17 października 2021

Chcesz zabezpieczyć oszczędności przed inflacją? Inwestuj w sztukę – mówią doradcy od inwestycji alternatywnych. Ile trzeba mieć pieniędzy? Czy sztuka może być inwestycją?

Chcesz zabezpieczyć oszczędności przed inflacją? Inwestuj w sztukę – mówią doradcy od inwestycji alternatywnych. Ile trzeba mieć pieniędzy? Czy sztuka może być inwestycją?

Inflacja w najbliższym czasie będzie wynosiła 6-7% rocznie, a większość z nas odczuje ją dużo bardziej. Gdzie szukać bezpiecznej przystani dla swoich oszczędności? Coraz większe zainteresowanie budzą inwestycje w sztukę. Ale co się tak właściwie kryje za tym pojęciem? Jakie są kulisy rynku sztuki w Polsce, z jak grubym portfelem warto iść na aukcję, jakie są prowizje, podatki, na czym polega ryzyko i czy inwestycja w sztukę to realna opcja zabezpieczenia oszczędności przed inflacją dla typowego ciułacza. Statystyki Sotheby’s kuszą średnim zyskiem 8,4% w skali roku, ale czy to nie jest lep na muchy? Sprawdzam!

Przeciętny człowiek myśli tak: inflacja rośnie, moje oszczędności w banku topnieją jak lody na słońcu, więc muszę znaleźć jakiś parasol ochronny. Są obligacje antyinflacyjne, są nieruchomości, jest złoto, jest rynek kapitałowy, na którym można znaleźć spółkę płacącą rok w rok po kilka procent dywidendy i jeszcze zwiększającą stabilnie swoją wartość… Niektórzy mówią o kryptowalutach, inni na złe czasy polecają dolary… Coraz popularniejsze stają się też klasyczne inwestycje alternatywne – m.in. zegarki czy sztuka. Ale czy inwestycja w sztukę to w ogóle… inwestycja? Jak się w ogóle do tego zabrać?

Zobacz również:

Inwestycja w sztukę, czyli być jak Wojciech Fibak. Na początek 17 000 zł za obraz

W grudniu 2007 r. Wojciech Fibak, były znany tenisista, dziś mecenas sztuki mówił mi tak:

„Rynek sztuki to chyba najbardziej zacofana dziedzina życia w Polsce. Od Europy dzieli nas prawdziwa przepaść. Ale widzę przed nami ogromną szansę rozwoju”.

I to jest ciągle aktualne. Lata lecą, a polski rynek sztuki prawdopodobnie najlepsze lata ciągle ma przed sobą. On co prawda rośnie – 2020 r. był znów rekordowy, wartość sprzedanych dzieł sztuki wzrosła o 29%, ale łączna wartość transakcji to ledwie 380 mln zł przez cały rok. W tym czasie właściciela zmieniło 21 942 obrazów, co daje średnią kwotę transakcji 17 000 zł.

W tym roku rynek może urosnąć nawet dwukrotnie – twierdzą domy aukcyjne mające dane o liczbie kupowanych i sprzedawanych dzieł sztuki i o cenach. Ale czy to oznacza, że na sztuce można zarobić? Teraz z pewnością zarabiają ci, którzy obrazy wystawiają na sprzedaż i inkasują wysokie kwoty (głównie na aukcjach). Ale czy jeśli kupimy teraz obraz (albo kilka w – w końcu tak jak na giełdzie, warto zdywersyfikować portfel, bo nigdy nie wiadomo, która inwestycja „wystrzeli”), to nie nadziejemy się na „bańkę spekulacyjną”?

Czytaj też: Tak przez rok zarobiłem 10% (podobno) bez ryzyka. I przy okazji zostałem „globalnym lichwiarzem”. Iść do kasy czy… do spowiedzi?

Czytaj też: Część mojego funduszu spełniania marzeń powstaje za granicą. Mam powody

Sotheby’s: rentowność inwestycji w sztukę to 8,4%. O ile mamy dobre portfolio

O tym, że nie jest to takie proste, świadczy fakt, że w Polsce nie ma żadnego (chyba, że czegoś nie zauważyłem) towarzystwa funduszy inwestycyjnych, które by zajmowało się inwestowaniem w sztukę. Swoją drogą może i lepiej, bo rynek jest na tyle płytki, że nie wiem, czy starczyło by „aktywów” do kupowania. Kiedyś taki fundusz próbowała zrobić firma Wealth Solutions, ale dziś rynek idzie w stronę robodoradców (wyobrażacie sobie roboty, które kupują obrazy na podstawie komputerowych algorytmów?) .

Polskimi odpowiednikami powyższych propozycji są np. Art Investment utworzony przez Wealth Solution (znaną swego czasu z dużego portfolio inwestycji alternatywnych, ale głównie alkoholowych). Na świecie jest kilka funduszy, które inwestują w sztukę, ale ich nazwy w Polsce nie są znane: to Atlanta Art, Elite Advisers, China Investment Fund, The Fine Art Fund.

Uśredniony indeks zyskowności na inwestowaniu w sztukę Sotheby’s Mei Moses Index pokazuje, że da się na niej średniorocznie zarobić 8,4%. Autorzy indeksu sprawdzają śledzą 60 000 transakcji różnych dzieł sztuki i porównują, za jaką kwotę ten sam obiekt został w danym roku kupiony, a za jaką kwotę z czasem odsprzedany. Na tej podstawie szacują średni wzrost wartości dzieł sztuki w długim czasie.

Co jest w modzie? To trochę tak jak z piosenkami – ludziom podobają się te, które już znają. W cenie są dzieła Wojciecha Kossaka, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Romana Opałki czy Wojciecha Fangora. Ale nawet jeżeli jesteśmy znawcą przedmiotu, trudno jest przewidzieć, który obraz zyska uznanie na tyle duże, by przynieść zadowalające stopy zwrotu. To trochę tak jak z rynkiem akcji – można ryzykować i zainwestować w „start-up (młodego zdolnego twórcę) albo stabilną i nudną spółkę dywidendową (klasyków). W Polsce w tym roku padł aukcyjny rekord – na aukcji 21 marca obraz Jacka Malczewskiego „Pożegnanie z pracownią. Prządka” sprzedano za rekordową cenę ok. 6,7 mln. zł. Aukcję zorganizował dom Agra-Art.

Na temat sztuki i inwestowania w obrazy porozmawiałem z kimś, kto zjadł zęby na tym temacie – Juliuszem Windorbskimprzewodniczącym rady nadzorczej spółki Desa-Unicum, największego domu aukcyjnego w Polsce (wkrótce giełdowego debiutanta), człowieka, który od lat wprawia w ruch polski rynek aukcji sztuki.

Aukcja obrazów i savoir vivre. Płatności, prowizje, dobre obyczaje

Ireneusz Sudak: „Inwestycja w sztukę” – to hasło, które przeciętnemu polskiemu inwestorowi nie mówi nic. Co jakiś czas pojawiają się artykuły, że to atrakcyjna opcja inwestycji alternatywnej, szczególnie teraz, gdy oprocentowanie depozytów szoruje po dnie. Ale mam wrażenie, że tak naprawdę mało osób kupuje obrazy, a jeszcze mniej wie, jak się do tego zabrać. Jak wygląda polski rynek sztuki Anno Domini 2021? 

Juliusz Windorbski, przewodniczący rady nadzorczej DESA Unicum i prezes DESA S.A.: Zainteresowanie rośnie, a wzrosty są imponujące. Liczba sprzedawanych „obiektów”, bo przecież nie są to tylko obrazy, wzrosła w ciągu ostatnich 2-3 lat kilkukrotnie. W pierwszym półroczu br. wzrost pod względem liczby sprzedanych dzieł sztuki to 65%, wylicytowano blisko 15 000 obiektów. W całym ubiegłym roku – to blisko 36% – na rynku sprzedanych zostało blisko 22 000 dzieł sztuki.

…. tak, jak w przypadku samochodów elektrycznych – duże wzrosty sprzedaży to efekt niskiej bazy?

Polski rynek rzeczywiście jest na wczesnym etapie rozwoju, szczególnie w porównaniu z rynkami zachodniej Europy, gdzie handel sztuką rozwija się od stuleci. Ale też nie jest tak, że startujemy od zera. W całym 2020 r. obroty na polskim rynku aukcyjnym wyniosły 380,4 mln zł i były o prawie 800% wyższe niż przed dekadą. Po trzech kwartałach tego roku jest to już 330 mln zł. A szczyt sezonu dopiero przed nami.

Ale jeśli spojrzymy na kraje zachodnie, to ciągle długa droga przed nami. Wydatki na sztukę w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynoszą w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, poniżej 2 euro. W Niemczech to 11 euro, we Francji – 60 euro, a w Wielkiej Brytanii – 173 euro.

Londyn to matecznik wielkich domów aukcyjnych, to tutaj obraz „Dziewczynka z balonkiem” Banksy’ego uległ legendarnemu „samozniszczeniu”.

Wielka Brytania to matecznik dużych domów aukcyjnych takich jak Christie’s czy Sotheby’s, ale największym rynkiem dzieł sztuki są Stany Zjednoczone – to aż 40% światowego rynku. Na drugim miejscu są ex aequo Wielka Brytania i od niedawna Chiny – po 20%, a na kolejnym miejscu jest Francja – 6%.

Aukcje to nie tylko obrazy. Jakich „obiektów” najwięcej się sprzedaje i co jest teraz – jeśli można tak powiedzieć – „w modzie”?

Zależy, czy mówimy o wartości sprzedaży czy o ilości. Jeśli chodzi o liczbę transakcji, to malarstwo stanowił około połowę. Spory udział ma także rysunek i grafika czy rzemiosło artystyczne. Ale jeśli chodzi o wartość transakcji, to rozkład jest zupełnie inny – 80-85% wartości rynku to malarstwo, 10% rzeźba, ok. 3-5% rysunek i grafika.

Ile osób kupuje w Polsce sztukę? Czy wiemy, jakie są ich motywacje? Ile osób to kolekcjonerzy, miłośnicy sztuki, a ile z nich myśli o sztuce jak o inwestycji?

Mamy 51 000 zarejestrowanych w bazie klientów. To 2,5 razy więcej niż 4 lata temu, a jesteśmy największym domem aukcyjnym w Polsce, w tym pod kątem obrotów. Jedni klienci dokonują kilkunastu transakcji w roku, inni pojawiają się raz na dwa lata, a inni mają jedną transakcję w życiu – czasami trzeba czekać latami, aż pojawi się ta jedna rzecz, która będzie pasowała do ich kolekcji.

W Polsce zainteresowanie sztuką rośnie, rozwinęła się nasza wrażliwość estetyczna, bogacimy się i w dobrym tonie jest otaczać się sztuką – sztuka to jedyny pozytywny snobizm. Taki, który prowokuje do zdobywania wiedzy, do samorozwoju, bo jeśli kupuje się dany obraz, to warto coś o nim – i o jego autorze – wiedzieć.

Obrazów nie kupuje się po to, by na nich szybko zarabiać, ale po to, by je podziwiać, wstawać codziennie rano i zaczynać dzień od zerknięcia na coś pięknego. Oczywiście, zdarzają się osoby, które chcą sprzedać obraz z zyskiem już pół roku po jego zakupie. Ale jest to zdecydowana mniejszość. Na rynku sztuki kupują i sprzedają przede wszystkim kolekcjonerzy, ale także profesjonalni marszandzi, instytucje i muzea. Są także osoby chcące udekorować swoje wnętrze.

Warto pamiętać, że sztuka nie jest inwestycją krótkoterminową – największe „zwroty” z inwestycji bywają po 5-10 latach. Z reguły ci, co najlepiej zarabiają, nie ulegają miłości do szybkich pieniędzy.

Skąd się biorą dzieła sztuki, które trafiają na aukcje?

Żeby powstało dzieło sztuki, potrzebny jest artysta, który je stworzy… A poważnie – dzieła sztuki sprzedają kolekcjonerzy, galerie, artyści… Motywacja w każdym przypadku jest różna. Nierzadko po prostu finansowa. Innym razem ma to związek z odziedziczeniem, a jeszcze innym ze zmianą gustów kolekcjonerskich, zmianą wystroju, przeprowadzką, wymianą kolekcji. Z doświadczenia wiem, a zajmuję się tym od 18 lat, że najtrudniejszy element to decyzja właściciela dzieła sztuki o sprzedaży i wystawieniu na aukcję. Najdłuższe nasze negocjacje w tej sprawie trwały 12 lat.

Załóżmy, że chcę kupić obraz. Czy mogę go od razu powiesić na ścianie? Czy mam przygotować sejf, pancerną szybę i kupić urządzenie do mierzenia wilgotności, klimatyzację i pancerną szybę?

Zapomniał pan o najważniejszym – sztuka jest po to, żeby ją podziwiać, oglądać, a nie zamykać w sejfie. Zasadniczo sposoby przechowywania obrazów nie są bardzo restrykcyjne. Najważniejsze jest to, żeby w pomieszczeniu nie było dużych wahań wilgotności i zmian temperatury, np. z 5 do 30 stopni Celsjusza. W przypadku prac na papierze i fotografii warto oprawić prace za szybą muzealną, która zabezpiecza przed wpływem promieni słonecznych. Zasadniczo, nawet jeżeli klient nie ma takiej wiedzy, to zespół ekspertów służy mu radą i pomocą we wszystkich obszarach związanych z przechowywaniem i transportem czy konserwacją.

Od czego zacząć i jaki budżet przygotować?

Żeby wziąć udział w licytacji wystarczy się zarejestrować i wylegitymować – podać swoje dane osobowe, wyrazić zgodę na akceptację regulaminu, w którym określone są terminy płatności czy warunki uczestnictwa – chodzi przede wszystkim o przepisy zapobiegające praniu brudnych pieniędzy (AML). Nie potrzeba za to wpłaty żadnego wadium. By zacząć przygodę ze sztuką, nie trzeba być bardzo zamożnym. Jest u nas sztuka, którą można kupić nawet za kilka tysięcy złotych czy nawet za kilkaset złotych.

Jak wygląda aukcja od kuchni? Czy łatwo jest „upłynnić” obraz, gdy zajdzie taka potrzeba?

Do domu aukcyjnego zgłasza się osoba, która chce sprzedać dzieło sztuki (czasami sami o to zabiegamy). Taki ktoś oświadcza, że jest właścicielem i dysponentem rzeczy, a my to weryfikujemy – sprawdzamy historię obiektu, rozmawiamy z ekspertami, zarówno wewnętrznie, jak i z niezależnymi zewnętrznymi ekspertami, którzy specjalizują się w twórczości konkretnego artysty.

Po weryfikacji podpisujemy ze sprzedającym umowę komisową – dzieło sztuki zostaje u nas zdeponowane, następnie opisane, opracowane merytorycznie oraz profesjonalnie sfotografowane. Tak dokumentowana praca zostaje umieszczona w katalogu aukcyjnym, który trafia do potencjalnych klientów. Dom aukcyjny od momentu podpisania umowy dysponuje danym dziełem sztuki na zasadzie wyłączności i nie ma możliwości sprzedaży go z wyłączeniem domu aukcyjnego i w innej formie niż aukcja publiczna.

Wszystkie prace na aukcje są przyjmowane z dużym wyprzedzeniem, często kilkumiesięcznym, jednak ostatnie dzieła sztuki na daną aukcję przyjmujemy na 5 tygodni przed jej terminem.

Jak się płaci za obraz? Kartą, przelewem? BLIKiem?

O wylicytowaniu obrazu decyduje uderzenie młotkiem – w Polsce odliczamy do trzech. Po wylicytowaniu dzieła sztuki kupujący ma 14 dni na uregulowanie płatności, na którą składa się cena wylicytowana i inne opłaty transakcyjne. Płatność zazwyczaj dokonywana jest przelewem bankowym, choć niektórzy płacą kartą kredytową, nawet za dzieła warte 100 000 zł. Wypłata dla właściciela następuje zwyczajowo 28 dni od daty aukcji, na której obiekt został sprzedany.

Jakie są opłaty i prowizje? Czy trzeba płacić podatek dochodowy? 2% podatek od czynności cywilno-prawnych (PCC)?

Tak jak na Allegro – od sprzedaży rzeczy używanej dłużej niż pół roku nie płacimy podatku dochodowego. O ile nie jest to oczywiście element naszej aktywności zawodowej. Podatku PCC również się nie płaci – dom aukcyjny spełnia rolę brokera, który pośredniczy w transakcji i wszelkie opłaty bierze na siebie. Oczywiście za wynagrodzeniem.

Ile ono wynosi?

Standardowo to 20% od wylicytowanej kwoty, które płaci kupujący i prowizja komisowa ustalana indywidualnie ze sprzedającym. O tyle potrącana jest wylicytowana kwota, którą dostanie sprzedający. Do tego w niektórych przypadkach należy dodać droit de suite. To opłata na rzecz żyjącego artysty lub jego spadkobiercy, która przysługuje w przypadku zawodowej odsprzedaży dzieł sztuki. Opłata wynosi 5% w przypadku ceny do 50 000 euro lub 3% do 200 000 euro. Opłaty obowiązują 70 lat od śmierci artysty.

Moje skojarzenia krążą wokół świata finansów, a w świecie finansów prowizja 20% uchodzi za dość wysoką…

To stawka rynkowa, a sztuka to rynek dóbr luksusowych. Na rynku dóbr luksusowych nie konkuruje się ceną, ale jakością. Nie sposób w tak specyficznej i wymagającej branży utrzymać jakość przy zaniżonych marżach, a jakość w tym przypadku oznacza kompetencje oraz bezpieczeństwo i komfort klientów. Domy aukcyjne takie jak Sotheby’s czy Christie’s pobierają prowizję w wysokości 25%. Z kolei we Francji czy Niemczech wynosi ona nawet ponad 30%.

DESA S.A., spółka matka Desa Unicum, złożyła prospekt w KNF i wybiera się na giełdę. Po co?

Prospekt emisyjny nie został zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego, nie możemy o tym mówić ze względu na ograniczenia prawne. Ale na giełdę idzie się po to, by się rozwijać. Jeśli chodzi o upublicznienie spółki, to pod tym względem nasza firma będzie raczej wyjątkiem niż regułą. Dom aukcyjny Sotheby’s był notowany na giełdzie, ale został kilka lat temu wykupiony przez prywatnego inwestora za 3 mld dol. W Polsce i na świecie jest dużo butikowych domów aukcyjnych, ale działają one w małej skali.

źródło zdjęcia: Obraz Jacka Malczewskiego (1854-1929) „Pożegnanie z pracownią” namalowany w 1913 r.

Subscribe
Powiadom o
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tobiasz
1 miesiąc temu

Żeby inwestować w sztukę to trzeba się na niej znać i mieć pojęcie o funkcjonowaniu tego rynku, bo inaczej wtopi się tylko kasę. Rynek kolekcjonerski ma jednak tendencję do tworzenia baniek cenowych. Po dużych hossach i wzroście cen szybko potrafi nastąpić krach i spadek. Podobnie będzie z równie modną numizmatyką. Dziś ceny większości monet i banknotów są absurdalnie wysokie, ale zapewne w perspektywie roku, może dwóch lat ceny szybko spadną.

Don Q.
1 miesiąc temu
Reply to  Tobiasz

Obrazów nie kupuje się po to, by na nich szybko zarabiać, ale po to, by je podziwiać, wstawać codziennie rano i zaczynać dzień od zerknięcia na coś pięknego. @Tobiasz, tak, żeby inwestować zarobkowo, nawet długoterminowo, na zasadzie liczenia na zarobek przy odsprzedaży za 5 czy 10 lat — to tak, oczywiście trzeba się znać. Ale w przypadku dzieł sztuki fajne jest to, że można w nie kapitał zainwestować po to, by mieć w domu coś ładnego, a zarazem (w przeciwieństwie do większości produktów, jak telewizor, które z upływem czasu wartość tracą) zachować wartość tego kapitału albo nawet ją zwiększyć. I właśnie wcale nie musi to być Malczewski za miliony; jak… Czytaj więcej »

Tobiasz
1 miesiąc temu
Reply to  Don Q.

Jeśli kupujemy obrazy dla celów inwestycyjnych to raczej założeniem jest, by na nich zarobić, jak najszybciej się da. To o czym Pan pisze to kolekcjonerstwo, czyli pasja. Długookresowo może być trudno na tym zarobić, bo ceny nie rosną w nieskończoność, a wręcz co jakiś czas dochodzi do ich załamania 😉

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Tobiasz

Niekoniecznie, jeśli coś jest rzadkie, unikalne, cenne, to cena może rosnąć forever. Oczywiście nie każde dzieło sztuki osiągnie taki status

Tobiasz
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Przy rzeczach bardzo rzadkich, unikalnych może pojawić się problem z odsprzedażą. Tak naprawdę to o co się spieramy zależy od ilości uczestników na rynku i ich zamożności. Na sztuce się nie znam, więc bałbym się wejść. Mogę się odwołać do przykładu numizmatyki, gdzie rzesza kolekcjonerów, która zapłaci Panu 400 tys. zł albo milion np. za monetę to raptem kilka osób w Polsce.

Don Q.
1 miesiąc temu
Reply to  Tobiasz

Tak, ja pisałem właśnie o tym, że dzieła sztuki można kupować nie tylko z myślą, by na nich szybko zarobić, a by je podziwiać; a dodatkowo zyskać rodzaj tezauryzacji. Określenia kolekcja używa się raczej do większych zbiorów, a mi chodzi właśnie o to, że można swój kapitał lokować w pojedyncze prace, w ramach upiększania otoczenia, zyskując jednocześnie formę przechowania zgromadzonego kapitału. Natomiast to, o czym teraz napisałeś, kupowanie czegoś, by na sprzedaży z zyskiem zarobić najszybciej, jak się da, to raczej spekulacja, a nie inwestowanie. Na takim spekulowaniu oczywiście trzeba się znać jak na każdej spekulacji (choć ta pewnie jest… Czytaj więcej »

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Tobiasz

Czy ja wiem… gdyby to rynek trząsłby się od baniek to to zabytki nie okupowałyby podium w konkurencji największe największe branże na czarnym rynku.

Ppp
1 miesiąc temu

Liczyłem na więcej informacji praktycznych, np:
Czy trzeba się rejestrować, aby wejść jako widz (na zakupy mnie nie stać)?
Czy trzeba się bardzo elegancko ubierać?
Pozdrawiam.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Ppp

Bardzo elegancko? To zależy czy przychodzi kupić Pan obraz za 500 zł czy za 500 000 zł 😉

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Cenniejsze są informacje jak uniknąć nadmiernego zainteresowania policji, bo ponoć przy akcji Pandora można trafić nawet na dołek.

jsc
1 miesiąc temu

W Polsce najlepszym rynkiem tego typu wydaje się NFT’y na blockchaine, bo reszta straszliwa chała:

Waldek
1 miesiąc temu
Reply to  jsc

NFT to patologia w swej istocie.
Ktoś zrobi randomowy obrazek swojego pierda, hype’uje i zgarnia horrendalne pieniądze.

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Waldek

To samo można powiedzieć i obrazach Picassa… której horrendalnej wartości uzyskały dopiero po jego śmierci.

Mikołaj
1 miesiąc temu

Jeśli komuś się wydaje, że prowizja 20% to dużo, to śpieszę donieść, że artysta sprzedający swoje dzieło za pośrednictwem domu aukcyjnego, czy galerii oddaje pośrednikowi nawet 50% ceny końcowej. Ten rynek jest pod tym względem wręcz patologiczny.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Mikołaj

No, tego typu prowizja za pośrednictwo to rzeczywiście jest patologia

mko
1 miesiąc temu
Reply to  Mikołaj

niech ten artysta najpierw sprzeda obraz rodzinie, przyjacielowi za dowolną ustaloną przez nich cenę, a potem ten przyjaciel wystawi do domu akucyjnego. Zysk na prowizji na starcie 30% 🙂

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!