Przy każdym zakupie elektroniki słyszę tę propozycję: czy dołożyć rozszerzoną gwarancję? Przeważnie to podbija cenę zakupu o 20–30%, ale sprzedawca przekonuje, że warto zapłacić, bo to spokój ducha. Jeśli tylko ze sprzętem coś się stanie przez najbliższych nawet pięć lat, firma serwisowa naprawi, wymieni, wypożyczy sprzęt zastępczy. Jak działa w praktyce przedłużona gwarancja? Ano właśnie nie do końca tak
Generalnie, kupując elektronikę w sklepie, dostajemy na nią dwuletnią gwarancję producenta. A jeśli jest nam to na rękę, to możemy też korzystać z rękojmi od właściciela sklepu (czyli domagać się od niego wymiany lub naprawy towaru, który okazał się wadliwy). Jesteśmy więc „kuci na cztery kopyta”, ale oczywiście tylko przez pierwsze dwa lata po zakupie. A ze sprzętem jest tak, że nie jest długowieczny i często jest „zaprogramowany” na taką liczbę użyć, iżby dużo dłużej niż te dwa lata nie „przeżył”.
- Bezpieczne lokowanie pieniędzy: na bankach świat się nie kończy. Jakie są możliwości „parkowania” pieniędzy poza bankami? [POWERED BY UNIQA TFI]
- „Kredytówka” bez kruczków? Jakie cechy powinna mieć karta kredytowa jako źródło awaryjnej płynności? I czy ta karta „dowozi”? [POWERED BY UNICREDIT]
- Jak powinno być ustalane „sprawiedliwe” oprocentowanie pieniędzy, które trzymamy w bankach? I dlaczego to my musimy o to walczyć? [POWERED BY TRADE REPUBLIC]
Przedłużona gwarancja: czy to cena świętego spokoju?
I właśnie tutaj, całe na biało, wchodzą dodatkowe ubezpieczenia lub przedłużona gwarancja. Generalnie polegają one na tym, iż przedłużają ten czas, w którym klient może się domagać wymiany lub naprawy sprzętu, jeśli ten się zepsuje. Jeśli kupujemy mikser, czy żelazko, to pal licho, bo jak się popsuje, to za 200 zł kupimy w sklepie nowe. Ale jeśli to telewizor z dużym ekranem, najnowszy model smartfonu, czy laptop premium – zadrży nam głos, zanim odmówimy przedłużenia ochrony.
A sprzedawcy bardzo sugestywnie zachęcają, bo mają od sprzedaży dodatkowych produktów premię (indywidualną albo zespołową). No i są też odpowiednio przeszkoleni przez marketingowców dostawców tych usług, więc jeśli „w pakiecie” mają też talent do nawijania makaronu na uszy… Pojawiają się obrazowe narracje o tym, co może się stać ze sprzętem i że wykupienie „świętego spokoju” na pięć lat ma głęboki sens. Jeśli tylko ze sprzętem coś się stanie przez tych najbliższych kilka lat – firma serwisowa naprawi, wymieni, wypożyczy sprzęt zastępczy. Jak to działa w praktyce? Ano właśnie nie do końca tak
„Gwarancja Plus z Media Markt to badziewie i kpina. Zgłosiłam awarię kupionej w marcu 2023 roku lodówki Samsung. Firma obsługująca ubezpieczenie ma gdzieś klientów – powiedzieli, że mają czas na „rozpatrzenie” zgłoszenia do 7 dni i w tym czasie łaskawie mogą się odezwać. A na infolinii robią łaskę, że w ogóle z klientem rozmawiają. Za pieniądze, które włożyłam w ten badziew – ok. 400 zł – wezwałabym prywatnie serwisanta i miałabym jasność co do sytuacji z urządzeniem”
– pisze jeden z czytelników „Subiektywnie o Finansach”, rozczarowany dodatkową gwarancją, którą wykupił. Czy przedłużona gwarancja to rzeczywiście taki „badziew”, jak klient pisze? Cóż, to jest usługa quasi-ubezpieczeniowa, na której dostawca i sklep muszą zarobić. Nie jest więc tania – zwykle kosztuje 20-30% wartości sprzętu (mieści się w tym koszt ochrony, marża dostawcy usługi i marża sklepu, który ją dokłada do towaru). Jeśli więc kupuję lodówkę za 2000 zł, to płacę za rozszerzenie gwarancji do pięciu lat jakieś 400-500 zł.
Czytelnik zapłacił okrągłe 400 zł. I nie dostał jakości, której oczekiwał. Lodówka w trzecim roku użytkowania się popsuła, a serwisanci nie chcieli działać błyskawicznie. Choć przecież w warunkach tej usługi rozszerzającej gwarancję jest obietnica pt. „gwarancja czasu naprawy”. Wynosi ona pięć dni dla smartfonów i tabletów oraz 10 dni dla dużego AGD i telewizorów oraz 14 dni dla pozostałych kategorii sprzętu. W tym czasie sprzęt powinien być wymieniony lub naprawiony.
Niepozorny dopisek, który niszczy „ekspresowość” naprawy
Sęk w tym, iż w warunkach usługi znajduje się też niepozorny dopisek: „Czas naprawy liczy się od dnia dotarcia do serwisu”. W przypadku mojego czytelnika serwis robił wszystko, żeby ten czas nie zaczął się liczyć. Czyli dali sobie 7 dni na „rozpatrzenie zgłoszenia”. I tu jest ukryty cały problem. Media Markt wpisał do warunków usługi, że jest szybka, ale dopiero od momentu, gdy dostarczymy sprzęt do serwisu. Nie dodał jednak, że serwis ma czas na „rozpatrzenie zgłoszenia”. I że najpewniej woli „rozpatrywać” szybciej zgłoszenia, które przychodzą „z miasta”, które są zwykle bardziej rentowne, niż te z Media Marktu (zapewne z wynegocjowaną ceną hurtową).
Tydzień, dwa tygodnie bez lodówki – żyć trudno. Z tego punktu widzenia czytelnik ma rację, że lepiej byłoby mieć w kieszeni te 400 zł, które przeznaczył na rozszerzoną gwarancję. Za te pieniądze zorganizowałby sobie w dzień-dwa pomoc. Trzeba jednak pamiętać, że w ramach rozszerzonej gwarancji kupionej w Media Markt dostałby też darmową naprawę lub wymianę sprzętu. Działając na własną rękę musiałby wyłożyć nie tylko 300-400 zł na wizytę serwisanta, ale też kasę na części do zepsutej lodówki.
Więc to nie jest do końca tak, że ta gwarancja by mu się do niczego nie przydała. Choć rzeczywiście, trudno powiedzieć, żeby jej działanie zachęcało do skorzystania z takiej oferty w Media Markt. Przedłużona gwarancja ma w tym wypadku haczyk polegający na tym, że działa dopiero od momentu „wstawienia” sprzętu do serwisu. A to nie musi być równoznaczne z momentem zgłoszenia awarii przez klienta. A jakie są Wasze doświadczenia z rozszerzoną gwarancją?
—————————–
CZYTAJ WIĘCEJ O ZAKUPACH:
——————————
CZYTAJ WIĘCEJ O SIECIACH HANDLOWYCH:

——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil na portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil na Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem na Linkedinie jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil na YouTubie subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!
——————————-
zdjęcie tytułowe:








