Szwecja, jedno z najbardziej bezgotówkowych państw świata, przygotowuje swój system płatności elektronicznych do sytuacji nadzwyczajnych. W tym cyberataków lub ataków na infrastrukturę płatniczą w przypadku wojny. Bank centralny uznał, że bezpieczeństwo płatności jest elementem bezpieczeństwa państwa. Szwedzi dostaną możliwość płacenia kartami za podstawowe produkty nawet wtedy, gdy nie działa połączenie z systemem bankowym. Rozwiązanie ma pomagać w sytuacji zakłóceń trwających nawet tydzień. Czy Polska jest na to gotowa?
Ostatnio w osiedlowym sklepiku, z koszykiem pełnym zakupów, ustawiłem się do kasy i w momencie płatności przyłożyłem telefon do terminala. Płatność została odrzucona. Spróbowałem jeszcze raz. Znów się nie udało. Płatność BLIK? Również nie działa. Szczęśliwie miałem też plastikową kartę, ale – i tak nic z tego. Przypomniałem sobie, że przed wejściem do sklepu jest bankomat. Odstawiam koszyk na bok. Jednak maszyna na zewnątrz nie chce wypłacać, awaria. Wracam do sklepu.
- Zatrzęsienie firm, które ułatwiają inwestowanie oszczędności. Której powierzyć pieniądze? Jak zmierzyć wiarygodność brokera? Check-lista! [POWERED BY SAXO BANK]
- Kupić, wynająć, wyleasingować? Samochód coraz częściej jest usługą, a nie własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS]
- ZUS nie wystarczy: trzeba zacząć inwestować, ale… Pięć błędów początkującego inwestora. Jak się przed nimi bronić? Rady po 30 latach doświadczeń [POWERED BY UNICREDIT]
Okazuje się, że to nie tylko mój problem. W tym samym czasie sporo innych klientów musiało zrezygnować z zakupów. Awaria. Kasjerki informują: płatności tylko gotówką! Ale niewiele osób ma przy sobie banknoty. Na szczęście przerwa w łączności trwała tylko jakiś kwadrans. A gdyby potrwała dłużej? Gdyby polski system płatności padł ofiarą cyberataku? Albo gdyby – odpukać – ktoś nas zaatakował dronami i przerwał łączność? Nie będą działać nie tylko kasy w sklepach, nie zadziałają bankomaty. Łatwo wtedy o panikę. Nie można kupić jedzenia, zatankować samochodu.
Na takie sytuacje już teraz przygotowuje się Szwecja. Riksbank zaleca trzymanie w domu 1000 koron w gotówce, trzymanie w kieszeni kart różnych organizacji płatniczych i korzystanie z alternatywnych metod płacenia. Natomiast szwedzkie banki komercyjne zgodziły się w określonych warunkach ponosić ryzyko transakcji offline, mimo że w chwili zakupu nie będą mogły sprawdzić salda rachunku klienta. Nawet podczas poważnej awarii infrastruktury płatniczej konsumenci mają możliwość kupowania żywności, lekarstw i paliwa. Nie chodzi o nieograniczone zakupy na kredyt, lecz o specjalny mechanizm z limitami i zabezpieczeniami.
Polska również należy do krajów, w których płatności elektroniczne stały się codziennością. Miliony osób korzystają z BLIK-a, kart i płatności telefonem. Ale czy w sytuacji poważnego cyberataku albo długotrwałej awarii infrastruktury będziemy mogli nadal korzystać ze swoich pieniędzy? Czy polskie banki i operatorzy terminali dysponują podobnymi rozwiązaniami? I kto zapłaci za zakupy, jeśli po przywróceniu łączności okaże się, że na rachunku klienta zabrakło pieniędzy?
Siedem dni bez połączenia z bankiem? Jest awaryjny system płatności!
O tym, że Szwecja zaczyna dostrzegać zagrożenia związane z niemal całkowitym uzależnieniem od płatności elektronicznych, pisałem już kilkakrotnie w „Subiektywnie o Finansach”. Opisywałem malejącą dostępność gotówki, a także działania podejmowane przez Norwegię i Szwecję, żeby banknoty pozostały realną alternatywą dla kart i aplikacji. Teraz Szwedzi poszli o krok dalej. Postanowili zabezpieczyć nie tylko możliwość płacenia gotówką, ale również sam system płatności elektronicznych.
Od 1 lipca 2026 roku w Szwecji działają rozszerzone mechanizmy umożliwiające płacenie kartą nawet wtedy, gdy terminal nie może połączyć się z bankiem. Rozwiązanie zostało przygotowane na wypadek zakłóceń łączności trwających nawet siedem dni. Nie jest to projekt pilotażowy czy test. Jak poinformował Riksbank, odpowiednie rozwiązania techniczne i organizacyjne zostały wdrożone na podstawie porozumienia z uczestnikami rynku płatniczego w październiku 2025 roku.
Podczas zwykłej płatności terminal kontaktuje się z systemem płatniczym, a bank sprawdza między innymi, czy karta jest ważna i czy klient może zapłacić za zakupy. W trybie offline ten etap zostaje pominięty. Klient wkłada fizyczną kartę do terminala i wpisuje PIN. Jeżeli karta ma odpowiednią funkcję, jej mikroprocesor może samodzielnie autoryzować transakcję, oczywiście w granicach ustalonych limitów.
Informacja o zakupie zostaje zapisana w terminalu. Dopiero kiedy połączenie zostanie przywrócone, transakcja trafia do rozliczenia. Bank obciąża rachunek klienta, a sprzedawca otrzymuje należne pieniądze. Szczegółowy opis mechanizmu można znaleźć na stronie Riksbanku o płatnościach offline.
Nie oznacza to jednak, że każdy Szwed będzie mógł przez tydzień robić dowolne zakupy bez kontaktu z bankiem. Rozwiązanie obejmuje przede wszystkim towary pierwszej potrzeby: żywność, lekarstwa i paliwo, w tym zakupy na stacjach benzynowych. Konieczne jest także posiadanie odpowiedniej fizycznej karty oraz znajomość PIN-u. Sam smartfon czy smartwatch nie wystarczą. Terminal musi też działać, a więc mieć zapewnione zasilanie. Szwedzki system nie rozwiązuje problemu całkowitego blackoutu.
W przedsięwzięciu uczestniczy siedem banków wydających karty, w tym Nordea, SEB, Swedbank i Handelsbanken, a także Visa, Mastercard, operatorzy płatności i przedstawiciele największych sieci handlowych oraz aptecznych. To istotne, ponieważ skuteczność takiego rozwiązania zależy nie tylko od możliwości technicznych kart i terminali, ale również od uzgodnienia wspólnych zasad działania całego rynku.
W memorandum Riksbanku z października 2025 roku zapisano m.in., że organizacje kartowe powinny wprowadzić możliwość realizowania określonych transakcji offline o wartości co najmniej 2000 koron na ryzyko banku wydającego kartę. Banki mają również zapewniać odpowiednie łączne limity transakcji zapisane w mikroprocesorach kart, pozwalające gospodarstwom domowym na podstawowe zakupy przez tydzień.
Ciekawy jest aspekt ekonomiczny całego przedsięwzięcia. Skoro bank w chwili zakupu nie może sprawdzić, ile pieniędzy znajduje się na rachunku klienta, to skąd pewność, że po kilku dniach otrzyma należność? A jeśli klient zrobi zakupy w kilku sklepach i wyda więcej, niż posiada na koncie, kto pokryje stratę?
Szwedzi musieli odpowiedzieć na te pytania, zanim uruchomili system. Okazuje się bowiem, że odporność płatności elektronicznych zależy nie tylko od technologii, lecz także od tego, kto zgodzi się ponosić ryzyko finansowe w sytuacji kryzysowej.
Kto zapłaci za zakupy offline, jeśli na koncie zabraknie pieniędzy?
Jeśli w Szwecji dojdzie do awarii systemów teleinformatycznych i przez kilka dni banki nie będą mogły łączyć się z terminalami w sklepach, klienci nadal będą kupować żywność, lekarstwa i paliwo, korzystając z awaryjnego trybu płatności kartami. Sprzedawcy będą wydawać towary, chociaż nie będą mieli pewności, czy na rachunkach kupujących znajdują się wystarczające środki. A co, jeśli po przywróceniu łączności okaże się, że części transakcji nie da się rozliczyć?
To właśnie ten problem przez lata ograniczał rozwój płatności offline. Nie chodziło wyłącznie o to, czy terminal potrafi zapisać transakcję, a karta ją zatwierdzić. Chodziło o odpowiedzialność za pieniądze. Kto powinien ponosić ryzyko, że klient wyda więcej, niż ma na koncie? Sklep, który sprzedał towar? Operator terminala? A może bank, który wydał klientowi kartę?
W raporcie o systemie płatniczym z 2025 roku Riksbank zwracał uwagę, że kwestie ryzyka kredytowego i płynnościowego należą do najważniejszych problemów wymagających rozwiązania. Wcześniej zasady były różne nawet w zależności od organizacji płatniczej. Według szwedzkiego banku centralnego, przy standardowych płatnościach offline ryzyko związane z kartami Mastercard zwykle ponosił bank wydający kartę, natomiast w przypadku kart Visa ryzyko często ponosił sprzedawca.
Szwedzi postanowili to uporządkować. Zgodnie z memorandum Riksbanku z 3 października 2025 roku organizacje kartowe miały wprowadzić zasady pozwalające sklepom przyjmować określone płatności offline na ryzyko banku wydającego kartę. Ustalono, że limit pojedynczej transakcji objętej takim mechanizmem powinien wynosić co najmniej 2000 koron szwedzkich. To równowartość około 800 zł, w zależnie od kursu walutowego.
Dlaczego właśnie 2000 koron? W dokumencie Riksbanku wyjaśniono, że kwota ta odpowiada standardowi około 200 euro, stosowanemu również na niektórych innych rynkach europejskich. Nie jest to jednak limit wszystkich zakupów, które można zrobić przez tydzień. To ważne rozróżnienie.
Drugie zabezpieczenie znajduje się bowiem w samej karcie. Jej mikroprocesor może przechowywać informację o łącznym limicie transakcji offline. Po jego wykorzystaniu karta nie powinna zatwierdzać kolejnych zakupów w tym trybie. Limit ten ma odpowiadać co najmniej szacowanym wydatkom gospodarstwa domowego na podstawowe produkty przez tydzień. Kiedy karta ponownie przejdzie autoryzację online, limit offline może zostać odnowiony.
W ten sposób banki ograniczają skalę potencjalnych strat. Nie można bez końca kupować towarów tylko dlatego, że sklep utracił łączność z bankiem. Terminal powinien też najpierw próbować przeprowadzić zwykłą autoryzację online, a dopiero gdy jest ona niemożliwa, korzystać z rozwiązania awaryjnego.
Ale ryzyko nie znika całkowicie. Mikroprocesor karty może kontrolować wartość transakcji offline, lecz nie zna aktualnego salda rachunku bankowego. Klient mógł przecież wydać wcześniej część pieniędzy albo mieć na koncie mniej, niż wynosi dostępny limit awaryjny. Jeżeli po przywróceniu łączności zabraknie środków, bank może zostać narażony na stratę. Zasada przeniesienia ryzyka na wydawcę karty oznacza jednak przede wszystkim ochronę sprzedawcy w ramach określonych reguł rozliczeniowych. Nie oznacza automatycznie, że klient będzie zwolniony z obowiązku zapłaty.
Północna Europa gotowa na zakłócenia w płatnościach
Szwedzki system nie jest zupełnie odosobnionym eksperymentem. W raporcie Riksbanku z 2025 roku opisano podobne rozwiązania z Norwegii, Danii, Estonii i Łotwy. Norwegia już od 2022 roku rozwija rozszerzony mechanizm awaryjnych płatności kartami za podstawowe towary, z gwarancjami dotyczącymi zakupów podczas zakłóceń trwających do siedmiu dni. Duńskie instytucje również uzgadniały z operatorami Visa i Mastercard zasady podziału ryzyka na wypadek kryzysu.
To pokazuje, że kraje północnej Europy zaczynają traktować możliwość płacenia za podstawowe zakupy podobnie jak traktuje się zazwyczaj dostęp do energii, wody czy telekomunikacji: jako niezbędną dla funkcjonowania kraju usługę, która powinna działać również w nadzwyczajnych okolicznościach. I są gotowe ponieść pewne koszty finansowe, żeby taką ciągłość zapewnić.
Czy podobne rozwiązania mogą być też dostępne dla polskich konsumentów? Czy nasze karty płatnicze również mają odpowiednie funkcje zapisane w mikroprocesorach? Czy polskie sklepy mogą przyjmować transakcje bez kontaktu z bankiem? I czy ktoś w Polsce uzgodnił, kto poniesie ryzyko takich płatności, gdyby awaria potrwała nie kilka minut, ale kilka dni?
Czy polską kartą można płacić bez internetu? A co z BLIK-iem?
Szwedzkie rozwiązanie może wydawać się czymś zupełnie nowym, ale również w Polsce istnieją technologie umożliwiające przyjmowanie płatności kartami bez bieżącego połączenia z bankiem. Problem polega na tym, że nie każda karta i nie każdy terminal mogą z nich korzystać. A przede wszystkim – czym innym jest obsłużenie kilku transakcji podczas krótkotrwałej awarii, a czym innym zapewnienie milionom konsumentów możliwości robienia zakupów przez cały tydzień.
Przykładem jest usługa oferowana przez PolCard from Fiserv, jednego z operatorów terminali płatniczych działających w Polsce. Firma opisuje na swojej stronie możliwość akceptowania płatności offline. Terminal może przyjąć transakcję bez dostępu do sieci, zapisać ją w pamięci, a następnie przekazać do centrum autoryzacyjnego po odzyskaniu połączenia.

Tego rodzaju rozwiązania są wykorzystywane między innymi w samolotach, pociągach i na promach, czyli wszędzie tam, gdzie dostęp do internetu może być ograniczony albo niestabilny. W informacjach o terminalach płatniczych PolCard potwierdza również, że niektóre urządzenia mogą rejestrować transakcje bez możliwości ich natychmiastowej autoryzacji w systemie bankowym.
Czy to oznacza, że podczas poważnej awarii w Polsce będziemy mogli nadal płacić kartą w każdym supermarkecie? Niestety, nie można wyciągnąć takiego wniosku. Możliwość techniczna nie oznacza powszechnej dostępności usługi. Zależy ona od modelu terminala, jego konfiguracji, rodzaju karty, zasad organizacji płatniczej oraz umowy między sprzedawcą a operatorem rozliczającym transakcje.
W praktyce polscy operatorzy terminali stosują również inne zabezpieczenie przed awariami: alternatywne kanały komunikacji. Jeśli nie działa internet stacjonarny, urządzenie może przełączyć się na transmisję komórkową. Jeżeli zawiedzie Wi-Fi, może wykorzystać połączenie przewodowe. PolCard wyjaśnia te mechanizmy w poradniku dla przedsiębiorców.
To rozwiązanie bardzo przydatne podczas lokalnych problemów z łącznością, ale niekoniecznie podczas rozległego kryzysu. Jeśli jednocześnie przestaną działać sieci komórkowe, internet stacjonarny i połączenia z systemami autoryzacyjnymi, przełączanie między kanałami transmisji nie pomoże. Potrzebny będzie mechanizm, który pozwoli zaakceptować transakcję bez kontaktu z bankiem.
A co z BLIK-iem, który stał się jednym z symboli nowoczesnych płatności w Polsce? Tutaj trzeba odróżnić dwie usługi. Tradycyjna płatność sześciocyfrowym kodem BLIK wymaga komunikacji z systemem bankowym. Kod jest generowany w aplikacji, a klient zatwierdza transakcję na telefonie. Jeśli telefon nie ma dostępu do sieci albo nie działają systemy niezbędne do przeprowadzenia autoryzacji, taka płatność może być niemożliwa.
Inaczej jest w przypadku płatności zbliżeniowych BLIK. Polski Standard Płatności informuje w swoim oficjalnym poradniku, że do zapłacenia telefonem zbliżeniowo nie trzeba mieć dostępu do internetu ani zasięgu sieci komórkowej. Potwierdza to także FAQ BLIK-a, z zastrzeżeniem, że aplikacja bankowa może co pewien czas wymagać ponownego zalogowania.

Brzmi obiecująco, ale jest tu bardzo ważny szczegół. Brak internetu w telefonie klienta nie oznacza automatycznie, że terminal w sklepie również może działać bez łączności. Płatność zbliżeniowa BLIK wykorzystuje infrastrukturę Mastercard. Telefon może więc komunikować się z terminalem bez dostępu do sieci, ale sam terminal nadal może potrzebować połączenia z systemem autoryzacyjnym.
Podobne rozróżnienie dotyczy płatności telefonem z wykorzystaniem cyfrowych portfeli, takich jak Apple Pay czy Google Pay. Możliwość przesłania danych płatniczych z telefonu do terminala nie jest równoznaczna z możliwością rozliczenia zakupu podczas awarii infrastruktury bankowej.
Jaką przewagę nad nami ma Szwecja w płatnościach offline?
Na podstawie publicznie dostępnych informacji można stwierdzić, że Szwedzi zrobili coś, czego nie potwierdzają analogiczne ogólnokrajowe komunikaty polskich instytucji: uzgodnili między bankami, organizacjami kartowymi i sprzedawcami szczególne zasady działania płatności offline podczas długotrwałego kryzysu, w tym zasady ponoszenia ryzyka finansowego.
Nie oznacza to, że polskie banki nie mają własnych procedur awaryjnych. Oznacza natomiast, że sama dostępność technologii offline nie wystarcza, aby uznać cały krajowy system płatniczy za przygotowany na siedem dni poważnych zakłóceń.
Co więcej, sprawa zaczyna wykraczać poza Skandynawię. Mastercard zapowiedział nowe wymagania dla europejskiego rynku. Od lutego 2027 roku wszystkie nowo wydawane karty Mastercard w Europie mają obsługiwać płatności offline, a od maja 2027 roku taki obowiązek ma obejmować również nowe i wymieniane terminale płatnicze. Chodzi o umożliwienie zakupów podstawowych produktów podczas awarii zasilania lub łączności, jednak pod warunkiem, że urządzenia niezbędne do przeprowadzenia transakcji nadal działają.
To ważna zmiana także dla Polski. Nie oznacza natychmiastowego dostosowania wszystkich kart i terminali znajdujących się już w obiegu, ale wskazuje kierunek rozwoju całego europejskiego rynku. Możliwe więc, że w najbliższych latach będziemy mieli możliwość płacenia kartą bez internetu, a otwartą kwestią pozostanie, jak długo mogłaby trwać taka sytuacja awaryjna, na jaką kwotę i na czyje ryzyko przeprowadzane będą wtedy transakcje. Szwedzi już odpowiedzieli na te pytania.

Gotówka na czarną godzinę? To może nie wystarczyć
Najprostsza rada na wypadek awarii systemów płatniczych od dawna brzmi: trzymaj w domu trochę gotówki. Wielokrotnie o tym pisaliśmy na „Subiektywnie o Finansach”. Nie trzeba wtedy się martwić, czy działa internet, aplikacja bankowa albo terminal płatniczy. Wystarczy wyjąć banknoty z portfela i zapłacić za zakupy (o ile działa kasa fiskalna). Tyle teoria. W praktyce nawet gotówka nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z poważnym kryzysem infrastruktury.
Szwedzki bank centralny od dawna zaleca gospodarstwom domowym posiadanie rezerwy gotówkowej, ale też zabezpieczenie się na różne sposoby z płatnościami elektronicznymi. Jednym ze sposobów ma być korzystanie z kart należących do różnych organizacji płatniczych oraz utrzymywanie dostępu do alternatywnych metod płatności. Szczegóły można znaleźć w zaleceniach dotyczących przygotowania społeczeństwa na zakłócenia płatności.
Ale przy dłuższej awarii nasze zapasy banknotów zaczynają się przecież kurczyć, a bankomaty mogą nie działać z powodu braku łączności albo problemów z energią elektryczną. Oddziały banków również mogą mieć problemy z obsługą klientów. Nawet więc jeśli banknoty znajdują się w systemie bankowym, ich dostarczenie do odpowiednich miejsc wymaga transportu, ochrony, działających urządzeń i sprawnej organizacji.
Pojawia się też problem po stronie sklepów. Sprzedawcy potrzebują gotówki do wydawania reszty. Muszą mieć możliwość jej bezpiecznego przechowywania, przeliczania i odprowadzania. Tymczasem w krajach, w których płatności elektroniczne niemal wyparły banknoty, część sklepów nie jest już przygotowana do obsługi dużej liczby transakcji gotówkowych.
Właśnie dlatego szwedzka strategia nie polega na zastąpieniu płatności elektronicznych gotówką. To by było zawracanie kijem Wisły. Chodzi o stworzenie kilku niezależnych sposobów płacenia, żeby awaria jednego z nich nie oznaczała paraliżu całego handlu, a w konsekwencji – całego kraju. Gotówka ma być zabezpieczeniem, ale nie jedynym.
Czy ten pomysł ma swoje ograniczenia? Tak. Możliwość płacenia kartą offline nie oznacza, że sklepy będą mogły działać przez tydzień bez prądu. Terminale, kasy fiskalne, systemy magazynowe czy chłodnie nadal potrzebują zasilania. Dlatego odporność systemu płatniczego wymaga również przygotowania samego handlu, na przykład zapewnienia awaryjnych źródeł energii i procedur obsługi klientów.
A jak to wygląda w Polsce? Narodowy Bank Polski od kilku lat podkreśla znaczenie gotówki jako elementu bezpieczeństwa obrotu pieniężnego. W Narodowej Strategii Bezpieczeństwa Obrotu Gotówkowego zwraca uwagę na konieczność utrzymania dostępności banknotów i monet oraz sprawnego funkcjonowania infrastruktury gotówkowej.
To ważne działania, ale szwedzki przykład pokazuje, że warto spojrzeć na problem szerzej. Bezpieczeństwo płatności nie powinno zależeć wyłącznie od tego, czy obywatele mają w portfelach odpowiednio dużo banknotów. Równie istotne jest pytanie, czy banki, operatorzy kart i sieci handlowe potrafią wspólnie utrzymać możliwość dokonywania podstawowych zakupów podczas długotrwałych zakłóceń.
Być może najważniejsza lekcja ze Szwecji jest więc dość przewrotna. Im bardziej nowoczesny i bezgotówkowy staje się system płatniczy, tym więcej uwagi trzeba poświęcić jego działaniu w warunkach, w których nowoczesna infrastruktura przestaje funkcjonować. Nie chodzi o wybór między gotówką a kartą. Chodzi o to, żeby w sytuacji kryzysowej nie zostać bez żadnego sposobu zapłacenia za chleb, lekarstwa czy paliwo.
Szwedzi wyciągnęli wnioski z własnego sukcesu i nie odwracają się od płatności elektronicznych
Szwedzi przez lata budowali jeden z najbardziej bezgotówkowych systemów płatniczych na świecie. Ale był to czas pokoju i stabilizacji. Teraz jest mniej spokojnie, a ryzyko cyberataków i konfliktów wojennych rośnie. Rośnie też ryzyko, że nowoczesna technologia przestanie działać. Szwedzki bank centralny i rząd nie ograniczają się do radzenia obywatelom, żeby trzymali w domu gotówkę. Dostosowują elektroniczny system płatniczy do nowych warunków, zachęcają banki komercyjne i operatorów kart do akceptacji ryzyka zakupów dokonywanych bez połączenia z bankiem.
Polska ma jeden z najbardziej rozwiniętych rynków płatności elektronicznych w Europie. Ale mamy wciąż dużo płatności gotówkowych i sklepy przygotowane na takie płatności. W zakresie elektronicznym mamy BLIK-a, płatności zbliżeniowe, nowoczesne terminale i bankowość mobilną. Ale czy mamy równie dobrze przygotowany plan awaryjny? Czy w razie kilkudniowego paraliżu sieci teleinformatycznych będziemy mogli nadal kupować żywność, lekarstwa i paliwo? A jeśli tak, to na jakich zasadach i kto zagwarantuje sprzedawcom zapłatę?
Szwedzki przykład pokazuje, że odpowiedzi na te pytania nie można zostawić na dzień, w którym przestaną działać terminale. O bezpieczeństwie naszych pieniędzy świadczy bowiem nie tylko to, jak łatwo możemy nimi płacić na co dzień, ale również to, czy będziemy mogli z nich korzystać wtedy, gdy coś pójdzie nie tak. Sytuacji międzynarodowej nie zmienimy, będą rosły zagrożenia cyberatakami i może nawet jakąś formą wojny. A gwarancja skutecznej płatności to jedna z najważniejszych spraw dla ludzi i firm w takich ekstremalnych sytuacjach.
——————————-
POSŁUCHAJ NASZYCH PODCASTÓW:
>>> FST (212): Czy grozi nam utrudniony dostęp do gotówki? W ostatnich latach banki podniosły opłaty za operacje gotówkowe w oddziałach. Naturalnym miejscem wypłat i wpłat gotówki są bankomaty, ale ich operatorzy nie mają łatwego życia. Czy Polska może stać się bankomatową pustynią, a Polacy będą mieć problemy z dostępem do gotówki? Gościem podcastu jest Dariusz Marcjasz, dyrektor generalny Euronet Polska. Żeby posłuchać – trzeba kliknąć tutaj.
>>> FST (264): JAK PRZYGOTOWAĆ DOMOWY BUDŻET NA NIESTABILNE CZASY? Jak przygotować domowy budżet na niestabilne czasy? Z całą pewnością warto się przygotować na to, że będzie bujało. Ale jak to zrobić? Jak sprawdzić, czy nasz domowy budżet jest wystarczająco bezpieczny? I jak zareagować, jeśli się okaże, że trzeba domowe finanse zrestrukturyzować? Jakie działania podjąć, gdy domowy budżet przeciążają raty kredytów? Zapraszamy do posłuchania. Gośćmi podcastu „Finansowe Sensacje Tygodnia” są Krzysztof Kowalczyk i Barbara Koziar z Raiffeisen Digital Banku. Zapraszam do posłuchania!
Źródło zdjęcia: Eleni Afiontzi/Mai Sakura/Unsplash



