Jedni mówią, że Polacy oszczędzają za mało. Inni – że nie mają z czego. A może to dobrze, że nie odkładamy? Jakie byłyby konsekwencje, jeśliby nam się odmieniło?

Jedni mówią, że Polacy oszczędzają za mało. Inni – że nie mają z czego. A może to dobrze, że nie odkładamy? Jakie byłyby konsekwencje, jeśliby nam się odmieniło?

Co jakiś czas któraś z instytucji publikuje raport, który pokazuje, że Polacy mało oszczędzają. I tradycyjnie przetacza się dyskusja, dlaczego tak jest. Padają argumenty o tym, że mamy niski poziom edukacji ekonomicznej, a druga strona odbija je, argumentując, że jesteśmy za biedni, żeby było z czego odkładać. A ja zacząłem analizować, co by się stało, gdybyśmy rzeczywiście jako społeczeństwo zaczęli zaciskać pasa. Kto by skorzystał, a kto by stracił?

Ponad jedna piąta Polaków nie ma żadnych oszczędności. Trochę ponad 40% osób odłożyło kwoty nieprzekraczające 20 000 zł. Zaś blisko jedna czwarta – ma więcej. To wyniki opublikowanego pod koniec zeszłego roku „Barometru oszczędności 2023” KRD.

Zobacz również:

„Nauczcie się w końcu oszczędzać. Oszczędności pozwalające spokojnie przeżyć minimum 2 lata to podstawa…” – napisał na X użytkownik Margin Call. Ma rację czy nie ma? Zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście Polacy mało oszczędzają, bo jako społeczeństwo nie umiemy oszczędzać. A może po prostu nie mamy z czego? A może… to dobrze, że nie oszczędzamy? Czy przy obecnym stanie gospodarki zaciskanie pasa nie byłoby równoznaczne z wiązaniem sobie pętli na szyi?

Ile zarabiamy, a ile mamy?

Jak to właściwie jest z tymi naszymi oszczędnościami? Z raportu „Dochody i warunki życia ludności Polski” wynika, że średni ekwiwalentny (czyli skorygowany o liczbę i rodzaj członków gospodarstwa domowego) dochód do dyspozycji w Polsce wynosił w 2022 r. około 45 000 zł. Zaś mediana to prawie 41 000 zł.

To oznacza, że połowa Polaków zarabiała na rękę (po odjęciu podatków i transferów pieniężnych do innych gospodarstw domowych) mniej niż 41 000 zł rocznie. To jakieś 3400 zł miesięcznie.

Granica minimum socjalnego dla jednososobowego gospodarstwa domowego wynosi około 1500 zł i około 1200-1300 zł na głowę w wieloosobowych. Wyliczenia te zakładają jednak, że np. trzyosobowa rodzina przeznacza na cele mieszkaniowe łącznie 1060 zł, z czego na użytkowanie i energię 950 zł, a na wyposażenie 110 zł. W tej kwocie nie mieści się np. rata kredytu.

Dane GUS pokazują, że od kilku do kilkunastu procent Polaków żyje poniżej granicy ubóstwa – zależy od przyjętej miary. Jeśli dochody nie pozwalają na zaspokojenie minimalnych życiowych potrzeb, to ciężko oczekiwać, by dało się coś odłożyć. Można jednak uznać, że większość gospodarstw domowych żyje powyżej minimum socjalnego. Czy z tego poziom oszczędności nie powinien być w takim razie wyższy?

Polacy mało oszczędzają czy dużo konsumują?

Ile powinniśmy mieć odłożone? Na „wujek dobra rada” z internetu twierdzi, że powinniśmy mieć oszczędności, które wystarczą na dwa lata. A więc ile dokładnie? Minimum egzystencji to około 780 zł, czyli w skali roku 9360 zł na osobę. Dwa lata – niecałe 19 000 zł. To takie oszczędności ma – według deklaracji z ankiety KRD – ponad jedna czwarta badanych.

Zakładam jednak, że nie o takie „wystarczy” chodziło. Najlepiej byłoby, gdyby każdy miał odłożone tyle, by utrzymać poziom życia w razie utraty pracy. A to oznacza, że ci lepiej zarabiający powinni mieć zaoszczędzone kwotowo więcej niż ci mniej zarabiający.

A zatem może wcale nie jest tak, że ci, którzy mają na przykład 20 000 zł oszczędności, są bardziej „zaradni” czy też „lepiej wyedukowani ekonomicznie”. Jeśli gospodarstwo domowe utrzymuje się za łącznie 7000 zł miesięcznie (czyli blisko mediany dochodu do dyspozycji), to 20 000 zł pozwoli bez uszczerbku na stylu życia przetrwać trzy miesiące.

Ale już dla osób lepiej zarabiających taka sama kwota może okazać się niewystarczająca. Kredyt hipoteczny, czesne w prywatnej szkole, leasing samochodu – to wszystko są nieelastyczne wydatki, z których zrezygnować tak łatwo się nie da.

Nie mamy danych, które pozwalałyby stwierdzić, jaki jest poziom oszczędności relatywnie do dochodów – a tylko wtedy moglibyśmy ocenić, czy rzeczywiście Polacy mało oszczędzają, bo nie potrafią, czy też zwyczajnie nie mają z czego. I tego, kto rzeczywiście umie to robić w miarę swoich możliwości, a kto żyje ponad stan.

I wcale bym sobie nie dał ręki uciąć, że „umiejętność” oszczędzania jest skorelowana z dochodami.

Przeczytaj też: Prezes NBP wieszczy dość sensacyjny spadek inflacji. Tylko 2,5%. Już za chwilę. Na chwilę. A potem… czeka nas inflacyjny roller-coaster. Co robić z pieniędzmi?

Co by było, gdyby…

Pospekulujmy jednak chwilę. W dyskusji pod swoim wpisem użytkownik Margin Call rozwinął myśl i na podobne jak moje uwagi, że przecież wiele gospodarstw domowych zwyczajnie nie ma z czego oszczędzać (bo wysoka inflacja, bo wzrosły raty kredytów) – udzielił kilku rad.

„To może trzeba zwiększać kompetencje? Bez telewizora, na ubraniach używanych czy braku wakacji przez jakiś czas też można przeżyć…”

napisał. Przytaczam akurat ten wpis, jednak to dość często słyszany argument. Polacy za dużo konsumują, za dużo kupują zbędnych rzeczy, a za mało odkładają. Jak przypuszczam ci, którzy te argumenty podnoszą, od matury chodzą cały czas w tym samym garniturze, a filmy oglądają wciąż na telewizorze kineskopowym.

No dobrze, zastanówmy się więc, co by się stało, gdyby rzeczywiście Polacy masowo rzeczywiście poszli za tą radą. Według GUS konsumpcja prywatna (czyli spożycie w sektorze gospodarstw domowych) w 2022 r. wyniosła około 1,75 biliona zł. Pełnych danych za 2023 r. jeszcze nie ma, ale spokojnie można założyć, że wartość ta wzrosła w okolice 2 bln zł (czyli 2000 miliardów zł).

Załóżmy, że Polacy ograniczają konsumpcję o 10% i zaoszczędzone w ten sposób pieniądze odkładają. Jakie byłyby konsekwencje, gdyby 200 miliardów złotych poszło w oszczędności?

Rynek finansowy się ucieszy

Zachwycone byłyby pewnie fundusze inwestycyjne – za zarządzanie biorą średnio 1-2% od zgromadzonych aktywów (tak wyliczyły Analizy.pl). W tej chwili środki ulokowane w TFI przekraczają 300 mld zł, więc pojawienie się nowych 200 mld zł „do zagospodarowania” byłoby dla nich nie lada interesem. Napływ dodatkowych pieniędzy na rynek kapitałowy z pewnością przyczyniłby się do wzrostu cen akcji na giełdzie, gdzie polskie fundusze inwestycyjne lokują sporą część środków.

Ucieszyłby się pewnie także minister finansów. W 2024 r. potrzeby pożyczkowe państwa to netto 250 mld zł – najwięcej w historii. Być może sporą część tych środków Polacy chcieliby przeznaczyć na obligacje skarbowe, co rozwiązałoby problem.

Popyt płynąłby zarówno pośrednio – przez fundusze inwestycyjne, które kupują obligacje na rynku – jak i bezpośrednio – przez detaliczne obligacje skarbowe. Większy popyt oznacza, że znaleźliby się chętni na papiery o niższym oprocentowaniu – w końcu trzeba te pieniądze w coś ulokować. A dla budżetu państwa to ulga w kosztach obsługi długu.

Pod ten trend mogłyby się podpiąć firmy – jeśli są chętni, to czemu nie zacząć na potęgę finansować się przez obligacje korporacyjne? Spora konkurencja wśród kupujących pozwoliłaby na wyciśnięcie lepszych warunków finansowania biznesu. Jeśli ktoś uważa, że Polacy mało oszczędzają ze względu na słabą edukację ekonomiczną, to znaczy, że są też podatni na uleganie oszustom.

Banki udawałyby niezadowolenie. Jak zwykle

Nosem mogłyby kręcić banki. One za bardzo pieniędzy nie potrzebują, bo i tak mają nadpłynność. Jednak tutaj żadne nowe pieniądze w systemie by się nie pojawiły. Przecież to nadal te same kwoty – tylko teraz zamiast być przelewane z rachunków konsumentów na rachunki firm, zostałyby w rękach gospodarstw domowych.

Pojawiłoby się za to pewnie większe zainteresowanie lokatami. Według danych NBP osoby prywatne mają na depozytach około 1,1 biliona zł, z czego 65% jest na rachunkach bieżących, a 35% – na depozytach terminowych.

Na pewno banki skorzystałyby z okazji, żeby obniżyć oferowane oprocentowanie lokat. Skoro chętnych będzie więcej, to nie ma powodu, by ich jeszcze dodatkowo naganiać. Tym bardziej że alternatywy (czyli obligacje) też prawdopodobnie byłyby oprocentowane niżej.

Żniwa zbieraliby też pewnie sprzedawcy różnego typu „inwestycji alternatywnych”, którzy korzystaliby na nagłym przekierowaniu ogromnych kwot z konsumpcji na oszczędności czy też inwestycje. Kilka miliardów pewnie rozpłynęłoby się w piramidach finansowych, inwestycjach w condohotele czy na znikających giełdach kryptowalut. A kilka lat później sprawie zaczęłaby się przyglądać KNF.

Przeczytaj też: Koniec roku skłonił banki do porządków w ofercie. Są nowe wieści dla oszczędzających. W niektórych bankach zmieniły się warunki promocyjnych lokat

Kto straci na oszczędzaniu?

Polska gospodarka opiera się na konsumpcji. Czy nam się to podoba, czy nie. Co by się stało, gdyby nagle 10% tejże konsumpcji zniknęło? Sięgnę znowu do danych GUS. Przeciętna marża netto firm w Polsce (czyli łączny wynik netto dzielony przez łączne przychody) to niecałe 5%. A w sektorze handlowym – nieco poniżej 4%.

Gdybyśmy masowo zaczęli ograniczać konsumpcję, dla tego ogromnego sektora oznaczałoby to poważny kryzys. Firmy stanęłyby przed dylematem – czy bronić marż (i ciąć koszty), czy godzić się ze stratą.

Tu dochodzimy do najciekawszej konkluzji. Mamy narrację, która zaleca osobom mało zarabiającym, żeby nie kupowały nowych ubrań i nie jeździły na wakacje, zanim nie odłożą dwuletniej pensji. I w tej samej narracji jest oczywiste, że w przypadku słabszej koniunktury, cięcie kosztów (w domyśle – zwolnienia pracowników) przez firmę jest czymś naturalnym i uzasadnionym.

Tymczasem dla firmy konsumpcją jest… właśnie marża. To zysk jest tym, co jest „przejadane” przez właściciela. Wydatki na moce produkcyjne – czy to maszyny, budynki, czy też na personel i jego kwalifikacje – to są koszty uzyskania przychodu. Czy słyszeliście wezwania, by firmy trzymały zapas gotówki, który pozwoli im przetrwać bez zamówień przez dwa lata? Ja się z tym nie spotkałem.

Polacy mało oszczędzają? Może to dobrze!

Nie wiem, czy polscy konsumenci zdają sobie z tego sprawę indywidualnie. Ale jako zbiorowość przedkładając konsumpcję nad oszczędzanie (załóżmy, że tak jest, choć wcale nie jestem przekonany, o czym pisałem wcześniej) – zachowują się racjonalnie. Dlaczego?

Ponieważ gdyby zaczęli nagle zaciskać pasa, to pierwszymi ofiarami byliby… oni sami. Właśnie ci, którzy zarabiają najmniej, staliby się częścią „programów restrukturyzacyjnych”, „optymalizacji struktury kosztowej” czy jak tam zarządy lubią nazywać te procesy.

„Choć bezrobocie jest historycznie niskie, to nadal pracy szuka się średnio 8 miesięcy. Choć niemal nikt nie doświadcza bezrobocia, to i tak ludzie się go przeraźliwie boją (w każdym razie w badaniach ankietowych)”

zauważyła członkini RPP Joanna Tyrowicz. Dodajmy jeszcze do tego, że żyjemy w czasach wysokiej inflacji, która od kilku lat drastycznie obniża realną wartość jakichkolwiek oszczędności. Ba! Nawet realne oprocentowanie kredytów hipotecznych przez długi czas było ujemne, a ceny mieszkań – wzrosły. Może więc nieracjonalne jest właśnie odkładanie?

Oczywiste jest, że wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby każdy miał bezpieczny zapas oszczędności, który pomoże mu przeżyć w spokoju „czarną godzinę”. Do tego jednak potrzeba czasu. Oczekiwanie, że społeczeństwo – wciąż – na dorobku będzie w stanie ograniczać konsumpcję, jest raczej nierealistyczne.

Gospodarka także potrzebuje konsumpcji. Zarzut, że mamy mało inwestycji nie jest skierowany do… konsumentów zarabiających średnią krajową. Tylko do firm i ich właścicieli.

Narodowe oszczędności można budować przez zwiększanie dochodu do dyspozycji. I na każde 10% ich wzrostu 1% przeznaczyć na regularne oszczędzanie. I za dwa pokolenia sprawdzić, czy rzeczywiście Polacy mało oszczędzają.

Przeczytaj też: Jak żyć, gdy bycie odpowiedzialnym jest nieopłacalne, a nieracjonalność jest… racjonalna? Siedem grzechów, które psują finanse osobiste w Polsce

Źródło zdjęcia: Emma Fabbri/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
57 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Bartek
2 lat temu

Dziękuję za ten tekst. Mam nadzieję, że wielu posłucha, bo mi bardzo zależy na tym, żeby konsumpcja miała się jak najlepiej. To bardzo dobrze wpływa na moje oszczędności/inwestycje.

Jacuś
2 lat temu

Chciałbym zwrócić wasza uwagę na obecnie stosowane metodologie badań. Zawsze się w nie wczytuje i jestem zasmucony jak maja niską rzetelność. W artykule podawane są jakieś ilości procenty, deklaracje itd. A metoda? Zazwyczaj robi się metodą CAWI, bo jest tania. To po prostu anonimowa ankieta internetowa. Każdy może wklepać co mu się podoba, weryfikacja to też fikcja na wypełnieniu formularza. Robiliście to kiedyś? Pewnie że nie, bo zazwyczaj robią to dzieciaki za nagrody, wpisujesz obojętnie jaki wiek, i odpowiedź. Za wysoką frekwencję w odpowiedziach, czy polecenie innego ankietowanego (czyli również siebie) dostajesz punkty i nagrody. Dodatkowo ten sposób powoduje, że… Czytaj więcej »

Admin
2 lat temu
Reply to  Jacuś

Tak, wszystko schodzi na psy, dotyczy to też badań

Marcin Staly Czytelnik
2 lat temu

Zgadzam sie z tym, ze w latwo dostepnych srodkach powinno sie posiadac gotowke na minimum 2 lata przezycia. Daje to niesamowity komfort psychiczny. Zawsze znajdą sie wymowki żeby wydac pieniadze i nie oszczedzac, ale tylko w ten sposob można stac sie w pelni niezaleznym. Niestety prawda jest, ze im ktos wiecej zarabia tym mozliwosci oszczedzania ma wieksze. Sam pamietam jak w pierwszej pracy zarabialem 2000 i cieszylem sie jak odlozylem 500-600 pln. Teraz odkladam 20x wiecej, ale tylko dlatego, ze wielokrotnie wiecej zarabiam. Kluczem jest zwiekszanie swoich kompetencji i zachowanie zdrowego rozsadku. Jakis czas temu gdy zarabialem 5 krotnosc sredniej… Czytaj więcej »

Ppp
2 lat temu

W pełni popieram i robię to samo, choć na mniejszą skalę, bo mniej zarabiam.
A w temacie – to żadna nowość, że korzyści CZŁOWIEKA często są sprzeczne z korzyściami rynku czy państwa. Człowiek musi jednak dbać o SIEBIE, więc nie może się przejmować tym, że jego oszczędności są powodem problemów jakiejś firmy. Jeśli ktoś oparł swój biznes na kredycie i wysokiej marży, to jest to jego własny błąd i jego problem.
Dla mnie ideał wygląda tak: oszczędności -> odsetki -> reinwestycja -> odsetki od odsetek -> konsumpcja jako nagroda za wyborne zarządzanie.
Pozdrawiam.

Admin
2 lat temu
Reply to  Ppp

Tak jest!

Mateusz
2 lat temu

Panie Marcinie,
Złote słowa

Tomek
2 lat temu

Odnośnie samochodów to dużo ludzi, kiedy nagle zarabiają więcej, decyduje się na kredyt/leasing/najem drogiego auta , nie patrząc w ogóle na konsekwencje. Tak jak mówisz odnośnie BMW – kup nowe BMW za powiedzmy 250-300 tys. zł. Tam same AC kosztuje w granicach 10 tys. zł rocznie. A jak skończy się gwarancja to pierwsza lepsza naprawa, kiedy nie ma części zamiennych, nierzadko kończy się 5 cyfrową fakturą. Już pomijam fakt, że płacenie co miesiąc np. 20- 30% pensji za głupi samochód nie jest najmądrzejsza rzeczą na świecie. A tak jak kupisz auto tańsze, bez kredytu, to i stać Cię na utrzymanie,… Czytaj więcej »

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Tomek

Kiedyś miałem na tydzień BMW 7 w prawie maksymalnej konfiguracji. I żeby było jasne, auto jest fantastyczne, mega przyjemne w porównaniu do audi A4 którym jeżdżę ale wciąż świadomość, że za te pieniądze mógłbym kupić sobie dwa audi A4 – jeden nowy jako wzięło dla mnie, drugi lekko używany jako dodatkowy bagażnik i opłacić na kolejnej 10 lat dwóch kierowców do tych samochodów i kosztowo wyszłoby na jedno, sprawia że nie zdecydowałbym się. No ale jak ktoś podjazdem musi pokazać swój status (a największą potrzebę mają ci którzy statusu nie mają, ale zdolność kredytową już tak) to na pewno to… Czytaj więcej »

Katolik
2 lat temu

Pierwszy. Tyle teksu i ani słowa o emeryturze

Admin
2 lat temu
Reply to  Katolik

Emerytura to bzdura 😉

Monika
2 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

A skąd. To królestwo niebieskie na ziemi, jak mawiał dziadek koleżanki. Całkiem spora grupa znajomych emerytów się z nim zgadza.

Wojtek
2 lat temu

Genialny wpis.
Wielu publicystów, a niestety czasem niektórych ekonomistów, zapomina, że to co jest dobre indywidualnie, w skali społeczeństwa może być całkowicie zgubne.

Ja myślę, że można by zacząć budować takie oszczędności od emerytur i „przymusowego” skierowania dodatkowych 3-4% pensji do PPK płatne przez przedsiębiorstwa.
Nie od razu i stopniowo.

Xyz
2 lat temu

Ja uważam że oszczędności wystarczy 10 000 i resztę trzeba inwestować w dzisiejszych czasach. Każda nadwyżkę powyżej tej kwoty inwestuje

Bambino
2 lat temu
Reply to  Xyz

„Stopniowanie” oszczędności. X na przeżycie 30 dni, np. na koncie oszczędnościoeym, aby było łatwo, szybko i bezkostoeo podjąć kasę. Druga część oszczędności np. akcje/obligacje które dłużej i kosztowniej się likwiduje, jeżeli byłaby taka konieczność. Trzeci poziom to np. nieruchomości, sprzedaż trwa długo, kasa większa itp. itd. Taka „cebula oszczędnościowa”, wieje warstw oszczędności w różnych aktywach, z różnymi „czasami dostępu”.

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Bambino

Wszystko zależy, moi rodzice nie są szczególnie inwestycyjni i choć mam bufor bezpieczeństwa na poziomie 3 miesięcznej pensji co starczy prawie na rok jak utnę zbędne koszty w razie „W”, to po prostu mam świadomość ze więcej nie potrzebuje bo najwyżej pożyczę od rodziców. No ale to wymaga rodziny z którą można sobie na to pozwolić a nie każdy ma tej przywilej.

Darius
2 lat temu

Polacy duzo oszczedzaja tylko ich politycy okradają w kólko z oszczednosci. Gdyby pieniadz miał stala warosc realną to Polska była by bogatym krajem . Za to nie było by patologi i złodziejskich firm co nic nie robią , nie sieja , plonów nie zbierają a tylko mysla jak okrasc innych z ich chwilowych nadwyzek . Bez neoligerałow , bez zkoscioła katolickiego bez zbednych korporacji bylibysmi szczesliwi i bogaci.

Marcin
2 lat temu
Reply to  Darius

jeszcze zapomniales o kosmitach. gdyby nie kosmici to Polacy byliby bogaci. a tak serio to oczywiscie od nas@samych zalezy jak nam sie zycie potoczy ile oszczedzimy itp. wiklanie do tego Kosciola to juz ani przez grzecznosc nie skomentuje.

Michał
2 lat temu

Przytoczona w artykule pani Tyrowicz podczas gdy inflacja była w okolicach 17-18% postulowała aby do tego samego poziomu podnieść stopy procentowe, co oznaczało by dla przeciętnej rodziny a nawet dla wielu dobrze sytuowanych rodzin mających kredyt hipoteczny po prostu bankructwo,,” świt zimowy i sznur i gałąź pod ciężarem zgięta” Na szczescie bardziej odpowiedzialni i rozumni ludzie do tej katastrofy ludzkiej nie dopuścili. Jak najdalej od takich fachowców jak wspomniana pani profesor.

Admin
2 lat temu
Reply to  Michał

Nie jestem pewny czy taka była propozycja prof. Tyrowicz. Prawdę pisząc nie sądzę, raczej chodziło jej o bardziej wysublimowane rozwiązanie, ale zmierzające do tego, żeby w przewidywalnej perspektywie stopy stały się realnie dodatnie

Michał
2 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie, ona chciała podnieść stopy powyżej inflacji! Jest opublikowany wywiad z tą panią między innymi w Business Insider gdzie cytuję: ” stopy procentowe powinny być wyżej niż oczekiwana inflacja” tak powiedziała. Był to czas około końca października 2022 r gdzie inflacja wynosiła 17,2%

Admin
2 lat temu
Reply to  Michał

To jest pół zdania wyrwanego z kontekstu, musiałbym zobaczyć cały wywiad, poproszę o link

Bambino
2 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

https://businessinsider.com.pl/gospodarka/prof-tyrowicz-z-rpp-stopy-powinny-byc-wyzej-niz-inflacja/rhg91mg artykuł z 25.10.2022 „Mocny głos prosto z RPP. „Stopy procentowe powinny być wyżej niż oczekiwana inflacja”

Admin
2 lat temu
Reply to  Bambino

W tym wywiadzie jest mowa o oczekiwanej inflacji za rok. Czyli p. Tyrowicz chodziło raczej o stopy na poziomie 10% niż 18% ;-).
Ale raczej była w tym poglądzie odosobniona.

Konrad
2 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Maciek, nie udawaj. Znajdź sobie sam. Cmon, trochę profesjonalizmu.
Tyrowicz w grudniu głosowała za podniesieniem stóp. Dziś też w Rzepie mówiła, że nadal będzie tak głosowała.

Admin
2 lat temu
Reply to  Konrad

czyli jednak fejk 😉

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Konrad

Lol [CENZURA-red, niekulturalny komentarz]

RAFAL
2 lat temu
Reply to  Michał

W Stanach inflacja 3,4 proc a stopy 5.25 – 5.5 . I co ? Chyba nie wiedzą co czynią .? W euro strefie stopy 4,25 proc . Też chyba nie brali lekcji od Glapy .

Stef
2 lat temu
Reply to  RAFAL

Wiedzą, chcieli wykończyć klasę średnia która ma wszystko na kredyt i się udało.

Wojtek
2 lat temu
Reply to  Stef

Też jestem klasą średnią i nie mam nic na kredyt, za to zostałem okradziony ujemnymi stopami procentowymi

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Wojtek

[CENZURA-red, niekulturalny komentarz]

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Davidoff

Co tu było? Przecież napisałem że nikt go nie okradł ujemnymi stopami tylko miał opcje wzięcia taniego kredytu, a jak z tego nie skorzystał to teraz niech nie płacze że świat był przeciwko niemu tylko że nie był na tyle ogarnięty żeby na równych zasadach że wszystkimi skorzystać z tej okazji.
Niekulturalne to jest zarzucanie że reszta Polaków go okradła i to powinno być ocenzurowane.

Ppp
2 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

O ile pamiętam, chodziło o kontynuowanie podwyżek stóp po 0,5%, co spowodowałoby spadek inflacji i przecięcie nastąpiłoby w okolicach 11-12%. Zatem zagrożenia stopami = 18% nigdy nie było.
Pozdrawiam.

Admin
2 lat temu
Reply to  Ppp

No właśnie, też tak mi się wydawało

RAFAL
2 lat temu
Reply to  Michał

Jakby byli bardziej odpowiedzialni i rozumni to przede wszystkim nie doprowadziliby do inflacji 18 proc . A dlaczego największe zmartwienie to kredyciarze ? A oszczędzający to już mogą tracić swoje pieniądze przez 18 proc inflację w ok 50 proc spowodowaną przez tych ,,odpowiedzialnych i rozumnych” ?

Davidoff
2 lat temu
Reply to  RAFAL

Tu masz rację ale w takim razie powinieneś używać argumentu „doprowadzili do 18% inflacji na chwilę” co jest prawdą, a nie „chcieli stóp procentowych na poziomie ponad 18%” – co jest kłamstwem.

Piotr Ka
2 lat temu
Reply to  Michał

A jak te 18% zabiera sie inflacja z oszczednosci tych zaradnych rozwadniajac za to swoj (czy panstwa) dlug to juz jest OK? Kredyt to przywilej, a nie obowiazek. Nikt nie kazal tym rodzinom lewarowac swoich domow, aut czy wakacji. A jesli juz to zrobili, to zakladam ze umieja liczyc i scenariusz podwyzki stop procentowych do 20% powinni brac pod uwage.

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Piotr Ka

Akurat dla wielu kredyt to obowiązek bo inaczej od 18 do 48 lat będą odkładali na dom/mieszkanie a w tym czasie inflacja i wzrost cen będzie powodowała za w wieku 48 lat będą mieli odłożone jakieś 50% zamiast mieć w pełni spłacony dom.
Więc to obowiązek albo wieczny wynajem innej opcji nie ma dla wielu.

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Michał

Jaki sznurz sprzedajesz dom mieszkanie i idziesz wynajmować. UZytkowniczka „ona” ci wytłumaczy że to najlepsze co mogło te rodziny spotkać.

Tomek
2 lat temu

Oczywiście, że należy oszczędzać mieć oszczędności. I nie zwracać uwagi na ewengelistów wmawiających, że po co Ci odłożone 10 pensji, skoro i tak zje to inflacja. Być może zje. Ale wolę mieć na koncie 100 tys. zł, które za rok będzie warte 80 tys. zł niż roztrwonić te pieniądze i nie mieć ani grosza. Nie każdy ma żyłkę do inwestowania, ale oszczędzać może każdy. Nawet trzymaj te pieniądze w materacu, ale miej je. Mega komfortowe jest posiadanie oszczędności, które ratują Ci tyłek w sytuacji awaryjnej. A takich są dziesiątki : od awarii auta, lodówki poprzez nagły, kosztowny wyjazd czy nagły… Czytaj więcej »

Stef
2 lat temu
Reply to  Tomek

Z drugiej strony na awarie wystarczy karta kredytowa. Agd prawie każdemu dadzą w razie czego na raty. Zawsze możesz spłacić całość z następnej pensji.

Tomek
2 lat temu
Reply to  Stef

No jasne, z każdej sytuacji znajdzie się wyjście 🙂 Tylko możemy wpaść w spiralę zadłużenia. Bo jak zabraknie Ci nagle 5 tys. zł i masz zamiar pokryć to z kolejnej pensji, to ta kolejna pensja będzie o te 5 tys. zł mniejsza. Nie ma cudów. Tak samo z kredytówką – sama się nie spłaci.
Od dziecka jestem nauczony, że gotówka jest królem i pomaga rozwiązać dużo problemów.
Mniejsze znaczenia ma to, tyle kto zarabia ale jak tym gospodaruje. Nie sztuka wpędzić się w długi i zawsze być pod kreską.
Dopiero jak przychodzi odpływ, widać go pływał goły 🙂

Wojtek
2 lat temu
Reply to  Stef

Fajne podejście do życia, a potem płacz bo stopy w górę 🙂

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Wojtek

Płacz to jest jak Ci od miliona długu na 30 lat stopy poszły w górę.
Jak od 5000 zł długu stopy pójdą Ci o 5p.p. w górę to po prostu w następnym miesiącu dopłacisz te dodatkowe 21 zł.

Przy czym z stef się nie zgadzam że karta kredyrowa to środki an sytuację awaryjną. Karta kredytowa to pomysł na nieprzewidziany wydatek, ale awaria może też oznaczać że kolejnej pensji ja razie nie będzie.

Monika
2 lat temu
Reply to  Stef

Albo nie możesz bo masz inne zobowiązania. A nieszczęścia zwykle chodzą parami.

Davidoff
2 lat temu
Reply to  Monika

Raczej wiesz czy masz dostępne środki ja karcie kredytowej czy nie, to nie jest tak że przy każdej płatności na nowo zawierasz umowę.

0xmarcin
2 lat temu
Reply to  Tomek

Bez przesady z tym dachem, od czego jest ubezpieczenie?

Davidoff
2 lat temu
Reply to  0xmarcin

Od tego żeby firma powiedziała, że to nie nasza odpowiedzialność,a twój prawnik powiedział, to ich odpowiedzialność. W efekcie kasę zobaczysz za dwa lata jak się skończy sprawa w sądzie.

TakiTamTyp
2 lat temu

Faktycznie jakby od jutra wszyscy Polacy nagle wcisnęli konsumpcyjny hamulec to nasza gospodarka zapewne w dość szybkim czasie podkładała by się niczym domek z kart. Problem w takim rozumowaniu jest taki, że to skrajne działanie. Nikt nie mówi żeby wszyscy Polacy nagle zaczęli oszczędzać jedząc suchary popijane wodą z deszczówki. Niech każdy oszczędza swoim tempem, na miarę swoich możliwości tak żeby zbudować sobie poduszkę finansową. Oszczędzanie poprzez odmawianie sobie wszystkiego to też droga do nikąd bo życie jest jedno i nikt nie wie kiedy przyjdzie mu się pożegnać z tym światem, bądź w wyniku takich czy innych okoliczności losu jego… Czytaj więcej »

Admin
2 lat temu
Reply to  TakiTamTyp

Dzięki za ciekawy komentarz, rzeczywiście „względność” poduszki ma znaczenie

Davidoff
2 lat temu
Reply to  TakiTamTyp

Jakby przystępowali zbędna konsumpcję to na pewno poszlibyśmy do przodu jako społeczeństwo. Ktoś niepotrzebny produkt, tworzy, ktoś reklamuje, ta sama osoba mogłaby zrobić coś przydatnego społecznie bo na koniec jakoś pracować będzie musiała.
A jeżeli konsumpcjonizm jest najwyższa wartością dostarczającą wszystkiego gospodarce to od jutra prezydent hobbysta musi podpisać ustawę że każdego dnia ty i twój sąsiad musicie wybić sobie szybę i naprawić ja w ciągu 7 dni, PKB Polski wystrzeli tak że nawet stany będą malutkie z tej orbity;)

Davidoff
2 lat temu
Reply to  TakiTamTyp

A co do poduszki to się zgadzam, tylko nie wiem czemu na „niezmienionym”. Naturalnie jak zdarzy się katastrofa finansowa to nie należy żyć normalnie tylko obciąć zbędne koszty, chciałem wymienić 4 letniego smartfona kupionego jako flagowca, na aktualny model? Nie w tym roku. Auto ma 6 lat, 7 też pojeździ. Restauracja, kawka- poczekajmy aż sytuacja się ustabilizuje z przyjemnościami, itd. Poduszka powinna zapewnić przeżycie bez poświęcania tego co dla nas najcenniejsze – np. głupio by było przez półroczny problemy finansowy uwalić sobie kredyt w połowie i zostać wyrzuconym ze swojego mieszkania. Ale pół roku bez kawek i mniej wypasione prezenty… Czytaj więcej »

T1000
2 lat temu

W Polsce oszczędzanie na ogół oznacza rezygnację z wielu rzeczy, wyrzeczenia. Prowadzi to i tak donikąd, bo ceny są europejskie a zarobki polskie, więc niewielu coś oszczędzi, co widać po statystykach. W Polsce się zarabia na czysto ze 3000 PLN a w Niemczech 3000 EUR. A w Polsce na przykład ceny/koszty kredytów hipotecznych, o wiele wyższe niż w strefie euro, ceny najmu też bardzo wysokie. A przecież bardzo realna wizja katastrofy emerytalnej. Wielu musiałoby drakońsko oszczędzać z niewielkich pensji, aby mieć jakieś szanse na lepsze warunki życia na starość.

Marcin Staly Czytelnik
2 lat temu
Reply to  T1000

3000 euro netto to mało kto w De zarabia.

After taxes (42%), the average salary in Germany in 2022 stood at around €28,570 per annum and €2,380 per month. These estimates stand for 2023, although the same federal office estimates that, mainly due to inflation, real earnings fell 3.1% between 2022 and 2023.

dżejn doe
2 lat temu

Nieważne, ile zarabiasz, ważne, ile ci zostaje, bo pieniądz robi pieniądz, oszczędzony i dobrze zainwestowany. Edukacja ekonomiczna od najmłodszych lat powinna być obowiązkowa w szkole.

Admin
2 lat temu
Reply to  dżejn doe

Tak jest!

Davidoff
2 lat temu
Reply to  dżejn doe

Też tak kiedyś myślałem. jak masz 3 tysiące na rękę to nieważne ile Ci zostaje i tak nie przegonisz przeciętnego Janusza z 10 tys na rękę który się w ogóle nie stara żeby oszczędzać ale jednocześnie ma tyle zdrowego rozsądku żeby nie żyć ponad stan.
Dlatego ja poszedłem w zwiększanie zarobków, a nie znajdowanie coraz bardziej katorżniczych metod zostawienia sobie więcej z tej samej kwoty.

Last edited 2 lat temu by Davidoff

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu