Kwestia samochodu zastępczego po wypadku lub awarii to jedno z najczęściej spotykanych pól konfliktów na linii klient-ubezpieczyciel. Firmy ubezpieczeniowe starają się zminimalizować koszty tej usługi, zaś klienci uważają, że po to mają polisę, by nie musieli odczuwać konsekwencji braku własnego samochodu. Efektem tych tarć jest odbieranie klientom prawa do auta zastępczego po kilku dniach (wskutek niekorzystnie interpretowanych dni naprawy), a także spory na tle miejsca zwrotu samochodu (wypożyczalnia czy miejsce wskazane przez klienta).

Czytaj też: Chcesz auto zastępcze? To je sobie weź. Ale lepiej nie wyjeżdżaj nim daleko od domu

Ergo Hestia, jeden z największych ubezpieczycieli majątkowych w Polsce, testuje w Warszawie nowinkę, która z jednej strony może pozwolić na ograniczenie kosztów aut zastępczych dla firmy, a z drugiej – dać klientom korzyść finansową. Otóż w ramach pilotażu chętni klienci dostaną od firmy… auto zastępcze w modelu car-sharing Hestia zawarła w tej sprawie współpracę z firmą Panek, zarządzającą flotą kilkuset aut.

Car-sharing – to wyjaśnienie dla osób, które nie spotkały się z tym pojęciem – jest po prostu krótkoterminowym wynajmem samochodu. Jeśli chcesz pojechać z punktu A do punktu B, to szukasz w okolicy auta na wynajem, rezerwujesz je, wsiadasz, jedziesz do celu, a następnie „porzucasz” auto, płacąc kilka lub kilkanaście złotych. Cena – trochę niższa od Ubera lub taniej taksówki – zależy od liczby przejechanych kilometrów i czasu jazdy. Nie płaci się ani za paliwo, ani za parkowanie.

Czytaj też: Testuję i porównuję oferty car sharingu. Ile to kosztuje i jak się tym jeździ? Miałem pewien problem z…

Czytaj też: Link4 obiecuje, że wybaczy pierwszy dzwon. Jak jest naprawdę?

No i Hestia chce, by przynajmniej część klientów zamiast klasycznego auta zastępczego wybierała w ramach likwidacji szkody car-sharing. Ubezpieczyciel nie bez racji kombinuje, że przecież auto zastępcze i tak przez 90% czasu naprawy samochodu klienta będzie stało bezczynnie. Klient pojedzie nim do pracy, z pracy, na zakupy. A wypożyczalni trzeba płacić te 150-200 zł za dobę niezależnie od tego czy klient autem jeździ czy nie.

Przeniesienie tego klienta na model car-sharingowy powoduje, że koszty się obniżają, bo istotą tego modelu jest płacenie tylko wtedy, gdy auto jest w ruchu. Klient Hetii dostaje więc po 100 zł dziennie przez pierwszych pięć dni likwidacji szkody na wynajem auta w car-sharingu firmy Panek. Jeśli ma ponadstandardową polisę, to dostanie też pieniądze (choć już mniejsze) na kolejne dni korzystania z tej opcji. Nie wykorzystane danego dnia pieniądze przechodzą na kolejny dzień, nie ma obowiązku ich wykorzystania od razu.

Dlaczego ktoś miałby zamienić auto zastępcze na car-sharing? Bo w tym modelu on też może zyskać. Jeśli nie wykorzysta w całości pieniędzy z „budżetu” przyznanego przez Ergo Hestię, to nadwyżkę będzie mógł wykorzystać nawet po odzyskaniu własnego samochodu. Pieniądze na wynajem auta będą aktywne na jego koncie przez trzy miesiące. A to dla klienta oznacza korzyść – mniejsze koszty eksploatacji własnego samochodu (paliwo, parkowanie).

Dziś Panek ma w Warszawie ponad 300 aut (Toyota Yaris w wersji hybrid). Usługa będzie proponowana klientom, którym przysługuje auto zastępcze (nie wiem czy wszystkim czy tylko jakiejś wybranej grupie), a więc dopiero na etapie przyjmowania zgłoszenia szkody, a nie kupowania polisy. Klient, który się zgodzi na to rozwiązanie będzie musiał zainstalować sobie na smartfonie aplikację Panka i to na nią zostaną przelane pieniądze do wykorzystania na wynajem auta.

Czytaj też: Warta wprowadziła nowy sposób zgłaszania szkody. Odpalasz Messengera i rozmawiasz z… botem

Zapewne w pierwszym rzucie na nowinkę zdecyduje się niewielu klientów, ale sądzę, że przemówią też korzyści. Wynajmując auto zastępcze w car sharingu nie płacimy ani za benzynę, ani za parkowanie.

Odpada też problem ze zwrotem auto zastępczego. No i jest korzyść finansowa, choć niestety bezgotówkowa, czyli „w naturze”. Minusy? Może się okazać, że przy słabej pogodzie do najbliższego auta Panka będzie trzeba się przebiec lub dojechać tramwajem. Można też sobie wyobrazić, że klient sporo jeździ i wykorzystuje limit 100 zł jeszcze przed końcem dnia (stówka powinna wystarczyć na 3 godziny w samochodzie). No i w tym modelu nie można sobie wybrać… modelu. Auta zastępczego. W grę wchodzi wchodzenie do Toyoty Yaris, co może się nie spodobać np. koszykarzom 🙂

Hestia obiecuje, że klienci, którzy zdecydują się na korzystanie z nowej usługi, ale nie będą z niej zadowoleni, w każdej chwili mogą zrezygnować z pojazdu car sharingowego i wrócić do klasycznego wynajmu pojazdu zastępczego. Dni, za które naliczony został ekwiwalent, zostaną odjęte od dni, w których przysługuje im auto zastępcze.

obrazek tytułowy: Europcar.it, pozostałe zdjęcia: Portal Komunalny, Panek

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany