Kupiłeś samochód i chcesz jak najdłużej tylko lać paliwo do baku? Czy warto dokupić przedłużoną gwarancję? Ile to kosztuje i co obejmuje?

„Czy pan/pani życzy sobie skorzystać z rozszerzonej gwarancji?” – takie pytanie słyszy niemal każdy kupujący nowe auto, a nierzadko też ci, którzy odwiedzają autoryzowany serwis w sprawie samochodu używanego. No właśnie: czy rozszerzona gwarancja się opłaca?

„Gwarancja” to słowo, które przyciąga konsumentów jak magnes. Przy każdych zakupach: czy to nowej zmywarki, telewizora, ale i samochodu zwracamy uwagę  i dopytujemy się – „a gwarancja to na jak długo?

Gwarancja to jedna z podstawowych wartości przy zakupie nowego towaru lub usługi. Jest też wizytówką producenta. To jak komunikat: „kliencie, cieszymy, się, że nas wybrałeś, ale to za mało. Żeby pokazać jak bardzo jesteśmy pewni trwałości naszych produktów dajemy ci gwarancję na dłuuuugo”.

Coraz częściej za dodatkowe wydłużenie lub rozszerzenie gwarancji trzeba dopłacać kilka procent ceny towaru. Czy w przypadku samochodu warto dopłacić za opcję rozszerzonej gwarancji? I co to tak naprawdę jest?

Czytaj też: Czas zmienić samochód na nowy (lub nowszy). Ekonomia ekologiczna i inne pułapki przesiadki z auta do auta

Czytaj też: Jak sfinansować zakup samochodu? Kiedy bardziej opłaci się wydać własne pieniądze, a kiedy ma sens włączenie obcego kapitału? Trzy sytuacje

Gwarancja to dobra wola gwaranta, którym może być producent, czy dystrybutor, przedstawiciel w danym kraju, który bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne wady produktu. Jakie? Szkopuł w tym, że ustala to sam gwarant. Warto więc zawczasu sprawdzić co jest objęte gwarancją żeby w punkcie sprzedaży nie przeżyć rozczarowania i nie narazić się na zawstydzenie kiedy po karczemnej awanturze, okaże się, że nasze roszczenia są bezpodstawne.

Jak nisko może ukłonić się sprzedawca?

Ponieważ gwarancja nie jest obowiązkiem, a jedynie rodzajem ukłonu w stronę klienta, to gwarant sam ustala jak nisko chce się ukłonić i na jakich warunkach. Aby firma uznała gwarancję, z reguły oczekuje żeby nikt postronny nie majstrował w ich sprzęcie, a ewentualne naprawy były przeprowadzane zgodnie z zalecaniami producenta i na jego warunkach.

W przypadku samochodów to nieco bardziej skomplikowane, bo od 2010 r. dzięki europejskiej dyrektywie GVO kierowcy aut na gwarancji mogą korzystać z usług dowolnego warsztatu, a nie tego wskazanego przez producenta. Warunek? Naprawa nie musi zostać przeprowadzona zgodnie z dokumentacją techniczną.

Mimo wszystko nie znam nikogo, kto mając nowe auto, serwisowałby je w „bezimiennych” punktach. Ja sam jako klient i mechaniczny laik nie mam przecież żadnej wiedzy jaka jest „dokumentacja techniczna” potrzebna do wykonania czynności przy samochodzie, a skoro tak, to wolałbym jednak nie ryzykować utraty gwarancji dla kilkuset złotych jednorazowej oszczędności.

Gwarancja nie obejmuje zazwyczaj takich części, które i tak ulegają naturalnemu, dającemu się przewidzieć zużyciu. W przypadku samochodów będą to gumy wycieraczek, czy hamulce.

Oczywiście: warto pamiętać, że przez pierwsze dwa lata od zakupu jakiejkolwiek rzeczy (nie wyłączając samochodu) przysługuje nam z mocy prawa rękojmia, czyli obowiązek wymiany lub naprawienia rzeczy, która ma wadę. I to jest obowiązek sprzedawcy (w przypadku samochodów – dealera).

Czytaj też: Samochód – to będzie kolejne pole bitwy w płatnościach. Będziemy kupowali jadąc

Czytaj też: Cena odsprzedaży auta rozstrzyga się już przy decyzji o… jego zakupie. Czym jest wartość rezydualna samochodu i jak ją zwiększyć?

Komu opłaci się przedłużona gwarancja?

Sprzedawcy samochodów kuszą też klientów dodatkowymi pakietami gwarancyjnymi, które rozszerzają ochronę o kilka następnych lat. Np. w Toyocie mają dwie opcje. Pierwsza to BIS Gwarancja Serwisowa, czyli klasyczne rozszerzenie gwarancji nowego samochodu o kolejny rok lub dwa lata, na które możemy zdecydować się już przy zakupie auta (wtedy dostaje się 20% rabatu), albo później.

W cenie jest pakiet pomocy drogowej assistance wraz z holowaniem i noclegiem dla kierowcy. Druga opcja to Plus Gwarancja Serwisowa, dla starszych samochodów, które w momencie ubezpieczenia nie ukończyły 10 lat od daty pierwszej rejestracji, a przebieg jest niższy niż 200.000 km. Siłą rzeczy jest skromniejsza jeśli chodzi o zakres napraw, które się w niej zawierają.

Tak naprawdę jest to ubezpieczenie – w razie awarii klient zgłasza się wyznaczonym warsztacie z dokumentem ubezpieczenia i tam zgłasza formalnie awarię. Serwis wysyła kosztorys, sprawdza poprawność danych i wydaje zgodę na refundację naprawy. Nie musimy wykładać nawet złotówki z własnych pieniędzy, w sensie konstrukcyjnym przedłużona gwarancja jest bardzo podobne do ubezpieczenia autocasco.

Czytaj też: Gdy czujesz, że samochód kosztuje cię za dużo. Sześć rzeczy, które możesz zrobić

No dobrze, a ile to kosztuje? Każda marka samochodowa i każdy model mają swoje ceny, więc trudno podać konkretną liczbę. Zwykle w najtańszych pakietach mówimy o kwocie rzędu „dużych” kilkuset złotych za każdy rok przedłużenia gwarancji, zaś przy pakietach bogatszych – o cenie rzędu 1000-1500 zł za każdy rok. Oczywiście wiele zależy też od wartości samochodu.

Producenci kuszą atrakcyjnymi ofertami, ale doświadczenie podpowiada, że nie warto brać najtańszej. Większość takich pakietów jest mocno okrojona i jest ryzyko, że w przypadku awarii zostaniemy odprawieni z kwitkiem. Najtańsze ubezpieczenia przedłużonej gwarancji często nie zawierają refundacji kosztów w przypadku awarii układu hamulcowego, kierowniczego, sprzęgła, zawieszenia, skrzyni biegów, a nawet elektroniki.

Zanim wykupisz przedłużoną gwarancję, koniecznie weź listę najpopularniejszych awarii (lub po prostu zakres klasycznej gwarancji na nowy samochód), zakres polisy i porównaj obie listy. Dostaniesz prostą odpowiedź za co płacisz. W każdym wypadku ubezpieczyciel odmówi naprawy jeśli awaria była efektem rażącego niedbalstwa klienta. To różnica w porównaniu ze standardową gwarancją. Standardem jest też ograniczenie liczby przejeżdżanych rocznie kilometrów, po przekroczeniu limitu przedłużona gwarancja automatycznie się „wyłącza”.

Dobrym sposobem na ocenienie opłacalności przedłużonej gwarancji jest wzięcie listy najpopularniejszych usterek, które ona obejmuje i poproszenie mechanika, żeby wycenił ich naprawę. Potem bierzemy np. 20% tej sumy i porównujemy z ceną przedłużonej gwarancji. Zakładamy, że nawet jeśli coś się stanie naszemu autu między trzecim, a piątym rokiem użytkowania, to raczej nie zepsuje się więcej, niż te 10-20% rzeczy. Pytanie jak ma się cena ubezpieczenia do tej kwoty spodziewanych kosztów naprawy.

Przy elektronice i dużym sprzęcie AGD przedłużona gwarancja raczej się nie opłaca, bo składki ubezpieczeniowe sięgają 20-30% wartości kupowanego sprzętu (ubezpieczyciele dobrze wiedzą, że jest on zaprojektowany tak, że zaraz po zakończeniu podstawowej gwarancji może zacząć się psuć i wliczają duże ryzyko w cenę).

W przypadku samochodów jest trochę inaczej, bo aut nie produkuje się w taki sposób, by po dwóch latach gwarancji nadawały się już tylko na złom. Dlaego na przedłużoną gwarancję samochodu warto spojrzeć chłodnym, analitycznym, wyrachowanym okiem, ale nie skreślać z góry tego dodatku do ceny pojazdu.

———————————————————————————————————————————-

W cyklu „Motofinanse: portfel nowoczesnego kierowcy” opowiadam o własnych doświadczeniach „finansowych” z samochodami, a także o tym jak wybierać najlepszy dla siebie sposób finansowania czterech kółek, jakie są nowe alternatywy dla tradycyjnego zakupu auta, czego można oczekiwać od porządnego dealera, jak zdjąć sobie z głowy kwestie związane z eksploatacją auta, jak je korzystnie zamienić na nowe. Jak oszczędnie używać samochodu i jak dzięki czterem kółkom żyć wygodniej.  Moim Partnerem w tym cyklu artykułów edukacyjnych jest Toyota Bank Polska oraz Toyota Leasing Polska, oferujące sporo rozwiązań finansowych dla „konsumentów” samochodów. Wszystkie artykuły w ramach akcji „Motofinanse: portfel nowoczesnego kierowcy” znajdziesz tutaj

 

źródło zdjęcia:PixaBay

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
TomaszkamiMaciej SamcikJurek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jurek
Gość
Jurek

Kilka uwag z mojego również subiektywnego punktu widzenia:
1) Taka gwarancja to kupowanie świetego spokoju, zwłaszcza w przypadku niedużych przebiegów ( jak ktoś robi 40000km rocznie to szanse, że coś się zepsuje w czasie trwania gwarancji są większe niż w przypadku 10000 km lub mniej).
2) Są marki, które oferują takie ubezpieczenie lojalnym klientom.
3) Ciekawie wygląda połączenie przedłużenia gwarancji razem z pakietem przeglądów – wtedy można przyjąć zero lub niskokosztową eksploatacje auta przez kilka lat (można to potraktować jako argument przy zakupie) wtedy TCO robi się lepsze.

Maciej Samcik
Admin

Dzięki za ciekawą opinię!

kami
Gość
kami

Dla mnie wybór jest prosty,
a) Kupujesz skomplikowane auto np. premium gdzie ciężko o ogarnięty serwis niezależny i kiepsko z zamiennikami – bierzesz gwarancje przedłużoną gwarancje ,
b) kupujesz popularny model gdzie części są powszechnie dostępne, a pierwszy lepszy mechanik zna auto a wylot…. nie przedłużasz. Inna sprawa, że jakość obsługi pomiędzy ASO tej samej marki dzieli niekiedy przepaść, ja wyniosłem się z ASO z uwagi nawet nie tyle na koszty co podejście doradcy serwisowego, który nie oglądając auta wydał diagnozę : „trza jeździć i tyle”.

Tomasz
Gość
Tomasz

Niestety, przedłużenie gwarancji w Audi nie gwarantuje świętego spokoju. W moim przypadku po 3 latach i przebiegu ~90 tys. km. odmówiono wymiany uszkodzonego wahacza.
Gwarancja: EA9 Audi Extensive – Pakiet naprawczy 5 lat / 150 000 km (Efektywna ochrona przed kosztami nieprzewidzianych napraw do 5 roku eksploatacji samochodu lub do 150 000 km przebiegu w zależności od tego co nastąpiło pierwsze).
Wyłączenie odpowiedzialności jest baaardzo niejednoznacznie: „oraz te części, które ulegają naturalnemu zużyciu eksploatacyjnemu wynikającego z okresu ich użytkowania/liczby przejechanych kilometrów (np. opony, świece, pióra wycieraczek, klocki, okładziny, tarcze hamulcowe, amortyzatory, tarcze sprzęgła, żarówki itp.”
Czyli pod itp, można podciągnąć wszystko.
Nie polecam!

Maciej Samcik
Admin

O jak brzydko!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss