W aplikacji Revolut można już inwestować kasę w amerykańskie akcje. Postanowiłem przez smartfona zostać udziałowcem Apple i…

W aplikacji Revolut – na razie tylko w wersji dla użytkowników najbardziej prestiżowej karty Metal – pojawiła się nowa zakładka: „Obrót giełdowy”. Oznacza to, że Revolut wprowadził zapowiadaną od dawna funkcję pośrednictwa w kupowaniu akcji. Pierwszego dnia po debiucie przetestowałem ją na własnych pieniądzach. I to od razu z grubej rury – postanowiłem zostać udziałowcem Apple’a. Jak mi poszło? Oto pierwsza, gorąca recenzja

Najpopularniejsza w Polsce pozabankowa aplikacja do wymiany walut i bezprowizyjnych płatności za granicą – zgodnie z wcześniejszą obietnicą – staje się też pośrednikiem w inwestowaniu oszczędności. Za pomocą nowej funkcji można już ulokować pieniądze w akcjach Apple, Amazona, Google’a, czy Facebooka. Bez prowizji, za pomocą kilku kliknięć w aplikacji mobilnej.

Dziś dostęp do tego gadżetu mają tylko wybrańcy, czyli ci, którzy płacą 49.99 zł miesięcznie za dostęp do najbardziej wypasionej odmiany aplikacji, ale wkrótce – w ciągu kilku tygodni – ma być udostępniona wszystkim posiadaczom aplikacji Revolut.

Czytaj też: Revolut w Polsce to hit? Szukam dla niego godnej konkurencji. DiPocket, Curve, Monese… kto wygrywa?

Proste inwestowanie przez smartfona. Tak będziemy zbierali na emeryturę?

Zanim przejdę do szczegółowego omówienia nowej funkcji Revoluta dwa słowa o tym dlaczego uważam ją za dobry pomysł. Inwestowanie za pomocą aplikacji mobilnych dziś w Polsce jest jeszcze egzotyczne, ale na Zachodzie coraz bardziej się upowszechnia. Młodzi wolą skorzystać z aplikacji typu Robin Hood, niż iść do tradycyjnego, stacjonarnego biura maklerskiego.

W Polsce za pomocą smartfona można inwestować głównie na ultraryzykownym rynku Forex (inwestowanie z dźwignią finansową w waluty, kontrakty terminowe na akcje itp.). I kto wie, czy to właśnie nie łatwość, przyjazność i „bliskość” inwestowania za pomocą smartfona nie zdecydowała o tym, że młodzież w Polsce masowo odwróciła się od inwestowania w akcje.

Już jakiś czas testowałem aplikacje eToro i ETFmatic, dostępne w Polsce sposoby łatwego inwestowania pieniędzy. Kilka dni temu Irek Sudak z Ekipy Samcika pisał o aplikacji Evarvest, która umożliwi w najbliższym czasie inwestowanie na wielu giełdach świata za pomocą smartfona.

To już w Polsce jest, ale tego typu aplikacje mają jeden problem – nie mają nawet promila zaufania, którym cieszą się renomowane banki. Trudno jest powierzyć swoje oszczędności zagranicznej firmie, o której wiadomo tylko tyle, że jest „w aplikacji”.

Revolut jest marką, która takie zaufanie powoli zdobywa. Czy go nie zawiedzie – zobaczymy. Może być różnie. Ale jeśli ktoś jest w stanie przekonać setki tysięcy młodych ludzi, by zaczęli długoterminowo inwestować oszczędności, to Revolut jest wysoko na liście pretendentów.

Dla samego Revoluta tego typu usługi są jak tlen. Ludzie używają Revoluta głównie na wakacjach i podczas zagranicznych wyjazdów. Aplikacja wprowadza więc usługi, które zwiększają jej przydatność także poza „wyjazdowymi” okresami. Już jakiś czas temu umożliwiła przechowywanie kryptowalut, oszczędzanie na końcówkach, a teraz – inwestowanie w akcje.

Czytaj więcej: Revolut wprowadza do swojej aplikacji oszczędnościową „terapię grupową”, czyli sejf do współdzielonego oszczędzania. Czy to się przyjmie?

Czytaj też: Revolut wprowadza funkcję oszczędzania na końcówkach transakcji

Czytaj też: Revolut przygotowuje się do wakacji? Wpisz po ile chcesz kupić walutę na wyjazd, a oni pomogą ci znaleźć okazję, by ją kupić

Handlowanie amerykańskimi akcjami w wersji smart. Ile to kosztuje?

Jak to ma wyglądać? Otóż użytkownicy Revoluta mogą kupić za pomocą aplikacji akcje 300 spółek notowanych na amerykańskich giełdach NYSE i NASDAQ (w przyszłości ma ich być więcej). Revolut korzysta w tym wypadku z pośrednictwa biura maklerskiego DriveWealth. Klienci z nim właśnie podpisują wszystkie umowy, a Revolut jedynie organizuje tę współpracę i udostępnia dla niej swoją aplikację.

Ile to kosztuje? Użytkownicy kart Metal mają do dyspozycji 100 bezprowizyjnych transakcji miesięcznie. Użytkownicy kart Premium – gdy już usługa zostanie im udostępniona – będą mieli osiem transakcji miesięcznie, a posiadacze kart Standard – trzy transakcje. Po wyczerpaniu limitu każda transakcja będzie obłożona prowizją w wysokości ok. 4 zł.

W przyszłości mają być wprowadzone dodatkowe opłaty za przechowywanie papierów wartościowych na rachunku amerykańskiego brokera (na razie opłata jest tylko symboliczna, wynosi 0,01% od wartości posiadanych przez klienta akcji w skali roku).

Akcje można kupować tylko po aktualnej cenie rynkowej i tylko w czasie, gdy rynek jest otwarty (nie wchodzą w grę transakcje z limitem ceny albo z wydłużonym terminem realizacji). Po prostu klikasz „kup” i w tym momencie zlecenie jest składane na giełdzie, o ile ta jest akurat otwarta.

Maksymalna wartość zlecenia to 1000 dolarów. Minimalnej nie ma, bo aplikacja umożliwia kupowanie ułamkowych części akcji. W takim wypadku papier wartościowy jest przechowywany na rachunku biura maklerskiego, a inwestorzy są właścicielami „udziałów”. Mają takie same prawa, jak akcjonariusze, ale np. przy głosowaniach na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy muszą korzystać z systemu elektronicznego, który zbiera ich głosy w ułamkowych częściach.

Głównymi zaletami „smartfonowego maklera” jest właśnie możliwość inwestowania drobnych pieniędzy w ułamki akcji oraz fakt, że nie wymaga to płacenia wysokich prowizji (u tradycyjnych pośredników jest to kilkadziesiąt złotych za transakcję). O wadach za chwilę.

Czytaj też: Twoja emerytura z zysków Coca-coli, McDonalds’a i Google’a? Są już fundusze, które to ułatwiają

Jak kupowałem w aplikacji… jedną dziesiątą akcji Apple

Jeśli twoja wersja aplikacji ma już funkcję „Obrót giełdowy” (znajdziesz ją w menu „Pulpit”, w dolnym prawym rogu ekranu), to go gry wchodzisz po dotknięciu ikony „Zainwestuj”. Zaraz pokazuje się ostrzeżenie o tym, że w tej części aplikacji jest usługa niosąca za sobą ryzyko utraty kapitału. Potem krótki przewodnik po podstawowych funkcjach usługi i już mogę wybrać z listy akcji te, których właścicielem chciałbym się stać dzięki pomocy Revoluta.

Niestety, nie tak prędko. Zanim kupię cokolwiek muszę przeczytać i zaakceptować mnóstwo formalnych papierów, w większości niestety napisanych po angielsku. Revolut wciąż zakłada, że wszyscy jego użytkownicy doskonale posługują się tym językiem. Wszystko zaczyna się od wejścia do menu „Utwórz konto”.

Potem trzeba przynajmniej przewinąć do dołu (a najlepiej również przeczytać) podstawowe informacje prawne o istocie dostarczanej usługi. W kolejnym kroku jest wysyłana na e-mail paczka dokumentów, m.in. regulamin korzystania z usługi, umowę z brokerem, regulacje dotyczące akcji cząstkowych itp. (trzeba się zgodzić na otrzymanie tego wszystkiego w postaci linków).

W kolejnym kroku muszę podać kilka informacji na swój temat – obywatelstwo, NIP (mój nie został zaakceptowany, ale… dodałem na końcu jedno zero do swojego prawdziwego NIP-u i wtedy uaktywnił się buton „dalej” ;-))), źródło dochodów i wykonywany zawód (niestety nie znalazłem „dziennikarz”, więc kliknąłem cokolwiek), wysokość rocznych dochodów, swoją „wartość netto”, cel inwestowania.

