29 grudnia 2022

Kto kogo robi w bambuko? Czy to WIBOR jest zmanipulowany czy klienci pozywający banki o unieważnienie kredytów? Trzy ważne pytania. I próba odpowiedzi

Kto kogo robi w bambuko? Czy to WIBOR jest zmanipulowany czy klienci pozywający banki o unieważnienie kredytów? Trzy ważne pytania. I próba odpowiedzi

Rosnące raty odcisnęły się w tym roku na portfelach osób, które mają kredyt hipoteczny ze zmiennym oprocentowaniem. Niektórzy uznali, że za ten stan rzeczy odpowiada konstrukcja stawki WIBOR. A niektórzy prawnicy wyczuli okazję, żeby spróbować powtórzyć batalię o kredyty frankowe. I o WIBOR-ze zaczęto mówić bardzo dużo, choć nie zawsze z sensem. Co jest prawdą, a co mitem?

Prawdopodobnie o tym, jak WIBOR jest obliczany, jakie aspekty gospodarki odzwierciedla, czy jest zgodny z prawem, a może zmanipulowany i dlaczego właściwie się go używa do wyznaczania oprocentowania kredytów mieszkaniowych, będzie głośno i w mediach, i na salach sądowych.

Zobacz również:

Niektóre popularne tezy nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Wybrałem trzy kwestie, które moim zdaniem najczęściej są błędnie przedstawiane.

Przeczytaj też: Katowicki sąd udzielił kredytobiorcy sensacyjnego zabezpieczenia: „anulował” mu WIBOR. Czy to ma sens? I czy nadchodzi tsunami, przy którym kredyty frankowe to pryszcz?

Czy raty kredytów się zwiększyły, bo WIBOR wzrósł?

Tak całkiem technicznie – to prawda. Oprocentowanie większości złotowych kredytów hipotecznych w Polsce jest ustalane jako WIBOR 3M lub 6M plus marża banku. I gdy WIBOR rośnie, to zwiększa się oprocentowanie, a wraz z nim – raty.

Jednak WIBOR nie rośnie dlatego, że banki mają takie widzimisię. Ten wskaźnik podąża bardzo ściśle za poziomem stóp procentowych ustalanych przez NBP – a właściwie nawet nieco go wyprzedza (jeśli zamiary banku centralnego są dobrze zakomunikowane).

A więc jeśli kogoś należy obciążać odpowiedzialnością za wzrost rat, to jest nim Rada Polityki Pieniężnej. To ona zdecydowała, żeby w październiku 2021 r. zacząć ostro podnosić stopy procentowe, by walczyć z inflacją. Trzeba to mocno zaznaczyć: wzrost rat kredytów i obniżenie ich dostępności nie było skutkiem ubocznym podwyżek stóp. Taki był cel.

Im mniej pieniędzy ludzie mają – bo muszą spłacać wyższe odsetki lub nie mogą zaciągnąć długu – tym mocniej spada popyt konsumpcyjny. A im mocniej spada popyt konsumpcyjny, tym mniejsza jest presja na podnoszenie cen.

Czy WIBOR to koszt pozyskania przez banki kapitału?

To dość często spotykany argument: banki pozyskują kapitał z depozytów na stałe (i niskie oprocentowanie), a pożyczają na zmienne według stawki WIBOR, który nie oddaje kosztu pozyskania tego kapitału. To zdanie zawiera przynajmniej trzy kardynalne błędy – i sami się musimy uderzyć w pierś, bo pewnie nie raz wpadaliśmy w taką pułapkę w naszych tekstach na „Subiektywnie o Finansach”. Na czym te błędy polegają?

Po pierwsze, banki nie pozyskują kapitału z depozytów. Trzy główne sposoby pozyskiwania kapitału przez banki to: wypracowywanie i zatrzymywanie zysków (czyli niewypłacanie ich w formie dywidendy), emitowanie nowych akcji, emitowanie obligacji podporządkowanych.

Z wypracowywaniem zysków nie powinno być w okresie wysokich stóp procentowych problemów. Ale my w Polsce lubimy robić wszystko po swojemu. I banki dostały trzy mocne ciosy. Pierwszy to wakacje kredytowe, które miały uratować gospodarstwa domowe, które mają kłopoty ze spłacaniem rat. Okazało się, że akurat ta grupa najmniej z nich skorzystała, ale miliardowe koszty banki musiały rozliczyć.

Drugi – zasłużony – to kredyty frankowe. Ugruntowana już w dużej mierze linia orzecznicza nie pozostawia wiele wątpliwości – sektor bankowy będzie musiał zapłacić za wciskanie klientom niedopasowanych do ich potrzeb produktów finansowych.

Trzeci – czyli zrzutka na ratowanie Getin Noble Banku. Tego procesu nie dało się uniknąć, ale wydaje się, że przeprowadzono go i tak bardzo sprawnie i przy udziale reszty sektora bankowego, więc długoterminowo zdjęcie tego czynnika ryzyka wyjdzie wszystkim na dobre.

Nie ma zatem zysków do zatrzymywania. Z tego samego powodu emisja akcji nie wchodzi w grę. Kto by chciał inwestować w banki, gdy rząd może w dowolnej chwili wprowadzić jakieś nieprzemyślane regulacje, a szanse na dywidendy są niewielkie?

Zostają więc obligacje. Ale tutaj do gry wkracza WIBOR, ponieważ oprocentowanie obligacji zawsze jest odnoszone do poziomu rynkowej stopy procentowej. A więc bank musiałby zaoferować wycenę dającą wyższą stopę zwrotu niż WIBOR – o ile wyższą? Raczej sporo, ponieważ nie bardzo jest komu te obligacje sprzedawać, bo fundusze inwestycyjne mają odpływy, a inne banki też są w podobnej sytuacji.

A więc banki, jeśli chodzi o pozyskiwanie kapitału – są obecnie w trudnej sytuacji. Ale po co bankom kapitał? Ponieważ to właśnie kapitał pozwala bankom udzielać kredytów. Kapitał to coś zupełnie innego niż płynność. Płynność pozyskuje się na przykład zbierając depozyty od klientów. Płynność ma znaczenie przy obliczaniu wskaźników wypłacalności. Jednak nie jest prawdą, że bank pożycza pieniądze, które klienci w nim zostawiają.

Przeczytaj też: WIBOR do likwidacji? Nie ma powodu. A mechanizm, który prowadzi do wzrostu oprocentowania depozytów, sam się „naprawi”. Ekspert od WIBOR-u pociesza

Dlaczego stawki na rynku międzybankowym rosną wraz ze stopami procentowymi NBP?

Gdzie w tym wszystkim jest stopa procentowa NBP? Potocznie nazywa się ją kosztem pieniądza, ale choć brzmi to chwytliwie, to oznacza w sumie niewiele. Banki komercyjne nie pożyczają pieniędzy od NBP. Czasami, w skrajnych wypadkach, mogą wziąć kredyt lombardowy – ale już sama nazwa wskazuje, jak bardzo ostateczne jest to rozwiązanie.

Na jakich warunkach bank może pożyczyć pieniądze od NBP? Po pierwsze musi dać coś pod zastaw – na przykład obligacje skarbowe. W zamian dostaje krótkoterminową (overnight, czyli na jeden dzień) pożyczkę, ale też nie na całą wartość zabezpieczenia, oprocentowaną według stopy lombardowej, czyli najwyższej ze stóp ustalanych przez NBP. Taka pożyczka jest od razu sygnałem dla nadzoru, czyli KNF, że coś niedobrego dzieje się z płynnością banku.

Natomiast to, z czego banki korzystają na co dzień, to depozyt w NBP. W praktyce każdy bank może złożyć w banku centralnym pieniądze na depozyt (albo kupić bony pieniężne NBP) i dostać oprocentowanie równe głównej stopie, czyli obecnie 6,75%. Jest to zatem dla banku poziom odniesienia stopy wolnej od ryzyka. Nie da się bezpieczniej ulokować w Polsce pieniędzy niż w NBP.

A zatem, skoro bank ma w każdej chwili możliwość, żeby włożyć gotówkę do NBP na 6,75%, postępowałby wbrew logice, gdyby lokował ją gdzie indziej na niższy procent. Dlatego też rynek międzybankowy, gdzie banki pożyczają pieniądze od siebie nawzajem jest ściśle skorelowany ze stopą procentową NBP. A na kwotowania WIBOR-u składa się więc:

  • stopa wolna od ryzyka (czyli główna stopa procentowa),
  • ryzyko kredytowe (czyli obawy o to, że nam drugi bank nie odda – im dłuższy termin pożyczki, tym ryzyko większe),
  • oczekiwania na zmiany stóp procentowych (WIBOR 3M ma „zaszyte” w sobie oczekiwania banków co do tego, ile wyniesie stopa procentowa za trzy miesiące).

Żaden bank nie pożyczy drugiemu pieniędzy (czyli nie złoży w nim gotówki w depozyt) po stopie niższej niż w NBP. A więc tym bardziej nie będzie skłonny pożyczać pieniędzy osobom fizycznym czy firmom z niższym oprocentowaniem – i stąd bierze się marża banku dodawana do WIBOR-u. Ma ona pokryć ryzyko, koszty administracyjne i zapewnić wystarczający zysk, by móc włączyć go do kapitałów. Bo tylko wtedy bank będzie w stanie udzielić kolejnych kredytów.

WIBOR nie jest więc „ukrytą marżą” banków – choć zdarzało się nam także tak pisać – jest po prostu odniesieniem do realiów rynkowych. I wracamy do punktu pierwszego. To NBP wyznacza poziom stopy procentowej, a banki się do niej dostosowują. Nie mogą pożyczać taniej, bo to nie miałoby ekonomicznego sensu. Kredyty są drogie obecnie, ale takie mają właśnie być. I przykro mi to stwierdzić, ale fakt, że raty tak mocno wzrosły, należy uznać za efekt prawidłowo działających mechanizmów gospodarki rynkowej, a nie za defekt.

Korzystaliśmy w latach 2015–2019 ze stabilnych i niskich stóp procentowych, a potem przez półtora roku pandemii z ultra niskich. Być może zbyt długo to trwało, przez co teraz płacimy wysoką cenę. Czy winny jest rząd, NBP, Putin czy banki – nie ma w tej chwili znaczenia. Rachunek trzeba zapłacić.

Źródło zdjęcia: Tumisu/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
176 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tomasz
3 lat temu

Autor – zamiast wyjaśnić – zaciemnił obraz. Pisze, że banki pozyskują kapitał z zatrzymanych zysków, nowych akcji oraz obligacji podporządkowanych. Nie napisał jednak, że w ten sposób uzyskuje się kapitał własny (fundusze własne). Banki natomiast udzielają kredytów przede wszystkim na podstawie kapitału obcego, czyli pozyskanych depozytów. Ogólna suma bilansowa, a nie tylko kapitał własny, stanowi czynnik decydujący o skali udzielanych kredytów. Nie jest także poprawne wiązanie płynności banku z depozytami klientów oraz współczynnikami wypłacalności. O płynności decyduje bieżąca struktura aktywów banku (np. gotówka w kasie, środki na rachunku w NBP, łatwo zbywalne papiery wartościowe). Współczynniki wypłacalności odwołują się zaś przede… Czytaj więcej »

TN2
3 lat temu
Reply to  Tomasz

@Tomasz świetnie to podsumował – bank przede wszystkim obsługuje kredyty na podstawie kapitału obcego, czyli depozytow – które wcześniej sam bezkosztowo kreuje udzielając kredytow właśnie. Czyli głównym kosztem banku jest koszt utrzymania depozytow – mający się NIJAK do Wiboru! To po pierwsze. Druga rzecz, o której Autor artykułu nie raczył wspomnieć, to po co bankowi kapitał własny i ile go bank potrzebuje. Otóż kapitał własny służy wyłącznie jako zabezpieczenie przed nietrafionymi (niespłaconymi) kredytami. Nie jest to źródło kredytowania! Zgodnie z przepisami bank potrzebuje tylko 8% kapitału własnego od kwoty udzielonego kredyty. To 8% mnożone jest jeszcze przez wagi ryzyka. Dla… Czytaj więcej »

