Dobre wieści dla oszczędzających. Do gry o nasze pieniądze większą skalę wchodzi Ministerstwo Finansów. Rząd, który do tej pory nie wchodził bankom w szkodę – lub robił to tylko okazjonalnie, oferując „specjalne” obligacje krótkoterminowe – od dziś zaczyna oferowanie nowego rodzaju obligacji skarbowych: trzymiesięcznych. Pożyczając rządowi pieniądze na kwartał  można zarobić 1,5% w skali roku. Obligacje będzie można kupić w oddziałach PKO BP oraz przez internet, a minimalna inwestycja to tylko 100 zł.

Dlaczego to może być ważne wydarzenie dla naszych kieszeni? Proponowane przez rząd oprocentowanie trudno przecież uznać za hit sezonu, 1,5% to znacznie mniej, niż oprocentowanie innych obligacji oferowanych obecnie przez Skarb Państwa. Dla porównania: za dwuletnie obligacje w październiku rząd płaci 2,1% w skali roku, a za najwyżej oprocentowane obligacje dziesięcioletnie – 2,7% w pierwszym roku i jakieś 3,5-4% w kolejnych latach (1,5% powyżej inflacji, obecnie wynoszącej 2,2%).

Obligacje trzymiesięczne będą hitem?

Hit polega na tym, że do tej pory Ministerstwo Finansów specjalizowało się – z rzadkimi odstępstwami – w oferowaniu inwestycji ocenianych przez Polaków jako „długoterminowe”. Tymczasem większości oszczędzających nie da się nawet wołami zaciągnąć w żadne miejsce, gdzie trzeba by zostawić pieniądze na dłużej, niż kilka miesięcy, najwyżej rok. Wchodząc na rynek z trzymiesięcznymi obligacjami rząd wbija się w sam środek preferencji Polaków. Oferuje znacznie więcej, niż standardowo płacą największe banki i nie wymaga zablokowania pieniędzy na długi okres.

O tym, że to może być groźna broń, świadczą sukcesy przeprowadzanych w poprzednich latach akcji specjalnych. Gdy tylko Ministerstwo Finansów oferowało – w ramach jednorazowych „strzałów” – obligacje np. dziewięciomiesięczne, albo jedenastomiesięczne (czyli znacznie krótsze od tych oferowanych standardowo), to nagle zainteresowanie Polaków rosło z 200-300 mln do 700-800 mln zł. I to niezależnie od tego jak słabe oprocentowanie rząd w ramach tych akcji specjalnych oferował. Wystarczyło w zupełności, by oprocentowanie to było trochę wyższe od standardowego oprocentowania w PKO BP i Banku Pekao.

Czytaj też: Cztery kroki, które musisz zrobić, żeby zacząć oszczędzać

Obligacje skarbowe tegorocznym hitem

A w tym roku zainteresowanie Polaków obligacjami skarbowymi jest i tak mniej więcej dwa razy większe, niż w poprzednich latach. W sierpniu kupiliście obligacje za 570 mln zł, gdy rok temu o tej samej porze sprzedaż tych papierów wartościowych wyniosła ledwie 310 mln zł. W poprzednich miesiącach bieżącego roku było podobnie – przynosiliście do kas Skarbu Państwa od 430 mln zł do nawet 600 mln zł miesięcznie. W zeszłym roku: 200-400 mln. Powód jest oczywisty – fatalne oprocentowanie bankowych depozytów.

Czytaj też: Obligacje biją depozyty. Jak lokować oszczędności w obligacjach skarbowych? Które wybrać?

O ile jeszcze w poprzednich latach przeciętny depozyt zapewniał całkiem sensowny realny dochód (po uwzględnieniu inflacji i podatku Belki), o tyle od początku tego roku już nie ma o tym mowy. Średnie oprocentowanie depozytów spadło do 1,4%, zaś w największych bankach trudno znaleźć lokatę lub konto oszczędnościowe dające więcej, niż 1% (poza promocją). Jeśli najmarniej oprocentowane obligacje skarbowe przynoszą dwa razy większe odsetki, niż standardowe depozyty bankowe w głównych bankach, to nawet najtwardszy „elektorat” krótkoterminowego oszczędzania zaczyna się łamać.

Teraz psiadacze oszczędności będą mieli możliwość ulokowania pieniędzy w obligacjach skarbowych również na krótko, a nie na minimum dwa lata. Papiery trzymiesięczne, o „kryptonimie” OTS, mają stałe oprocentowanie (niezależnie od sytuacji na rynku nie zmieni się w trakcie inwestycji) i można je automatycznie zrolować na kolejne serie – na papiery trzymiesięczne lub dowolne inne. Wykup przed terminem jest „za darmo”, czyli nie będzie żadnej opłaty karnej, ale i rząd nie wypłaci oprocentowania.

Czytaj też: Zapytali czy zabrałbyś 10% pieniędzy z banku. Jaka odpowiedź?

Czy ludzie rzucą się na kilkadziesiąt złotych ekstra zysku?

Jedyny problem, który widzę, polega na tym, że ludzie są wygodni i nie lubią fatygować się dla zarobienia paru groszy więcej. Aby zainwestować w trzymiesięczne obligacje będzie trzeba się pofatygować do oddziału PKO BP, albo mieć konto w internetowym systemie sprzedaży obligacji. Odsetki z każdej 100-złotowej obligacji wyniosą po trzech miesiącach 38 groszy. Tak, groszy.

Przy inwestycji 10.000 zł do wzięcia jest 38 zł minus 7 zł podatku Belki. Przy inwestycji 50.000 zł mówimy o odsetkach rzędu 188 zł. Po odjęciu podatku – 152 zł. Dla standardowej lokaty trzymiesięcznej w PKO BP oferowanej w placówce (0,5%) lub w internecie (0,8%) zysk netto z 50.000 zł wyniósłby 50-90 zł. A więc na 50.000 zł oszczędności mówimy o 100 zł ekstra do kieszeni w stosunku do standardowej oferty lokat w PKO BP. Dla 10.000 zł – o 20 zł ekstra.

Czytaj też: Oszczędzający żyją dłużej. Jak wieść żywot niemieckiego emeryta?

Największe banki znów wejdą powyżej 1%?

Mimo tego zastrzeżenia liczę, że ofensywa Ministerstwa Finansów przyniesie dwojaki efekt – po pierwsze wzrost zainteresowania obligacjami rządowymi (inaczej, niż było przy wprowadzeniu obligacji rodzinnych, dobrze oprocentowanych, lecz długotrminowych i dostępnych tylko dla beneficjentów programu Rodzina 500+). Po drugie – reakcję największych banków które znów zaczną płacić powyżej 1% za standardowe depozyty.

Zastanawiam się natomiast czy to jest dobry pomysł, gdy rząd wchodzi na rynek krótkoterminowego oszczędzania. Rząd powinien stymulować oszczędzanie długoterminowe, z przeznaczeniem na emeryturę. Rządzący powinni raczej opracować pakiet zachęt, które spowodują, że Polacy chętniej będą oszczędzali w 10-letnich obligacjach skarbowych.

źródło zdjęcia tytułowego: Polska the Times