20 stycznia 2019

Niedziela handlowa, czyli rarytas. Rząd zrobił prawo, które chyba działa… zupełnie odwrotnie, niż rząd by chciał. Trzy hipotezy

Niedziela handlowa, czyli rarytas. Rząd zrobił prawo, które chyba działa… zupełnie odwrotnie, niż rząd by chciał. Trzy hipotezy

Zakaz handlu w niedzielę był wprowadzony po to, by Naród nie szwendał się po galeriach handlowych należących do wrednych, zachodnich kapitalistów, lecz zapewniał obroty polskim, małym sklepikarzom. Chcieli dobrze, ale… co wyszło?

W ostatnich dniach dość głośno było o tajnej analizie dotyczącej sensowności rozszerzania zakazu handlu w niedzielę, przygotowanej przez Biuro Analiz Sejmowych. Choć od początku tego roku niedziel handlowych jest dwa razy mniej, niż w zeszłym (tylko co czwarta), to z analizy sejmowych ekspertów wynikać ma, że to nie jest najlepszy pomysł. A całkowity zakaz handlu w niedzielę, który ma obowiązywać od 2020 r. – to pomysł już całkiem zły.

Zobacz również:

Osobiście nie mam ostrego poglądu na tę sprawę. Z jednej strony brak możliwości kupowania w niedzielę nieco mnie uwiera, ale nie jest to krzywda dojmująca. Jeśli z tego powodu pracownicy sklepów mają więcej czasu dla rodziny – być może nie ma co kruszyć kopii. Byłoby lepiej, gdyby kompromis w tej sprawie utarł się między związkami zawodowymi pracowników sklepów, a zarządzami sieci handlowych, ale skoro tak się nie dało…

Czytaj też: Zakaz handlu w niedzielę. Gdzie pójść po sumie, żeby nie zwariować? Poradnik zakupoholika na odwyku

Sęk w tym, że z twardych danych wynika, iż zakaz handlu w niedzielę spowodował trzy niefajne skutki. Każda władza powinna tak zmieniać prawo, by przewidywać potencjalne skutki uboczne, a jeśli wszystkiego nie przewidziała, to po pewnym czasie powinna zrobić analizę i skorygować to, co działa źle. A co działa źle – z punktu widzenia twórców zakazu handlu w niedzielę? Trzy rzeczy.

1. To wykańcza mały handel. A nie miało

Zakaz handlu w niedzielę był po to, by ogłupiony reklamami Naród nie szwendał się po galeriach handlowych należących do wrednych, zachodnich kapitalistów, lecz zapewniał obroty polskim, małym sklepikarzom. Chcieli dobrze, lecz wyszło jak zwykle, bo okazało się, że duże sieci – a w jeszcze większym stopniu dyskonty – zdołały przekonać ludzi do powiedzenia „co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj”. Promocje „kup więcej, na zapas, na zapas” odniosły taki skutek, że w otwartych w niedzielę małych sklepach obroty wzrosły, ale mocniej spadły w piątek i sobotę.

Z opublikowanych w listopadzie badań Nielsena (niestety obejmujących okres tylko do lipca 2018 r., ale można założyć, że w danych za cały rok te trendy będa wyostrzone) wynika, że udział w rynku sprzedaży towarów spożywczych zwiększyły dyskonty takie jak Lidl, czy Biedronka (z 23,4% do 33,2%) oraz stacje benzynowe (z 1,7% do 2,1%). Spadło hipermarketom (z 9,9% do 9,4% rynku spożywczego) oraz… małym sklepom osiedlowym (z 10,5% do 9,8%).

Zmiany procentowe nie są duże, ale mówimy przecież o zakupach 350-400 mld zł rocznie. Każdy procencik to kilka miliardów złotych przepływające z kieszeni do kieszeni. Jeśli za cenę wykańczania polskich sklepikarzy posłowie zabrali kilka miliardów francuskim Carrefourowi i Auchanowi, żeby przekazać tę kasę w ręce niemieckiego Lidla i portugalskiej Biedronki (oraz troszkę w ręce państwowego Orlenu – to jedyna dobra wiadomość dla rządu), to sens przedsięwzięcia jest umiarkowany.

Moje osobiste doświadczenie to rozmowy z drobnymi sklepikarzami z osiedlowego bazarku nieopodal mojego domu. W niedzielę i tak nie pracowali, ale przynajmniej w sobotę mieli żniwa (nawet 30-40% całotygodniowych obrotów). A teraz? W wielu sklepikach hula wiatr, bo Naród albo już się obkupił w piątek wieczorem w Lidlu i Biedronce, albo pobiegł w sobotę z rana do centrum handlowego, żeby się nacieszyć, zanim je zamkną w niedzielę.

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

2. To zmniejsza obroty handlowców. A nie miało

Na zdrowy rozum jeśli Naród nie może kupić tego, co potrzebuje w niedzielę, to kupi to coś w sobotę. Ale z drugiej strony jeśli Naród w niedzielę kupuje z nudów, a teraz może z nudów co najwyżej pójść do kościoła lub zatankować samochód, to obroty mogą być mniejsze. I są. Z niedawnej analizy Credit Agricole wynika, że wartość handlu detalicznego wskutek zakazu handlu spadła o 2-3% (punkty procentowe) w stosunku do sytuacji, gdyby zakazu handlu nie było.

Oczywiście: nie jest wykluczone, że to, czego nie wydajemy w niedzielę na zakupy (te 2-3%) wydajemy w restauracjach i kinach. W budżecie państwa podobno nie widać spadku dochodów z podatku VAT i dochodowego, co by potwierdzało tę tezę (poczekałbym na dokładniejsze dane z weryfikacją tej tezy). Ale w tym roku niewykluczone, że uszczerbek wartości handlu detalicznego będzie większy, bo niedziel handlowych będzie dwa razy mniej.

Czytaj też: O ile więcej musisz wydać w sobotę, żeby mieć czyste sumienie w niedzielę?

Tutaj: Obszerna analiza handlu detalicznego w Polsce

3. To pomaga robotom i zaszkodzi ludziom. A nie miało

Zakaz handlowania w niedzielę – oraz wizja jego rozszerzenia – zmusza właścicieli sieci handlowych do przyspieszenia prac nad innowacjami, które sprawią, że pracownicy – o których wolne niedziele tak bardzo troszczą się politycy partii rządzącej – będą mieli wolne zarówno w niedzielę, jak i w pozostałe dni tygodnia. Po prostu przestaną być potrzebni. Sklepy w pełni samoobsługowe z płatnością mobilną to już nie tylko koncept Amazona, ale i działających w Polsce sieci.

Jasne, że innowacje to proces w jakimś sensie nieuchronny, a jego skutki – m.in. konsolidacja handlu w rękach najsilniejszych graczy – muszą się wydarzyć, ale nie jestem pewny czy to był cel konserwatywnego rządu. To tak, jakby powiedział górnikom, że teraz nie będą potrzebni, bo w tunelach będą fedrowały roboty.

Czytaj też: Inteligentne półki, samokasujące kasy i ekrany, które „mówią” tylko do ciebie. I aplikacja ze spersonalizowanymi rabatami ze sklepu, obok którego przechodzisz. Tak będzie wkrótce wyglądał sklep „Żabki”

Czytaj: Carrefour jak multimedialne centrum rozrywki. Coś dla tych, których męczą zakupy

Czytaj: Zakupy bez karty i kasy. Skanujesz towary smartfonem, zaliczasz check-point i gotowe. Piotr i Paweł prawie jak Amazon

Czytaj też: Amazon Key, czyli kurier dostarczy ci jedzenie nawet jeśli nie ma cię w domu

Nota bene w pewnym stopniu zakaz handlu w niedzielę przyczynił się do wzrostu obrotów sklepów internetowych, ale na ten temat nie mam twardych danych. Z raportów PwC wynika, że w 2018 r. wartość e-handlu przekroczyła 45 mld zł i ma on 5% udziału we wszystkich wydatkach Polaków.

Krótko pisząc: rząd urzeźbił prawo, które – przynajmniej w aspektach ekonomicznych – działa dokładnie odwrotnie, niż rząd by chciał. W sumie nie pierwszy i nie ostatni raz, ale mimo wszystko głupio jakoś ;-).

Czytaj więcej o tym: Wybrałem się w przyszłość (niedaleką). I dotknąłem zakupów przyszłości

Czytaj też: Kolejna bitwa na rynku płatności odbędzie się w… naszych samochodach

zdjęcie tytułowe: Słynny „statek Biedronki” wymyślony przez AszDziennik

Subscribe
Powiadom o
34 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tomasz
3 lat temu

Czyli scenariusz węgierski: najpierw zakaz handlu w niedzielę dla sklepów powyżej 200 mkw, potem upadek małych placówek przy dezaprobacie społeczeństwa wobec zakazu, który na końcu został odwołany…
W międzyczasie padło 13% małych sklepów…

Tutaj źródło, mam nadzieję, że Autor dopuści :
https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/570443,zakaz-handlu-w-niedziele-na-wegrzech.html

Chrystian
3 lat temu
Reply to  Tomasz

Generalnie można tylko sparafrazowac bylego(rip) premiera Rosji Czernomerdina:chcieliśmy dobrze A wyszło jak zawsze

Dzik
3 lat temu
Reply to  Tomasz

Te 13% nic nie znaczy. Dopiero w porównaniu z informacją, ile analogicznych sklepów padło w tym samym okresie, ale rok wcześniej, będzie jakąkolwiek informacją.

Rafał
3 lat temu

jako uzupełnienie do pkt 2 dodam, że w moim przypadku nie chodzi o szwędanie się po galeriach z nudów tylko po prostu w inne dni nie mam zupełnie czasu. Pracuje po 12-14 godzin na dobę włącznie z robotą i nie narzekam. Oczywiście zakupy spożywcze zrobię wieczorem innego dnia w dyskoncie (chociaż w pospiechu i pewnie o czesci rzeczy zapomnę) ale tu nie tylko o FCGM chodzi na czym Pan się skupia. Kiedyś miałem czas na spokojnie pochodzić po Leroy Merlin czy Castoramie, pooglądać rzeczy do remontu czy zmiany wnętrz. Był też czas na spokojnie przejść po Ikei czy sklepach odzieżowych.… Czytaj więcej »

Pracus
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Ja po 22-24 godziny dziennie pracuje w korpo i siewcale nie chwale a znam i takich co potrafia i po 26 godzin dziennie pracowac w korpo.

Jacek
3 lat temu
Reply to  Pracus

Ci to mają dobrze , ja pracuje 3 dni dziennie w korpo a zakupów nie robię bo po opłaceniu czynszu za pudełko po butach w którym mieszkam nie zostaje mi na zakupy.

Emil
3 lat temu
Reply to  Rafał

Ale to nie ma znaczenia czy z nudów czy nie, każdy idzie wg. własnych potrzeb. Nie widzę powodu, żeby to regulować.

Michał
3 lat temu

Co do bezobsługowych sklepów, to na pewno ludzie się podzielą. Jedni będą płacić za, to że sklep będzie ich monitorował zachowania i inne rzeczy przy okazji, aby ich później jeszcze bardziej oskubać z kasy, ale i te dane mogą być wykorzystane przeciwko osobie. Druga część nie będzie chciała się tak monitorować ze względu na cokolwiek, a nie wspominając o wycieku takich danych. Już teraz zaczynają być problemy z portalami, sklepami i np. szpiegującymi telefonami. Jestem ciekawy ile ludzie będą znosić takie łowy na nich.

Marcin
3 lat temu

Zapracowani ludzie nie mają czasu na zakupy, a studenci na pracę w tygodniu.

Ppp
3 lat temu

Pracowałem przez jakiś czas w Niedziele i problemem nie był sam fakt pracy, lecz późne powroty do domu. Zamiast całkowicie zamykać sklepy, trzeba było wprowadzić zamykanie o 14:00 – kto potrzebuje coś kupić, zrobi to przed obiadem. A na cztery godziny otwarcia wystarczy połowa załogi, co w praktyce oznacza co drugą Niedzielę wolną dla każdego.
Pozdrawiam.

Chlorofil
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Bardzo dobry, ale lepsza byłaby możliwość otwarcia do 18:00.

A jeszcze lepsza do 24:00.

Kamil
3 lat temu

Mój kolega pracuje w Biedronce i przed „wolnymi niedzielami” miał przynajmniej 1 weekend (nie dzień, weeked) w miesiącu wolny. Czasem dwa weekendy – zależy jakie święta trafiały się na tygodniu. Teraz wolnych weekendów ma okrągłe zero, bo w sobotę musi pracować do 23:55, a w poniedziałek zaczyna od 00:05.

Paweł Zeliaoe
3 lat temu

Po co wytważać otwarte drzwi? Zastanawia mnie po co tak komplikować proste rzeczy. Za sobotę płacimy 50% stawki a za niedzielę 100% stawki płaconej w tygodniu. Średnio 20 dni pracujących od poniedziałku do piątku to średnio 20×100 zł = 2000 zł miesięcznie a pracując tylko w weekendy to 4×150 zł i 4×200 zł = 1400 zł. Zapewniam, że znaleźli by się chętni do pracy w tylko w weekendy oraz potrzebujący pieniędzy obecni pracownicy – przyszliby do pracy bez żadnego przymusu w weekendy a wręcz zapisywaliby się w grafiku i korzystali z takiej możliwości. A kto chciałby spędzać weekend z rodziną… Czytaj więcej »

Samozl0
3 lat temu

Moim zdaniem, zupełnie niewłaściwie podchodzimy do tematu. Kiedyś był rynek producenta, teraz zmierzamy do rynku konsumenta i to on powinien decydować, kiedy chce robić zakupy. Rozumiem pracowników sklepów – oni chcą mieć wolne weekendy – ale każdy ma wybór gdzie pracuje. Wybór może być większy lub mniejszy, wszystko zależy od kwalifikacji. ale wybór jest. Handel to nie jedynie miejsce gdzie można pracować. A jak ktoś twierdzi, że w jego mieście innych miejsc pracy nie ma, to trochę nielogiczne, że jeszcze nawołuje, to ograniczenia handlu – bo to pogarsza sytuację na rynku pracy. Argumenty, że bez zakupów w niedziele można się… Czytaj więcej »

zeneusz
3 lat temu
Reply to  Samozl0

„Handel to nie jedynie miejsce gdzie można pracować.” – najbardziej tępe stwierdzenie jakie można sformułować. każda branża jest ważna i każdy zawód jest potrzebny. niech wszyscy, najlepiej 100% przekwalifikuje się na pracowników branży IT, ciekawe kto będzie wtedy wykonywać inne zawody. jak czytam takie głupoty to mnie aż krew zalewa. rozumiem jeszcze branże gdzie jest nadmiar ludzi albo idą grube dopłaty żeby to utrzymać jak górnictwo albo rolnictwo, ale nie zawody, które są innym potrzebne.

Samozl0
3 lat temu
Reply to  zeneusz

@zeneusz, cyt.: „najbardziej tępe stwierdzenie jakie można sformułować” – to raczej bardzo nieuprzejme z Twojej strony. Stwierdziłem jedynie fakty – nie napisałem, że ten zawód jest nie potrzebny. Natomiast z racji niewielkich kwalifikacji, łatwo tam znaleźć pracę. A jak już tak bronisz tego zawodu, to tym bardziej nie powinieneś nawoływać do ograniczenia czasu pracy, bo to raczej nie spowoduje zwiększenia zatrudnienia. Pisząc, że są inne miejsca pracy, zasugerowałem, że mamy wybór. Nawet w handlu można zaleście pracę w której niedziele są wolne. Nie rozumiem więc dlaczego pracownicy marketów mieli by być jakoś specjalnie traktowani? Masz rację – wystarczy grup uprzywilejowanych… Czytaj więcej »

Ostatnia hipoteza wydaje się najciekawsza – kiedy zakaz wspomaga innowacje 🙂

Clint
3 lat temu

Dobry Boże! Ludzie, wy naprawdę pracujecie po 12-14 godzin, dzień w dzień? Przecież to już jest jakaś szalona patologia, choroba umysłowa! Nawet mając własną firmę bym tyle nie poświęcał życia dla pieniędzy, ale pracować tyle godzin dla kogoś innego, dla korporcji?! Szaleństwo, czyste szaleństwo.

If you work for a living why do you kill yourself working?

Tomasz
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Jak ktoś pracuje 12-14h przez więcej jak pół roku to powinien się zastanowić za czym tak naprawdę pędzi… masakra. Gdzie czas na życie prywatne, sport, zdrowie, relaks?

Kamil
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Dokładnie. Jedni chcą np spłacać kredyt za mieszkanie do emerytury, ale żyć spokojnie, a dla innych spokój ducha daje jak najszybsze załatwienie zobowiązań.
Inny przykład z mojej pracy: jeden kolega jak najszybciej zaczął „produkcję” dzieciaków, bo chce „na stare lata mieć spokój” i sobie podróżować, a inny puka się głowę i twierdzi, że na stare lata to i tak mu się już nie zechce czterech liter nigdzie wozić, więc dzieciaki przed „trzydziestką” to dla niego strzał w stopę.

Jak widać „szaleństwo” jest bardzo subiektywne ;].

Gosia
2 lat temu
Reply to  Clint

Nie trzeba pracować po 12 godzin. Wystarczy praca od 9-17. I małe dzieci i już jest problem żeby iść na zakupy po coś dla tych dzieci. Bo w tygodniu po 18 one mają dosyć. A w sobotę od rana w sklepach taki tłok obecnie, że strach iść z dziećmi, bo w kolejkach marudzą

Emil
3 lat temu

Tak to jest jak państwo chce decydować za obywateli i organizować im wolny czas.

Tomasz
3 lat temu

Z powodu coraz większych kolejek wdrożyłem w życie chodzenie do sklepu co drugi dzień, a nie codziennie jak miałem w zwyczaju wracając spacerkiem z pracy. Zaoszczędziło mi to jakieś 20 minut co drugi dzień, a to sporo, bo w tyle mogę zrobić jedną trzecią treningu lub poczytać trochę książki. To też nauczyło mnie kupować w sobotę na sobotę, niedzielę i poniedziałek niezależnie od tego czy niedziela jest wolna od handlu czy nie. Kupuję i tak w jednym niemieckim markecie i do małych sklepików nie mam potrzeby zaglądać. Chyba nie o to chodziło 🙂

Jakub
3 lat temu

Mam jednoosobową działalność gospodarczą. Pracuję 6 dni w tygodniu. Dotychczas miałem wolne w niedzielę, ale po reformie, robię sobie wolne w sobotę. Jedynym problemem są tłumy ludzi w sobotę w sklepach, więc komfort robienia zakupów się zmniejszył. Również w niedzielę jak wyskakuję na obiad, jest dużo mniejszy wybór. Także wstawanie wcześnie rano w niedzielę i spacer przez śpiące miasto do biura jest trochę dziwny. Ogólnie jednak nie mam wiele powodów do narzekania. Oczywiście mam to szczęście, że sobie mogę wolny dzień zrobić w dowolny dzień tygodnia.

sim
3 lat temu

A dla mnie ok 🙂 – jedzeniowe rzeczy kupie w Lidlu czy Biedrze w ciągu tygodnia ew w sobote… co się da i tak kupuję w necie… a w nd żona nie ciągnie przynajmniej do galerii i nie kupuje z nudów głupot, których często nie potrzebuje 😀
Wydaje się, że więcej czasu jest na inne formy wypoczynku niż galeria… i mimo wszystko trochę oszczędności.
Oczywiście rozumiem wszystkie argumenty – to tylko moja subiektywna opinia 🙂

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!