4 października 2019

Frankowicze ucieszyli się z wyroku TSUE. Ale czy nie okaże się, że to orzeczenie jest dla nich porażką? Przetarli sobie ścieżkę, a teraz…

Orzeczenie TSUE, dotyczące polskich kredytów frankowych, wzbudziło euforię wśród kredytobiorców, ale im dłużej się w nie wczytuję, tym bardziej się zastanawiam, czy przypadkiem frankowicze nie są tu raczej… przegranymi. Niewykluczone, że TSUE przymknął im dopiero co przetartą, bardzo korzystną ścieżkę załatwiania „frankowych” spraw z bankami

Podstawowe punkty orzeczenia TSUE są zgodne z oczekiwaniami frankowiczów oraz z tym, co TSUE mówił w poprzednich swoich orzeczeniach (dotyczących kredytów walutowych i multiwalutowych na Węgrzech, w Hiszpanii i Rumunii). TSUE orzekł mianowicie, że:

>>> jeśli w umowie jest nieuczciwa klauzula, to trzeba ją wyciąć w pień i nie wolno nic wpisywać zamiast niej

>>> jeśli tak „wykastrowanej” umowy nie da się wykonywać, to należy ją unieważnić, przy czym klient ma w tej sprawie prawo weta (czyli może się nie zgodzić na upadek umowy, który jest dla niego niekorzystny)

Można powiedzieć, że taki statement europejskiego trybunału jest zwycięstwem frankowiczów: sądy w Polsce nie będą już musiały pocić się i powoływać biegłych, którzy będą dumali nad sposobem „naprawiania” umowy kredytowej. TSUE powiedział, że nic nie wolno naprawiać.

Inna sprawa, że takie myślenie już w polskich sądach się rozpowszechnia, więc trudno mówić o wielkim przełomie. Choć przecież dla mniej uświadomionych sędziów – wciąż tkwiących w oparach filozofii oceniającej kredytobiorcę według zasady „widziały gały co brały” – to może być cenna wskazówka. Dzięki niej procesy być może będą trwały krócej i nie będą się już zdarzały wyroki „z maszyny losującej”.

Oprócz tych dwóch punktów w orzeczeniu TSUE jest jednak punkt trzeci, wyjątkowo nieklarowny, którego interpretacja nie musi być wcale korzystna dla kredytobiorców.

A jeśli klient nie chce unieważnienia umowy?

Ów trzeci punkt mówi o sytuacji, w której kredytobiorca z jakichś przyczyn nie chciałby dopuścić do upadku umowy i rozliczenia się z bankiem. Sprawa może się wówczas zrobić wyjątkowo zagmatwana. Jeśli wyrzucaną klauzulą jest ta, mówiąca po jakim kursie klient ma spłacać raty (a to najczęściej spotykana klauzula abuzywna, ów kurs zwykle był określany według mniej lub bardziej niedookreślonego tzw. widzimisię banku), zaś klient nie chce umowy unieważnić, to mamy pat.

Umowa – zwłaszcza na kredyt indeksowany – w której nie ma określenia kursu spłaty rat, to dziwactwo. Skoro nie można nic tam wpisać, a klient nie zgadza się na unieważnienie umowy, to pozostają tylko dwie opcje:

>>> umowa zostaje taka, jak do tej pory – czyli nieuczciwa

>>> umowę czytamy literalnie: a literalnie mamy kredyt z oprocentowaniem np. LIBOR CHF plus 1 pkt. proc.

Słuchając na żywo sentensji orzeczenia TSUE można było odnieść wrażenie, że europejski trybunał zgadza się na obie opcje…

[czytaj więcej o tym: Co nam mówi orzeczenie TSUE w sprawie franków? Jest jedno trudne pytanie]

… jednak lektura później opublikowanego komunikatu po posiedzeniu sądu już tej pewności pozbawia.

„Po usunięciu klauzul dotyczących różnic kursów walutowych, charakter i główny przedmiot umowy wydaje się ulec zmianie w następstwie kumulatywnego skutku zrezygnowania z indeksacji do CHF i dalszego stosowania stopy procentowej opartej na stopie obowiązującej względem CHF. Zważywszy, że taka zmiana wydaje się niemożliwa w prawie polskim, dyrektywa nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu spornej umowy przez polski sąd”

– pisze TSUE. Wygląda więc na to, że TSUE sprzeciwia się istnieniu umowy kredytu złotowego (po usunięciu klauzuli indeksacyjnej) z oprocentowaniem opartym na stawce LIBOR. Albo przynajmniej jest mocno sceptyczny co do możliwości zastosowania tego rozwiązania.  Poniżej wiadomość, którą dostałem od mec. Barbary Garlacz:

„TSUE wskazał, że jeżeli wada umowy jest tak poważna, że nieuczciwość postanowień dotyczy postanowień określających jej przedmiot główny – to jedynym wyjściem z sytuacji jest nieważność umowy. I tu nie ma miejsca na złotówki plus LIBOR. System ochrony gwarantuje wówczas stwierdzenie nieważności umowy”

Ważny poradnik. Tylko u nas!: Sześć rzeczy, które teraz – po orzeczeniu TSUE – powinien zrobić każdy frankowicz 

Czytaj również: To orzeczenie zwiastuje wysokie koszty dla banków – choć z naszej niedawnej analizy wynika, że nie takie znowu miażdżące

———————-

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

———————-

TSUE podetnie skrzydła polskim sądom?

Sęk w tym, że polskie sądy już zaczęły orzekać według formuły, co do której TSUE jest tak sceptyczny – czyli zamieniając kredyt walutowy na złotowy, ale ze „szwajcarskim” oprocentowaniem. Pisałem na „Subiektywnie o finansach” o wyroku Sądu Najwyższego, który właśnie tak orzekł. Do tej pory są dwa tego typu wyroki Sądu Najwyższego (z 4 kwietnia i 9 maja). Takie rozwiązanie dopuścili też autorzy ekspertyzy wykonanej przez Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego.

Czytaj więcej o tym: Coś się zmienia? Sąd Najwyższy powiedział o kredycie frankowym rzecz, o której wcześniej bał się nawet pomyśleć 

Dlaczego utrzymanie kredytu jako „odwalutowanego” bywa atrakcyjniejszym rozwiązaniem dla frankowiczów, niż unieważnienie umowy? Głównie dlatego, że przepływ pieniędzy jest korzystniejszy. Przy unieważnieniu umowy to klient musi oddać bankowi nie spłaconą „resztę” kredytu, zaś przy odwalutowaniu i utrzymaniu umowy – to bank oddaje klientowi nadpłaty z poprzednich rat.

Co prawda w tym drugim przypadku pojawia się problem przyszłych rat (sąd zwykle decyduje tylko co do przeszłości). Z tego punktu widzenia unieważnienie umowy jest klarowniejszym rozwiązaniem. Tyle, że po pierwsze w wieku wypadkach kosztownym dla klienta, a po drugie radykalnym (psychologicznie łatwiej sądzić się o odwalutowanie, niż o „opcję atomową”).

Trzeba pamiętać, że już sam proces jest kosztownym przedsięwzięciem. Wpis sądowy (czyli „bilet do sądu”) w przypadku kredytów frankowych kosztuje 1.000 zł (formalnie 5%, ale ten tysiąc to jest górny limit), koszty procedur sądowych (powołanie biegłego, o ile jest potrzebny), koszt prawnika (do 15.000 zł za jedną instancję)… I na koniec jeszcze pieniądze (kilkadziesiąt tysięcy najmarniej), żeby rozliczyć się z bankiem. Co prawda sąd może tę ostatnią kwotę rozłożyć na raty, ale nie musi.

No i w przypadku podtrzymania umowy nie ma ryzyka, że bank będzie próbował wywalczyć w sądzie jakieś opłaty za „używanie” jego kapitału bez umowy. Prawnicy uspokajają, że byłoby to trudne do wyegzekwowania, ale Związek Banków Polskich już sugeruje, że taką „bronią” będzie chciał postraszyć osoby pragnące unieważnić umowy.

Czytaj więcej o tym: Już wiemy jak banki będą zniechęcały frankowiczów do składania pozwów. „To będzie was kosztowało więcej, niż myślicie”

Wiedz więcej: Afera frankowa już teraz „kosztowała” banki 23 mld zł. Co będzie dalej? Czy mogą nadal tracić na wartości na warszawskiej giełdzie?

Były dwie ścieżki, będzie jedna autostrada?

Z tych wszystkich powodów walka o odwalutowanie kredytu jest coraz częściej praktykowaną ścieżką wśród prawników. I – patrząc po sądowych rozstrzygnięciach z wokandy Sądu Najwyższego – jej złoty czas właśnie nadchodzi. A właściwie nadchodził, bo przecież TSUE stwierdził, że taka konwersja mogłaby zmienić „charakter umowy”. I że tego typu zmiana „wydaje się niemożliwa w prawie polskim”.

Jestem dziwnie pewien, że właśnie te fragmenty orzeczenia TSUE będą hitem argumentacji bankowych prawników w najbliższych tygodniach i miesiącach. Co prawda polscy sędziowie są niezawiśli i niewykluczone, że nie przejmą się wątpliwościami TSUE. Ale równie robrze może być tak, że się przejmą – podobnie, jak Sąd Najwyższy – i nastąpi gremialna „cofka” z tej ścieżki prawnej, już tak pięknie przyjmującej się wśród polskich sędziów.

———————-

Szukasz okazji do bezpiecznego zarobku? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – aktualizowane na bieżąco zestawienie najlepszych okazji bankowych:

>>>  Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

———————-

Czy to byłaby katastrofa dla frankowiczów? Pewnie nie, bo przecież „w zamian” dostają od TSUE mocno umotywowaną „domyślną” ścieżkę – czy nawet autostradę – do unieważnienia umów, która też jest fajnym rozwiązaniem.

Ale lepiej mieć dwie drogi, niż jedną. Poza tym, jak wcześniej zasugerowałem, dla części klientów unieważnienie może być zbyt radykalnym lub zbyt drogim rozwiązaniem. Do tej pory frankowicze mieli dwie dostępne ścieżki odzyskiwania pieniędzy od banków, z których żadna nie była zbyt szeroka, ale obie były w fazie karczowania. Teraz jedna ścieżka została poszerzona do gabarytów autostrady, ale za to druga ma szansę całkiem zarosnąć.

Nieco nadziei w tej sprawie przywraca lektura pełnej wersji orzeczenia TSUE, w której można znaleźć m.in. fragment pozostawiający polskiemu sądowi kwestię możliwości zastosowania modelu „kredyt w złotych ze stawką LIBOR”:

„Do sądu krajowego, na podstawie prawa krajowego i zgodnie z prawem Unii, należy dokonanie oceny w zakresie kwalifikacji nieuczciwego charakteru warunku oraz przedmiotu umowy, w celu ustalenia, czy możliwe jest utrzymanie w mocy umowy pozbawionej nieuczciwych warunków”

I bądź tu mądry, człowieku (wszak sędzia też człowiek).

40
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
28 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
mizaMarek PopowiczAddaStefan BurczymuchaEDZ Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksander
Gość
Aleksander

Czyli? Ten wyrok to kolejny bubel? Nie potrafią nawet wydać takiego wyroku, którego nie trzeba byłoby „interpretować”?! Dramat…

kora
Gość
kora

Najważniejsze, że wyraźnie wybrzmiało to, iż w miejsce klauzuli abuzywnej nie można wprowadzać np kursu średniego NBP oraz, że to konsument decyduje, czy unieważnienie umowy jest dla niego korzystne, a nie sąd. Myślę, że wielu kredytobiorców dotychczas nie wniosło pozwów przeciwko bankom ze względu na liczne wyroki, w których sądy nakazywały przeliczyć kredyt po kursie średnim NBP. TSUE potwierdził jeszcze raz, że takie orzeczenia są niezgodne z założeniami dyrektywy 93/13.

Anna
Gość
Anna

Z prawem to jest tak, że tylko literalne stosowanie zasady „oko za oko, ząb za ząb”nie wymaga interpretacji a i to tylko:dosłowne, bo już „głowa za głowę” musiałaby albo zastać wpisaną do zbioru praw albo … oprzeć się na interpretacji.
A już i w prawie rzymskim panowały zasady, że najwyższe prawo bywa najwyższym bezprawiem a znajomość ustaw nie polega na trzymaniu się słów, lecz ich sensu i znaczenia.Dlatego proszę sobie przypomnieć słowo „dzban”,które tak zawrotną karierę zrobiło u nas w ostatnim roku 😉

Chrystian
Gość
Chrystian

LIBOR CHF plus 1 punkt procentowy A nie 1% bo to jest różnica i to spora

Damian
Gość
Damian

Zadanie teoretyczne dla dziennikarza ekonomicznego – co w sytuacji gdy banki faktycznie będą musiały oddać miliardy zł, w latach poprzednich to były pieniądze zaksięgowane jako zysk i podzielone m.in. na premie i dywidendy, czy istnieje narzędzie prawne żeby te pieniądze odzyskać od person które popychały takie kredyty do ludzi pomimo klauzul abuzywnych? Pomijam czy działali świadomie, nieznajomosc prawa szkodzi. Bo się może okazac, że rzeczywistość znów potwierdzi prawdę, że zyski się prywatyzuje a straty nacjonalizuje i to ja w podatkach i opłatach bankowych zasponsoruję operację..

Tom
Gość
Tom

Panie Macieju, czy Pan naprawdę nie potrafi czytać że zrozumieniem, czy banki płacą Panu od liczby bzdur. 1. TSUE odpowiada wiążący wyłącznie na zadane pytania. 2. Były cztery pytania, ale żadne z nich nie dotyczyło tego, czy na gruncie polskiego prawa możliwy jest kredyt złotowy na Liborze. Ba, nie było też pytania, czy w ogóle kredyty indeksowane i denominowane były przed rokiem 2011 dopuszczalne. 3. Pytań o dopuszczalność k. złotowego na Liborze, lub w ogóle dopuszczalność tzw. „waloryzacji kursem” być nie mogło, bo te kwestie są regulowane przez prawo krajowe, a nie unijne. Więc tu TSUE się z definicji nie… Czytaj więcej »

Tom
Gość
Tom

Rozumiem, że jest Pan zawiedziny klarownością wypowiedzi TSUE, brakiem „gwiazdek” i możliwości „rozwadniania” (na co Pan liczył jeszcze dzień przed orzeczeniem). Rozumiem też, że działa Pan w interesie banków, próbując zniechęcić ludzi do walki sądowej. Ale wszystko ma swoje granice! Odpowiedź na pytania, to jest jeden punkt (punkt 89 orzeczenia) – i w nim nie ma nic o jakimkoliwek zakazie rozwiązania złotówki + LIBOR. Zacytujmy: „Do sądu krajowego, na podstawie prawa krajowego i zgodnie z prawem Unii, należy dokonanie oceny w zakresie kwalifikacji nieuczciwego charakteru warunku oraz przedmiotu umowy, w celu ustalenia, czy możliwe jest utrzymanie w mocy umowy pozbawionej… Czytaj więcej »

julian
Gość

Nie potrzebnie sieje pan zamęt i wątpliwości co do konstrukcji zdania w wyroku TSUE , większość ludzi nie ma pojęcia o co chodzi w tym wyroku .Każdy może interpretować , to co usłyszał lub przeczytał jak mu wygodnie.Sądy w Polsce w większości w pierwszej instancji orzekają jednoosobowo, czy zadaniem sądu ma być interpretacja stanowiska wyroku TSUE? Jeżeli tak to ten wyrok nie ma żadnego znaczenia skoro można interpretować go na sposób ,, jak komu wygodniej,, Taka jest też pana interpretacja ,-być może TSUE otworzył dopiero możliwości dla uregulowania kwestii , frankowiczów ,, w drodze ustawy,, .Nie mniej jednak jedna i… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Mając na uwadze reakcje banków i Prezesa ZBP P.Pietraszkiewicza – prawda, że „na gorąco” – na werdykt TSUE, w odróżnieniu od Aleksandra, obawiam się wcale nie interpretacji werdyktu. Ich wypowiedzi to nieskrywane ogłoszenie o poszukiwaniu kija na kredytobiorców w odpowiedzi na Trybunalską marchewkę, w których słyszę jawne groźby jakichś retorsji wobec klientów.I oby nie dostali porcji kolejnych abuzywnych klauzul, z którymi będą oni borykać się w następnych latach a przedawnienie w kredytach będzie biegło.Nie na próżno przecież także i od prawników zaangażowanych po stronie klientów słyszymy wszyscy, że banki wystawią przeciw nim najtęższe prawnicze umysły.A to po prostu znaczy najbardziej… Czytaj więcej »

Grzesiek
Gość
Grzesiek

jedno pewne, prawnicy po jednej i drugiej stronie mają co robić i mogą zarobić, a kto wygra- czas pokaże

Anna
Gość
Anna

Fatalistycznie rzecz biorąc,to tak może być…

Zbyszek
Gość
Zbyszek

Przepraszam, skąd ta kwota 15 tyś za pierwszą instancję? To prawnicy już tyle zarabiają? Przecież to maks. 30h roboczogodzin na przygotowanie pozwu, a potem kilka rozpraw. Jak dla mnie między 5-10 tyś za pierwszą instancję. Ludzie! Nie zgadzajcie się na bandyckie premie od sukcesu. Chyba, że prawnik bierze 90% koszów wstępnych na siebie, taka jest idea „success fee”.

Anna
Gość
Anna

Proszę zajrzeć do „Wyborczej” i rozmowy z młodym prawnikiem „od franków”,który zaczął tę działalność na rzecz klientów w wieku 27 lat. W ciągu kilku lat dorobił się kilkudziesięciu prawników w filiach w 3ch miastach i podaje rozkład zajęć swoich pracowników, którym pisanie dokumentów (wszelkich – nie tylko pozwów)zajmuje ledwie 20% czasu pracy.Reszta to studiowanie dokumentów najprzeróżniejszych – prawnych w polączeniu ze zgłębianiem wiedzy ekonomicznej (bez niej u prawników,na początku akcji frankowiczów zapadały najdziwniejsze wyroki w identycznych sprawach, na tym blogu też prezentowane) oraz „tajemnych” praktyk bankowych adwokatów… A co się tyczy wygórowanych zarobków zaangażowanych prawników, to chyba standardowe 10% od… Czytaj więcej »

Zbyszek
Gość
Zbyszek

ok, jasne. Tak jak pisałem, procent od sukcesu owszem, ale czemu w takim razie procent + zarobek wynikający z roboczogodzin? 5-10 tyś. żaden ze znanych prawników by nie wzgardził, ew. niższa kwota i 5-10% od wygranej.

EDZ
Gość
EDZ

„5-10 tys. żaden ze znanych prawników by nie wzgardził” BuuuuHahahahaa… Tak, 15 tys. za jedna instancje to cena rynkowa, prawnicy tyle zarabiają. Za dwie instancje w pakiecie może być rabat. Moja koleżanka dostała niedawno ofertę od wiodącej kancelarii – wszystki składniki w sumie 40 tys. Jest jak jest, nie ma się co obrażać na rzeczywistość, mamy wolny rynek, a odgórne ustalanie cen to domena systemu słusznie minionego.

stefan burczymucha
Gość
stefan burczymucha

Kolega prawnik zapewne co? Od kiedy krytykowanie chciwości to element czasów minionych ? Ten kto się powołuje na ten argument sam zapewne urodził się i część życia spędził w PRL. Litości, to już 30 lat po zmianie ustroju. A jeżeli chodzi o ceny sprawna frankowych to chciwość prawników nie zna granic. Koszty ZP od strony przeciwnej też sobie życzą choć ustawowo są dla strony. Polecam blog Styczyńskiego a propos dziwnych zachowań prawników frankowych Zresztą jak by spojrzeć na umowy z prawnikami frankowymi to zastanawiam się czy są one wolne od klauzul abuzywnych, taka ironia losu 😉 Wyrok TSUE powinien sprawic,… Czytaj więcej »

Furtendes
Gość
Furtendes

Myślałem, że Pan zrozumiał. Myliłem się. Pytanie teraz tylko, czy to niezrozumienie czy zabieg celowy. Historia Pana osądzi.

Ada
Gość
Ada

Jak frankowicz nie chce unieważnienia umowy to nie idzie do sądu, a jak idzie to musi liczyć się z tym że trzeba spotkać się w połowie drogi czyli mam kredyt w PLN i mam WIBOR (miałam i mam kredyt we CHF)

Pozdrawiam
Gość
Pozdrawiam

W takim wypadku to upadek umowy, WIBORU nie było w tych umowach i nie będzie.

Adda
Gość
Adda

ja jestem skłonna do podpisania i przeliczenia kredytu tak jakbym miała polski kredyt, taka jestem ugodowa 😉

Stefan Burczymucha
Gość
Stefan Burczymucha

Z wyrokiem anukujacym umowę czyscisz hipotekę i BIK i bierzesz kredyt w PLN na to co zostało. W czym problem ?

Marek Popowicz
Gość

A jakby tak przypomnieć rewelacyjny wyrok z marca tego roku o kredytach denominowanych, takich jak w bród ma PKO BP? Przywoływany doskonale w wyroku Państwa Dziubaków
C-118/17 – Dunai
52 Tymczasem w tej sprawie – jak już wspomniano w pkt 48 niniejszego wyroku – klauzula ryzyka walutowego określa główny cel umowy. W takim przypadku utrzymanie umowy nie wydaje się zatem możliwe z prawnego punktu widzenia, co jednak powinien ocenić sąd odsyłający.

http://curia.europa.eu/juris/document/document.jsf?text=&docid=211709&pageIndex=0&doclang=pl&mode=req&dir=&occ=first&part=1&cid=1716690

miza
Gość
miza

No ale zaraz. Co do kwestii odfrankowienia umów czyli usunięcia klauzul niedozwolonych zostawiając umowę w złotówkach na liborze – TSUE oznajmił, iż wydaje się niemożliwe w PRAWIE POLSKIM a nie , że jest niemożliwe. Czemu się im tak zatem wydaje , skoro w kwietniu nasz krajowy Sąd Najwyższy orzekł coś całkiem przeciwnego w wyroku III CSK 159/17 z 4 kwietnia 2019 r. – i odfrankowił umowę mówiąc, że umowa może nadal obowiązywać lecz będzie to kredyt w złotówkach i LIBOR. „W ocenie Sądu Najwyższego eliminacja klauzuli indeksacyjnej nie prowadzi do unieważnienie umowy, ani też nie wymaga zastąpienia nieuczciwego postanowienia umownego… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss