Co dalej z bitcoinem? Gwałtownie przerwany bal na rynku kryptowalut. To koniec hossy czy tylko korekta? Niektórzy mają złe przeczucia. Jeszcze kilkanaście dni temu bitcoin bił historyczne rekordy i przekraczał 108 000 dolarów, zaś bitcoinowi analitycy spierali się, czy koniec hossy będzie już na poziomie 150 000 dolarów czy dopiero na poziomie 200 000 dolarów. Ale zmiana retoryki amerykańskiego banku centralnego wywołała gwałtowne schłodzenie euforii i sprowadziła bitcoina poniżej 100 000 dolarów. Niektórzy ostrzegają: to już nie jest czas na kupowanie bitcoina, tylko na ucieczkę. Kto ma rację?
Bitcoin – najpopularniejsza kryptowaluta świata, w którą wyznawcy zainwestowali 2 biliony dolarów – w połowie grudnia przebił z hukiem poziom 100 000 dolarów, a potem jego cena wzrosła nawet do ponad 108 000 dolarów. Wszystko to na fali zapowiedzi Donalda Trumpa, które obiecywały wzrost znaczenia kryptowalut w amerykańskiej gospodarce. Jednak potem przyszło gwałtowne strząśnięcie. Pretekstem były wypowiedzi szefa amerykańskiego banku centralnego, Jerome Powella, który zasugerował zwolnienie z obniżkami stóp procentowych.
- Bank dopłaci do wakacji 2400 zł, a Lewandowski pomoże. Rusza nietypowa promocja: Urlopowicze będą porzucać inne banki? Analizuję! [POWERED BY BANK PEKAO]
- Trwa walka banków o portfele urlopowiczów. Czy podróżnik pokona piłkarza? 700 zł w prezencie, dobra lokata na rok, wiecznie darmowa karta bezspreadowa [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Razem czy osobno? Wspólne konto do inwestowania to w Polsce wciąż niezbyt popularne rozwiązanie. A daje poczucie bezpieczeństwa [POWERED BY SAXO BANK]
Rynek kryptowalut wpadł w drgawki. Nie tylko bitcoin
Spowodowało to gwałtowną korektę na rynku akcji i oczywiście jeszcze bardziej gwałtowną na rynku kryptowalut. Inwestorzy zrzucili kurs najpopularniejszej kryptowaluty świata poniżej psychologicznego poziomu 100 000 dolarów. Bitcoin wrócił do strefy w okolicach 95 000 – 97 000 dolarów. Mówimy więc o spadku o jakieś 10%. Wciąż jest jednak dwa razy droższy niż rok temu.

Kłopoty mają tzw. altcoiny, czyli alternatywne kryptowaluty, zwykle reagujące na globalne trendy z opóźnieniem, ale za to bardziej gwałtownie. Cena kryptowaluty ethereum, która flirtowała z poziomem 4 000 dolarów (ale nie przebiła swojego marcowego rocznego rekordu), zwaliła się prawie o 20%, rysując na długoterminowym wykresie niepokojącą formację potrójnego szczytu. Ethereum, inaczej niż bitcoin, nie doszła do swojego historycznego rekordu w tym roku – wynosi on 4 500 dolarów i został ustanowiony pod koniec 2021 r.
Ethereum jest nie tylko drugą po bitcoinie największą kryptowalutą pod względem kapitalizacji rynkowej. Jest to również zdecentralizowana platforma obliczeniowa mogąca obsługiwać ekosystem zdecentralizowanych finansów zwany DeFi. Ułatwienie jego rozwoju (pod względem regulacji) zapowiedział prezydent-elekt Donald Trump.
Aż jedną trzecią wartości straciła na wartości w kilkanaście dni inna popularna kryptowaluta, solana. Jeszcze do niedawna platforma powiązana z tą kryptowalutą była przez inwestorów traktowana jako największy beneficjent przyszłego poluzowania regulacji kryptowalutowych. Solana oferuje bowiem otwartą infrastrukturę do budowania różnych aplikacji kryptowalutowych. Rosnąca gama usług opartych o blockchain i kryptowaluty to woda na młyn dla tej platformy i kryptowaluty, która zapewne byłaby przez te usługi wykorzystywana.
Ale te nadzieje już raz wybuchły i spowodowały kilkunastokrotny wzrost wartości solany. A potem przyszła bessa na rynku altcoinów, która zniszczyła 90% tej wartości. Niedawno solana stała się rynkową „grzanką” po raz drugi, co przyniosło dziesięciokrotny zysk jej posiadaczom.

W mniejszym lub większym stopniu załamały się też notowania tzw. meme coinów, czyli „śmieciowych” kryptowalut, których popularność wynika z tego, że stały się memami i niektórzy chcą je mieć w swoich portfelach jako rodzaj „cyfrowego żartu”. Dogecoin, czyli ulubiona kryptowaluta Elona Muska, stracił 30% wartości, choć w dalszym ciągu jest ponad trzykrotnie droższa niż rok temu.
Shiba inu, czyli meme coin, którego symbolem jest japońska rasa psa myśliwskiego o tej samej nazwie, straciła 20% wartości, ale wciąż jest dwa razy droższa niż rok temu. Trudno jednak mówić, że jest droga, bo kosztuje… 0,00002 dolara, czyli mniej niż jedną setną centa. Trochę to przypomina handel znaczkami pocztowymi z czasów mojej młodości, albo jakimiś naklejkami.
Trump przeszedł do rezerwy, a Rezerwa…
Pretekstem do niedawnych rekordów na rynkach kryptowalut była wypowiedź prezydenta elekta Donalda Trumpa, który zasugerował w jednym z wywiadów utworzenie strategicznej rezerwy bitcoinów w Stanach Zjednoczonych. Nic nowego, aczkolwiek jest to jedna z tych kilku „kryptowalutowych” obietnic Trumpa, której spełnienia analitycy albo się nie spodziewają, albo nie liczą, że stanie się to szybko. Stąd ekscytacja na rynku kryptowalut była spora i obserwatorzy tego rynku znów zaczęli snuć marzenia o postrzeganiu bitcoina jako strategicznego aktywa i jego wielkiej roli w światowej gospodarce.
Od czasu wyboru Donalda Trumpa na prezydenta bitcoin zyskał na wartości ponad 50% i wydaje się, że wszystkie możliwe dobre wiadomości – dotyczące łagodzenia regulacji wobec kryptowalut i dopuszczania na rynek giełdowy kolejnych ETF-ów inwestujących w kryptoaktywa – są już zawarte w cenie bitcoina. Być może jedynie obietnica traktowania bitcoina jako części rezerw walutowych banku centralnego USA nie została jeszcze w pełni zdyskontowana. I stąd wzrost wyceny najpopularniejszego cyfrowego coina na świecie.
Włączanie bitcoina do mainstreamu światowych rynków kapitałowych stopniowo się posuwa naprzód. Zaledwie rok temu amerykańska Komisja Papierów Wartościowych niechętnie zgodziła się na handlowanie na giełdzie ETF-ów na bitcoina (a nie tylko na kontrakty terminowe dotyczące tego aktywa, jak było wcześniej i jak cały czas jest w Europie). Teraz są też notowane ETF-y dotyczące ethereum, a w planach jest wiele innych.
Zapraszam do obejrzenia samcikowego apelu: weź wreszcie odwrócony kredyt świąteczny! A ciąg dalszy kryptowalutowej analizy jest pod klipem wideo:
Te wszystkie wieści, które do tej pory pompowały kurs bitcoina i innych kryptowalut, zostały błyskawicznie przykryte przez wypowiedzi szefa Rezerwy Federalnej (Fed) Jerome Powella. Zasugerował on, że tempo obniżek stóp procentowych może być w najbliższych kwartałach mniejsze niż przewiduje rynek ze względu na spadającą zbyt wolno inflację. Rynek natychmiast zaczął dyskontować fakt, iż najpewniej w 2025 r. będą tylko dwie obniżki stóp procentowych, zamiast czterech. Wzrosły rentowności obligacji skarbowych, zaczęło się gwałtowne ochłodzenie na rynku akcji.
W przypadku kryptowalut te zapowiedzi nałożyły się na fakt, że niektóre z nich były w newralgicznych miejscach jeśli chodzi o analizę techniczną i odwrót natychmiast narysował na ich wykresach wzorki, które analitycy techniczni odczytali jako sygnał dłuższego schłodzenia nastrojów (podwójne, potrójne szczyty na wykresach obejmujących czasem trzy lub cztery lata). Poza tym dość powszechna była opinia, że kryptowalutowa hossa będzie miała przerwę (może dłuższą) po zaprzysiężeniu Donalda Trumpa na prezydenta, zgodnie z zasadą „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty”. I było wiadomo, że część inwestorów będzie chciała wyprzedzić innych.
No i wreszcie trzeba też powiedzieć, że rynek kryptowalut ogólnie stał się bardziej wahliwy, odkąd na rynek weszły ETF-y mające w środku „żywe” bitcoiny. Inwestorzy na rynku ETF-ów to „normalsi”, czyli ludzie na co dzień inwestujący na zwykłych rynkach akcji i obligacji, nieprzyzwyczajeni do takiej wahliwości, jaka panuje na rynku kryptowalut. A więc reagują gwałtownie, masowo wpłacając lub wypłacając pieniądze i dodatkowo powiększając wahania rynku.
Na poniższym wykresie pokazuję kurs bitcoina na tle zmian indeksu amerykańskich akcji S&P500. Ten wykres pokazuje skalę zmienności na rynku kryptowalut w stosunku do „normalnych” aktywów. A – umówmy się – rynek akcji też nie należy do spokojnych w porównaniu z rynkiem obligacji, czy rynkiem złota, czy innych surowców.

W ostatnich dniach, gdy doszło do gwałtownego strząśnięcia na rynku kryptowalut, statystyki pokazywały, że poziom wypłat z ETF-owych funduszy bitcoinowych jest jednym z najwyższych w historii (krótkiej co prawda, bo zaledwie rocznej, ale jednak).

Gra w Chińczyka. Czy bitcoin będzie po… 200 000 dolarów?
Wokół wartości bitcoina jest sporo wątpliwości, ponieważ nie wypłaca dywidendy ani odsetek, a jego wartość wynika wyłącznie z tego, że więcej osób chce go kupić niż sprzedać – ale niektórzy obserwatorzy uważają, że jego znaczenie (a więc i wartość) może rosnąć w miarę zaostrzania się relacji USA z Chinami. Jak wiadomo, sojusz BRICS+ chce wytoczyć wojnę dolarowi jako światowej walucie rozliczeniowej. Chiny zaś pracują nad juanem cyfrowym, czyli walutą wspieraną przez państwo.
Jeśli Chińczycy odniosą sukces w rozpowszechnianiu swojej cyfrowej waluty jako CBDC (czyli cyfrowej waluty banku centralnego), to być może Ameryka w wyścigu na siłę cyfrowych pieniędzy postawi na bitcoina, pieniądz „niezależny” od rządu. I tym samym odegra on ważną rolę w strategii gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Bo to krążący po świecie pieniądz „oliwi” gospodarkę.
Pytanie, czy tak wahliwe aktywo o tak małej – na razie – wartości rynkowej (wszystkie bitcoiny świata są warte mniej niż Apple), może mieć strategiczne znaczenie. I czy wystarczająco dużo ludzi uwierzy w to, że bitcoin nie jest jedynie narzędziem spekulacji. Do tej pory w żadnym kraju nie stał się pełnoprawnym, używanym na co dzień pieniądzem. Inna sprawa, że złoto też nie jest nigdzie bezpośrednio wykorzystywane jako codzienny pieniądz, co nie przeszkadza mu zwiększać wartości.
Jeszcze do niedawna większość analityków spodziewała się, że bieżąca fala hossy wyniesie wartość bitcoina w okolice 130 000 dolarów, a kres wzrostów przypadnie mniej więcej na początek realnych rządów Trumpa. Teraz coraz więcej jest prognoz mówiących, że „docelowa” cena bitcoina to 150 000 dolarów, a nie brakuje też opinii, że w tej fali hossy może on osiągnąć 200 000 dolarów.
To oczywiście zależy od realnych poczynań deregulacyjnych Trumpa oraz od reakcji uczestników rynku kapitałowego (czy np. będą rzeczywiście kupowali ETF-y mające w środku kryptowalutowe aktywa i czy będzie rósł rynek zdecentralizowanych finansów DeFi). No i na koniec od koniunktury w gospodarce, bo przecież bitcoin był zawsze „Nasdakiem na sterydach”, czyli takim aktywem, które dobrze sobie radziło w hossie, ale źle w bessie.
A dziś wyceny akcji na Wall Street uwzględniają już kilkunastoprocentowy wzrost zysków na akcje tamtejszych firm. To może być nieosiągalne i przywieźć na giełdę co najmniej korektę, jeśli nie bessę. Nie wydaje się, by bitcoin mógł ją przetrwać w dobrym zdrowiu.

Jaka przyszłość bitcoina? „Uciekaj, zanim będzie za późno”
Sceptycy uważają, że już za późno na wsiadanie do tego pociągu, bo ryzyko jest zbyt duże. Jeden z dość wpływowych entuzjastów bitcoina Mr. Wolf (człowiek, który precyzyjnie przewidział koniec poprzedniej hossy bitcoinowej), ostatnio poinformował, że pozbył się wszystkich bitcoinów po cenie 100 400 dolarów.
„To była fajna podróż. Trzymałem się na rynku od bankructwa FTX i gdy okazało się, że Luna jest piramidą finansową, a bitcoin był poniżej 20 000 dolarów, aż do powrotu euforii. Wychodzę i nie wrócę na rynek, dopóki bitcoin nie będzie znów po 31 000 dolarów.”
Dlaczego akurat tyle? „Wilk” tłumaczy, że „handluje cyklami”. Nie jest zainteresowany trzymaniem bitcoina, jeśli jego potencjalny wzrost ceny wynosi jeszcze najwyżej 20-30%. Nie wiadomo, kiedy dokładnie cykl się zmieni, ale obecny – zdaniem tego obserwatora rynku – jest w schyłkowej fazie. „Wilk” uważa, że bieżący cykl zaczął się wcześniej, niż uważa większość inwestorów – jeszcze przed halvingiem (zmniejszeniem tempa „wykopywania” nowych bitcoinów) – a nie po nim.
„Kiedy cykl się zaczynał, panowało przekonanie, że bitcoin na pewno osiągnie 100 000 dolarów w tym cyklu. Teraz wszyscy mówią, że na pewno osiągnie 150 000 dolarów, prawda? Jeszcze nie jest za późno, żeby wyjść z kryptowalut, zanim wszystko się zawali.”
„Wilk” pisze, że dobre perspektywy wciąż mają niektóre altcoiny korzystające z rozwoju AI, ale przy tak gigantycznej wahliwości aktywa, jakim jest bitcoin, ryzykowanie utraty 80% pieniędzy jest większym kosztem niż perspektywa zarobienia jeszcze 20-30%, by próbować „łapać górkę”. Bo jeśli rynek zacznie spadać, to będzie spadał w błyskawicznym tempie.
Nie znam człowieka, nie wiem, czy coś mu w życiu wyszło poza tym jednym złotym strzałem, ale przemawia do mnie jego ocena proporcji możliwego zysku do potencjalnego ryzyka, gdy spojrzymy na rynek przez pryzmat historii (a to – niestety – jedyny racjonalny punkt widzenia, innych punktów zaczepienia nie ma).
Czy więc z tego punktu widzenia to może być trafna narracja? Jesteśmy w takim miejscu, w którym na dwoje babka wróżyła. Nie ma żadnych sposobów, by oceniać fundamentalną („prawdziwą”) wartość bitcoina. Można patrzeć na to, co było w historii (licząc, że się powtórzy), albo zakładać jakieś parametry (np. popyt generowany przez klientów ETF-ów), albo zastanawiać się nad wzrostem adopcji bitcoina. Ale to nie ma nic wspólnego z klasyczną wyceną wartości.
Na wykresach pokazuję dwie poprzednie bitcoinowe hossy. Każda z nich przyniosła wzrost wartości bitcoina blisko 20-krotny. I każda skończyła się spadkiem wartości najpopularniejszej kryptowaluty świata o 85%.

I tyle możemy powiedzieć o ryzyku, które biorą na siebie posiadacze tego aktywa – możesz stracić 85% pieniędzy, jeśli właśnie zaliczamy koniec cyklu hossy. Ale czy go zaliczamy w tym momencie?

Rekordy bitcoina. Ile jeszcze do szczytu, a ile do… dna?
Cóż, do tej pory cena bitcoina – licząc od dołka ceny, czyli początku cyklu – poszła w górę „tylko” siedmiokrotnie. Może więc jeszcze się podwoić i nie będzie w tym nic nadzwyczajnego. Ale nawet jeśli tak będzie i bitcoin osiągnie 200 000 dolarów, to i tak później może spaść o 80-85%, czyli do poziomu… 30 000 – 40 000 dolarów. Czyli nawet przy bardzo optymistycznym podejściu do wyceny tego aktywa, spóźnienie się ze sprzedażą będzie oznaczało utratę nawet 70% pieniędzy, licząc od ich obecnej wartości.

To tyle, jeśli chodzi o ryzyko wejścia na rynek w tym momencie. A jeśli ktoś wszedł wcześniej? Wtedy ma mniej do stracenia, ale jeśli bessa – która przyjdzie jak zwykle w najmniej spodziewanym momencie – utrąci 80% wartości rynku kryptowalut, to pewni, że nie stracą pieniędzy, są tylko ci, którzy kupili bitcoina w cenie poniżej 20 000 dolarów. A takich jest zapewne niewielu.
Cena 31 000 dolarów, przy której chce wrócić do zakupów Mr. Wolf, wynika z orientacyjnego oszacowania szczytu hossy i wzięcia pod uwagę, że potem nastąpi spadek o 80-85%. Choć oczywiście – nawet gdyby ten punkt widzenia się potwierdził – spadek nie będzie natychmiastowy. Nigdy nie wiesz, czy jeśli kurs spada, to dzieje się tak „tylko” z powodu korekty (więc nie warto sprzedawać) czy też z powodu rozpoczęcia nowego trendu (to ostatni dzwonek, żeby sprzedać). „Wilk” pokazuje co – jego zdaniem – się stanie. Zielone obszary to okazje do zakupów (te, które były, i te, które będą).

Kto ma rację: optymiści (uważający, że wzrost ceny bitcoina do 200 000 dolarów jest jak najbardziej możliwy) czy pesymiści (uważający, że czas już uciekać z tego rynku)? Niewykluczone, że rację mają jedni i drudzy. Z tym że pierwsi więcej ryzykują. Po pierwsze dlatego, że nie ma pewności, że bitcoin dojdzie aż tak wysoko, a po drugie dlatego, że zapewne większość z nich nie założyła zleceń stop-loss na wypadek nagłego załamania się rynku. A kryptowaluty to takie aktywo, do którego bez stop-lossów podchodzić nie wolno (o ile nie inwestuje się nędznych groszy).
Czytaj też: Znów spekulacyjna bańka? Jak rzetelnie wycenić bitcoina? Kryptowaluciarze mówią: są cztery sposoby
W tym wszystkim jest tylko jedna cienkość – zakładamy, że powtórzy się historia, czyli że kolejny cykl będzie wyglądał tak jak poprzednie. Nie ma powodu zakładać inaczej, ale może się zdarzyć sytuacja, w której będziemy mieli „koniec historii”, czyli zmianę fundamentalną zasad gry. Jeśli kryptowaluty staną się narzędziem strategicznej walki o siłę państwa, to będziemy mieli „początek nowej historii” i wykorzystywanie poprzedniej do prognozowania przyszłości okaże się błędem.
Jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie? Bitcoin jako „największa piramida finansowa w historii” czy jako „pieniądz przyszłości”, czy wręcz „aktywo rezerwowe świata” podczas wojny walutowej? Dajcie znać w komentarzach.
———
ZAPROSZENIE:
Bezpiecznie kupisz lub sprzedasz swoją kryptowalutę w sieci kantorów Quark. To najstarsza sieć takich kantorów w kraju – w bezpieczny, wiarygodny sposób kupisz, sprzedasz tam kryptowalutę i uzyskasz pomoc dotyczącą jej przechowywania. Zapraszam, sam korzystałem z usług sieci Quark i kupiłem odrobinę bitcoina z natychmiastową „dostawą” do aplikacji kryptowalutowej, z której korzystam. Więcej szczegółów na stronie Quark.
———
Czytaj więcej o wyciskaniu procentów: Fundusze obligacji znów biją zyskami oprocentowanie depozytów bankowych. I to chyba jeszcze nie koniec. Czy da się jeszcze wsiąść do tego pociągu?
Czytaj też: Pięć lat PPK. Ile zarobili ci, którzy na początku zaryzykowali? Gdzie (dzięki PPK i nie tylko) jesteśmy na drodze do dodatkowej emerytury? Słodko-gorzko
Posłuchaj rozmowy z Sebastianem Buczkiem: Inwestować w Amerykę czy raczej obstawiać jej problemy pod rządami Donalda Trumpa? Polskie akcje są tak tanie, że grzech ich nie kupować, czy też przeciwnie – muszą być tanie, bo ciąży na nich grzech? Inwestowanie w obligacje ma większy sens na polskim, lokalnym rynku czy raczej obstawiać amerykańskie lub zachodnioeuropejskie obligacje? Gdzie stopy procentowe (a przede wszystkim ich spadek) dadzą najwięcej zarobić?

————————————
zdjęcie tytułowe: Unsplash/Pixabay

