2 października 2019

Jakie mogą być konsekwencje wyroku TSUE w sprawie kredytów frankowych? Czy banki słusznie straszą katastrofą? Policzyłem i…

Nieprawdopodobne emocje wzbudza spodziewany w czwartek wyrok europejskiego sądu TSUE, dotyczący kredytów frankowych. Czy rzeczywiście będzie trzęsienie ziemi? A może zamiast tsunami na banki spadnie tylko lekki kapuśniaczek? Sprawdzam potencjalne skutki orzeczenia TSUE

Niedawno minęło dziesięć lat od szczytu sprzedaży w Polsce kredytów frankowych, a dopiero teraz może nadejść dla nich sądny dzień. Wysyp pretensji klientów, który nastąpił w wyniku dwukrotnego wzrostu kursu szwajcarskiej waluty, długo nie przynosił efektów. Sądy raczej nie przyznawały im racji (obowiązywała wykładnia „widziały gały co brały”), politycy nie garnęli się do rozwiązania ustawowego, a banki liczyły, że za kilka lat kredyty się pospłacają, a cała afera rozejdzie się po kościach.

I pewnie by tak było, gdyby nie europejska dyrektywa o nieuczciwej sprzedaży produktów finansowych oraz wyjątkowo prokonsumencka postawa unijnego sądu, który stawał po stronie kredytobiorców z różnych krajów – Hiszpanii, Rumunii, czy Węgier. Tam też sprzedawano kredyty walutowe i przeważnie były one uznawane przez TSUE za nieuczciwe. Ostatnio ten sposób myślenia zaczął przesiąkać do polskich sądów, ale na razie jeszcze nieśmiało.

Teraz przyszedł czas na orzeczenie TSUE dotyczące polskich kredytobiorców. Polski sąd zapytał TSUE czy może wprowadzić w umowie kredytu frankowego zmiany, które spowodują, że stanie się ona z jednej strony uczciwa, a z drugiej strony akceptowalna dla obu stron.

Wcześniej polski sąd doszedł do wniosku, że klauzula określająca sposób ustalania kursu franka, po którym mają być spłacane raty, jest nieprecyzyjna, a tym samym niewiążąca. Ale jej wyrzucenie i niezastąpienie niczym innym (np. odniesieniem do kursów NBP) powoduje dziwną sytuację, w której mamy kredyt złotowy, ale z oprocentowaniem jak dla franków.

Tak nielogiczną umowę można by unieważnić, ale to z kolei może być niekorzystne dla konsumenta (musi natychmiast spłacić bank, zwracając kwotę, którą otrzymał na starcie. A przecież wcale nie musi mieć wystarczającej gotówki przy sobie lub zdolności kredytowej na taką kwotę).

Jakiś czas temu ukazało się stanowisko tzw. rzecznika generalnego TSUE, które ma być drogowskazem dla europejskiego sądu. Rzecznik napisał, że prawo Unii Europejskiej nie pozwala na uzupełnienie luk w umowie powstałych po wyrzuceniu nieuczciwych warunków.

Rzecznik stwierdził w swojej opinii, że jeśli unieważnienie umowy jest konsumentowi na rękę (lub jest dla niego neutralne), to takie stwierdzenie nieważności zawsze powinno być domyślną decyzją, przeważającą nad próbą „naprawiania” umowy. A jeśli klient miałby na takim unieważnieniu umowy stracić, to od biedy można próbować utrzymać w mocy umowę, ale nie wolno nic do niej dopisywać.

Co może oznaczać potwierdzenie tej opinii przez TSUE? Bankowcy przepowiadają pandemonium: co najmniej 60 mld zł obciążenia wyników finansowych, konieczność dokapitalizowania banków oraz spadek ich zdolności do kredytowania gospodarki. Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, rządowej agendy do spraw inwestycji, też postraszył, że to może być zarzewie kryzysu finansowego. Ale czy naprawdę tak być może? Tutaj rysopis potencjalnego sprawcy:

1. Ile pieniędzy tak naprawdę mogą stracić banki?

Z najnowszych danych wynika, że Polscy spłacają niecałe 450.000 kredytów walutowych o łącznej wartości 110-120 mld zł. Gdyby przyjąć, że wszystkie trzeba by zamienić na kredyty złotowe i jeszcze raz przeliczyć raty, to dla najbardziej „pechowych” kredytobiorców – którzy dziesięć lat temu pożyczali pieniądze przy kursie franka 2 zł, a teraz mają kredyt liczony po 4 zł za franka – takie rozliczenie oznaczałoby zwrot ok. 100.000 zł. Tutaj macie obliczenia HRE…

… a tutaj tabelkę od Expandera:

Proste przeliczenie: 450.000 kredytów razy 100.000 zł daje „drobne” 45 mld zł. Jeśli doliczyć też obniżenie przyszłych rat – według różnych wyliczeń wychodzi kolejne 5-10 mld zł. Na pierwszy rzut oka szacunki Związku Banków Polskich wydają się trzymać sensu. Podobnie jak argumentacja, że to byłoby niesprawiedliwe względem złotowych kredytobiorców, którzy do walutowego kasyna nie weszli, a teraz będą za to „ukarani”.

Tym niemniej trzeba pamiętać, że…

a) te 100.000 zł to liczba dla skrajnie pechowego kredytu, zaciągniętego w 2008 r. A przecież kredyty frankowe były udzielane od 2002-2003 r. przy różnych kursach franka. Ekstremalnie wysokie różnice między kredytem walutowym i „odwalutowanym” dotyczą najwyżej połowy wszystkich umów (a może tylko jednej trzeciej?). W pozostałych przypadkach są mniejsze;

b) część kredytobiorców zapewne nie zgłosi się po nadpłaty, bo nie będzie im się chciało – wiele wskazuje, że będzie to wymagało procesu sądowego, wynajęcia prawnika (a ci od franków – jak donoszą mi czytelnicy – stali się ostatnio dość pazerni) i odczekania kilku lat w kolejce.

Ostatecznie mówimy się pewnie o jakichś 25 mld zł, może nieco więcej. I to rozłożonych w czasie. Dość powiedzieć, że dziś z bankami sądzi się raptem 2% osób mających kredyty frankowe. Niewiele, biorąc pod uwagę, że dość powszechna jest wiedza o nieuczciwości klauzul przeliczeniowych, zawartych w ich umowach.

Możliwa jest też sytuacja, w której TSUE uzna, że umowy trzeba będzie unieważniać, a nie „odwalutować” (mało prawdopodobne, ale…). Wtedy straty banków mogą wynikać z nieco innego mechanizmu (konieczność rozliczania się saldami – klient zwraca kredyt, a bank – wpłacone do tej pory raty). Ale skala kosztów będzie podobna.

No, chyba że polskie sądy dojdą do wniosku, że należności klienta wobec banku przedawniają się po 10 latach, a należności banku wobec klienta – po trzech (takie obecnie jest prawo). I o ile klient będzie mógł otrzymać zwrot pieniędzy z automatu, to bank będzie musiał w tym celu wytoczyć klientowi osobne powództwo.

2. Czy banki mogą się od tego przewrócić?

25 mld zł, a może 60 mld zł? Kupa forsy. Ale jeśli spojrzeć na skalę biznesu bankowego w Polsce – nie taka znowu miażdżąca. Banki w Polsce mają 200 mld zł funduszy własnych, zaś w ostatnich latach – pod czujnym okiem Komisji Nadzoru Finansowego – bankowcy tak obrośli w kapitał, że dziś współczynniki wypłacalności w największych bankach to 18-20% przy wymogach europejskich regulatorów na poziomie 12%.

Poza tym branża bankowa rocznie generuje 15 mld zł zysku netto. Przy założeniu, że te pieniądze nie byłyby wypłacane akcjonariuszom, tylko akumulowane, mówimy o sytuacji, w której „spłacenie” frankowiczów tylko z bieżących zysków branży (bez ruszania ich kapitału) zajęłoby góra trzy lata.

Wygląda więc na to, że najcięższą możliwą konsekwencją niekorzystnego dla banków wyroku sądu będzie obniżenie współczynników wypłacalności o kilka punktów procentowych, ale wciąż powinny one pozostać powyżej minimów narzucanych przez KNF. A te minima spadną, bo dziś banki mają nałożone przez KNF specjalne „narzuty” kapitału spowodowane istnieniem ryzyka kredytów frankowych. Te bufory spadną, czyli wymogi kapitałowe dla banków będą niższe.

Są jednak dwie cienkości w tym rozumowaniu:

a) banki nie zostaną obciążone równo. PKO BP, który ma najwięcej kredytów frankowych, dysponuje kapitałem własnym na poziomie 40 mld zł (przy współczynniku wypłacalności 18,5%), więc problem „refundacji” go nie obali, a co najwyżej utrudni zakup mBanku ;-)). Ale np. Getin Bank, który i tak ledwo dyszy… Może potrzebować np. pożyczek od NBP, a finalnie pieniądze wypłacane frankowiczom mogą go teoretycznie złożyć do trumny (lub raczej skazać na przejęcie przez jakiś inny bank). Tutaj jest tabelka z informacją ile kredytów frankowych mają „na stanie” poszczególne banki

b) nie wiemy jak bardzo dopadnie nas osłabienie gospodarcze. I czy przypadkiem na Zachodzie nie zacznie się kolejna odsłona poważnego kryzysu finansowego. Wtedy wyposażone w solidny kapitał banki byłyby bezpieczne niezależnie od scenariusza. A po pozbyciu się np. 30 mld zł kapitału – pewnie trochę mniej.

3. Jak można „zmiękczyć” konsekwencje ewentualnego niekorzystnego dla banków wyroku?

Wyrok TSUE – nawet jeśli będzie jednoznaczny i niekorzystny dla banków (a jest prawdopodobieństwo, że okaże się mętny i dwuznaczny, bo TSUE czasem lubi wypowiedzieć się jak pytia) – nie oznacza, że banki będą musiały następnego dnia „wyskoczyć” z np. 30 mld zł. Nie będą musiały, gdyż…

a) każdy, kto będzie chciał skorzystać z wykładni europejskiego sądu, będzie musiał osobiście udać się do polskiego sądu. Sądy są państwowe, a państwo nie lubi wichrzycieli, którzy utrudniają wzrost gospodarczy. Sprawy mogą się więc ciągnąć i ciągnąć… A przecież już teraz sędziowie ledwo dyszą pod ciężarem tych nędznych 2% awanturujących się frankowiczów.

b) bankowcy mogą przygotować dla klientów opcję ugody, zawierającą np. propozycję spotkania się w połowie drogi. Zamiast pełnego „odwalutowania” tylko częściowe, rozłożone w czasie, ale za to załatwione polubownie, bez konieczności procesu sądowego i bez płacenie prowizji pazernemu prawnikowi. Nie chwaląc się, już jakiś czas temu bankowcom ten pomysł podrzucałem. Gdyby skorzystali, to dziś nie musieliby zakładać pampersów

c) bank centralny może udzielić bankom zwrotnego – amortyzowanego nawet przez kilka lat – finansowania, które zapewni im „miękkie lądowanie”. Dzięki temu banki nie musiałyby się wyprztykiwać z kapitału, a cała awantura byłaby finansowana de facto przyszłym zyskami branży, z których spłacałaby ona pożyczki od NBP

Banki trzymają kciuki za wyrok „z gwiazdką”

