WIBOR do likwidacji? Nie ma powodu. A mechanizm, który prowadzi do wzrostu oprocentowania depozytów, sam się „naprawi”. Ekspert od WIBOR-u pociesza

WIBOR do likwidacji? Nie ma powodu. A mechanizm, który prowadzi do wzrostu oprocentowania depozytów, sam się „naprawi”. Ekspert od WIBOR-u pociesza

Bezprecedensowy wzrost wskaźnika WIBOR w postaci wyższych rat kredytowych odczuły w swoich budżetach miliony rodzin w Polsce. Dla kolejnych milionów tak radykalne zwiększenie kosztów kredytu oznacza koniec marzeń (a przynajmniej ich znaczące odsunięcie w czasie) o nowym mieszkaniu. Kolejne miliony zastanawiają się: jak to jest, że WIBOR, czyli „rynkowy koszt pieniądza” idzie w górę, a oprocentowanie depozytów (z których przecież banki czerpią bazę do finansowania kredytów) dużo wolniej. Czy WIBOR jest manipulowany przez banki? Dlaczego w Polsce nie ma prawdziwych kredytów o stałej stopie? Zapytałem o to Błażeja Wajszczuka – człowieka, który o wskaźnikach referencyjnych wie (prawie) wszystko

Gdy WIBOR ruszył dynamicznie w górę, a oferta depozytów przez wiele miesięcy wyglądała tak, jakby stopy procentowe nadal były bliskie zera, niektórzy zaczęli się zastanawiać, czy ta dysproporcja nie wynika z nieuczciwych mechanizmów kształtowanych przez banki. Z jednej strony biorą tani pieniądz od deponentów, z drugiej strony ustalają jego „oficjalną” cenę znacznie wyżej (jest nią WIBOR), zgarniając dodatkową marżę od udzielonych kredytów.

Zobacz również:

Tak jak załamanie się kursu złotego do franka ujawniło patologiczne (i jak się potem okazało – bezprawne) mechanizmy stosowane w kredytach walutowych (np. spread walutowy kształtowany w umowie tak, że banki mogły go wyznaczać, jak chciały, a część z nich z tej możliwości czerpała pełnymi garściami), tak szokowa terapia, którą funduje nam teraz NBP, może doprowadzić do rewolucji na rynku kredytów złotowych.

Na „Subiektywnie o Finansach” opisywaliśmy już pierwsze pozwy „złotówkowiczów” czy też „WIBOR-owiczów”, którzy mają w planach zakwestionować wysokość oprocentowania swoich kredytów (lub wręcz prawomocność samych umów). Są w tej sprawie już pierwsze pozwy grupowe. Zapewne jednym z koronnych dowodów będzie ten wykres:

Okazję do zbicia kapitału politycznego zwęszyli też politycy, którzy – jeden przez drugiego – zaczęli przerzucać się propozycjami, jak ulżyć osobom spłacającym kredyty mieszkaniowe. Najgłośniejszą propozycję przedstawił premier Mateusz Morawiecki, który obiecał… likwidację WIBOR-u. Szczegóły nadal są mętne, ale widać, że ten aspekt życia gospodarczego czasy regulacyjnego spokoju zostawia za sobą.

Błażej Wajszczuk

Czy zarzuty stawiane WIBOR-owi w pozwach i w debacie publicznej mają sens? Czy propozycje premiera w ogóle są możliwe do realizacji? I czy nie narobią więcej szkody niż pożytku? Postanowiłem zapytać o to eksperta od stawek referencyjnych. Błażej Wajszczuk to prawdopodobnie jeden z największych specjalistów w tej dziedzinie. Nie tylko jest wiceprezesem stowarzyszenia ACI Polska, które administrowało stawką WIBOR oraz Polonia, zanim zostały one przekazane do GPW Benchmark i NBP, ale także kieruje Departamentem Skarbowym w BNP Paribas Polska, jednym z największych banków w kraju.

***

Maciej Jaszczuk, „Subiektywnie o Finansach”: Umówiliśmy się na rozmowę o stawce WIBOR, ale czy po zapowiedziach premiera o „likwidacji WIBOR-u” jest jeszcze o czym dyskutować? Może już za kilka miesięcy WIBOR i tak przestanie istnieć?

Błażej Wajszczuk: Poczekajmy na szczegóły. Kwestia zamiany wskaźników z rodziny IBOR jest rynkowi znana i również w przypadku WIBOR taka zmiana była przewidywana, ale w dalszym ciągu jest to dość skomplikowany proces. W przypadku likwidacji LIBOR proces przygotowania trwał kilka lat. Teraz udałoby się to zrobić szybciej, ale mimo wszystko perspektywa miesięcy jest zbyt ambitna. Mamy doświadczenia, że to co szybko nie znaczy dobrze.

Podobny manewr już został przećwiczony w przypadku kredytów frankowych, gdzie SARON zastąpił LIBOR.

Kwestie zmiany wskaźnika referencyjnego reguluje art. 23c unijnego rozporządzenia BMR. Są cztery warunki, które pozwalają na takie działanie. Wystarczy, że spełniony będzie jeden z nich. Pierwszy warunek to stwierdzanie przez nadzór – w polskich warunkach przez KNF – że wskaźnik referencyjny nie odzwierciedla już danego rynku lub realiów gospodarczych. Tak się nie stało, a najbliższy przegląd WIBOR-u jest zaplanowany na grudzień 2022 r.

Drugi warunek to ogłoszenie likwidacji wskaźnika przez jego administratora, czyli w tym przypadku GPW Benchmark musiałaby przestać go publikować. Trzeci – ogłoszenie likwidacji wskaźnika przez KNF, jeśli wykonuje on uprawnienia syndyka względem administratora, a czwarty – odbieranie przez regulatora licencji administratorowi stawki. Żaden z tych warunków się nie spełnił.

Czyli WIBOR będzie istniał. A obok będzie jakiś inny miernik ceny pieniądza na rynku międzybankowym, który będzie stosowany do kredytów hipotecznych. Dobry pomysł?

Rozróżnijmy dwa przypadki. Pierwszy, gdy zamieniamy wskaźnik w części umów, a w pozostałych zostaje WIBOR. To jest zły pomysł. Prowadzi to do powstania niespójności pomiędzy pasywami i aktywami na różnych wskaźnikach oraz – co istotniejsze – do niespójności pomiędzy instrumentami zabezpieczanymi i zabezpieczającymi. Jest to powód, dla którego wspomniane wyżej rozporządzenie BMR zakłada całkowitą likwidację wskaźnika i zastąpienie go innym.

Drugi przypadek to utrzymywanie wskaźnika WIBOR i wprowadzanie równolegle drugiego wskaźnika, ale tylko do nowych umów. Dzięki temu nowy wskaźnik jest wprowadzany w sposób ewolucyjny, a uczestnicy obrotu gospodarczego mają czas na poznanie nowego benchmarku. W ten sposób były wprowadzane wszystkie wskaźniki zastępujące LIBOR i taka ścieżka jest możliwa do przeprowadzenia lokalnie.

Może nie mamy innego wyjścia? Krytycy WIBOR-u mówią, że oderwał się on od rzeczywistości gospodarczej, że rośnie szybciej niż koszt pozyskania kapitału przez banki, w domyśle – niż oprocentowanie depozytów. Czy mają rację?

Nie mają. WIBOR odzwierciedla dokładnie to, do czego został zaprojektowany. Ten wskaźnik jest stworzony po to, by mierzyć, po jakich stawkach uczestnicy tzw. fixingu są skłonni zawierać transakcje polegające na wzajemnym pożyczaniu sobie pieniędzy na dany okres. To nie jest i nigdy nie był miernik oprocentowania depozytów składanych ogółem w gospodarce.

W tym fixingu bierze udział bardzo ograniczona liczba podmiotów. To nie jest tak, że mógłbym się dosiąść i złożyć własną ofertę. Tych kilka osób w zasadzie może dowolnie kształtować wartość wskaźnika…

Sposób zgłaszania cen na fixing oraz ich wartość jest skrupulatnie analizowany przez administratora, same banki, a na końcu KNF. Dlaczego w tym fixingu bierze udział tak mało podmiotów i pochodzą tylko z grona banków? To proste. Dzieje się tak dlatego, że zgłoszone stawki są wiążące dla uczestników tego fixingu, a zatem muszą oni wzajemnie akceptować swoje ryzyko kredytowe, żeby zawierać transakcje między sobą. Gdyby w panelu był słaby kredytowo podmiot, to istniałoby ryzyko, że mechanizm transakcyjnego sprawdzania ceny po fixingu mógłby nie działać efektywnie.

W porządku. Siada kilku bankowców i składają sobie wiążące oferty. I stwierdzają, że WIBOR 6M ma wynosić 6%, a WIBOR 3M tylko 5,5%. A w największych bankach to WIBOR 6M jest podstawą do wyliczania oprocentowania kredytów hipotecznych

Przede wszystkim wszyscy uczestnicy fixingu, zanim złożą wiążące oferty, patrzą na stopy NBP i oczekiwania z nimi związane. Spektakularne wzrosty WIBOR-u w ostatnim czasie wynikają z tego, że znajdujemy się w bezprecedensowej sytuacji gospodarczej. Jeszcze nigdy stopy procentowe nie rosły tak szybko, z tak niskiego poziomu i – wiele na to wskazuje – do tak wysokiego poziomu. Różnice między krótszymi terminami WIBOR-u a dłuższymi oddają właśnie to tempo zmian. Banki są skłonne pożyczać sobie pieniądze na wyższy procent na dłużej i na niższy na krócej, ponieważ oczekują bardzo dużych podwyżek w przyszłości. To logiczne.

Niektórzy zarzucają WIBOR-owi także „hipotetyczność” czy „teoretyczność”, bo na rynku międzybankowym nie są zawierane transakcje…

Paradoksalnie, w czasie gdy rzeczywiście transakcji prawie nie było – czyli kiedy stopy przez długi czas były stabilne i rekordowo niskie – nikomu to nie przeszkadzało. Teraz, kiedy transakcji jest dużo więcej i są zawierane nawet na roczne okresy w oknie transakcyjnym, WIBOR jest kwestionowany. Dlaczego teraz jest więcej transakcji? Ponieważ pojawiła się niepewność, pojawiły się różnice w przewidywaniach dotyczących ścieżki stóp procentowych pomiędzy bankami-uczestnikami fixingu. Dane makroekonomiczne oraz wypowiedzi osób mających wpływ na politykę gospodarczą są różnie interpretowane. Tam, gdzie są różnice, dochodzi do transakcji.

I jeśli jeden bank spodziewałby się większej skali podwyżek stóp procentowych, to może zgłosić stawkę, która dla banku obstawiającego mniejszą skalę podwyżek, będzie atrakcyjna?

Banki są związane zgłoszoną przez siebie stawką. Im większe różnice w kwotowaniach, tym więcej transakcji. Czy dochodzi do nich codziennie? Nie. Niecodziennie zdarza się coś, co wywołuje takie kontrowersje w prognozach. Ostatnio jednak nie narzekamy na brak wydarzeń, stąd transakcji jest coraz więcej.

Czy fakt, że czasem tych transakcji nie ma, może świadczyć o tym, że WIBOR jest „wadliwy”? Rozporządzenie BMR mówi, że wskaźnik referencyjny powinien być oparty na transakcjach…

Nie. Rozporządzenie wskazuje na to, że jeśli transakcje są zawierane, to wynikające z nich kwotowania powinny mieć preferencję w ustalaniu stawek, a jeśli ich nie ma, to możliwe są inne źródła ceny, w tym kwotowania wiążące. Od 2020 r. WIBOR już uwzględnia transakcje – o ile są zawierane. Jeśli banki zawarły transakcję, to do fixingu brana jest pod uwagę stawka z tej właśnie transakcji. Może być też tak, że stawka zależy od pięciu banków, które były aktywne na rynku i zawarły transakcje, oraz od pięciu, które gotowość do zawarcia transakcji zadeklarowały i są to oferty wiążące. Z tego punktu widzenia nie widzę pola do skutecznego stawiania zarzutu, że stawka WIBOR jest „zmanipulowana” albo „nieprawdziwa”.

Problem z WIBOR-em wziął się z tego, że w Polsce praktycznie nie było do niedawna kredytów hipotecznych o okresowo stałym oprocentowaniu. Dlaczego w ogóle kredyty hipoteczne są oparte w Polsce o oprocentowanie zmienne i o taką lub inną cenę pieniądza na rynku międzybankowym?

Początek polskiego rynku mieszkaniowego i rynku kredytów na cele mieszkaniowe to mniej więcej początek XXI wieku, a wejście Polski do Unii Europejskiej skokowo go zwiększyło. Przez te 20 lat stopy procentowe były w trendzie spadkowym, przerywanym trzema epizodami zacieśniania polityki pieniężnej. Zmienna stopa procentowa była generalnie korzystna dla kredytobiorców.

Model, który się w Polsce wykształcił, wygląda tak, że bierzemy jak najdłuższe kredyty, na 30-35 lat, żeby mieć jak najniższą pierwszą ratę. Preferujemy płacić mało na start zamiast trochę więcej, ale stabilnie w długim terminie przy kredytach na stałą stopę. Jednocześnie zakładamy, że spłacimy swój kredyt wcześniej niż wynika to z harmonogramu. I tak się często dzieje. To, że mamy bardzo długie kredyty w „wersji startowej”, implikuje to, że zaciągamy je na zmienną stopę procentową.

Rynek kredytów hipotecznych o stałym oprocentowaniu na Zachodzie wygląda inaczej niż u nas. Kredyty są dużo krótsze, maksymalnie na 20-25 lat. Banki sprzedające kredyty o stałej stopie procentowej muszą się oczywiście zabezpieczyć przed stratami z tytułu stałej stopy. Nawet na rozwiniętych rynkach UE nie jest tak łatwo znaleźć długoterminowe zabezpieczenia, ale oczywiście łatwiej znaleźć je na 20-letni kredyt w euro niż na 35-letni w złotym.

Kluczowa jednak różnica pomiędzy kredytami o zmiennej i stałej stopie procentowej tkwi w ograniczeniach co do wcześniejszej spłaty takiego kredytu. W niektórych krajach jest to w ogóle zakazane, w innych – są wysokie prowizje.

 

Dlaczego tak jest?

Ponieważ jeśli stopy procentowe spadną, a klient spłaci kredyt wcześniej, to bank traci cały założony wcześniej przychód odsetkowy. Ponadto nie jest w stanie w miejsce spłaconego kredytu pozyskać aktywa z tą samą rentownością, ponieważ stopy już spadły. Oczywiście spłata jednego kredytu nie jest groźna, ale wczesne doświadczenia rynków rozwiniętych uczą, że przedpłacają się całe portfele hipotek i to po kilka razy, jeśli cykl obniżek jest głęboki. Utrata przychodów może sięgać miliardów.

Czyli to nie jest do końca tak, że banki nie chciały nam oferować takich kredytów, raczej problem w tym, że potrzebowaliśmy kredytów bardzo długoterminowych, ale z elastycznym okresem spłaty. Czego potrzebujemy, żeby upowszechniły się kredyty stałoprocentowe?

Trzeba stworzyć warunki do tego, by banki mogły oferować bardzo długie kredyty na stałą stopę, ale dotąd tego nie ma. NBP mógłby na przykład zapewniać rynek instrumentów pozwalających na długoterminowe zabezpieczenie. Potrzebujemy także zmiany w ustawie o kredycie hipotecznym, która pozwoli na pobieranie opłat za potencjalne koszty przedterminowych spłat. Nie tylko za te, które zostały faktycznie poniesione. Dla banku koszt wcześniejszej spłaty dotyczy przyszłości, tych przepływów, których nie otrzyma, a nie tego, co się już wydarzyło.

Jest dużo głosów, żeby „było u nas jak na Zachodzie”. W takim razie powinniśmy być świadomi, z czym się to wiąże. Nie można mieć długoterminowych kredytów na stałą stopę, a jednocześnie pełnej dowolności w przedterminowych spłatach.

Chcemy mieć kredyty na stałą stopę, a depozyty na zmienną. Konsumenci zauważyli, że oprocentowanie kredytów wystrzeliło w górę, a depozytów – przynajmniej na początku cyklu podwyżek – pozostało niskie. Pojawiły się więc pytania, dlaczego depozyty nie są oprocentowane według WIBOR-u?

To, jak bank oprocentowuje swoje pasywa (depozyty i lokaty są pasywami banku), jest zależne od tego, jak bardzo ich potrzebuje. Podaż pieniądza z rządowych tarcz jest bardzo duża, sięgnęła ponad 150 mld zł. Z drugiej strony wydarzyło się coś podatkowo niezwykłego – podatek bankowy sprawił, że banki są zniechęcane do budowania większych pasywów. Warto przypomnieć, że do czasu wprowadzania podatku bankowego większość lokat negocjowanych była oprocentowana na poziomie WIBOR plus marża. Później się to zmieniło.

To wszystko doprowadziło do tego, że banki nie miały potrzeby pozyskiwać depozytów. W konsekwencji, gdy NBP zaczął podnosić stopy, to mechanizm trochę się zatarł. Jednak z powodu wybuchu wojny z banków wycofano około 40 mld zł, Narodowy Bank Polski, interweniujący na rynku walutowym i skupujący złotego, też zdjął trochę płynności. Do tego NBP podniósł stopę rezerwy obowiązkowej, co skutkowało wzrostem salda rezerwy o około 60 mld zł. Biorąc te wszystkie czynniki łącznie, od kwietnia jest mniej o ok. 110-120 mld zł nadpłynności w sektorze bankowym.

Proces podnoszenia oprocentowania depozytów rozpoczął się więc wolniej, ale się toczy. Jesteśmy tam, gdzie z gospodarczego punktu widzenia powinniśmy być. Banki będą dalej zwiększać oprocentowanie i bardzo możliwe, że poziom WIBOR osiągniemy na wybranych produktach. Będzie to jednak proces rynkowy.

Pojawiły się ostatnio propozycje obligacji „antydrożyźnianych”. Czy one mogłyby coś zmienić?

Banki płacą za depozyty poniżej inflacji, to prawda. Zwracam jednak uwagę, że oferują także kredyty poniżej inflacji. Ministerstwo Finansów sprzedaje obligacje hurtowe poniżej inflacji. Jeśli zostanie wprowadzony produkt, który ściągnie z rynku bardzo dużo środków finansowych, to zaburzy to warunki finansowania w kraju. Jeśli ktoś będzie płacił na przykład 11-12% rocznie za obligacje, to kto będzie chciał kupować te, które rząd teraz emituje i po ile? Zatem ryzykowne jest założenie, że – wprowadzając nierynkowy instrument – wpłyniemy tylko na to, jak kształtują się depozyty, a reszta rynku nie dostosuje się do tej sytuacji. Ostatecznie ktoś będzie musiał ponieść koszt odsetkowy tych obligacji. Pytanie – kto? Uważam więc, że pomysł emisji obligacje antydrożyźnianych należy bardzo dokładnie przemyśleć i skalkulować, bo efekty uboczne mogą być większe niż ewentualne korzyści.

Błażej Wajszczuk kieruje Departamentem Skarbu (Head of Treasury) w BNP Paribas Bank Polska oraz jest wiceprezesem stowarzyszenia ACI Poland, które do 2017 r. administrowało stawkami WIBOR oraz Polonia.

zdjęcie tytułowe: moerschy/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
39 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Marcin
3 miesięcy temu

Nie wierzę, że nowy wskaźnik wiele zmieni na rynku. Może w krótkiej perspektywie chwilowo obniży ratę. Niższa rata = agresywniejsza polityka NBP. Docelowo pewnie nowy wskaźnik wyrówna się wiborem. Umiesz liczyć licz na sobie:)

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Oczywiście, że nowy wskaźnik niewiele pomoże. O ile w ogóle. Zwykłe mydlenie oczu

Jadzia
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Dlatego lepsze zamrożenie wiboru.

Anna
3 miesięcy temu

Głupi ludzie, słabo wykształceni w Wyższych Szkołach Tego i Owego, w biednym kraju, rządzonym przez takich jakich sobie sami wybrali, oczekują, że samo z siebie będzie im się dobrze powodzić i są zaskoczeni, że jakieś mechanizmy gospodarcze nie chcą się dostosować do ich dyletanckich mrzonek.

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Anna

Ja te Wyższe Szkoły od lat nazywam „szkółki niedzielne”. Parodia nie kształcenie, ale właściciele się podorabiali na tym w przeszłości, teraz chyba już takiego parcia nie ma na to „wykształcenie”…

Mieczysław
3 miesięcy temu
Reply to  Anna

Oni nie są aż tacy głupi, tylko takich udają. Jak zyskują na niskim Wiborze, to siedzą cicho, a wśród rodziny i znajomych chwalą się jacy to oni sprytni i przebiegli. Ale jak zmienia się sytuacja od razu krzyczą na cały świat jaka to dzieje im się krzywda i żądają aby najlepiej wszyscy podatnicy składali się na ich rosnące odsetki. Fundując tym samym ogólnonarodowy prezent kolejnej grupie pasożytniczych cwaniaków.

Jadzia
3 miesięcy temu
Reply to  Mieczysław

Ludzie chcą gdzieś mieszkać a Państwo zupełnie odpuściło budownictwo komunalne zostawiając sprawę tzw. wolnemu rynkowi. No i mamy patologie takie jak kredyty w CHF, kredyty z Wiborem, który eksplodował, albo program Rodzina Swoim, który finansował deweloperów.

Dociekliwy
3 miesięcy temu

Podziwiam Pana Błażeja Wajszczuka za cenną w jego fachu umiejętność odwracania kota ogonem. O jakich „wiążących ofertach” jest mowa, jeśli nie dochodzi do transakcji – bo ma nie dojść?
Złożyłem sąsiadowi wiążącą ofertę na sprzedaż psa za milion, a on mi równie wiążącą na sprzedaż dwóch kotów po 500 tysięcy każdy. Znaczy, ceny zwierząt domowych na dzielni idą ostro w górę 😀

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Dociekliwy

Ja się nie pytam ile na tych kotach można zarobić, ja się pytam ile można stracić 😉

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik
mko
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Dowcipnie. Tylko wibor to nadal efekt umówienia się kilku banków. Nadzór KNf i organizatora Wiboru (do kogo należy ta spolka?) to śmiech na sali. Pan Błażej jest obiektywny w swoich opiniach, czy uzależniony finansowo od branży bankowej? Pracuje w jednym z banków „wiborowych”, to co ma mówić? Ze wibor to ściema?

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  mko

Człowiek pracuje w banku, ale poprosiliśmy, żeby z nami pogadał, bo rzeźbił przy benchmarkach

Przemysław
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

i właśnie to go dyskredytuje. Rzeźbił przy wiborze przez tyle lat to nie powie, że jest z nim (wiborem) coś nie tak. Można z nim porozmawiać o mechanice danego wskaźnika ale średnio widzę dyskusje czy produkt przy którym pracował kilka lat jest dobry. To tak jakbym poszedł do producenta harnasia i spytał czy jego piwo jest dobre 😉

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Przemysław

No, ale to raczej jest sytuacja, w której podchodzimy do człowieka, który kiedyś był w zarządzie związku firm produkujących piwo i pytamy czy Harnaś jest dobry. Teraz mu to wisi, a zna biznes piwny od podszewki, więc ma wiedzę ;-).

Przemysław
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

„ale także kieruje Departamentem Skarbowym w BNP Paribas Polska, jednym z największych banków w kraju”

A teraz pracuje w jednym z większych banków który zarabia na tym wskaźniku i zamiana na inny wskaźnik zmniejszy zyski firmy w której pracuje.

No to nasz producent harnasia zajmuje się teraz dystrybucją harnasia 😉

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Przemysław

Nie, bo nie pracuje przy kredytach, tylko w departamencie skarbowym, a nie w dziale kredytów hipotecznych 🙂

Michał
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie do końca. Jeśli jest to wskaźnik oszukany, a pan Błażej jest wiceprezesem i by przyznał, że o tym wiedział to z automatu naraża się na jakąś odpowiedzialność. Od zainteresowania przez UOKiKu po jakiegoś prawnika co mógłby go pozwać prywatnie (choćby dla rozgłosu).
Szczególnie teraz, gdyby sam się zgłosił kozioł ofiarny, myślę że nawet osobiście Minister Sprawiedliwości wział by sprawy w swoje ręce, żeby poprawić sondaże 🙂

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Michał

Proszę nie podpowiadać! 😉

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Michał

(…)Szczególnie teraz, gdyby sam się zgłosił kozioł ofiarny, myślę że nawet osobiście Minister Sprawiedliwości wział by sprawy w swoje ręce, żeby poprawić sondaże 🙂(…)
Za gruba afera… tam umoczeni są też swoi…. choćby te nadzory ze strony KNF itp… a od czasów PO jednak paru dobrozmienców jednak się przewinęło.

Last edited 1 miesiąc temu by jsc
jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

No… dalej jest to samo… nawet po odejściu ze stanowiska doktryna Neumanna obowiązuje. Chyba, że wystąpią jakieś okoliczności, których nie da się bronić…

Chociaż… jak pokazuje Michniewicz można wybronić już wszystko… nawet setki telefonów do Fryzjera. Chociaż… możliwe, że chodzi tu o kwestię pleców… bo Rybus za mniejsze wykroczenie został dosłownie wyklęty.

Last edited 1 miesiąc temu by jsc
Admin
1 miesiąc temu
Reply to  jsc

Gdyby zdobył medal na Mundialu, to się mu wybaczy 🙂

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Medal na mundialu… Pan selekcjoner przez całą karierę robił wszystko, abyśmy nie mogli go wygrać.

A co do wybaczania… jakoś nie widzę argumentów, żeby rosyjscy bandyci okołostadionowi byli gorsi od polskich… polskie gngi kiboli także zajmowały się tzw. sexbiznesem, którego ofiarą padało wiele kobiet zza wschodniej granicy, także z Ukrainy.

Last edited 1 miesiąc temu by jsc
Admin
1 miesiąc temu
Reply to  jsc

To prawda, medal na Mundialu pozwoliłby mu „tylko” odkupić winy 😉

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Takie zastępstwo dla instytucji świadka koronnego? Pomysł na prawdę innowacyjny.

olo
3 miesięcy temu
Reply to  Przemysław

Ale gdyby banki manipulowały wiborem to chyba robiłyby to już dawno – a przede wszystkim w czasie (prawie) zerowych stóp procentowych. W tamtym okresie banki nie zarabiały więc pokusa aby manipulować była największa – np. walniemy chociaż 1% wiboru, klient się nie zorientuje. Ale tego nie robiły…

Michał
3 miesięcy temu
Reply to  Dociekliwy

Był już jeden taki co opowiadał o rolnikach na pytanie o cenę chleba
Anyway, teraz pora na wywiad z Georgiem Sorosem w sprawie Black Wednesday 😉

Marek
3 miesięcy temu

Panie Macieju co będzie z oprocentowaniem obligacji korporacyjnych które wypłacają kupon na podstawie wskaźnika WIBOR jak Pan uważa. Czy będzie tak że za te potencjalne zyski kredytobiorców po zamianie wskaźnika WIBOR zapłacą posiadacze obligacji korporacyjnych.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Marek

Oby tak nie było. Mnie się raczej nie mieści w pale likwidacja tego WIBOR-u – on jest wszędzie, w obligacjach korporacyjnych, rządowych, przy kredytach dla firm (niekoniecznie hipotecznych)… Sądzę, że raczej po prostu nie będzie już benchmarkiem hipotecznym…

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)rządowych(…)
A zatem pokusa się pojawia… zaniżymy stawki, a niech zagranica sobie wyje. A im głośniej wyje tymbardziej nakręcimy kampanię w TeleVizji Narodowej jak to obcy nastają na polską suwerenność.

Last edited 1 miesiąc temu by jsc
Socjalista
3 miesięcy temu

Obecne parometry kredytów hipotecznych niezależnie czy będzie Wibor lub Polonia, lub cokolwiek innego zmiennego oznacza, że do końca kredytobiorca nigdy nie wie ile ostatecznie odda pieniędzy. Zmienność ustalanego w ten sposób oprocentowania kredytów w przestrzeni czasowej 20-30 lat jest tak naprawdę nieobliczalna! Jeden rok punkt w dół, drugi rok trzy w górę. Czyli kredytbiorca jest w sytuacji wielkiej niewiadomej. Jeśli kredyt hipoteczny ma być przejrzysty a klient wiedzieć jaki jest osteteczny koszt kredytu wszelkie dynamiczne zmienne muszą zostać usunięte. Pożyczasz 300.000 + stały procent i tyle oddajesz.

Anna
3 miesięcy temu
Reply to  Socjalista

Ale jakoś przez 10 lat nie przeszkadzało że wibor malał?

Waldek
3 miesięcy temu
Reply to  Anna

Nie no to wyrównamy wstecz oprocentowanie do nowej jednolitej stałej stawki. Socjalista będzie zadowolony, żeby każdy miał po równo…

Jacek
3 miesięcy temu
Reply to  Socjalista

Przez 30 lat tak wiele może się zmienić…

Aniela
3 miesięcy temu

’Potrzebujemy także zmiany w ustawie o kredycie hipotecznym, która pozwoli na pobieranie opłat za potencjalne koszty przedterminowych spłat.’

No bo w końcu z konsumenta można wycisnąć wszystkie flaki i soki. Przeciez to konsument jest dla banku, a nie bank dla konsumenta. Kowalski się pięciu złotych dorobi, to jeszcze warto mu drugie pięć zabrać z tego tytułu.

Banki to lichwiarskie instytucje, które są maska ludzi w nich pracujących – ludzi którzy okradają innych ludzi i uważają, że to w porządku.

michal
3 miesięcy temu

Ale Pan sobie obiektywnego rozmowce znalazl… na logike jak banki nie chca od na depozytow bo maja mase plynnosci to jak w kwotowaniach wibor chetnie zaplaca ponad 5 procent? No bo przeciez jak jeden bank pozycza to drugi musi sie godzic na zaplate odsetek…

mko
3 miesięcy temu
Reply to  michal

Ciekawe pytanie, może ekspert w ramach uzupełnienia rozmowy odpowie na nie?

Pawceluto
3 miesięcy temu
Reply to  michal

I to jest sedno problemu z tym wskaźnikiem i jemu podobnymi. Nikt normalny nie twierdzi, że np. WIBOR 3M nie odzwierciedla sytuacji ze stopami w perspektywie 3 miesięcy do przodu bo jak spojrzymy na jego historię to nawet ostatnio bywał w średniej – proszę zobaczyć korelację ile wynosił ten wskaźnik np. na koniec stycznia i jak w kolejnych 3 miesiącach rosły stopy. Zazwyczaj pierwsza połowa okresu obowiązywania WIBOR był wyższy niż stopy, ale druga połowa było już odwrotnie, Problem polega jednak na tym, że banki nie mają i nigdy nie miały zarabiać na wahaniach stóp, bo od tego jest marża… Czytaj więcej »

Piotr
3 miesięcy temu

Czasami wydaje mi się, że to szukanie zamiennika stawki Wibor przez premiera, który był przecież bankowcem, to takie szukanie „na siłę” aby przypadkiem nie zrobić krzywdy bankom. Taki wskaźnik już od dawna istnieje. Jest to WKF, który jest zgodny z unijną dyrektywą BMR i ma zatwierdzenie KNF. Pokazuje on faktyczny koszt pozyskiwania pieniędzy i byłby chyba najbardziej korzystny dla kredytobiorców.

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Piotr

(…)Czasami wydaje mi się, że to szukanie zamiennika stawki Wibor przez premiera, który był przecież bankowcem(…)
Tu raczej automatyzmu nie ma… zwracam uwagę na casus Banasia… teraz wykorzystuje stanowisko w NIK’u do nawalanki z rządem, którego był wiceminsitrem.

Last edited 1 miesiąc temu by jsc

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!