Last edited 3 lat temu by TN2
Wojtek
3 lat temu
Reply to  TN2

Jeszcze Panowie zapominacie o ryzyku, które też jest kosztem banków. Np. sa takie banki spóldzielcze, które maja w swoich portfelach 40%+ zagrożonych kredytów które z czasem moga zamienić się i zamieniaja sie w kredyty niesplacone i ich straty!
System bankowy jest tak wymyslony i porownywanie banków i pozycji w ich bilansach do logiki firmy pozyczkowej nie dziala – jesli banki zaczelyby dzialac jak firmy pozyczkowe to zapomnijcie o kredytach za mniej niz 15-20%… ba 30% w skali roku.

J kB fgg
3 lat temu

Stopa lombardowa 7,25 tyle kosztuje kredyt od nbp. WIBOR 6M 7,15 kredyt od innych banków dla banku.

Marcin
3 lat temu

Wszystko pięknie. Tylko, bardzo zresztą podobnie jak w temacie CHF, nie tu być może leży źródło problemu banków. We frankach bowiem nigdy nie chodziło o udzielanie kredytów w obcej walucie. Chodziło o to, jak to zostało zrobione. W przypadku kredytów opartych o WIBOR jest bardzo analogicznie. Sprawa dotyczy bardzo wielu punktów ze styku prawa konsumenckiego z rolą rynkową banków. Znów klient jest często niedoinformowany, obciążony niemal nieograniczonym ryzykiem. A na deser – metodologia ustalenia WIBORu moim zdaniem powinna być elementem umowy, a nie jest. Prawo bankowe jest tu dość jasne – art. 76. ustawy: Zasady oprocentowania kredytu określa umowa kredytu,… Czytaj więcej »

Pawceluto
3 lat temu
Reply to  Marcin

Akurat ten artykuł dobitnie pokazuje że sprawa wcale nie jest taka oczywista jeżeli chodzi o rozstrzygnięcia sądowe. Można ciągle zmieniać narracje na temat tego wskaźnika, jednak to tylko bardziej uprawdopodobnia tezę o braku należytego poinformowania o nim klientów. Co do reszty wpisu to można było podejść do tego tematu jednak trochę dokładniej bo nie wystarczy stwierdzić np. że „skoro bank ma w każdej chwili możliwość, żeby włożyć gotówkę do NBP na 6,75%, postępowałby wbrew logice, gdyby lokował ją gdzie indziej na niższy procent.” WIBOR ON wynosi 6,48%, a WIBOR TN 6,59%.

Rocky
3 lat temu
Reply to  Marcin

Ta kwestia była już badana przez TSUE na kanwie hiszpańskiego wskaźnika. TSUE stwierdził, ze każdy przeciętny konsument powinien z łatwością odnaleźć zasady ustalania wskaźnika referencyjnego w internecie. Ponadto TSUE wskazał, ze po stronie banku jest tylko wskazanie administratora wskaźnika.

Rafal
3 lat temu

Artykuł mocno teoretyczny i brakuje informacji o tym, że WIBOR od samego początku prezentowany był jako wskaźnik wyliczany na bazie realnych transakcji rynkowych. Może gdyby jawnie komunikowano, że tych transakcji jest kilka w miesiącu a przeważnie nie ma ich wcale to nie byłoby pozwów sądowych z WIBOR-em w tle.

Jerzy
3 lat temu
Reply to  Rafal

tych transakcji nie jest „kilka w miesiącu”, a setki dziennie. BAnk pozyczają sobie wzajemnie pieniądze na bieżąco (wiem z praktyki – kilkanascie lat temu pracowałem właśnie jako dealer w banku komercyjnym) i juz wtedy tych transakcji było bardzo wiele , codziennie, na setki milionów, lub kilka milionów kazda z nich.

Piiiii
3 lat temu
Reply to  Rafal

Nie wygłupiaj się. Nawet na wikipedi można znaleźć informację że źródłem są kwotowania banków „po jakiej stawce są gotowe..” a nie realne parametry transakcji z poprzedniego dnia. Jak zwykle głupota konsumentów nie pozwoliła im odpalić wikipedi a teraz cale społeczeństwo ma się zrzucić