13 maja 2022

Coraz więcej apeli o wyższą stopę rezerwy obowiązkowej. Czy to podniesie oprocentowanie depozytów? A może to łapanie się prawą ręką za lewe ucho? Wyjaśniam

Coraz więcej apeli o wyższą stopę rezerwy obowiązkowej. Czy to podniesie oprocentowanie depozytów? A może to łapanie się prawą ręką za lewe ucho? Wyjaśniam

Od kilku miesięcy zwracamy uwagę na niskie oprocentowanie depozytów. Niskie w relacji do stóp procentowych. Nasze apele na szczęście nie okazały się wołaniem na puszczy, bo w końcu problem zaczął zataczać szersze kręgi, aż dotarł na sam szczyt i trafił do agendy rządowej. W międzyczasie pojawiło się sporo pomysłów na to, jak skłonić banki do poprawienia oferty dla oszczędzających. A jednym z nich jest postulat, by wzrosła stopa rezerwy obowiązkowej. Jak by to miało działać? I czy ma to sens? Sprawdzam

Czym właściwie jest stopa rezerwy obowiązkowej? To jeden z instrumentów polityki pieniężnej, którym NBP, a dokładnie Rada Polityki Pieniężnej, może wpływać na podaż pieniądza w gospodarce. Stopa rezerwy obowiązkowej określa, jaką część depozytów klientów bank komercyjny musi „odłożyć” w banku centralnym. A to oznacza, że nie może ich wykorzystać jako podstawy do tworzenia kredytów.

Zobacz również:

Jak to działa? Im wyższa stopa rezerwy obowiązkowej, tym mniej kredytów bank może udzielić na bazie zgromadzonych depozytów. To zaś oznacza, że akcja kredytowa jest trudniejsza. Mniej kredytu to mniej popytu. Mniej popytu to mniejsza presja cenowa, czyli – finalnie – niższa inflacja. A to jest przecież główne zadanie NBP.

Jak jest teraz? Czy trzeba jeszcze docisnąć banki?

Obecnie stopa rezerwy obowiązkowej wynosi 3,5%. Niektórzy mówią, że to za mało. Jednak ten poziom to norma dla naszego systemu finansowego w ostatnich kilkunastu latach. W czasach Wielkiego Kryzysu Finansowego NBP obniżył tę stopę do 3% na półtora roku. A od końca 2009 r. do marca 2020 r. utrzymywał ją na niezmiennym poziomie 3,5%. Stopy procentowe w tym okresie rosły i spadały, podobnie jak oprocentowanie depozytów.

Z tej perspektywy widać, jak znaczącym odchyleniem od trendu był okres pandemii, gdy stopa rezerwy obowiązkowej została obniżona do 0,5%. Nadzwyczajne czasy wymagały nadzwyczajnych rozwiązań. Dopiero w listopadzie 2021 r., wraz z rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych, NBP zdecydował się zacząć normalizację także i stopy rezerwy obowiązkowej.

Środki na rezerwie obowiązkowej są dla banków oprocentowane – w tej chwili jest to 5,25%, czyli tyle ile stopa referencyjna. Pieniądze nie leżą więc bezczynnie, ale z pewnością więcej banki mogłyby na nich zarobić, gdyby udzieliły kredytów.

Historycznie widać powiązanie między oprocentowaniem środków na rezerwie obowiązkowej (silnie powiązanego ze stopami procentowymi NBP) z oprocentowaniem depozytów. I choć w pierwszych miesiącach zacieśniania polityki przez NBP wydawało się, że gdzieś się ta korelacja się zatarła, to teraz widać, że oprocentowanie depozytów zaczyna nadganiać. Już teraz jesteśmy na poziomie najwyższym od połowy 2019 r.

Jak podnoszenie stopy rezerwy obowiązkowej mogłoby podnieść oprocentowanie depozytów?

Wysokość stopy rezerwy obowiązkowej wpływa przede wszystkim na akcję kredytową. Osoby, które apelują o jej podnoszenie w celu poprawy oferty depozytowej, mogą zakładać następujący mechanizm: stopa rezerwy obowiązkowej w górę -> zdolność do prowadzenia akcji kredytowej spada -> banki muszą pozyskać więcej „wolnego” kapitału -> banki zaczynają zabiegać o depozyty -> oprocentowanie depozytów rośnie.

Ten schemat mógłby zadziałać pod jednym warunkiem – rosnącego popytu na kredyt, z którego zaspokojeniem banki miałyby problem. Szkopuł w tym, że obecnie zainteresowanie kredytem wśród gospodarstw domowych wali na łeb, na szyję. Powodów jest wiele. Inflacja zmniejsza dochód do dyspozycji. Niepewność co do przyszłości gospodarki zniechęca do zaciągania długoterminowych zobowiązań. Ceny mieszkań uciekają możliwościom finansowym przeciętnej rodziny. Gwałtowny wzrost stóp procentowych i nowe zalecenia KNF radykalnie ograniczają zdolność kredytową.

Nie jest więc tak, że banki muszą na gwałt szukać kapitału – czy to w depozytach, czy to w emisjach obligacji – by móc udzielać kredytów. Owszem, wiele czynników w ostatnim czasie spowodowało, że nadpłynność, która zalegała w sektorze bankowym, mocno została ograniczona. Ale równolegle spada zapotrzebowanie na kredyt.

Jest jeszcze jeden aspekt – wyższa stopa rezerwy obowiązkowej oznacza także niższe zyski banków. Po pierwsze, dlatego że oprocentowanie tych środków nie powala – banki są w stanie znaleźć korzystniejsze alternatywy. Po drugie, trudniej jest udzielać kredytów, na których bank generuje najwięcej zysku. Po trzecie, pozyskiwanie dodatkowych depozytów jest kosztowne – trzeba zarówno płacić większy procent, wydawać pieniądze na marketing, ale też płacić podatek bankowy.

Czy nam się to podoba czy nie, od zysków banków zależy też ich możliwość do rozwijania akcji kredytowej – bo zyski także powiększają kapitał. Argument – „nie podnoście ręki na zyski banków, bo nie będzie komu finansować wzrostu gospodarczego” – wielokrotnie był używany przez lobby sektora do zwalczania różnych regulacji, które miały nakładać dodatkowe ciężary na kredytodawców.

Co rząd powinien robić, by oprocentowanie depozytów rosło?

Moim zdaniem – najlepiej nic. Bo oprocentowanie depozytów rośnie. „Najpierw powoli, jak żółw ociężale…”, ale proces zaczyna przyspieszać. Rząd jak zwykle przychodzi spóźniony na imprezę i jedyne co może zrobić, to zepsuć atmosferę. Mechanizmy rynkowe wydają się działać, polityka pieniężna NBP – choć wyraźnie spóźniona – zaczyna przynosić efekty także po stronie depozytowej.

Daleko mi do postawy, że państwo w gospodarce jest zawsze złem. Interwencje rządowe czasami przynoszą dobre skutki, kiedy z jakiegoś powodu rynek nawala – a to, że czasem nawala, nie jest niczym kontrowersyjnym. Gdyby rynek był zawsze w 100% efektywny, to giełda nie miałaby większego sensu.

Tam gdzie się należy, trzeba rząd chwalić. I moim zdaniem pierwsze miesiące pandemii zostały rozegrane na piątkę. Tarcze uchroniły firmy przed upadłościami, pracowników przed bezrobociem, a sektor finansowy przed utratą płynności. Ale gospodarkę przestymulowano, luzowanie fiskalne i monetarne trwało za długo – i konsekwencje ponosimy dzisiaj.

Dlatego zalecam wszystkim zwolennikom radykalnych kroków – typu poniesienie stopy rezerwy obowiązkowej do 30-40% – wzięcie głębokiego oddechu. Podwyżki stóp procentowych zaczęły się w październiku, a na ich pełne efekty trzeba czekać mniej więcej od 4 do 6 kwartałów. Populistyczne działanie w polityce pieniężnej było tym, co doprowadziło w dużej mierze do obecnej sytuacji. Płacimy inflacją za zbyt luźne warunki utrzymywane na doraźne potrzeby. Nie przeginajmy teraz w drugą stronę.

Kto ma obecnie chyba najwyższą ofertę depozytową na rynku? Getin Noble Bank. Nie jestem przekonany, czy najlepszym wyjściem jest postawienie innych banków w równie palącej potrzebie pozyskiwania kapitału. Bo jeśli któremuś się nie uda, to dopiero będzie bieda.

Na rynku dostępnych jest wiele korzystnych produktów, które pozwolą na wzmocnienie naszych oszczędności. Poprawia się oferta depozytowa – nie tylko lokat, ale i kont oszczędnościowych. Można znaleźć produkty oparte na WIBOR-ze. Coraz wyższe oprocentowanie na obligacjach skarbowych oferuje Ministerstwo Finansów. Przy odrobinie pracy można przynajmniej część inflacji odrobić. Byle nie oczekiwać, że rząd zrobi to za nas.

Źródło zdjęcia: Narodowy Bank Polski, blende12/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Hawk
3 miesięcy temu

Poziom 30-40% to szaleństwo, ale myślę że docisnąć trochę śrubę z poziomem 7-9% mogło by pewną presje na banki wywrzeć 🙂

Michał
2 miesięcy temu

jeśli zależy rządzącym na „zdjęciu pieniędzy z rynku” to mogą to zrobić tylko za pomocą stopy rezerwy obowiązkowej a nie stopą procentową. Wtedy banki są w stanie udzielić o wiele mniej kredytów mając więcej depozytów a chyba o to chodzi w obniżeniu inflacji prawda? Podwyższając stopę procentową banki – teoretycznie – nic oprócz zdolności kredytowej „biorących” nie ogranicza przed „rozdawaniem kredytów” tak jak wcześniej.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Michał

No właśnie tutaj piszemy, że to nie takie proste

jsc
1 miesiąc temu

Skoro jesteśmy przy pojęciu rezerwy obowiązkowej to siłą rzeczy trafimy na pojęcie kreacji pieniądza… I muszę w końcu to powiedzieć: Jak się weżmie na przykłady, które to tłumaczą np. http://wiep.pl/kreacja-pieniadza-encyklopedyczne/
stawiają przed mną obraz schematu Ponziego. A teraz mam nadzieję, że Pan Readtor Samcik wyprowadzi mnie z błędu.

Last edited 1 miesiąc temu by jsc
Admin
1 miesiąc temu
Reply to  jsc

No wyprowadzi, wyprowadzi. Kreacja pieniądza to nie Ponzi, Amerykanie to pokazali po 2008 r., jak zessali nadpłynność z rynku i wyszli z kryzysu jako pierwsi (Europa nie wyszła do dzisiaj)

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Pierwsi weszli to i pierwsi wyszli… a czy faktycznie wyszli to mam co do tego wątpliwości.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!