Krótko pisząc: w przypadku złego dla siebie wyroku banki powinny sobie poradzić. Co najwyżej można się zastanawiać czy skutkiem „odwalutowania” kredytów frankowych nie będzie kiedyś fala roszczeń klientów złotowych, którzy dziś zadłużają się przy rekordowo niskich stopach procentowych, a kiedyś – gdy stopy pójdą w górę – będą się musieli zetknąć ze znacznie wyższymi ratami. Niewykluczone, że i oni będą chcieli skorzystać z furtki otwartej przez TSUE i oświadczyć: „banki nam nie powiedziały, że stopy mogą pójść w górę, buuuu”.

Ale nie można też wykluczyć, że wyrok TSUE nie będzie wcale tak jednoznaczny, jak się na to zanosi. A to dodatkowo skomplikowałoby sprawy. Czas w tym momencie działa na korzyść banków, bo z każdym miesiącem przedawnia się kolejny kawałek kredytowego tortu. Bankom tak naprawdę zabrakło niewiele czasu – dwa, trzy lata – by problem całkiem wykreślić z listy. Gdyby nie ten cholerny TSUE…

zdjęcie tytułowe: Monty Python/Pixabay

 

82
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
68 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
30 Comment authors
JakaJabenitoKotemTomeckJanko Walski Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mariusz
Gość
Mariusz

W tym kontekście: „Tak nielogiczną umowę można by unieważnić, ale to z kolei może być niekorzystne dla konsumenta (musi natychmiast spłacić bank, zwracając kwotę, którą otrzymał na starcie. A przecież wcale nie musi mieć wystarczającej gotówki przy sobie lub zdolności kredytowej na taką kwotę).” To czy czasem nie jest tak, że skoro umowa jest unieważniona, to tak jakby jej nie było. Więc z hipoteki powinien zostać wykreślony bank. A skoro umowy nie było to dlaczego konsument musiałby zwracać jakieś pieniądze jeśli umowa jest nieważna? Przykład: https://zyciebezkredytu.pl/kredyt-uniewazniony/ „Co orzekł sąd? Przede wszystkim nieważność umowy od samego początku. Ustalenie nieważności powoduje, że… Czytaj więcej »

zed
Gość
zed

Bierzesz z banku 500 tyś. Spłatasz to następnie w ratach tylko dlatego, że tak mówi umowa. Jeśli umowa jest nieważna (czyli nigdy jej nie było), to spłacasz to co wziąłeś nie w ratach tylko od razu całą kwotę. W korzystnej sytuacji będzie więc tylko ten kredytobiorca, którego łączna kwota spłaconych rat wraz z oprocentowaniem przekroczyła już pożyczoną mu przez bank kwotę. Wtedy bank musi zwrócić mu „nadpłatę” pożyczonej kwoty (bo pobierał prowizje, spready i oprocentowanie rat na podstawie umowy, której nie było). Jeśli jednak spłaciłeś do tej pory wraz z odsetkami np. 200 tyś. i pozostaje Ci do spłaty 300… Czytaj więcej »

Jagna
Gość
Jagna

Zacytuję mec. Szymanskiego ” W przypadku unieważnienia umowy – co moim zdaniem może dotyczyć tylko kredytu denominowanego – zarówno banki, jak i konsumenci, muszą się liczyć z koniecznością zwrotu na rzecz strony przeciwnej wszystkich otrzymanych od niej w wykonaniu nieważnej umowy kredytu świadczeń pieniężnych. Każda ze stron może domagać się zwrotu kwot pieniężnych przekazanych stronie przeciwnej w wykonaniu nieważnej umowy kredytu, tyle, że roszczenia konsumenta przedawniają się w terminie dziesięciu lat do daty przypadającej ok. 7 dni od dnia dokonania przez niego każdej nienależnej płatności na rzecz banku, a roszczenia banku w terminie trzech lat. Roszczenia banków z tego tytułu… Czytaj więcej »

lech
Gość
lech

„Ile pieniędzy tak naprawdę mogą stracić banki?”

Stracić czy mniej zyskać ?

Paweł
Gość
Paweł

Po co się czepiasz…. jak pan redaktor pisze że stracić to stracić bo tytuł bedzie się lepiej klikał. Zastanawia mnie tylko czemu 60 mln a nie od razu 300 czy 500 bo wtedy to była by dramaturgia!

Paweł
Gość
Paweł
Magda
Gość
Magda

No właśnie, prawie nikt się o tym nie zająknie. A co z denominowanymi? I jak wyglądają proporcje indeksowanych do denominowanych? Domyślam się, że tych drugich jest znacznie mniej.

JakaJa
Gość
JakaJa
Sebastian
Gość
Sebastian

TSUE nie obraduje nad „banki nam nie powiedziały, że kurs mogże pójść w górę, buuuu”, tylko czy taka umowa jest w ogóle zgodna z prawem i co w przypadku kiedy nie jest.

Jagna
Gość
Jagna

‚Niewykluczone, że i oni będą chcieli skorzystać z furtki otwartej przez TSUE i oświadczyć: „banki nam nie powiedziały, że stopy mogą pójść w górę, buuuu”.’

To TSUE wyda wyrok bo cena franka poszla w górę?
Brawo Panie Macieju 🙂 zbieram szczękę z podłogi.

Tom
Gość
Tom

Orzeczenie TSUE będzie tak jednoznaczne jak 7. przykazanie Dekalogu.
„Nie kradnij”, czyli nie stosuj nieuczciwych zapisów, bo one i tak nie obowiązują.

Nie obowiązują z mocy samego prawa, więc nawet TSUE nie może powiedzieć nic innego. Ani dodać „gwiazdki”.

Co więcej, tego wyroku nie da się „rozmiękczyć”, i równie dobrze można go będzie stosować i do dostawców mediów, ubezpieczycieli, operatorów turystycznych, etc.

P.s.
Kredytobiorcy złotówkpwi jak najbardziej mogą i powinni się domagać od banku informacji o możliwej skali zmian oprocentowania, bo wg sądów unijnych zmienne oprocentowanie jest elementem instrumentu finansowego, i wymaga takiej informacji.

Grzesiek
Gość
Grzesiek

było dobrze dopóki było dobrze ;), dopóki kurs franka był ok, raty nie rosły jak szalone, oprocentowanie niskie- wtedy biorący kredyt w CHF czuli się mądrzejsi od innych frajerów biorących w PLN. Niektórzy „nieśmiało” mówili że ryzyko kursowe, że powinno się brać kredyt w walucie w jakiej się zarabia, wreszcie że hipoteka jest na dłuuugie lata więc ryzyko tym większe niż przy kredycie na rok/dwa. Wtedy był krzyk że to próba zdominowania małych banków przez duże , bo małe rosną dzięki kredytom w CHF i próba niszczenia zdrowej konkurencji, zabieranie możliwości wyboru która powinien mieć każdy. Idąc tym ciosem można… Czytaj więcej »

zeneusz
Gość
zeneusz

obiad, który zjadłeś chociaż smaczny, to jednak zatruty, będziesz reklamował po 15 minutach od zjedzenia czy dopiero jak po kilku godzinach dostaniesz bólu brzucha i sraki? poza tym jak można porównywać kredyt do akcji? jak ma się do tego art. 68 prawa bankowego?

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Grzesiek, prawo nie rozróżnia konsumentów na cwaniaków i frajerów. Każdy jest równy wobec prawa. Jeśli masz coś do prawa, które karze nieuczciwych przedsiębiorców bez względu na to, czy ich klienci to cwaniacy czy nie, to głosuje na partię, która jest za wyjsciem z UE, której dyrektyw musimy przestrzegać – bo tu jest chyba największy twój problem.

Tom
Gość
Tom

Panie Macieju,

czy dopatrzył się Pan „gwiazdek” albo „rozmiękczania” w orzeczeniu TSUE?
Czy może jest tak jednoznaczne jak 7. przykazanie?

Frankowicz - oyebałem bank
Gość
Frankowicz - oyebałem bank

Witam wszystkich.
Właśnie wróciłem z sądu. Pozostało mi 90 000 CHF do spłacenia, a dzięki mecenasowi Orłowskiemu moje zobowiązanie zostało anulowane. Unieważniono moją umowę z bankiem, zarobiłem na tym 360 000 PLN 🙂
Pozdrawiam hejterów

Agnieszka
Gość
Agnieszka

O, ma Pan prawomocne unieważnienie w sentencji? Bo chyba mec. Orłowski przekazał Panu, że tylko sentencja ma moc wiążącą dla sądu wieczystoksięgowego?

EDZ
Gość
EDZ

Proszę Pana. Ja też procesuję się z bankiem, więc nie hejtuję „Frankowiczów”. Rozumiem też Pana radość z wygranej i gratuluję sukcesu. Ale zdecydowanie nie myślę i nie mówię o tym co chcą w sądach osiągnąć osoby składające pozwy jako o „jeb-aniu” banku. Ja np. chcę od banku odzyskać nienależnie pobrane pieniądze i usunąć zakazane zapisy z mojej umowy kredytowej. Takie i zbliżone motywację nie czynią z nas ludzi, którzy kogokolwiek (lub cokolwiek) „je-bią”, czyli kradną i oszukują.

Jon
Gość
Jon

A ktoś wie ile potrafi kosztować taka przygoda z procesowaniem się z bankiem ? Prawnicy zostawią choć połowę odzyskanej kwoty dla klienta ?

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Tak, około połowę płaci Pan w sumie prawnikowi. Rzecz nie warta zachodu, niemniej gdyby Pan dostał unieważnienie umowy lub jej cześci w sentencji, to oczywiście jak najbardziej warto walczyć. Takich wyroków jednak w zasadzie nie ma.

Marek
Gość
Marek

pewnie 10-30% + opłata stała kilka tys., ale to się zmieni
mnie nurtuje po jakim kursie kancelaria policzy zysk, bo przecież nie po zaskarżonym kursie tabeli banku na dzień udzielenia kredytu…

EDZ
Gość
EDZ

Z mojego wąskiego i partykularnego rozeznania w temacie wynika, że taka „przygoda” „potrafi” kosztować pomiędzy 20 a 40 tys. zł. Zapewne jest to zależne od tego jakie roszczenie wnosimy i na ile skomplikowana jest nasza sprawa. Czy prawnicy zostawiają choć połowę odzyskanej kwoty? Zdecydowanie nie – np. w sytuacji gdy kredyt został udzielony w wysokości 100 tys. zł w lipcu 2011 r. i sądzimy się o odwalutowanie; wtedy do „przygody” trzeba będzie dużo dołożyć. Zdecydowanie tak – np. w sytuacji gdy kredyt został udzielony w wysokości 1 mln. zł w lipcu 2008 r. i sądzimy się o unieważnienie umowy.

Janisław
Gość
Janisław

Pan Maciej jak zwykle pokpiwa nieco z kredytobiorców: „banki nam nie powiedziały, że stopy mogą pójść w górę, buuuu” udając, że nie odróżnia kredytu pseudowalutowego (bo udzielonego w PLN z waloryzacją kursem obcej waluty) od zwykłego kredytu w PLN. W kredycie pseudowalutowym Panie Macieju bank przelicza kwotę CHF na złotówki przy spłacie rat (i odwrotnie przy wypłacie transz) według wyjętego z kapelusza prezesa kursu waluty, dość odległego od kursu rynkowego. Ponadto kasuje kredytobiorcę dodatkowo przy pomocy prowizji (zwanej spreadem) od niewykonywanych w stosunkach z kredytobiorcą operacji walutowych, nie wspominając o ubezpieczeniach niskiego wkładu własnego, które nikogo (poza bankiem) nie ubezpieczają.… Czytaj więcej »

Aleksander
Gość
Aleksander

Banki to czysta bandyterka.

EDZ
Gość
EDZ

„Część kredytobiorców zapewne nie zgłosi się po nadpłaty, bo nie będzie im się chciało”. A wczoraj w którymś artykule autor(ka) dopatrzył(a) się zależności pomiędzy wnoszeniem spraw „frankowych” do sądów, a poziomem „energiczności” klienta (energiczni się procesują, a gnuśni się nie procesują). Zakładam jednak, że ludzie podejmują mniej-więcej racjonalne ekonomicznie decyzje i przed złożeniem sprawy do sądu sprawdzają, czy ewentualna wygrana spowoduje, że będą „na plus”. Jeżeli odpowiedź brzmi „tak” to wtedy im się zachciewa i robią się energiczni, a jak „nie” to im się całkiem odechciewa i popadają w marazm 🙂 Miałam okazje to ostatnio obserwować kiedy moja przyjaciółka energicznie… Czytaj więcej »

mko
Gość
mko

nie ma takiej matematyki, w której po wygranej z bankiem klient jest stratny.
Pod warunkiem dokonania racjonalnego wyboru prawnika.
Powyższa teza jest zadziwiająco zbieżna z oczekiwaniami banków na wytworzenie atmosfery „i tak nie warto się procesować z bankiem, mimo że wygrana w kieszeni”. To chyba jedyna linia obrony w przypadku niekorzystnego orzeczenia TSUE – granie na zniechęcenie. Taka mi się teoria spiskowa nasunęła. Ale oczywiście możesz podać szczegóły kalkulacji koleżanki, to internety podpowiedzą, gdzie szukać opłacalnych prawników (np. strona SBB)

EDZ
Gość
EDZ

Wszystkim, którzy dostają dreszczy (zgrozy lub rozkoszy) na myśl o tym, że w przypadku unieważnienia umowy bank nie ma prawa żądać zwrotu kapitału w związku z upływem 3-letniego terminu przedawnienia polecam tekst https://www.rp.pl/Opinie/310029956-Frankowicze-abuzywnosc-nie-jest-jedyna-podstawa-do-kwestionowania-kredytow-frankowych.html

mko
Gość
mko

bank może żądać zwrotu kapitału, klient może odmówić, bank może iść do sądu z żądaniem zwrotu, sąd zdecyduje, co uważa za właściwe (za 5 albo 10 lat). Po coś zapisano 3 lata przedawnienia, a bank nie ma moralnego prawa mówić, że nie wiedział o błędach w tworzonych przez siebie kredytach (szczególnie banki z zagranicznych grup kapitałowych, które przeżyły podobne tematy w innych krajach)

Tomeck
Gość
Tomeck

Bardzo mnie bawi ten argument, że Ci co wzięli kredyty w PLN będą poszkodowani. Analogicznie trzeba w takim razie napisać, że z definicji poszkodowani są kredytobiorcy walutowi bo znaczna część ludzi dostała dopłaty w postaci MdM czy RnS.

JakaJa
Gość
JakaJa

Panie Samcik, co do kwestii WIBORu, to bzdurę Pan napisał, bo analogią dla złotówkowiczów winny być .. sprawy, które podważają istnienie LIBORu. A takich spraw u frankowiczów nie ma;) Inna kwestia, że KE jeśli dobrze kojarzę, zanegowała obiektywność wskaźników WIBOR/LIBOR i ich niesterowalność, i dlatego do końca 2019r algorytm WIBOR ma ulec zmianie, a na wynalezienie ‚nowego LIBORU’ jest czas do 2021r z tego co pamiętam.. Więc – tutaj jest zupełnie osobny temat.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss