10 maja 2018

ING policzył kiedy opłaca się kupić samochód elektryczny. Wyniki mogą zaskoczyć

Zakup samochodu elektrycznego może się już teraz opłacić o ile zamierzamy przejechać nim 60.000-70.000 km rocznie, czyli prawie dwa razy okrążać kulę ziemską. To sporo, ale większym problemem jest to, że i tak nie byłoby takiego auta gdzie naładować. Zdaniem autorów raportu ING i EY nieunikniona jest jednak elektryczna rewolucja.

Samochód elektryczny to cztery kręcące się wiertarki, bateria i nadwozie. Tyle, że silnik wiertarki nie napędzają świdra, ale koło. Metaforę o wiertarce usłyszałem na wspólnej konferencji banku ING i firmy doradczej EY, na której prezentowano raport „Którym pasem zamierzamy jechać?”.

O ile nie dowiedziałem się, który pas na drodze do elektrycznej przyszłości będzie lepszy, to było tam kilka cennych informacji i spostrzeżeń.

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach„, zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

Powróżymy? ING i EY przewidują przyszłość

Polska podzieliła się na dwa obozy: entuzjastów elektrycznej motoryzacji i tych, którzy na elektryczne automobile patrzą z pogardą. Zwolennicy szerują filmy, na których ferrari, lamborghini nawet nie podejmują walki w wyścigu na jedną czwartą mili. Ci drudzy szydzą na temat częstych postojów i krótkiego zasięgu.

Czytaj też: Tego jeszcze nie było! Klienci Ergo Hestii po wypadku zamiast auta zastępczego dostaną… car-sharing

Czytaj też: Oto idea: zamiast kupować nowy samochód… wypożycz go na trzy lata. I płać wtedy, gdy używasz. Czy Happy Miles rozwali system?

Na razie nie widać szansy na zakopanie topora wojennego. Czy faktycznie samochody elektryczne wygryzą z rynku te tradycyjne? Raport ING i EY stawia kilka tez mocnych tez:

  • do 2023 r. sprzedaż samochodów elektrycznych podwoi się; ich cena będzie stopniowo spadać, wraz z rozwojem technologicznym.
  • największą przeszkodą w rozwoju tego rynku jest cena samochodów elektrycznych, w tym cena baterii, odpowiadająca nawet za połowę całego kosztu auta. 
  • po 2030 r. tańsze będą samochody elektryczne niż spalinowe.
  • użytkownicy elektrycznych aut oczekują większej liczby miejsc do ładowania, zwłaszcza szybkiego. 75% kierowców oczekuje, że ładowanie baterii będzie trwać maksymalnie 15 minut.

Prognozowanie to trudna sprawa, szczególnie kiedy dotyczy przyszłości – mawiał Victor Borge, więc na sprawdzenie elektrycznych proroctw będziemy musieli poczekać, na szczęście nie całe stulecia, ale ledwie kilkanaście lat.

Golf w dieslu, czy elektryk?

Dla tych, którzy już teraz myślą o przesiadce z zionącego CO2, tlenkami azotu i pyłami PM do bezemisyjnych czterech kółek ING zrobił wyliczenia. Jeśli chcemy kupić elektryka nie tylko ze względu na walory ekologiczne, ale też ekonomiczne to opłaca się to przy dużych przebiegach.

 

Na przykład lepiej kupić elektrycznego Nissana Leaf niż Micrę jeśli rocznie auto będzie robić przebiegi rzędu 65.000-70.000 km. Oznacza to, że dziennie nasz mały samochodzik musiałby robić ok. 180 km. Albo jeśli rozważamy Golfa – przebieg musiałby wynieść 50.000-55.000 km rocznie.

To wyliczenia, które nie zakładają żadnych dopłat, ani preferencyjnego VAT-u (stawka wynosi 23 proc.). Obejmują za to koszty utrzymania, które ze względu na prostszą budowę (kilkaset zamiast kilku tysięcy części) są niższe. Czyli, że jeśli rząd zdecydowałby się ulżyć pasjonatom technologii EV (czyli electric vehicles) roczne przebiegi nie musiałyby nawet przekraczać obwodu równika Ziemi.

Czyżbyśmy zapomnieli o drogiej benzynie?

W czerwcu miną dwa lata od kiedy w budynku Politechniki Warszawskiej ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki ogłaszał zarys programu elektromobilności. Rząd mierzy wysoko i zapowiedział, że w 2025 r. po polskich drogach będzie jeździć 1 mln aut elektrycznych.

Czytaj też: Duży ubezpieczyciel wprowadza auta zastępcze w car-sharingu! Dostaniesz ponad 100 zł dziennie, na zawsze

Czytaj też: Oni odetną prąd car-sharingowi? Warszawę i kraj zaleją… skutery na minuty. Ja już jeździłem

Na razie ich właściciele są w Polsce w awangardzie, bo auta napędzane przepływem elektronów stanowią 0,008% wszystkich osobówek. Czyli, że jest ich ok. 1800 na 22 000 000 wszystkich samochodów.

Największym nomen omen katalizatorem, którzy przyspieszy rozwój elektromobilności będą koszty paliwa. No chyba, że politycy zdecydowaliby się zablokować rejestrację aut spalinowych (w Wielkiej Brytanii pojawił się ostatnio pomysł, by po 2040 zakazać nawet rejestracji hybryd).

Dziś olej napędowy i benzyna znów kosztują ok. 5 zł. Ostatni raz takie ceny na stacjach widzieliśmy podczas wakacji 2015 r. Łatwo sobie wyobrazić, że gdyby paliwa kosztowały nie 5 zł, ale 6 zł od razu przybyłoby amatorów zainteresowanych niskimi kosztami utrzymania hybryd, czy elektryków. Pod warunkiem, że w między czasie zakażą diesli. Wtedy zostaje jeszcze LPG…

źródło ilustracji tytułowej: Joenomias/Pixabay.com

 

8
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
MarekMarekMarcin M.BogdanArek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Xar
Gość
Xar

Hej

„auta napędzane przepływem elektronów stanowią 0,008%”, z tego powodu na prąd do ładowania samochodów elektrycznych większość podatków nie są nałożone. Benzyna gdyby odjęło się wszystkie podatki to wychodzi 1.50zł(może 2zł). Gdy ilość samochodów elektrycznych zacznie przewyższać ilością samochody spalinowe to rząd na 100% wyciągnie łapy po pieniądze.
Najpierw dojdzie podatek drogowy, no bo samochody te też jeżdżą po tych samych drogach co spalinowe. A później wszystkie pozostałe podatki, akcyzy itp.
Wtedy prąd do ładowana elektryka (na stacjach) będzie koszmarnie drogi.

Bartek
Gość
Bartek

W wyliczeniach odnośnie opłacalności pojazdów elektrycznych trzeba uwzględnić również koszty rozbudowy energetyki – zarówno elektrowni i sieci przesyłowych. Już obecnie nasza energetyka jedzie blisko limitu, a zużycie energi i tak rośnie, przy przesiadce nacsamochodybekektryczne będzie rosło jeszcze szybciej. Skończy się pdwyźkami cen energi bo gdzieś pieniądze na rozwój infrastruktury trzeba będzie znaleźć.

pm.
Gość
pm.

Samochody elektryczne, jako duże magazyny energii mogą teoretycznie pomóc odciążyć sieć (ładowanie przy małym obciążeniu i oddawanie energii do sieci przy dużym). Są już pomysły jak to wykonać.

Arek
Gość
Arek

Widać conajmniej 3 problemy z elektrycznymi samochodami:
1. cena prawie dwa razy więcej niż „zwykły” samochód to dla przeciętnego użytkownika może oznaczać, że nie zwróci mu się nigdy koszt zakupu przy użytkowaniu
2. zasięg, często mają one 150-200km więc chcąc jechać dalej to niestety musimy go doładować (a tu doskwiera brak infrastruktury ładującej)
3. czas ładowanie akumulatorów to jest często kilka godzin więc jak mamy robić po kilkaset km dziennie?
No i nie wiadomo jaką żywotność będą miały te akumulatory i czy aby po kilku latach nie trzeba ich wymienić a sam autor wspomniał, że ich koszt to często połowa auta

Marek
Gość
Marek

Faktycznie średni zasięg aut elektrycznych to 15–200 km, dziennie (średnio) przejeżdżamy około 80km, więc w zupełności wystarczy. Jeśli jedziemy w trasę, zazwyczaj stajemy „coś zjeść” – w tym czasie możemy skorzystać z szybkiej ładowarki i doładować samochód w około 30min. (szybka stacja).

Akumulatory mają budowe modułową i możemy wymieniać uszkodzone ogniwa. (Gwarancja na akumulatory wynosi 8 lat)

Marek
Gość
Marek

Tesla Model 3 ma praktycznie taką samą cenę (licząc 10% cła, 23% vat) co c klasa/bmw 3. Oczywiście z silnikiem o podobnych osiągach (3,5-5,5s od 0 do 100 zależnie od wersji). Przykładowo najtańsza (obecnie) wersja Tesli kosztuje 49tys $. U nas (po podatkach i USD 3,8) daje to prawie równo 250tys. zł czyli bazowa cena C klasy, która ma 4,9s do setki. Nawet wolniejsza C klasa (o około sekundę, cena bazowa ~180) po dodaniu takich opcji jak: ogrzewanie przód+tył, skóra (sztuczna), ogrzewanie/chłodzenie postojowe, dach panoramiczny, duży ekran z nawigacją i dostępem do internetu niebezpiecznie zbliża się do ceny Tesli. PS… Czytaj więcej »

Bogdan
Gość
Bogdan

Ale kto mówi o ładowaniu przez kilka godzin – no to by była i strata czasu i pieniedzy, bo w moim przypadku naprawde czas jest drogi… Po to Greenway stawia stacje ładowania żeby mozna bylo podjechac i podładowac auto w ciagu srednio 30-40 minut na szybkich ładowarkach. A teraz z tego co wiem dzialaja nad ultraszybkimi, gdzie ładowanie zajmuje ponizej 10 minut

Marcin M.
Gość

#ProstujemySudaka: a) nie, wbrew mylnym przekonaniom redaktora z węglem w głowie, w samochodzie #EV nie ma 4 silników a JEST jeden (95% przypadkow) lub dwa (na dziś wylącznie w maksymalnych wersjach Tesli) b) W Polsce są już tysiące miejsc ładowania pojazdów #EV, każdy może to sam sprawdzić na stronie http://www.plugshare.com, c) najbardziej popularnym gniazdem ladowania każdego pojazdu #EV jest gniazdo siłowe 400V (praktycznie każdy z Was ma z zasiegu wzroku takie gniazdo, red Sudak nie kuma tego od lat) a wszystkie też samochody #EV pozwalają na ładowanie się ze zwykłego gniazda 230V, d) raport „Którym pasem zamierzamy jechać?” jest z… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany