Donald Trump żąda niższych odsetek od kart kredytowych. Czy i my powinniśmy tego żądać? Kolejny populistyczny pomysł prezydenta Donalda Trumpa: obniżyć urzędowo oprocentowanie kart kredytowych amerykańskich konsumentów do 10% na okres jednego roku. A może… wcale nie taki populistyczny? Obserwując to, na co pozwalają sobie polskie banki, jeśli chodzi o oprocentowanie kart kredytowych — w dobie spadającej inflacji i coraz niższych stóp procentowych — nóż się w kieszeni otwiera. Ale mimo wszystko uważam, że większe ograniczanie odsetek od kredytówek byłoby niezwykle ryzykowne
Prezydent Donald Trump walczy ze spadającym poparciem na wszystkie możliwe sposoby. A to porwie jakiegoś dyktatora, a to ogłosi, że „zastanawia się” nad rozpętaniem jakiejś wojny. Ale oprócz igrzysk ludzie oczekują też chleba, a więc tańszego życia. Mieliśmy już pomysł wydłużenia do 50 lat kredytów hipotecznych (co ma obniżyć raty i zwiększyć zdolność kredytową), a ostatnio Król Donald zaproponował, by wprowadzić na rok „ulgowe” oprocentowanie kart kredytowych.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Pomysł polega na tym, że amerykańscy konsumenci mieliby przez rok płacić nie więcej, niż 10% odsetek rocznie od swojego zadłużenia w kartach kredytowych. Dziwaczne? Nie za bardzo. Przypominam, że w Polsce mieliśmy wakacje kredytowe dla długów hipotecznych, a więc bardzo podobne rozwiązanie, tyle że adresowane do innej części rynku.
Karty kredytowe — zmora amerykańskiego konsumenta
W USA karty kredytowe są niezwykle popularnym narzędziem zadłużania się. O ile w Polsce na 30 mln dorosłych Polaków jest zaledwie 5 mln kart kredytowych, w USA banki wydały takich kart ponad 630 mln. Konta kart kredytowych przypisane do swojego nazwiska ma ponad 215 mln Amerykanów, czyli 80% wszystkich dorosłych. Zaś liczba kart przypadających statystycznie na jednego klienta „kredytówek” to 3,7. A więc prawie każdy Amerykanin ma kartę kredytową, a większość z nich ma nie jedną, lecz 4-5 kart.
Jakkolwiek odsetek klientów, którzy nie spłacają w terminie choćby minimalnej wymaganej części długu (najczęściej to 5% zadłużenia miesięcznie), jest niewielki i według Federal Reserve (FRED) nie przekracza 3%, to dla dużej części Amerykanów odsetki od istniejącego zadłużenia stanowią potężną część domowego budżetu. A to dlatego, że amerykańskie banki naliczają horrendalne odsetki od zadłużenia w kartach – jest to obecnie aż 20,5% w skali roku.
Jeśli dodamy, że zadłużenie Amerykanów z tytułu kart przekracza 1,8 biliona „zielonych”, to bez problemu ustalimy, że banki w USA zarabiają na „kartowej pętli długów” tamtejszych konsumentów ponad 400 mld dolarów rocznie. To mniej więcej tyle, ile wynoszą łączne zyski wszystkich firm działających w Polsce. A także 35-krotność całych zysków branży bankowej w Polsce. A przecież karty kredytowe to zaledwie jedna z części działalności amerykańskich banków.
Patrząc na skalę zadłużenia amerykańskich konsumentów z tytułu kart kredytowych (choć relatywnie niewielką w porównaniu z całkowitym ich zadłużeniem, wynoszącym 8,5 biliona dolarów), można przestać się dziwić, że prezydent Donald Trump – który akurat umie liczyć pieniądze i odsetki – „się wściekł” i chce zabrać bankom przynajmniej na rok połowę z tych zysków, które mają na „plastikowym” biznesie. A tym samym zostawić w kieszeniach Amerykanów 200 mld dolarów.
„Nie pozwolimy, by Amerykanie byli „oszukiwani” przez firmy obsługujące karty kredytowe, które pobierają oprocentowanie w wysokości 20–30%” w skali roku – oświadczył prezydent. Oczywiście nie jest pewne, czy obowiązek obniżenia oprocentowania o mniej więcej połowę na rok rzeczywiście wejdzie w życie, bo musiałby się zgodzić na nań Kongres USA. Niemniej jednak kongresmenom trudno będzie się sprzeciwić pomysłowi, który zabiera pieniądze bankom i oddaje je konsumentom. Tak samo, jak u nas zapanowała ponadpartyjna zgoda na nałożenie na banki wyższego podatku dochodowego.
Czy my też powinniśmy żądać niższych odsetek od kart kredytowych?
Obserwując reakcje na pomysł Donalda Trumpa dotyczący Amerykanów, zacząłem się zastanawiać, czy w Polsce za chwilę ktoś nie wpadnie na podobny. Nie zdziwiłbym się, bo choć „elektorat” jest mniejszy (tylko 5 mln posiadaczy „kredytówek”), zaś z danych rynkowych nie wynika, żeby ta grupa miała problem ze spłatą choćby minimalnej części zadłużenia – oprocentowanie kart kredytowych w Polsce również jest koszmarnie wysokie. Sam posiadam takie karty i mają je moi znajomi. Średnie oprocentowanie wynosi… 14-15% w skali roku.
Jak to możliwe, że w kraju, w którym oficjalna stopa procentowa wynosi 4%, inflacja nie przekracza 2,4%, kredyt w karcie kosztował prawie 20% w skali roku? Owszem karta kredytowa (o ile nie spłacamy zadłużenia w ciągu ok. 30 dni od otrzymania wyciągu z wydatków za poprzedni miesiąc) to rodzaj pożyczki niezabezpieczonej. Zaś ci, którzy płacą tak koszmarne odsetki de facto refundują bankowi straty na tych klientach, którzy zawsze spłacają dług w karcie w terminie (zatem ich oprocentowanie wynosi 0% i bank co najwyżej zarobi jakieś grosze na opłacie interchange).
Co ciekawe, oprocentowanie długu w karcie kredytowej nie zmieniło się od 2022 r. – wtedy wynosiło średnio 18-20%, dziś w większości banków wynosi 15%. Główna stopa procentowa NBP w tym czasie spadła z 6,75% do 4%, a oprocentowanie kart stoi niemal w miejscu, jak zaczarowane. W tym samym czasie, gdy niektórzy płacą 15% odsetek rocznie za swoją kartę kredytową (a właściwie za nie spłacony w terminie dług), można bez problemu znaleźć ofertę kredytu gotówkowego lub konsolidacyjnego z oprocentowaniem 10% w skali roku.
Oczywiście: w Polsce nie ma klasycznej „wolnej amerykanki”. Oprocentowanie kart kredytowych jest urzędowo regulowane i nie może przekroczyć dwukrotności stopy referencyjnej NBP powiększonej o 3,5 punkty procentowe. A więc maksymalne oprocentowanie karty kredytowej może wynosić 15%. Minimalnego – rzecz jasna – nie ma, zaś większość banków stosuje stawki zbliżone do maksymalnej.
To oczywiście zła wiadomość dla osób, które tkwią po uszy w kartowym długu, ale trzeba pamiętać, że z drugiej strony karta kredytowa to świetne narzędzie do zarządzania domowym cash-flow, czyli płacenia za zakupy pieniędzmi banku i inkasowaniu w tym samym czasie odsetek od pieniędzy trzymanych na oszczędnościach. To nie jest tak, że karta kredytowa jest narzędziem lichwy. Może nim być, ale może też być najtańszym możliwym bieżącym finansowaniem (albo opcją dostępną od ręki, żeby poprawić domowe przepływy pieniężne w razie potrzeby).
Regulowanie odsetek od kart kredytowych to… zło?
I z tego powodu wszelkie regulacje rynku kart kredytowych są ryzykowne. Mogą bowiem obniżyć atrakcyjność oferowania tego produktu dla banków. Ci zadłużeni po uszy dostaliby ulgę w postaci niższych kosztów tego kredytu, ale ci, którzy wykorzystują karty kredytowe zgodnie z przeznaczeniem – mieliby do nich trudniejszy dostęp.
Nie zdziwiłbym się, gdyby któryś z polityków uznał, że czas skończyć z kartową drożyzną i wpadł na pomysł podobny do tego, który zgłosił Trump, czyli obniżenie oprocentowania kart z urzędu. A dopóki to nie nastąpi, radziłbym wszystkim, którzy mają niespłacony kredyt kartowy, żeby czym prędzej rozejrzeli się za pożyczką konsolidacyjną.
Jeśli uda się znaleźć możliwość konsolidacji lub innego refinansowania na poziomie 10% rocznie – bez prowizji i bez „atrakcji” typu powiększenie zadłużenia (czyli dodatkowa gotówka do ręki) – można zaoszczędzić nawet kilka stówek miesięcznie na odsetkach od długu, który w przypadku kart kredytowych przyjmuje takie wartości, że głowa boli. Co nie oznacza – powtarzam po raz kolejny – że urzędowe regulowanie odsetek od kart kredytowych miałoby głębszy sens.
————————–
SPRAWDŹ BANKOWE PROMOCJE:
——————————–
WIĘCEJ O KARTACH KREDYTOWYCH:
———————–
SPRAWDŹ RANKING LOKAT
Zastanawiasz się, co zrobić z pieniędzmi? W którym banku jest najwyższe oprocentowanie pieniędzy na długo, a w którym na krótko? Który najlepiej zapłaci za nowe środki, a który „w standardzie”? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – to aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także kont osobistych, rachunków firmowych i kart kredytowych. Wszystkie tabele znajdziesz w zakładce „Rankingi” w „Subiektywnie o Finansach”.
——————————-
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 23 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTube subskrybuje 10 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
———————————-
ZOBACZ SUBIEKTYWNE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
zdjęcie tytułowe: Pixabay