Potem trzeba otworzyć pięć dokumentów (te same, które zostały wcześniej wysłane jako linki na e-mail) i je zatwierdzić. Potem jeszcze trzeba zatwierdzić trzy dokumenty o nazwie „Market Data Agreements” (dla każdej obsługiwanej przez DriveWealth giełdy osobno).

Teraz wystarczy poczekać aż otworzy się giełda (działa od 15.00 do 22.00 czasu polskiego), wybrać spółkę i liczbę kupowanych akcji (bądź jej ułamek) oraz potwierdzić decyzję. Przez kilkanaście sekund transakcja jest przetwarzana, a potem papier wartościowy pojawia się w zakładce „Obrót giełdowy”

Do zakupów akcji Revolut otworzył mi osobne konto denominowane w dolarach, które jest zasilane z podstawowej portmonetki Revolut, z subkonta dolarowego. Jeśli więc chcę przelać pieniądze w celu inwestycyjnym, muszę najpierw zasilić portmonetkę Revoluta, zamienić złotówki na dolary, a potem zlecić zasilenie konta inwestycyjnego tymi dolarami.

Odsprzedaż akcji? Klikam nazwę spółki, dostaję za akcję (lub jej ułamek) aktualną cenę, transakcja się rozlicza, pieniądze są zapisywane na rachunku inwestycyjnym. Nie mogę tylko ich od razu wypłacić, bo realne rozliczenie transakcji zajmuje dwa dni, mniej więcej tak samo, jak na warszawskiej giełdzie.

W ten prosty sposób stałem się właścicielem jednej dziesiątej akcji Apple’a. Pominąwszy początkowe formalności – handlowanie na tej platformie jest śmiesznie proste, bez porównania łatwiejsze, niż w jakimkolwiek biurze maklerskim w Polsce. Nie mówiąc już o wygodzie, bo tutaj wszystko dzieje się w smartfonie i to bez prowizji.

Można złapać bakcyla, oj można. Zwłaszcza, że w aplikacji pokazują mi aktualny „stan gry”, czyli wartość moich akcji zmieniającą się w czasie rzeczywistym. Kto wie, czy ten i ów użytkownik Revoluta widząc te obrazki nie poczuje, że „zew krwi” go wzywa na giełdowy parkiet

Nie za słodko? „Nie należy zakładać, że będziesz w stanie skorzystać…”

Nie za słodko? – należy zapytać parafrazując reklamę pewnego piwa i powtarzając za Penelope Cruz: „Nie tak słodko, jak myślisz”. Podstawowe wady są widoczne gołym okiem. Tylko wybrane, amerykańskie akcje, zero ETF-ów, które przecież są znacznie bezpieczniejszymi instrumentami, niż akcje, brak możliwości składania innych zleceń, niż po aktualnej cenie, brak jakiegokolwiek doradztwa, a informacja o spółkach ograniczona tylko do wykresów kursów wyświetlanych przez aplikację.

Ale to problemy, które nie muszą mieć znaczenia dla początkującego inwestora, który chce po prostu być udziałowcem Apple’a i nie chce za to płacić słonych prowizji oraz korzystać z drewnianych systemów transakcyjnych polskich biur maklerskich, dostępnych w dodatku tylko w tradycyjnym internecie, a nie w aplikacji mobilnej.

Są i grubsze sprawy. Revolut jest tylko pośrednikiem, transakcje są zlecane brytyjskiej spółce DriveWealth, która specjalizuje się w tego typu usługach, ale nie gwarantuje poziomu usług charakterystycznego dla typowego tradycyjnego biura maklerskiego. W różnych dokumentach, które musiałem przetłumaczyć, przeczytać i zatwierdzić zanim stałem się posiadaczem jednej dziesiątej akcji Apple’a, znajdują się różne zastrzeżenia. Na przykład takie:

„Chociaż instrumenty finansowe mogą dawać prawo do dywidend i głosowania na walnym zgromadzeniu emitenta, nie należy zakładać, że będziesz w stanie skorzystać z tych praw. Wypłata dywidendy przez spółkę nie jest gwarantowana i możesz nie mieć możliwości wykonywania praw głosu związanych z tymi instrumentami”

Brzmi groźnie, nawet jeśli jest to tylko czysto teoretyczne zastrzeżenie, które stanie się ciałem tylko w przypadku jakichś grubych problemów informatycznych systemu do kupowania akcji. Choć z lektury dokumentów wypływa wniosek, że generalnie kupowanie akcji za pomocą aplikacji Revoluta nie wyłącza naszych praw korporacyjnych, takich jak prawo do dywidendy. Idźmy dalej:

„Cena, po której złożyłeś zlecenie, może nie być ceną, za którą faktycznie zostanie ono wykonane. W niektórych okolicznościach twoje zamówienie może zostać wykonane po „lepszej” cenie, a w innych okolicznościach może zostać zrealizowane po „gorszej” cenie niż podana za pośrednictwem aplikacji Revolut. Jeśli twoje zamówienie jest realizowane po „gorszej” cenie niż cena instrumentu w momencie złożenia tego zlecenia, nie ponosimy żadnej odpowiedzialności i nie musimy rekompensować ci różnicy”

Dla kogoś, kto kupuje akcje z myślą o emeryturze to pewnie nie ma znaczenia, ale widać, że dla zawodowców ta aplikacja będzie zdecydowanie zbyt „amatorska”, by mogli jej używać do day-tradingu.

To umowa czy cyrograf?

Jeśli dobrze rozumiem, inwestowanie z Revolutem jest pewnym zamkniętym ekosystemem, z którego nie można wytransferować akcji, ani ich do niego wrzucić z innego źródła.

„Nie akceptujemy przeniesienia żadnego z instrumentów, które możesz posiadać poza instrumentami nabytymi za pośrednictwem aplikacji Revolut”

– piszą w jednym z regulaminów. Mając akcje na polskim rachunku maklerskim mogę je – przeważnie za opłatą – przenieść do innego biura maklerskiego. Są zdeponowane w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych, a ja mam nad nimi „kontrolę”. W przypadku aplikacji Revolut – dotyczy to również portfeli kryptowalutowych tam przechowywanych – możliwości transferu aktywów mogą być ograniczone.

Jeśli kupiłeś akcje w aplikacji Revolut z myślą o emeryturze, to… czy musisz do emerytury mieć aplikację Revolut? I liczyć na to, że ani jej, ani firmie DriveWealth nie znudzi się przechowywanie twoich akcji? Na to pytanie nie znalazłem w papierach odpowiedzi, może za mało dokładnie czytałem. Wiadomo natomiast, że w przypadku udziałów ułamkowych transfery są niewykonalne.

„Udziały ułamkowe nie są zbywalne. Jeśli zamkniesz konto lub przeniesiesz je do innej firmy, ułamkowe akcje na twoim koncie będą musiały zostać zlikwidowane. Podobnie udziałów ułamkowych nie można przechowywać w formie certyfikatu, ani przesłać pocztą”

Chodzi chyba o takie certyfikaty, o których nikt w Polsce nie słyszał, a które są popularnym prezentem urodzinowym, imieninowym i ślubnym w USA. Sposób realizacji każdej transakcji też zależy wyłącznie od DriveWealth i wyłączeń odpowiedzialności brokera jest sporo. Firma zapewnia, że dokłada starań, by wszystkie zlecenia zrealizować bezzwłocznie i zgodnie z dyspozycją klienta, jednakowoż…

„Możemy odrzucić lub sprawdzać twoje zlecenia lub podejmować inne działania, które mogą opóźnić realizację zamówienia, z dowolnego powodu, w tym warunków rynkowych, awarii systemu, ograniczeń technicznych, oczekujących zleceń własnych lub innych zleceń klientów”.

Czy to przyszłość inwestowania? A może tylko teaser?

Jest więc łatwo, bezprowizyjnie i nie trzeba mieć milionów, żeby stać się udziałowcem spółek amerykańskich z pomocą Revoluta. Ale czy Revolut ma już w naszych oczach wystarczająco solidną reputację, by powierzać mu oszczędności życia? I czy model uproszczonego inwestowania przez smartfona w ogóle nada się do „poważnych” inwestycji?

Ale może nie musi? Może to ma być tylko teaser, który ma przekonać użytkowników Revoluta, że inwestowanie to nie jest rocket science i że każdy może sobie na to pozwolić? Kupię Apple’a za 1000 dolarów, sprzedam za 1100 dolarów, jestem do przodu i lubię to. Ot, zabawy millennialsów. A jeśli będę chciał odkładać prawdziwe pieniądze, to pójdę do prawdziwego maklera i skorzystam z doradztwa inwestycyjnego, a nie ze smartfona i aplikacji?

 

24
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
11 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
PiotrTomaszMichał WojciechowskiSpartiPaweł Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wojtek
Gość
Wojtek

Mam naiwne pytanie laika – czy kupując akcje w te sposób (lub ich ułamkowe części) na NYSE staję się rezydentem podatkowym USA? Albo nawet jeżeli nim nie jestem, to czy na podst. FACTA powinienem informować o tym swoje banki w PL?

Pawel
Gość
Pawel

Panie Macieju, może Pan to zbada

mac
Gość
mac

Nie. Mam akcje P&G kupowane w ramach bonusu dla pracowników i nie ma związanych z tym żadnych problemów typu rezydencja, FACTA itp.

Tomasz
Gość
Tomasz

nie. jeśli działasz jako osoba fizyczna.
jeśli nie, to już bardziej skomplikowana kwestia „szczególnej osoby amerykańskiej” i tutaj podstawowy akt prawny to IGA i możliwości jest sporo.

Bogumił
Gość
Bogumił

To jest zdecydowanie przyszłość inwestowania. Drewniane biura maklerskie nie maja przyszlosci, odejda do lamusa jak liczydła i walkmeny. Brawo dla revoluta !

Bartek
Gość
Bartek

Jakbym spekulował krótkoterminowo na małych kwotach, to może i dobre rozwiązanie, ale kilkudziesięciu (i więcej) tysięcy zł długoterminowych inwestycji bym im nie powierzył, wolę tradycyjne biuro maklerskie.

Don Q.
Gość
Don Q.

Tam chyba Pesel trzeba podać, NIP to błąd w apce…

Don Q.
Gość
Don Q.

Ankiety odpowiedniości produktów finansowych nie trzeba było wypełniać?
A co z MiFID II?

Dla klientów to dobrze, w razie czego będą mogli żądać pokrycia strat przez Revoluta „a bo ja żem nie wiedział, że na tym można stracić”…

Ajan
Gość
Ajan

Czy dobrze widzę? Aby móc skorzystać z tej bezprowizyjnej i bezpłatnej usługi, potrzebuję najpierw revoluta premium (30zł/msc) lub Revoluta premium premium (50zł/msc)? Generalnie nie widzę wcale tej opcji z moim darmowym revolucie:(.

Don Q.
Gość
Don Q.

Źle widzisz. „Użytkownicy kart Premium […] będą mieli osiem [bezprowizyjnych] transakcji miesięcznie, a posiadacze kart Standard – trzy transakcje”. Dla przeciętnego oszczędzającego szaraczka to nie jest mało, ja inwestowaniem w akcje bawię się od 6 lat, a chyba tylko w dwóch miesiącach kalendarzowych zdarzyło mi się zrobić więcej, niż 3 transakcje. A ja za każdą transakcję płaciłem min. 3 zł (choć nie płacę za przechowywanie papierów wartościowych). (Teraz ING ma promocję, w której na ETF prowizja jest obniżona do 0,1% min. 1,5 zł, złożyłem zlecenie na 40 × BETAW20TR po 37,5 zł, jak się w poniedziałek wykona, to już nie… Czytaj więcej »

Paweł
Gość
Paweł

Na pierwszy rzut oka Revolut zlamal prawo, w kilku miejscach.

Michał
Gość
Michał

Panie Macieju, każde szanujące się biuro maklerskie na już możliwość składania zleceń poprzez smartfona, daje też podgląd do obecnej wartości inwestycji nawet z tak „egzotycznych” giełd jak Nasdaq czy Nyse, jedyne czym wygrywa Revolut to niska prowizja ale za to 1000 USD na transakcje to bardzo mało. Nie wiem dlaczego pisze pan o fizycznych biurach maklerskich, nie wiem czy takie jeszcze istnieją, konkurencja jest duża i jest sporo biur które dają dostęp do wszelkich rynków i instrumentów online (w tym przez smartfona) i luczą sobie 5 USD za transakcję….

Kamil
Gość
Kamil

A możesz podać konkretne nazwy biur, które mają dostęp do zagranicznych rynków (USA, Wielka Brytania itd.) i prowizję 5USD za zlecenie? Pytam, bo sam szukam.
Revolut mi się jawił, jako objawienie inwestowani za granicą i bardzo tania opcja, ale póki co raczej małymi kwotami i krótkoterminowo się pobawię (oczywiście Revolut nadal jest moją kartą pierwszego wyboru, ale to inna sprawa).

Druga rzecz — Revolut ma dwa biura, polskie jest większe (554 osoby w Krakowie), myślę, że Autor może się z nimi bezpośrednio skontaktować i zdobyć wyjaśnienie pytań, które pozostają bez odpowiedzi. Może nawet wpłynie taka interwencja na treść regulaminu 😉

Ryszard
Gość
Ryszard

Przychylam się do prośby o nazwy biur mającychtani dostęp do rynków europejskich. Lub o namiary na takie biuro zagraniczne dające możliwość założenia konta drogą internetową.

Don Q.
Gość
Don Q.

„A możesz podać konkretne nazwy biur, które mają dostęp do zagranicznych rynków (USA, Wielka Brytania itd.) i prowizję 5USD za zlecenie?” Też się chętnie dowiem, podejrzewam, że @Michał pisał o domach maklerskich zagranicznych. Z działających w Polsce podobną prowizję da się uzyskać chyba tylko w DeGiro — tu prowizja ma większości europejskich rynków wynosi 4 EUR + 0,058%, co przy zleceniu na 1 724,14 EUR dałoby właśnie 5 EUR oraz w XTB — 0,12% min. 4,99 EUR/USD — to wygląda bardzo ciekawie, ale czy nie ma tu jakichś pułapek, dodatkowych opłat, ograniczeń? Chyba wszystkie polskie bankowe domy maklerskie mają prowizje… Czytaj więcej »

Kamil
Gość

MDM (mBank) ściął ostatnio prowizje minimalne na rynki zagraniczne do 19 PLN (0,29%), co już jest całkiem niezłą ofertą.

Don Q.
Gość
Don Q.

Nie wiem. Ja korzystam z trzech domów maklerskich, m.in. BOSSA (BOŚ S.A.), który ma swoje zalety, np. fajną ofertę rynków zagranicznych, ale być może technologicznie jest mało nowoczesny, w apce dostępna jest tylko część krajową — czy to jest powód, by uznać, że to nie jest „szanujące się biuro maklerskie”?

Łukasz
Gość

Nie mogę się doczekać aż usługa będzie dostępna w niższych kontakt. Chyba jeszcze nie jestem gotów wydawać 50zł miesięcznie, żeby inwestować w akcje amerykańskie.

Paweł
Gość

Z tym NIPem to błąd. Pytanie jakie będą konsekwencje za podanie złego numeru. Trzeba wpisać PESEL choć pyta o NIP.

Sparti
Gość
Sparti

RobinHood oferuje zakupy za darmo ale w zamian sprzedaje dane firmom HFT, które wykorzystują takie zlecenia do zarabaiania. Moze i tu jest taki mechanizm. Wystawianie zlacen bez ceny na rynek USA to wlasnie nabijanie kasy takim firmom – podstawowa zasada to wystawianie zlecen z limitem. Niestety, dla nas wciaz jedynym sensownym rozwiazaniem jest degiro. A potem to juz brokerzy z USA – tam spokojnie mozna miec ok 5 USD za transakacje, plus dywidendy opodatkowane generalnie 15% itd. Jak dla mnie to na dzis bardziej egoztyka ale moze cos sie z tego kiedys urodzi.

Michał Wojciechowski
Gość
Michał Wojciechowski

Kilka uściśleń: „W Polsce za pomocą smartfona można inwestować głównie na ultraryzykownym rynku Forex (inwestowanie z dźwignią finansową w waluty, kontrakty terminowe na akcje itp.).” Praktycznie wszystkie polskie biura maklerskie oferują aplikacje mobilne – „na smartfona”, od wielu lat. Revolut nie umożliwia przechowywania kryptowalut – ich oferta opiera się o pochodne na krypto. „handlowanie na tej platformie jest śmiesznie proste, bez porównania łatwiejsze, niż w jakimkolwiek biurze maklerskim w Polsce” Klikanie na nazwę spółki, żeby kupić lub sprzedać akcje oferują polskie biura od jakiś 20 lat. Jeśli Revolut wymaga całej „papierkologii” w opisany przez Pana sposób to nie bardzo widać… Czytaj więcej »

Piotr
Gość
Piotr

A co z podatkiem od zysków kapitałowych, jak to działa w tym przypadku? Bo jak się domyślam pit8c revoult mi nie wyśle

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss