast siedzieć jak na tureckim kazaniu.

Turcja, czyli wschodzący gigant

Turcja to jedna z największych tzw. gospodarek wschodzących na świecie. Pod względem PKB znacznie większa od naszej – wytwarza co roku produkty i usługi warte 900 mld dolarów (Polska – 550 mld). Oni mieszczą się w G-20, my tułamy się wciąż w trzeciej dziesiątce największych gospodarek. Ich gospodarka – wartość wytworzonych dóbr – wzrosła w zeszłym roku o 7,2%, nasza szła w górę prawie dwa razy wolniej.

Turcja, w odróżnieniu od Polski, dorobiła się jednej z najpotężniejszych w Europie i w NATO armii (choć my za to mamy super obronę terytorialną pana Antoniego ;-))) oraz kilku globalnych marek: linii lotniczych Turkish Airlines, czy producenta sprzętu AGD Beko. Największe tureckie banki – Garanti Bank, Turkiye Bankasi, czy AK Bank należą do najbardziej innowacyjnych, są też większe od naszego PKO BP.

W czym problem? Z Turcji szybko odpływa kapitał międzynarodowy, co powoduje realne ryzyko bankructwa tego kraju. Ewakuacja kapitału oznacza bowiem skokowy spadek wartości lokalnej waluty – liry. W zeszłym roku (i przez kilka pierwszych miesięcy tego) za dolara płacono 3,5-4 liry. Od początku sierpnia tego roku kurs osunął się z 4,6 do 6,6 liry. To tak jakby w ciągu dwóch tygodni euro poszło w górę z 4 zł do 6 zł. Gęsto.

Czytaj też: Co i jak mieć, gdy świat drży w posadach, a władzę obejmują wariaci? Pięć zasad lokowania oszczędności w niepewnych i niestabilnych czasach

Erdogan chciał za wszelką cenę rozkręcać gospodarkę. I rozkręcił. Tylko teraz nie umie znaleźć śrubek

Kapitał odjeżdża znad Bosforu, bo robotę schrzanił po frajersku wyłączny zarządca kraju, Recep Erdogan. To typowy dyktator, któremu wydaje się – jak to zwykle dyktatorom – że jest mocniejszy niż prawa ekonomii. Erdogan lubi jak mu gospodarka rośnie, więc naciskał na bank centralny, by ten trzymał niskie stopy procentowe (do lata wynosiły 8% i prezydent zabraniał ich podwyższać) i drukował pieniądze. Dzięki temu ludzie zarabiali nominalnie więcej, gospodarka rosła szybko, a wraz z nią… inflacja. Obecnie w Turcji wynosi ona 16% w skali roku.

Takie cwaniaki, jak Erdogan, zawsze myślą, że wszyscy dadzą się nabrać na szachrajstwo, ale prędzej czy później odbija mu się to czkawką. Tam gdzie „licznik jest przekręcony”, a inflacja jest za wysoka – wyższa, niż oficjalna cena pieniądza – dzieją się dwie rzeczy: po pierwsze ludzie nie chcą trzymać oszczędności w lokalnej walucie, a po drugie instytucje finansowe nie chcą w niej pożyczać firmom pieniędzy. I to właśnie stało się w Turcji.

W czasie trwającego boomu gospodarczego tureckie przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe na potęgę zadłużały się w walutach obcych. Na koniec 2017 r. firmy miały 330 mld dolarów długu denominowanego w walutach obcych – przede wszystkim w dolarze. Zadłużenie zagraniczne Turcji łącznie sięgnęło 460 mld dol.

Dla porównania – zadłużenie zagraniczne polskiego rządu wynosi niecałe 300 mld dolarów, z czego tylko 100 mld do dług w walutach obcych, a długi polskich firm to równowartość jakichś 50 mld dolarów, w przygniatającej większości również zaciągnięty w polskiej walucie.

Tutaj więcej: o zadłużeniu tureckich firm

Czytaj też: o rosnącym zadłużeniu Polski

Turcy jak frankowicze, czyli krach liry

Psucie pieniądza przez rządzących – by nakręcać za wszelką cenę gospodarkę – kończy się też mniej więcej tak samo: spadkiem wartości tego pieniądza. Im większy ów spadek, tym bardziej grozi wpadnięcie w korkociąg. W przypadku gospodarki tureckiej jesteśmy właśnie na tym etapie: pojawiły się wątpliwości czy spadek kursu liry nie spowoduje kłopotów z obsługą kredytów zaciągniętych w obcych walutach. I nastąpił krach tureckiej waluty.

Krach macie na czerwono, a na zielono beztroska podaż pieniądza w tureckiej gospodarce (to ten tani kredycik emitowany przez banki). A że ten pieniądz był coraz bardziej pusty i zepsuty? Kto by się tym przejmował?

Od 2010 r. do dziś nominalnie (licząc w lirach) wielkość gospodarki tureckiej się podwoiła – o tyle wzrósł w tym okresie PKB, napędzany drukowaniem pieniądza i trzymaniem niskiej jego ceny. A naprawdę? Naprawdę, czyli przeliczając PKB na dolara albo euro, gospodarka Turcji się… w tym czasie skurczyła. I to realnie w takim stopniu, jak gdyby przez tych osiem ostatnich lat miała spadek PKB rzędu 3% rocznie.

Kto ma w Turcji „dolarowy” kredyt – czuje się jak frankowicz w 2008 r. – z tygodnia na tydzień ma bardziej przerąbane. Kto ma oszczędności w banku – z tygodnia na tydzień ma realnie mniej pieniędzy. Zadowolony jest tylko dyktator, bo „pobudził gospodarkę”.

Nie pomaga w tym wszystkim prezydent USA Donald Trump, który jak na złość ogłosił podwyższenie ceł na tureckie surowce (głównie stal). Zadłużone po uszy firmy będą miały jeszcze większy problem w zarabianiu pieniędzy na rosnące odsetki.

Czytaj też: Kiedy dług staje się toksyczny? Musi spełniać te warunki

Jak odzyskać kontrolę nad sytuacją? Może być już za późno

Czy z korkociągu da się wyjść? Może być już za późno. Bank centralny Turcji podwyższył stopy procentowe do 17,5%, ale zostało to odebrane jako kapitulacja, a nie próba zarządzenia sytuacją. Erdogan na specjalnie zwołanej konferencji oddał się w ręce Boga oraz zachęcał rodaków do sprzedaży dewiz oraz złota i patriotycznego wzmacniania liry. Wariat, nieprawdaż?

Poniżej na wykresie potrzeby kapitałowe Turcji jeśli chodzi o zewnętrzne finansowanie. Wygląda na to, że oni sami sobie z tym nie poradzą.

Gdy kurs waluty wyrywa się spod kontroli, władze kraju mogą próbować interwencji, rzucając na rynek swoje rezerwy walutowe. Tyle że Turcja ma ich za mało w porównaniu ze skalą zadłużenia w zagranicznych pieniądzach. Bank centralny dysponuje ok. 80 mld dolarów rezerw walutowych, z tego tylko połowa to „prawdziwe” pieniądze, a reszta to „papierowe” gwarancje. Erdogan zniszczył wartość liry i jest bezbronny.

Co może zrobić dyktator po tym jak schrzanił robotę? Cóż, trzeba będzie poprosić o pomoc Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ładnie przeprosić i robić to, co każą więksi. W piątek liczba osób, które przyszły do tureckich banków po zamianę swoich depozytów na dolary była większa, niż banki były w stanie obsłużyć. Banki nie miały wystarczającej ilości dolarów na składzie.

Na poniższym wykresie cztery ćwiartki sytuacji gospodarczej. W górnym lewym rogu państwa, które co prawda mają dużo zewnętrznych długów, ale też mają nadwyżkę w handlu zagranicznym (czyli eksportują tyle towarów, że mają z tego dużo „zielonych” i innych zagranicznych walut), a w górnym prawym rogu państwa, które mają dużo zagranicznych długów, ale jednocześnie do ich gospodarki nie wpływają obce waluty (to przykład Turcji).

Co nas to wszystko obchodzi? Oj, obchodzi. W trzech punktach

Po pierwsze trochę pieniędzy w tym bajzlu zainwestowali Polacy za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych.  Uwaga, wymieniam: Investor Turcja, UniAkcje Turcja, Quercus Turcja oraz klony tych funduszy przeznaczone dla klientów firm ubezpieczeniowych Aviva, Europa, Open Life, PZU, Vienna Life i Allianz – to fundusze mające w Turcji prawie wszystkie pieniądze. Dwa lata temu w Turcji było prawie pół miliarda złotych „polskich” oszczędności. Teraz pewnie już trochę mniej.

Czytaj też: Tak komentowałem sytuację w Turcji dwa lata temu, w czasie poprzedniej zawieruchy

Po drugie: to ostrzeżenie dla polskich polityków-populistów, którym też wydaje się, że mogą „stymulować gospodarkę” trzymając bez końca niskie stopy procentowe (tani kredyt) i wyższą od nich inflację (niszczenie oszczędności obywateli).

Jasne: w Polsce nie mamy ani dużego udziału długu denominowanego w obcych walutach (nie licząc franków), ani tak niskich jak Turcy rezerw walutowych (nasze wynoszą ok. 110 mld dolarów), ani (jeszcze) tak wysokiej inflacji. Ani tak przegrzanej gospodarki, jak Turcy.

Tutaj więcej: o zadłużeniu polskich firm z tytułu obligacji i nie tylko

Mamy wciąż niezależny bank centralny, którego prezes jednak wygląda czasem jakby był przedstawicielem rządu do spraw „stymulowania gospodarki”. I mamy prowadzone z premedytacją niszczenie realnej wartości oszczędności obywateli (realne oprocentowanie pieniędzy w bankach jest niższe od inflacji z powodu niskich stóp procentowych, które mają pomóc w rozkręcaniu gospodarki).

Czytaj też: Inflacja długo jeszcze będzie niszczyła wartość naszych oszczędności. Dlaczego prezes NBP nam to robi? Bo rozkręcanie gospodarki jest dla niego ważniejsze, niż nasze depozyty

Po trzecie: jeśli Turcja się na poważnie wykrzaczy, to efekt tsunami może uderzyć w południową Europę, potem w Niemcy, a na koniec w nas. W piątek Financial Times napisał, że Europejski Bank Centralny jest zaniepokojony ekspozycją niektórych banków strefy euro na Turcję. BBVA, UniCredit i BNP Paribas są szczególnie narażone na ewentualną niewypłacalność tureckich kredytobiorców. Ich zaangażowanie w Turcji sięga 15-20% łącznych aktywów.

Łącznie banki zagraniczne pożyczyły w Turcji 220 mld dolarów. Liczyły na osłabienie dolara i niskie stopy. A dostały drożejącego dolara, wyższe oprocentowanie w USA i dramatycznie słabnącą lirę.

Tutaj: Dziesięć wykresów, dzięki którym lepiej zrozumiesz kryzys w Turcji

Według Goldman Sachsa, jeśli lira spadnie poniżej 7,2 dolara – będzie rzeź, czyli firmy zadłużone w dolarach będą masowo kredytowo niewypłacalne. Brakuje już naprawdę niewiele. Uderzenie w europejskie banki będzie potężne i może osłabić je w sposób bardzo znaczący, a w ślad za tym europejską gospodarkę. I naszą też.

Gorsza koniunktura natychmiast uderzy w przychody polskiego budżetu państwa (bo m.in. polskie firmy zmniejszą eksport), a napompowane o 60 mld zł wydatki na różne programy socjalne staną się zagrożone. I zacznie być ciekawie. To tylko czarny scenariusz, ale nie taki znowu nierealny.

Czytaj też: W konsekwencji konwencji, czyli szukam pieniędzy, których rozdanie zapowiedział polski rząd

Czytaj też: Rozdawnictwo to nie grzech? Kogoś pogięło? Wchodzenie na wyższy poziom. Absurdu

Czytaj też: Gospodarka rośnie coraz szybciej. Czy to dlatego że rząd dobrze rządzi czy dlatego, że ma szczęście? 

Polska – Turcja: dwa bratanki? Polscy politycy na tureckim kazaniu

Nie wiadomo czy zniszczenie zaufania do Turcji nie uderzy też w wiarygodność Polski. My również mamy „drobny” problem z demokracją i jeśli inwestorzy wrzucą nas do tego samego koszyka, co Turków… Złoty będzie miał przerąbane. Zapłaczą frankowicze i (jeszcze bardziej niż dziś) posiadacze oszczędności w bankach, którzy za swoje złotówki będą mogli kupić mniej iPhone’ów, mercedesów innych rzeczy wycenianych w dolarach.

Może to nie nastąpi. Polska jest mniej uzależniona od kapitału zagranicznego (choć nie jest tak znowu różowo)…

…i stabilniejsza finansowo. W „koszyku” państw, które charakteryzują się podobnymi problemami jak Turcja (są „importerem” kapitału, mają zadłużenie w dolarach i wysoką inflację), są Brazylia, Indie, RPA, Argentyna i Indonezja.

Czytaj też: Na co idą pieniądze z naszych podatków? Ta jedna liczba pokazuje, że staczamy się w przepaść

Na miejscu polityków partii rządzącej trzymałbym kciuki za to, by ktoś „posprzątał” szybciutko tureckie problemy, bo jak nastąpi efekt domina, to z budżetem państwa – totalnie nieprzygotowanym na konieczność zaciskania pasa – będziemy siedzieli jak na tureckim kazaniu.

Zdjęcie tytułowe dzięki uprzejmości: Standardmedia.co.ke

37
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
21 Comment authors
OdarpiJacekerdwaDon Quijote de la ManchaCaGe Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tom
Gość
tom

wszystko ok, ale Turcja mocarstwem atomowym?
coś ostatnio przeoczyłem?

QQQQ
Gość
QQQQ

Pewne uproszczenie z twierdzeniem jakoby „Turcja była mocarstwem atomowym”. Na terenie Turcji znajduje się po prostu amerykańska broń atomowa. Tak jak w Belgii, Holandii, Niemczech itp.

Jarosław
Gość
Jarosław

„Turcja, w odróżnieniu od Polski, jest mocarstwem atomowym…” – czym jest? O.o

Olek
Gość
Olek

Turcja mocarstwem atomowym? Jedyna broń nuklearna jaką mają to ta którą w ramach NATO dostali od USA. Sami nie są zdolni do jej wyprodukowania, co wg mnie jest konieczne żeby móc ich nazwać tak jak Pan.

oko
Gość
oko

bardzo dobrze się to czytało (możecie zmienić captcha na nie jestem robotem jak wszyscy teraz robią?)

pm.
Gość
pm.

Google’owe „nie jestem robotem” również potrafi irytować.
To, że coś jest używane wszędzie, nie znaczy, że jest dobre (np. Facebook).

oko
Gość
oko

Jak irytować? Wystarczy kliknąć i nic więcej.

pm.
Gość
pm.

Jak człowiek dba o swoją prywatność i np. używa VPN i Firefox zamiast Chrome, to dostaje zadania z rozpoznawania obrazków.

Don Quijote de la Mancha
Gość
Don Quijote de la Mancha

Właśnie, a np. ja nie wiem, czy przypadkiem nie jestem robotem, bo nie jest dla mnie oczywiste, czy drogowa tablica z daną miejscowości to jest znak drogowy, czy nie, albo czy droga do tylko jezdnia…

wwww
Gość
wwww

Czyli trzeba zacząć kupować dolary i euro?

Anna
Gość

Już prawie rok temu lira zaczęła słabnąć. Więc wszystkie fundusze związane z lira turecką powinny się zabezpieczyć, przewidując spadek liry. W tym tygodniu był bardzo duży impuls spadkowy. Jeżeli ktoś nie pilnuje swoich inwestycji to na pewno ma teraz bardzo duży niesmak.

DocentFurman
Gość
DocentFurman

„To typowy dyktator, któremu wydaje się – jak to zwykle dyktatorom – że jest mocniejszy niż prawa ekonomii. Erdogan lubi jak mu gospodarka rośnie, więc naciskał na bank centralny, by ten trzymał niskie stopy procentowe (do lata wynosiły 8% i prezydent zabraniał ich podwyższać) i drukował pieniądze” Wypisz wymaluj o włodarzach UE, ich luzowaniu ilościowym a także ich demokratycznej legitymizacji (słabszej zresztą niż Erdogana). I to pokpiwanie z sugestii Erdogana, że obce czynniki mogły maczać w tym palce. Wykluczone! Jak wiadomo USA to państwo miłujące pokój i demokrację, nigdy nie hańbiące się takimi metodami jak wojny walutowe czy instrumentalne wykorzystywanie… Czytaj więcej »

Odarpi
Gość
Odarpi

O jakiej „legitymizacji” raczy Docent mówić? O „wolnych” wyborach w państwie, gdzie 50 000 opozycjonistów trafiło do więzienia, a niezależne media zostały spacyfikowane? No i druga uwaga – czy to włodarze UE będą ubiegali się o ratunek w Turcji czy Turcja u włodarzy UE? A propos wojen walutowych, to Docent wolałby wojny atomowe? I które państwa nie wykorzystują instrumentalnie organizacji gospodarczych? Jakieś przykłady?

DocentFurman
Gość
DocentFurman

„To typowy dyktator, któremu wydaje się – jak to zwykle dyktatorom – że jest mocniejszy niż prawa ekonomii. Erdogan lubi jak mu gospodarka rośnie, więc naciskał na bank centralny, by ten trzymał niskie stopy procentowe (do lata wynosiły 8% i prezydent zabraniał ich podwyższać) i drukował pieniądze” Wypisz wymaluj o włodarzach UE i ich luzowaniu ilościowym a także ich demokratycznej legitymizacji, słabszej zresztą niż Erdogana. I to pokpiwanie z sugestii Erdogana że obce czynniki mogły być obecne. Wykluczone! Jak wiadomo USA to państwo miłujące pokój i demokrację nigdy nie hańbiące się takimi metodami jak wojny walutowe czy instrumentalne wykorzystywanie międzynarodowych… Czytaj więcej »

Sean
Gość
Sean

Wielkia, bogata i innowacyjna PRL upadła przez te same knowania wiadomych sił. Na szczęście dzień po dniu przywracamy. 🙂

Tomasz
Gość
Tomasz

Porównanie Polski z Turcją na siłę. Ale jak się nie lubi PiS to i taką głupie rzeczy można napisać

pm.
Gość
pm.

8% to niskie stopy procentowe? To jak nazwać stopy procentowe w USA (obecnie chyba 2%)? 🙂

anonymous
Gość
anonymous

Pozwolę sobie zauważyć że nadwiślański dyktator nie prosiłby obywateli o sprzedaż złota i kupno pln tylko wprost nazwał by ludzi trzymających złoto złodziejami z totalnej opozycji. Tym się rożni nadwiślańska demokratura od nadbosforskiej.

jacek
Gość
jacek

stek bzdur, żaden kraj na świecie nie powinien potrzebować zewnętrznego finansowania
skoro wszystkie kraje świata potrzebują zewnętrznego finansowania to „KTO” to jest to zewnętrzne finansowanie???
1 % najbogatszych właścicieli funduszy, które to są z kolei właścicielami banków
dlaczego każdy kraj na świecie ma być zależny od kliku bankowych rodzin????
wiecie co się dzieje kiedy jakiś kraj nie chce? Irak, Libia, Syria …

Odarpi
Gość
Odarpi

Nie powinien, ale co zrobić jak trzeba kupić głosy elektoratu, a ponadto ma się ochotę na intratne państwowe posadki i ma się nadzieje, że później jakoś to będzie? Wpada się w sidła, a potem jęk, że „spiski”, Rotschildowie itp. Czy ujawniam jakąś szczególną tajemincę? Bzdur rodem z Russia Today typu „a jakiś kraj nie chce” nawet nie komentuję..

Joasia
Gość

Turcja nie upadnie, nie zadłuży się jak Grecja, pieniążki popłyną z Unii aby granica Turecka tylko była szczelna, bo jak się rozpęta coś takiego jak w Wenezueli to będziemy mieć prawdziwy potop.
No cóż mam wrażenie że komuś bardzo zależy żeby w europie trochę nabałaganić.

CaGe
Gość
CaGe

Przyjemny artykuł popełniłeś. Bardzo fajnie wszystko opisałeś i uargumentowałeś, dzięki za poszerzanie moich horyzontów 🙂

erdwa
Gość
erdwa

Ostrzegałem tu nie raz przed naszą RPP. Tym razem przegięli na całego. Po tym co zaserwował przedwczoraj Radny Eryk Łon czekam na jakiś techniczny dołek na dolarze i przewalutuję wszystkie oszczędności na obce waluty. Rządzą nami po prostu kretyni. Jeśłi członek RPP uważa ze polityka Erdogana to remedium na kłopoty gospodarcze to znaczy że to jest klasyczny świr widzący świat przez sobie tylko znane kryteria. Mieliśmy już jednego takiego w MON co widział białe myszki i parówki w Tupolewie. Teraz ujawnił się ktoś taki w RPP. Glapiński przy tym głąbie to wzór cnót wszelakich choć nie mam wątpliwosci że przemieli… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

błędy, które popełnił turecki prezydent-dyktator, są charakterystyczne dla polityków-populistów pragnących ręcznie sterować gospodarką (a takich nad Wisłą nie brakuje) -> powiem więcej – Recep Erdogan nosi wąsy. Nad Wisłą i Odrą również nie brakuje polityków, którzy noszą wąsy. Nasz Prezes dziś nie nosi wąsów, ale kiedyś nosił. Za to Prezes ma kota i kocha koty. Jeśli Recep Erdogan również ma kota i kocha koty to jest to wszystko zbyt podobne, żeby spać spokojnie. Znaczy się Polska jest na równi pochyłej podobnie jak Turcja, wszak dyktator Recep tak samo steruje gospodarką jak nasz Prezes-dyktator w dyktaturze pełzającej i wszyscy widzimy jak… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij