12 października 2026

Ministerstwo Finansów pokazało plan: zadłużenie Polski ma przestać rosnąć w… 2030 roku. Ekonomiści pytają: skąd ten optymizm? No właśnie, skąd?

Ministerstwo Finansów pokazało plan: zadłużenie Polski ma przestać rosnąć w… 2030 roku. Ekonomiści pytają: skąd ten optymizm? No właśnie, skąd?

Ministerstwo Finansów przedstawiło strategię zarządzania długiem publicznym na lata 2027–2030. Dług ma potężnie rosnąć, choć jest małe światełko tym w tunelu. W 2030 roku relacja długu do PKB powinna się ustabilizować. Problem w tym, że Ministerstwo Finansów nie pisze w swojej strategii jakie działania mają do tego doprowadzić. A przecież zapowiedzi wyhamowania wzrostu zadłużenia Polski pojawiały się już w poprzednich strategiach. Dwa lata temu resort finansów kreślił wizję, że zadłużenie Polski do PKB przestanie rosnąć… od 2027 roku. Teraz przesuwa tę granicę na lata 2029-2030

Czy tym razem prognoza długu okaże się trafna? Pytanie jest tym bardziej uzasadnione, że strategia pojawia się w szczególnym momencie. Rząd planuje kolejny rok z bardzo wysokim deficytem budżetowym, inflacja ponownie staje się problemem, a Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się co prawda ze zmianami stóp procentowych, ale rynek wyprzedza decyzje RPP i sam podnosi rentowności długu. Drożeje pieniądz na światowych rynkach, a amerykański Fed zaczął podwyższać koszt pieniądza w USA. Inwestorzy patrzą coraz uważniej na długi krajów.

Zobacz również:

Polska nie jest od tych zjawisk odizolowana. Obniżka ratingu przez Moody’s we wrześniu przypomniała, że wiarygodność kredytowa państwa nie jest dana raz na zawsze. Rosnące rentowności obligacji oznaczają, że refinansowanie zapadającego długu może kosztować więcej, niż wcześniej zakładano. Do tego dochodzi słabnący kurs złotego, od którego zależy wartość długu zagranicznego, oraz sytuacja krajowych banków, posiadających ogromne portfele polskich papierów skarbowych. Te czynniki wpłyną na skuteczność rządowej strategii.

Stawka jest większa niż tylko przekroczenie kolejnego wskaźnika zadłużenia. Im więcej państwo wydaje na odsetki, tym mniej pieniędzy pozostaje na inne potrzeby. A jeżeli wzrost długu nie zostanie zahamowany, wcześniej czy później pojawi się pytanie o podwyżki podatków lub ograniczenie wydatków. Podwyżki podatków, na razie tylko dla firm, już są w grze. Co musiałoby się wydarzyć, żeby tym razem plan stabilizacji długu się naprawdę powiódł?

Polski dług miał przestać rosnąć. Ale Ministerstwo Finansów przesuwa granice

Jeszcze we wrześniu 2024 roku Ministerstwo Finansów przewidywało, że relacja państwowego długu publicznego do PKB wzrośnie do 48,6% w 2027 roku, a następnie zacznie się obniżać. W 2028 roku ta relacja miała wynieść 48,3%. Taką ścieżkę przedstawiono w strategii zarządzania długiem na lata 2025–2028. Minęły zaledwie dwa lata i obraz polskich finansów publicznych wygląda inaczej.

W najnowszej strategii na lata 2027–2030 Ministerstwo Finansów zakłada, że państwowy polski dług publiczny osiągnie 55,9% PKB już w 2027 roku, a dwa lata później wzrośnie do 59,2%. Dopiero w roku 2030 miałby się nieco obniżyć, do 58,3% PKB. Ten ostatni element prognozy jest szczególnie interesujący: resort finansów ponownie przewiduje, że po kilku latach wzrostu zadłużenia nastąpi odwrócenie trendu.

Skala zmiany oczekiwań… robi wrażenie. W 2024 roku ministerstwo zakładało, że w 2027 roku polski dług wyniesie 48,6% PKB. Dziś prognozuje dla tego samego roku 55,9% PKB. Różnica wynosi aż 7,3 punktu procentowego PKB. To argument za tym, żeby wieloletnie prognozy Ministerstwa Finansów traktować… ostrożnie.

Ciekawie wygląda tez porównanie prognoz dla 2028 roku. Dwa lata temu ministerstwo oczekiwało spadku relacji długu do 48,3% PKB. Obecnie przewiduje… przekroczenie ustawowego progu 55%, co zgodnie z przyjętym scenariuszem oznaczałoby uruchomienie procedur ostrożnościowych – czyli cięć w budżecie – w roku 2030.

Nie oznacza to, że resort finansów świadomie przedstawia nierealistyczne prognozy. W ostatnich latach zmieniały się potrzeby wydatkowe państwa, jak i warunki finansowania długu. Problem polega jednak na tym, że każda kolejna aktualizacja pokazuje, jak szybko może znikać wcześniej prognozowany margines bezpieczeństwa.

Warto przy tym pamiętać, że mówimy o państwowym długu publicznym liczonym według krajowej metodologii. Według szerszej metodologii unijnej, obejmującej również część zobowiązań pozostających poza krajową definicją długu, sytuacja wygląda jeszcze poważniej. W strategii z 2024 rok ministerstwo przewidywało, że polski dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniesie w 2028 roku 61,2% PKB. Teraz prognozuje, że w 2030 roku osiągnie aż 76,6% PKB. Nie są to wartości dla tego samego roku, ale pokazują skalę zadłużenia, z jaką Polska może wejść w następną dekadę.

W dodatku obecna strategia może ponownie okazać się tylko szacunkiem, a za dwa-trzy lata znów nastąpi przeszacowanie prognoz. Szczególnie że realizacja obecnej strategii będzie wymagała dużego cięcia deficytu budżetowego w warunkach wysokich wydatków publicznych, rosnących kosztów odsetkowych i bardziej niepewnej sytuacji gospodarczej (mniejszy wzrost PKB).

Pytanie też, czy rząd już dziś podejmuje działania, które pozwolą zatrzymać wzrost długu, czy też liczy na to, że problem uda się rozwiązać dopiero pod koniec dekady, czyli tak naprawdę w perspektywie… kolejnego rządu i kolejnej kadencji Sejmu.

Rada Fiskalna ostrzega przed klifem. Jak zatrzymać wzrost długu?

Naturalnie pojawia się pytanie: co z tym robi rząd? Takie pytanie stawia również Rada Fiskalna, która w swojej opinii o projekcie budżetu na 2027 rok zwraca uwagę na zagrożenia wykraczające poza jeden rok budżetowy. W odpowiedzi na tę opinię Ministerstwo Finansów twierdzi, że Rada Fiskalna przekroczyła swój obszar kompetencji, bo – zgodnie z przepisami – powinna ograniczyć się do oceny tylko jednego, przyszłorocznego budżetu. A nie całej strategii państwa dotyczącej zarządzania długiem.

Problem nie jest tylko prawny, ale i merytoryczny. Ministerstwo Finansów prognozuje w strategii na lata 2027–2030 dalszy wzrost długu i zbliżanie się wskaźnika zadłużenia do konstytucyjnej granicy 60% PKB. I zakłada, że pod koniec dekady nastąpi jego stabilizacja. Rada Fiskalna i krytyczni wobec obecnej polityki ekonomiści pytają natomiast: jakie konkretne działania mają do tej stabilizacji doprowadzić? Czy wystarczy wzrost gospodarczy i poprawa dochodów państwa, czy też nieuniknione okażą się decyzje dotyczące podatków i wydatków?

CZYTAJ TEŻ:

projekt budżetu państwa na 2027 rok

ZOBACZ TEŻ:

To pytanie staje się jeszcze ważniejsze, gdy uwzględnimy warunki, w jakich Polska będzie finansowała swoje zadłużenie. Rząd może bowiem zakładać stopniowe ograniczanie deficytu, ale nie ma przecież kontroli nad rentownością obligacji, światowymi stopami procentowymi, inflacją ani kursem złotego. A jeśli finansowanie długu okaże się droższe od przyjętych założeń? Wtedy zapowiadana stabilizacja zadłużenia w proporcji do wielkości gospodarki może wymagać znacznie większego wysiłku. Czy rząd jest na to gotowy? Czy Polacy są gotowi?

Według prognoz Ministerstwa Finansów zawartych w Strategii zarządzania długiem na lata 2027–2030., koszty obsługi długu Skarbu Państwa wzrosną z 1,86% PKB w 2025 roku do niemal 3% PKB w 2030 roku. Oznacza to, że nawet jeśli rząd zdoła ustabilizować zadłużenie w relacji do wielkości gospodarki, rachunek za jego obsługę nadal będzie rósł. Na wykresie wariant I (szary) przedstawia dolną granicę prognozowanych kosztów obsługi długu, a wariant II (pomarańczowy) przedstawia górną granicę, uwzględniającą dodatkową rezerwę na ryzyko kursowe, związane z osłabieniem złotego.

Niewykluczone, że do podwyżek stóp procentowych zostanie przymuszona też nasza Rada Polityki Pieniężnej, choć wciąż się przed tym broni. Ministerstwo Finansów przeprowadziło symulację, z której wynika, że wzrost stóp procentowych o 1 pkt proc. mógłby zwiększyć koszty obsługi długu Skarbu Państwa w 2030 roku aż o 21,7 mld zł. To dodatkowy wydatek w jednym roku, wynikający wyłącznie ze zmiany warunków finansowania. Zapowiedź stabilizacji zadłużenia pod koniec dekady opiera się nie tylko na przyszłej dyscyplinie budżetowej, lecz także na założeniach dotyczących rynku obligacji. Co będzie, jeśli te założenia okażą się zbyt optymistyczne?

Kto pożyczy Polsce kolejne miliardy? I za jaką cenę?

Na razie nie brakuje chętnych do kupowania polskich obligacji skarbowych. Co więcej, największym źródłem finansowania potrzeb pożyczkowych państwa pozostają polskie banki. Według danych Ministerstwa Finansów na koniec sierpnia 2026 roku banki posiadały krajowe skarbowe papiery wartościowe o wartości 889 mld zł, co odpowiadało 53% całego obligacyjnego zadłużenia Polski.

Kolejne 587 mld zł przypadało na krajowych inwestorów pozabankowych, w tym fundusze inwestycyjne, ubezpieczycieli i gospodarstwa domowe. To pokazuje, że państwo może liczyć na rozbudowaną krajową bazę nabywców swoich obligacji. Ale ma to również drugą stronę: im większa część aktywów banków jest ulokowana w papierach skarbowych, tym silniej sytuacja finansów publicznych oddziałuje na krajowy sektor finansowy. A przy wzroście inflacji i stóp procentowych MF będzie musiało oferować coraz atrakcyjniejsze oprocentowanie długu.

Inwestorzy zagraniczni posiadali na koniec sierpnia polskie obligacje i bony skarbowe wyemitowane na rynku krajowym o wartości niespełna 202 mld zł, czyli około 12%. Ich udział jest więc zdecydowanie mniejszy niż banków, ale ich aktywność pozostaje bardzo ważnym składnikiem dla wyceny polskiego długu. To właśnie na międzynarodowych rynkach kapitałowych polskie obligacje konkurują z papierami innych państw. Strukturę inwestorów na rynku obligacji podaje na bieżąco Ministerstwo Finansów:

Jeżeli inwestorzy mogą uzyskać atrakcyjne oprocentowanie obligacji amerykańskich czy niemieckich, zakup polskich papierów musi oferować odpowiednią premię. Znaczenie mają przy tym nie tylko stopy procentowe, ale również oczekiwania dotyczące inflacji, kursu złotego i wiarygodności finansów publicznych.

Nieprzypadkowo we wrześniu 2026 roku agencja Moody’s obniżyła długoterminowy rating Polski z A2 do A3. Uzasadniając decyzję, wskazała na utrzymywanie się wysokich deficytów budżetowych, wzrost zadłużenia oraz rosnące koszty jego obsługi. Jest to sygnał, że międzynarodowi inwestorzy coraz uważniej przyglądają się trwałości polskich finansów publicznych. A im większe potrzeby pożyczkowe państwa, tym ważniejsze staje się utrzymanie ich zaufania.

W najnowszej strategii Ministerstwo Finansów zakłada, że głównym źródłem finansowania długu pozostanie rynek krajowy. Resort chce również utrzymywać udział zadłużenia walutowego poniżej 25% długu Skarbu Państwa i preferować duże, płynne emisje obligacji o stałym oprocentowaniu. To rozwiązania ograniczające niektóre rodzaje ryzyka, ale nie eliminujące problemu rosnących kosztów finansowania. Jaką część przyszłych budżetów pochłonie ten rachunek?

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

840 mld zł w obligacjach

Czy Polski dług przestanie rosnąć?

Ministerstwo Finansów przewiduje, że w 2030 roku polski państwowy dług publiczny obniży się do 58,3% PKB, po osiągnięciu 59,2% rok wcześniej. To dobra wiadomość, ale pod jednym warunkiem: że prognoza się sprawdzi. Porównanie trzech ostatnich strategii pokazuje bowiem, jak szybko potrafią zmieniać się oczekiwania dotyczące finansów państwa. Jeszcze niedawno zadłużenie miało pozostawać na znacznie niższym poziomie. Dziś jego stabilizacja jest zapowiadana dopiero pod koniec dekady, w pobliżu granic wyznaczonych przez krajowe przepisy.

Nie oznacza to, że Polsce grozi niewypłacalność albo że zabraknie chętnych do kupowania obligacji skarbowych. Problem raczej w tym, ile nas będą kosztować kolejne deficyty i czy nie skończy się na masowym podwyższaniu podatków, również dla zwykłych Kowalskich. Według najnowszej strategii w 2030 roku obsługa długu Skarbu Państwa może kosztować ponad 150 mld zł rocznie. Jeżeli stopy procentowe okażą się wyższe od przyjętych założeń, rachunek może być jeszcze wyższy. A wydatków na odsetki nie można ograniczyć, można tylko zaciskać zęby i płacić.

Samo zapisanie w tabeli niższego wskaźnika długu na 2030 rok to za mało. Testem wiarygodności może być tylko pokazanie, w jaki sposób rząd zamierza trwale ograniczyć deficyty, nie opierając całego planu wyłącznie na wzroście gospodarczym i sprzyjających warunkach rynkowych. Czy polski dług rzeczywiście w 2030 roku przestanie rosnąć?

———————————

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIM ZADŁUŻENIU:

budżet na 2027 r. zablokowany

czy inwestowanie w długoterminowe obligacje jest bezpieczne

polska w pułapce długu

kto zadłużył nas bardziej

Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz, Pixabay

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu