Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy mieli być jak bogowie na wojnie ze „śmieciówkami”. A problem wypychania pracowników z etatów miał być zabity ostrym cięciem maczetą. Tak zapowiadała ministra pracy. Ale przedsiębiorcy wyciągnęli najcięższe armaty i udało im się stępić ministerialną maczetę. Nie będzie przymusowego zamieniania umów o dzieło i zleceń oraz B2B na etaty – z mocą wsteczną i bez możliwości odroczenia decyzji do czasu rozpatrzenia odwołania. Kto się cieszy, a kto martwi?
Kilku kolejnych ministrów zapowiadało likwidację zjawiska „wypychania” pracowników na działalność gospodarczą. Każdorazowo okazywało się, że to zbyt trudne lub kosztowne albo politycy nie chcieli narażać się przedsiębiorcom. W rezultacie od lat kilka milionów ludzi pracuje na „śmieciówkach”, choć ich aktywność odpowiada definicji umowy o pracę. Nie korzystają z ochrony przed zwolnieniem, nie mają płatnych urlopów (chyba że sobie to wynegocjują), a niewielkie składki emerytalne dadzą o sobie znać za jakieś 20–30 lat. Rząd postanowił rozwiązać problem ostrym cięciem maczetą. I ciąć na ślepo. Ale ktoś mu zabrał maczetę.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Miała być krwawa maczeta w rękach PIP, będzie drewniany pałasz
Pomysł Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej był następujący: dać inspektorom Państwowej Inspekcji Pracy prawo do przekształcania umów o dzieło, zlecenia i B2B w umowę o pracę, jeśli uznają, że w gruncie rzeczy w danej sytuacji „zachodzi stosunek pracy”. Czyli robota jest taka, jakby była etatowa. Przedsiębiorcy byli przerażeni arbitralnością tego rozwiązania: wprawdzie od decyzji inspektora mogliby się odwołać, ale do czasu rozstrzygnięcia sporu musieliby zatrudniać dotychczasowego zleceniobiorcę na etacie. I opłacić wstecz wszystkie składki takiego pracownika.
Samych zleceniobiorców czy „zatrudnionych” na B2B nikt miał nie pytać, czy chcą stać się etatowcami ze wszystkimi wynikającymi z tego prawami, ale też obowiązkami. A przecież nie każdy kontraktor (np. w branży technologicznej) to typowy „wypchnięty z etatu”, niektórzy są na umowach B2B z własnego wyboru, żeby np. móc realizować zlecenia także dla innych kontrahentów.
Pojawiły się też poważne zarzuty o brak konstytucyjności, ale wydawało się, że nie robią wrażenia na rządzie: chciał wprowadzić nowe przepisy już od stycznia 2026 roku. Biorąc pod uwagę brak konkretnych zasad oceny jakie warunki mają być spełnione, żeby być etatowcem (PIP opracowała co prawda coś a la „test etatowca”, ale został wyśmiany przez przedsiębiorców), radykalne zasady nowego prawa oraz słabość inspekcji pracy – mogło się to skończyć porównywalną katastrofą, jaką dla poprzedniego rządu był „Polski Ład”.
Wygląda na to, że alarm odwołany. Z ostatnich wiadomości wynika, że najbardziej radykalne zasady zostaną jednak zmienione, a rządowa maczeta mocno stępiona. Prawdę pisząc nie będzie to już maczeta, tylko drewniany pałasz. Po pierwsze: prawdopodobnie nowe zasady nie wejdą w życie od początku przyszłego roku. Po drugie: ma zostać cofnięte działanie decyzji inspektora pracy wstecz. Po trzecie: decyzja nie będzie już arbitralna i nie będzie wchodziła w życie natychmiast (bez przeprowadzenia procedury odwoławczej).
To jak ma być? Według najnowszego pomysłu inspektor PIP podczas kontroli będzie mógł wnioskować o dostosowanie relacji pracodawcy z pracobiorcą do obowiązującego prawa. Czyli dać obu stronom czas na dogadanie się. Strony będą mogły się umówić, że współpracownik zostaje np. na umowie B2B, ale jego zakres obowiązków zostanie dostosowany do tego rodzaju współpracy. Albo strony będą mogły zawrzeć umowę etatową. Nie będzie żadnej kary za to, że do tej pory takiej umowy nie było.
Jeśli strony się nie dogadają, to wtedy inspektor PIP będzie mógł podjąć arbitralną decyzję o przekształceniu umowy w etatową. Ale nie będzie ona wchodziła od razu w życie. Na odwołanie się od niej do Głównego Inspektora Pracy firma będzie mieć 14 dni, a GIP w ciągu miesiąca ma sprawę rozpatrzyć. A jeśli z wynikiem tego postępowania któraś ze stron się nie zgodzi – sprawa trafia do sądu. I dopiero po zakończeniu tej procedury umowa może być zamieniona w etat.
A więc od ściany do ściany. Miała być niebezpieczna w rękach niedofinansowanej i słabej instytucji (PIP) maczeta, a będzie drewniany pałasz. Przy obecnym pomyśle zamiana umowy „śmieciowej” lub kontraktu B2B w etat będzie trwała dobrych kilka lat. Czyli pracodawcy nie muszą już się bać. Zdaje się, że po decyzji inspektora PIP będzie tylko jedna niedogodność. Mianowicie ZUS będzie mógł się zgłosić po składki za czas, w którym PIP stwierdza „cechy stosunku pracy”.
„Śmieciówki”, czyli „specyfika” polskiego rynku pracy
To nie była pierwsza próba „pozamiatania” problemu „śmieciówek”. Już kilka lat temu rząd Prawa i Sprawiedliwości zapowiadał wprowadzenie przepisów umożliwiających przekształcenie umów cywilnoprawnych, które są w Polsce nadużywane do potęgi, w umowy o pracę, o ile spełniają warunki pracy etatowej. Minęły dwie kadencje i nie pojawił się nawet projekt zmian, który cywilizowałby rynek umów. Nowej nadziei zleceniobiorcy nabrali, gdy okazało się, że jednym z warunków wypłaty pieniędzy w ramach KPO jest pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych.
Minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiadała, że teraz to już na pewno państwo zadba o osoby, które latami nie mogą się doprosić stałej umowy i z tego powodu ich składki emerytalne prezentują się dość symbolicznie. I tym razem spełzło na niczym – w listopadzie 2024 roku Maciej Berek, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, zapowiedział, że oskładkowanie wszystkich umów cywilnoprawnych „obciążyłoby pracodawców i wykonawców kwotą około 5–7 mld zł”, więc rozwiązanie to nie wchodzi w grę.
Obecny rząd zamierzał pobić poprzedników skutecznością, ale w sposób całkowicie nowatorski: zaproponował, że inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy będą mogli automatycznie zamieniać umowy cywilnoprawne i kontrakty B2B w umowy o pracę. Media ochrzciły tę propozycję mianem reformy PIP, a przedsiębiorcy zawierający umowy zlecenia i umowy o dzieło oraz kontrakty z innymi przedsiębiorcami zastanawiali się, czy za kilka miesięcy ich stan zatrudnienia nie wzrośnie wbrew ich woli.
Faktem jest to, że umowy cywilnoprawne są w Polsce nadużywane. W 2019 r. odsetek pracowników zatrudnionych na umowach zlecenia, o dzieło oraz umowach o pracę na czas określony wyniósł w kraju 21,7% i znalazł się na drugim miejscu rankingu w Unii Europejskiej zaraz po Hiszpanii. Polski Instytut Ekonomiczny przyjrzał się temu zjawisku w 2020 roku i zauważył (a właściwie potwierdził), że tego rodzaju niepewne zatrudnienie dotyczy przede wszystkim osób młodych. W czasie pandemii w grupie wieku 15–24 prawie 60% osób pracowało na umowach czasowych.
Wszystko jest w porządku, gdy umowę zlecenia zawiera lektor, który podejmuje się prowadzenia kilkunastu godzin zajęć w szkole językowej albo umowę o dzieło na korektę tekstu zawiera korektor. Umowy cywilnoprawne są przewidziane dla takich właśnie sytuacji. Jeśli jednak ktoś latami pracuje w sklepie spożywczym na zleceniu, to coś jest bardzo nie w porządku.
Na zawarcie umowy cywilnoprawnej najczęściej nalegają „pracodawcy”, bo to dla nich tańsze i wygodniejsze. Umowy takie dają im duża elastyczność, bo mogą pożegnać się z pracownikiem (słowo pracownik za każdym razem powinno być w cudzysłowie, ale jednocześnie zleceniobiorcy w kwestii obowiązków niczym się nie różnią od pracowników na etacie, więc jak to rozgraniczyć?), nie muszą udzielać im urlopów, zapewnić dnia wolnego za święto wypadające w sobotę, umożliwiać powrotu do pracy po urodzeniu dziecka…
Sytuacja ciężarnych na umowach cywilnoprawnych jest nie do pozazdroszczenia, bo nie dość, że nie mają gwarancji powrotu na swoje stanowisko po odchowaniu dziecka, to zasiłek macierzyński dostaną tylko pod warunkiem, że odprowadzały składkę chorobową. Przy umowie o dzieło ta składka w ogóle nie wchodzi w grę.
Niepewne zatrudnienie determinuje nasze zawodowe losy
Okazuje się, że to, czy młoda osoba zaczyna swoją karierę na „śmieciówce”, w istotny sposób determinuje jej dalsze zawodowe losy. Analitycy PIE opisali zjawisko tzw. pułapki czasowej. Jeśli młoda osoba po zakończeniu edukacji dostanie jako pierwszą umowę cywilnoprawną, to ma mniej niż 50% szans, że po trzech latach będzie pracowała na umowie o pracę. 23% przebadanych osób trafiło na bezrobocie, a 22% dostało umowę o pracę na czas określony.
55% pracowników, którzy już w pierwszej pracy zostali potraktowani uczciwie, a więc zawarli umowę o pracę, po trzech latach nadal było zatrudnionych w ten sposób, a bezrobocie dotknęło jedynie 13%, czyli było dwa razy mniejsze niż w przypadku pracownika na śmieciówce. Według danych GUS na koniec września 2024 r. w Polsce było 2,43 mln osób wykonujących pracę na podstawie umów zlecenia i pokrewnych.
Kto chce lepiej uregulować swoją sytuację, może założyć działalność gospodarczą i świadczyć usługi B2B. Nie staje się pracownikiem firmy, nie korzysta z ochrony pracowniczej, za to ma realną szansę zarobić więcej na rękę, a do tego kreatywnie zmniejszyć sobie wysokość podatku poprzez tworzenie kosztów.
Na krótką metę to się zdecydowanie opłaca, tylko że prawdziwy rachunek za lata niskich składek przedsiębiorcy zapłacą na emeryturze, kiedy okaże się, że ich świadczenia będą na minimalnym poziomie. Osoby świadczące usługi B2B muszą mieć też świadomość, że w razie pogorszenia sytuacji na rynku, gdy firma zacznie szukać oszczędności, to ich umowy zostaną w pierwszej kolejności rozwiązane.
Jak prawo (nie) działa dziś? Jeśli inspektor kontrolujący firmę uzna, że praca ma charakter etatowy, może co najwyżej wytoczyć powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy. Urzędnicy ministerialni wprost napisali w uzasadnieniu do projektu ustawy o PIP, że formuła wnoszenia o ustalenie stosunku pracy nie sprawdza się „z uwagi na czasochłonność prowadzenia procesu sądowego oraz ryzyko przegrania sprawy, zwłaszcza przy braku współpracy ze strony osoby wykonującej pracę (obawiającej się np. utraty pracy), a także przewlekłość postępowań sądowych i długie oczekiwanie na rozstrzygnięcie sprawy”.
Brutalnie potwierdzają to liczby: w pierwszym półroczu 2025 r. inspektorzy pracy skierowali zaledwie dziewięć powództw o ustalenie istnienia stosunku pracy na rzecz dziewięciu osób. Tylko w jednym przypadku sąd ustalił stosunek pracy.
Nie wylać dziecka z kąpielą, czyli jak powinna działać PIP?
Z jednej strony całkowicie oczywiste jest, że „umowy śmieciowe” i wypychanie na działalność gospodarczą to nowotwór rynku pracy, za który wszyscy zapłacimy, gdy wystawiający jedną fakturę miesięcznie przedsiębiorcy i nieodprowadzający składek emerytalnych pracownicy z umowy o dzieło przejdą na emeryturę. Z drugiej strony trudno uwierzyć, że po latach mówienia o konieczności ucywilizowania tego fragmentu rynku pracy, publikacji dziesiątek artykułów na temat rozsądnego oskładkowania umów cywilnych, wielu poświęconych temu tematowi konferencji, urzędnicy potrafili wymyślić jedynie tak grubo ciosane przepisy.
Fatalne jest też to, że te przepisy na etapie projektu zmieniają się niemal o 180 stopni. Najpierw totalna arbitralność władzy inspektora PIP, a potem wyrwanie mu z ręki maczety i zastąpienie go drewnianym pałaszem. Nie chodzi już nawet o to, że przedsiębiorcy będą się odwoływać do sądów (bo będą), a sądy po przeanalizowaniu sprawy mogą podejmować decyzje inne niż inspektorzy PIP, ale chodzi o tę niepewność, jaką mają przedsiębiorcy i pracownicy. Złe przepisy nie usuną istniejących od lat patologii, a tylko stworzą nowe problemy, które trzeba będzie rozwiązać.
Potrzebne są dwie rzeczy: po pierwsze uproszczenie prawa, żeby usunęło lub mocno ograniczyło możliwość sztucznego „wypychania” na etat. Być może powinien powstać jednolity kontrakt o pracę, który byłby obowiązkowy po spełnieniu określonych warunków („test etatowca”). Być może trzeba ograniczyć możliwość działalności B2B tylko do realnie wolnych zawodów. A na pewno trzeba najpierw wzmocnić Państwową Inspekcję Pracy – finansowo, prawnie i merytorycznie i tak ustawić jej sposób działania, żeby nie była ani listkiem figowym systemu, ani małpą z brzytwą.
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O PRACY:
——————————–
WIĘCEJ O PRACY I WYPOCZYNKU:

———————————-
zdjęcie tytułowe: Pixabay









