Narodowy Program Szczepień idzie za wolno. Jak uniknąć klęski? Szczepienia w zakładach pracy, mniej punktów szczepień, „szczepionkobusy”?

Narodowy Program Szczepień idzie za wolno. Jak uniknąć klęski? Szczepienia w zakładach pracy, mniej punktów szczepień, „szczepionkobusy”?

W kolejnych miesiącach do Polski ma wjeżdżać więcej szczepionek niż dotychczas. Problem w tym, że obecny system szczepień nie radzi sobie z absorbcją dostarczanej ilości preparatów. Ludzie umierają, a w magazynach szczepionki leżą tygodniami, zanim wyjadą do punktów szczepień. Musimy wykonywać po 300.000 zastrzyków dziennie, dotąd polska średnia to tylko 150.000. Rząd próbuje ratować sytuację i zapowiada szczepienia w zakładach pracy. Są i inne pomysły

Zastanawiam się, czy rząd ma w ogóle jakąkolwiek strategię szczepień, czy raczej doświadczamy testowania różnego rodzaju pomysłów, które wpadają rządzącym do głów przy porannej kawie. Pierwotny plan był taki, że w pierwszej kolejności szczepimy tzw. grupy strategiczne i podwyższonego ryzyka, a więc medyków, nauczycieli (żeby mogli bezpiecznie wrócić do pracy stacjonarnej), służby mundurowe oraz osoby najstarsze. Jak ten system się sprawdza, każdy widzi. Do tej pory nie zaszczepiono do końca żadnej z tej grup, mamy chaos przy zapisach, a „błąd systemu” umożliwił zapisy na szczepienia 40-latkom. Ludzie też kombinują, jak przechytrzyć system. Słyszałem o przypadkach „lewego” zatrudniania się np. w aptekach, dzięki czemu z automatu trafia się do grupy uprzywilejowanej.

Zobacz również:

Szczepienia w zakładach pracy uratują program szczepień przed klęską?

Czyżby rząd właśnie przyznał, że obecna strategia szczepień to kompletna klapa? Rząd – ustami wicepremiera Jarosława Gowina – oznajmił niedawno, że już w maju mogą rozpocząć się szczepienia w zakładach pracy. A skoro tak, to należy sądzić, iż system dający pierwszeństwo w dostępie do szczepionki na podstawie daty urodzenia odchodzi do lamusa.

„Zainteresowanie szczepieniami w firmach jest ogromne. Do końca tygodnia chcemy wypracować szczegółowe rozwiązania dotyczące szczepień pracowników, a potem szybko skonsultować je z biznesem. Szczepienia w zakładach pracy mogłyby się rozpocząć w połowie maja i mieć masowy charakter”

– powiedział Jarosław Gowin. Uważam, że to rozsądny kierunek, choć najpierw chciałbym zobaczyć konkrety. Myślę, że większy sens ma szczepienie lokalnych społeczności czy pracowników firm i ich rodzin, bo w ten sposób można tworzyć na mapie Polski obszary wolne od koronawirusa. Konfederacja Lewiatan, organizacja zrzeszająca pracodawców, opublikowała 10 postulatów w sprawie szczepień w zakładach pracy. Oczekuje od rządu m.in. odejścia od kalendarza szczepień uzależnionego od roku urodzenia, umożliwienia pracodawcom szczepienia całego środowiska kontaktów społecznych wokół firmy, czyli również szczepień rodzin pracowników, dostawców, usługodawców i innych kontrahentów.

Przeczytaj też: Ruszają zapisy na szczepienia przeciwko Covid-19 dla osób 50+. Wkrótce może ruszą też dla grupy 40+. Jak zapisać się na szczepienie najszybciej i zdobyć najlepszy termin?

Likwidujmy małe, twórzmy duże punkty szczepień

Szczepieniom organizowanym w zakładach pracy z pewnością warto przyklasnąć. Trzeba jednak pamiętać, że nie rozwiążą one problemu z „nadmiarem” szczepionek. Nie każdy jest bowiem pracownikiem (albo członkiem rodziny) firmy, która takie szczepienia zorganizuje. O tym pomyśle rozmawiałem z dr hab. Jackiem Jaworskim, profesorem Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku, który śledzi sytuację pandemiczną. Mój rozmówca uważa, że zaangażowanie firm w systemie szczepień jest bardzo ważne, ale problem tkwi gdzie indziej.

„Zanim zaczniemy zastanawiać się, jak usprawnić system szczepień w Polsce, powinniśmy zdiagnozować, dlaczego obecny działa niewydolnie, po prostu źle. Pierwszą przyczyną jest sztywny system rejestracji, czyli zapisy na szczepienia z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Druga to rozproszenie punktów szczepień. Mamy ich obecnie ok. 6.500. Co tydzień do Polski przyjeżdża ok. 1 mln dawek szczepionki. Muszą być one rozdystrybuowane do tych punktów i wykorzystane w dość krótkim czasie. A to nie jest łatwe zadanie”

– mówi Jacek Jaworski, który uważa, że szczepienia można przyspieszyć, upraszczając system. Ma na myśli stworzenie dużych punktów szczepień, o większej wydajności, przy jednoczesnej likwidacji małych punktów w przychodniach i szpitalach, bo personel tych placówek powinien leczyć, a nie szczepić. Natomiast w dużych punktach szczepień powinni pracować farmaceuci czy fizjoterapeuci, którzy na mocy rozporządzenia mają teraz uprawnienia do kwalifikowania do szczepienia. Mogą więc wyręczyć lekarzy, którzy potrzebni są przy łóżkach covidowych. Jak takie „duże punkty szczepień” powinny być zorganizowane i ile ich powinno być?

„Możemy przyjąć, że ok. 300, czyli tyle, ile jest mniej więcej powiatów w Polsce. Być może w niektórych powiatach, bardziej zaludnionych, powinno tych punktów być więcej, a określeniem potrzeb powinni zająć się wojewodowie. Następnie należałoby określić moce przerobowe takiego punktu, a więc czy jego możliwości to 500, 1500, a może 10.000 szczepień dziennie, tak jak to ma miejsce w Poznaniu”

Dopiero mając przed oczami taki system, możemy zastanowić się, jak mogą się w nim odnaleźć firmy czy zakłady pracy. Jego zdaniem, najlepszym rozwiązaniem jest współpraca na poziomie lokalnym pomiędzy punktami szczepień, zarządzanymi przez samorządy, a zakładami pracy. Uzyskujemy wtedy efekt synergii, bo są ludzie, którzy szczepią i są ludzie, którzy chcą być zaszczepieni. Dzięki temu możemy szybko wykorzystać szczepionki, które do nas przyjadą.

Przeczytaj też: Szczepionka AstraZeneca wstrzymana w kolejnych krajach. W Polsce na razie się nie boimy i szczepimy. Jak policzyć ryzyko takiej decyzji?

Szczepionkobusem na polską wieś

Zmiana systemu musi oczywiście oznaczać odejście od „rocznikowego” systemu szczepień, ale też innego podejścia do podejmowania decyzji.

„Sukces jest możliwy, jeśli rząd zajmie się sprowadzaniem szczepionki, a centrum dowodzenia systemem szczepień przeniesie się na poziom powiatu czy gminy. To tam powinny zapadać decyzje o tym, kto i kiedy i czym ma być zaszczepiony. Jeżeli pojawi się źródło koronawirusa w jakimś zakładzie pracy, to pracownicy tej firmy powinni być momentalnie zaszczepieni. W przypadku punktów szczepień, o których mówię, zaszczepienie pracowników nawet dużej firmy może być kwestią jednego dnia”

– mówi prof. Jaworski. Podsuwa też pomysł uruchomienia systemu „szczepionkobusów”, które docierałyby w miejsca, z których trudniej dojechać do dużego, powiatowego punktu szczepień. Miejscowy włodarz – wójt czy sołtys – tworzyłby listę chętnych na szczepienie i na umówiony dzień zamawiałby taki autobus, dzięki czemu można by zaszczepić od razu małą, lokalną społeczność.

„Nie zapominajmy o osobach starszych, wykluczonych cyfrowo, bo właściwie nie wiemy, ile takich osób chciałoby się zaszczepić. Sprawdzić to mogą lokalni urzędnicy, np. pracownicy ośrodków pomocy społecznej czy lokalna straż pożarna, którzy mogą poinformować o szczepieniu, zachęcać do niego, a na koniec zorganizować transport do dużego, powiatowego punktu szczepień. Chodzi o to, żeby jak największą liczbę ludzi zaszczepić w jak najkrótszym czasie”

Nawet 300.000 szczepień dziennie. To możliwe

Zmiana systemu szczepień jest niezbędna również dlatego, że szczepionki, które przyjeżdżają do Polski, mogą się po prostu zmarnować. Do końca marca podano w Polsce ok. 6 mln dawek. W drugim kwartale – zgodnie z zapowiedziami rządu – ma wjechać do kraju blisko 28 mln dawek. Jaka jest szybkość szczepień w systemie, który mamy obecnie? Rekordem było 250.000 szczepień dziennie, natomiast średnia to ok. 150.000 dziennie. Tygodniowo szczepimy od 800.000 do 1 mln osób. Do tej pory (według szacunków prof. Jaworskiego) dostawy przekraczały tempo szczepień o 200.000 – 300.000 dawek tygodniowo.

Jeżeli uruchomimy 300 punktów o średniej wydolności 1000 szczepień dziennie, to jednego dnia jesteśmy w stanie wykonać 300.000 szczepień, czyli ponad 2 mln tygodniowo. Taki system jest przygotowany na absorbcję szczepionek, które przyjadą do nas – w większej ilości niż dotychczas – w maju, w trzecim kwartale, a mówimy o dostawach rzędu 2 mln dawek tygodniowo.

„Jeżeli zostaniemy przy obecnym systemie i będziemy go rozbudowywać o kolejne punkty szczepień, np. w aptekach, to doprowadzimy do jeszcze większego rozdrobnienia, małe punkty będą mniej bezpieczne, bo będą się tam gromadzić ludzie, utrudniona będzie logistyka dostaw szczepionek. Rozbudowywanie obecnego system zapewne przyczyni się do przyspieszenia szczepień, ale – moim zdaniem – skuteczniejszy byłby system oparty na dużych, ale wydajnych punktach”

– mówi Jacek Jaworski, który uważa, że firmy powinny włączyć się logistycznie i finansowo w organizację dużych punktów szczepień, przygotowywać swoich pracowników na „hurtowe” szczepienie.

Szczepienia w zakładach pracy: jak je zorganizować?

Innym rozwiązaniem jest oczywiście sytuacja, kiedy zakład pracy organizuje punkt szczepień tylko dla swoich pracowników, ewentualnie również dla ich rodzin.

„To dobre z punktu widzenia pracodawcy, ale chyba nie najlepsze z ogólnospołecznego punktu widzenia, bo w ten sposób zamykamy możliwości szczepienne tylko do danego zakładu pracy”

– mówi mój rozmówca. Co sądzicie o postulatach przedsiębiorców, by szczepić pracowników i ich szeroko pojęte otoczenie? A może lepiej postawić na duże i wydajne punkty szczepień zlokalizowane w powiatach, w których tworzenie mogłyby angażować się lokalne firmy, a w zamian za to mogłyby „wypożyczyć” taki punkt na potrzeby zaszczepienia swoich pracowników?

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
10 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Michał
1 miesiąc temu

W małych punktach szczepień przynajmniej jest spokój i nie ma dzikich tłumów czy wręcz bijatyk (vide stadion narodowy), więc ja wolę iść do małego niż ryzykować, że idąc na szczepienie złapię wirusa w takich warunkach.

gosc
1 miesiąc temu
Reply to  Michał

Można by poprawić bezpieczeństwo w dużych punktach szczepień rozdając każdemu maseczkę typu FFP2/FFP3.

Solomon Kane
1 miesiąc temu
Reply to  gosc

Byłem w punkcie szczepień w szpitalu klinicznym. Dobra obsługa, szybkość. Konsultacja i szczepienie koło 8 minut plus 15 minut na odsapkę.
Ciocia stała 30 minut pod małą przychodnią bo jedyny lekarz się spóźnił.

Paweł
1 miesiąc temu

„Ludzie umierają, a w magazynach szczepionki leżą tygodniami, zanim wyjadą do punktów szczepień.”
„Do tej pory dostawy przekraczały tempo szczepień o 200.000 – 300.000 dawek tygodniowo.”

Czy mogę prosić jakieś potwierdzenie tych zdań? Oficjalne dane pokazują, że takie problemy nie występują.

krzysztof
1 miesiąc temu
Reply to  Paweł

nie chodzi o fakty tylko o walenie w rzad…czytajac ten artykul dowiadujemy sie,ze Polska sobie nie radzi,jest zle i fatalnie a kilka dni temu Eu oglosila,ze radzimy sobie ze szczepieniami najlepiej w Unii…wiec widac ile sa warte rewelacje zartykulu…

Arek
1 miesiąc temu
Reply to  krzysztof

To hyło w Lutym. Miedzy czasie spadliśmy na koniec tabeli. Szczepimy poniżej sredniej EU.

krzysztof
1 miesiąc temu
Reply to  Arek

jakies dowody? czy znow opowiesci wujka z rajchu?

gosc
1 miesiąc temu

Jeśli nie zużywamy wszystkich szczepionek, które są dostarczane do Polski to na początku powinniśmy się skupić na szczepieniu ludzi w największych miastach (myślę o miastach wojewódzkich). W nich bardzo łatwo można zorganizować duże punkty szczepień i zapewnić im stałe, duże dostawy szczepionek. Do miast wojewódzkich łatwo mogą dojechać również osoby z terenu całego województwa. Punkty te rejestrowałyby tylko na najbliższe 7 dni bo w tak krótkim czasie można łatwo zaplanować dostawy z magazynów. Przez ostatnią godzinę szczepieni byliby wszyscy chętni niezależnie od wieku – osobom tym po dotarciu do punktu szczepień wydawany byłby numerek (chodzi o to aby nikt niepotrzebnie… Czytaj więcej »

Last edited 1 miesiąc temu by gosc
Marek
1 miesiąc temu

Myślenie człowieka, który poza dużym miastem był co najwyżej na wakacje.
Lepiej jedno miejsce na powiat, gdzie trzeba jechać czasem kilkanaście/kilkadziesiąt kilometrów, komunikacja zwykle fatalna. Nie każdy ma własny samochód.

A chyba najbardziej kuriozalny jest pomysł, aby szczepić w zakładach pracy gdzie wykryto ognisko koronawirusa. Do szczepienia ważne jest, aby być zdrowym. A tu propozycja, aby szczepić osoby potencjalnie chore. Może warto się pytać profesora lekarza, a nie szkoły bankowej?

Marek
1 miesiąc temu

Czy przypadkiem rząd, od jakiegoś już czasu nie realizuje dokładnie tego planu, który jest nakreślony w artykule? Pierwszy przykład, który wyskoczył mi z google: https://uck.pl/news/nowy-punkt-szczepien.html Konferencja prasowa z dnia 2. marca (dwa tygodnie przed publikacją tego artykułu), gdzie samorząd Gdańska wraz z temtejszym środowiskiem medycznym informuje o przygotowaniach (na polecenie rządu) do otwarcia „w ciągu najbliższych tygodni” punktów szczepień masowych. W odniesieniu do jednego z nich była mowa o przepustowośći 5tys. szczepień dziennie. Mówią o zaangażowaniu do szczepień 150 studentów starszych roczników studiów medycznych (z tego, co kojarzę to możliwe dzięki niedawnej zmiany przepisów przez… rząd). Jak te działania trwające… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!