Wygląda na to, że Bank Pekao oraz Alior Bank – dwie instytucje finansowe kontrolowane przez państwowy koncern PZU – zaczynają przymierzać się do połączenia. Choć jeszcze kilka miesięcy temu nowy prezes Pekao Michał Krupiński zapowiadał, że nie wchodzi to w grę, było oczywiste, że prędzej czy później oba banki będą musiały się z tym tematem oswoić.

Czytaj: Tak PZU kupił od Włochów Bank Pekao

Pekao i Alior zawarły list intencyjny, w którym poinformowały, że są gotowe do „wstępnych dyskusji oraz analiz wykonalności potencjalnej współpracy oraz wymiany informacji”. A te „dyskusje oraz analizy” mają doprowadzić z kolei do „dokonania oceny różnych form potencjalnej współpracy lub połączenia obu podmiotów”.

Oczywiście Bank Pekao zapewnia, że „na obecnym etapie decyzje mają charakter wyłącznie kierunkowy”, a także, że „mają na celu jedynie realizację prac analitycznych”, ale gdyby z analiz wyszło, że razem iść łatwiej, niż osobno… Komunikat Aliora jest jeszcze bardziej wycofany: „Dotychczasowe prace nie przesądzają o rekomendowaniu przez zarząd Alior Bank jakiegokolwiek ewentualnego scenariusza współpracy” – informuje Alior.

Pekao jak stateczna toyota, Alior jak zrywne audi

A zatem: niby nic się nie dzieje, a jednak pod kołderką prowadzone są „jakieś prace”. Czy to ma sens? Z punktu widzenia właściciela posiadanie dwóch banków działających na tym samym rynku jest pewnego rodzaju rozrzutnością. Nawet jeśli ich klientowski „elektorat” jest nieco inny i nakłada się tylko w niewielkim stopniu, to przy połączeniu obu instytucji można zaoszczędzić setki milionów złotych.

Część struktury informatycznej, działy odpowiedzialne za organizację pracy banków, sieć placówek – w każdym z tych miejsc można poszukać oszczędności. Koszty finansowania akcji kredytowej też spadają wraz ze skalą działalności.

Czytaj też: Tego efektu repolonizacji banków nie da się już nie zauważyć. Nowy gigant w Europie Środkowej

Inna sprawa, że Pekao i Alior mają dziś tak inne strategie, że próba ich łączenia już teraz mogłaby przynieść zagładę albo jednego, ani drugiego. To jak łączenie wody z ogniem. Alior jest bankiem nastawionym na maksymalizację tempa wzrostu. Gardzi wszystkim, co jest niskorentowne. Jego strategia to „cyfrowy buntownik”. Z klientów wyciska siódme soki (po pierwszym półroczu jego marża odsetkowa to 4,8%, gdy inne banki są szczęśliwe jeśli wykręcają 3%), a jego kluczowym produktem jest szybka pożyczka.

A Pekao to niemal doskonała odwrotność Aliora. Największy bank korporacyjny w Polsce (ponad połowę jego biznesu to obsługa dużych firm!). Konserwatywny do bólu, pożyczający niechętnie, unikający wysokiego ryzyka, ale pielęgnujący niską cenę kredytu. Oferuje dużo szersze portfolio produktów, niż Alior (w tym kluczowe dla indywidualnych klientów kredyty hipoteczne), Ma nadmiar pieniędzy na klientowskich depozytach, nie musi walczyć oprocentowaniem. To jak solidna Toyota przy zrywnym Audi. .

„Koszty operacji łączenia banków byłyby większe niż efekty synergii. Stąd nie zamierzamy łączyć tych dwóch banków. Mają dwa różne modele biznesowe. Alior jest bankiem dość silnie wzrostowym, Pekao jest głównym bankiem korporacyjnym w Polsce”

– mówił Michał Krupiński, obecny prezes Pekao kilka miesięcy temu, gdy był jeszcze prezesem PZU. Czy coś się od tego czasu zmieniło? Sprawdźmy. Oto trzy argumenty za i trzy przeciwko łączeniu obu banków.

Lecz wcześniej przeczytaj: Polskie banki powoli dostają zadyszki? Niepokojący raport Inteliace

Pekao nie powinno łączyć się z Aliorem, bo…

1. „Cyfrowy buntownik” pod butem Pekao? To się nie uda

Alior Bank – niezależnie od tego czy się lubi sposób jego działania, czy też nie – ma swoje unikalne DNA. Eksperymenty, innowacyjne, niszowe produkty, dążenie do „wychowania” sobie klientów-wyznawców. Tester nowych produktów i modeli działania.

Money-back w internecie, kantor wymiany walut, udawanie poczty (słynne konto do płacenia rachunków), assistance dołączane do konta, sojusz z telekomem (owocem tego przygodnego romansu jest bank o potwornej nazwie „T-Mobile Usługi Bankowe”), zakładanie konta przez wideoczat – większość z tych rzeczy Alior wprowadził jako pierwszy na rynku.

Ten bank działa prawie jak start-up. I jest w tym dobry. Wrzucenie tego w struktury tradycyjnej korporacji, którą jest – i musi być, przy tej skali działalności – Pekao oznacza zagładę. Alior prędzej czy później stanie się „końcówką” sprzedażową Pekao, która będzie się różniła od „żubra” głównie logotypem.

Czytaj też: Wojciech Sobieraj opuścił swoje dziecko. Jak zmieni się Alior bez swojego twórcy?

2. Bank Pekao powinien zająć się porządkami u siebie, a nie fuzjomanią

Po kilkunastu latach pod włoskimi rządami Bank Pekao wszedł w erę zmian. Dotąd był to bank, który miał służyć jako dojna krowa dla włoskiego akcjonariusza. Nie miał się ścigać jeśli chodzi o skalę wzrostu, miał wypłacać dywidendę. Teraz ma drugi cel: wykorzystać potencjał w większym stopniu.

Pekao jest jak pociąg, którego maszynista sypał do pieca tylko 60-70% węgla bojąc się, żeby nie jechać za szybko. „Nowe” Pekao musi przedmuchać rury i jechać szybciej – co najmniej tak samo szybko, jak PKO BP. Szybciej i więcej kredytować, mocniej walczyć o klientów i ich lojalizować.

Osiągnąć efektywność przynajmniej częściowo taką, jaką ma Alior. Efektywniej wykorzystać kapitał wniesiony przez inwestorów. A nie zajmować się wchłanianiem Aliora. Zwłaszcza, że hałdy węgla (w postaci nie wykorzystanego w pełni kapitału) czekają, by dorzucić do pieca.

W pierwszym półroczu tego roku Bank Pekao, mając aktywa na poziomie 180 mld zł zarobił 885 mln zł. Alior, dysponując aktywami rzędu 60 mld zł – wykręcił prawie 200 mln zł zysku. Pozornie bardziej efektywny jest Pekao, ale w tej branży mając trzy razy większe aktywa powinno się mieć zyski przynajmniej pięć-sześć razy wyższe.

Czytaj też: Bank Pekao ma już nowe logo. Co zmieni się dla klientów?

3. Po co nam drugie PKO BP?

Bank Pekao jest dziś sprawnie działającą – choć na niskich obrotach – maszyną do kredytowania firm i udzielania kredytów hipotecznych. Z obecnej skali działalności może wykręcić znacznie wyższą rentowność i na tym powinien się skupić. Oba należące do PZU banki są „jakieś”. Czymś się na rynku wyróżniają. Po ich połączeniu będziemy mieli drugie PKO BP, czyli bank klientów „z książki telefonicznej”.

A potem? Nie pozostanie nic innego, jak tylko połączyć PKO BP i „wielki Pekao-Alior” oraz urzędowo ustanowić, że każdy Polak musi mieć tu konto. Mógłbym umrzeć z nudów od samego wyobrażania sobie tego scenariusza.

Inwestorzy giełdowi na wszelki wypadek, żeby nie musieć w przyszłości umierać z nudów, na samą wieść o analizach, które mogłyby hipotetycznie doprowadzić do fuzji Aliora i Pekao przecenili akcje tego ostatniego o 5%.

Fuzja Pekao i Alior Banku to świetny pomysł, albowiem…

1. Kapitał (nie)potrzebny od zaraz.

Pekao i Alior pod względem kapitałowym są jak dwie części tych samych puzzli. Pekao nie wie co ma robić z pieniędzmi (jego współczynnik wypłacalności momentami przekracza 20%!), a Alior potrzebuje ich jak kania dżdżu. Mógłby rosnąć szybciej, ale to wymaga większego kapitału. Może emitować akcje i obligacje, ale to kosztuje. I odbija się na kosztach oferowanych kredytów. Gdyby mógł dobrać się do skarbczyka Pekao… Buntownik buntownikiem, ale dostęp do pieniędzy „dużego brata” też by nie zaszkodził.

2. Efekt synergii, czyli dwa banki kosztują więcej

Dziś bank to przede wszystkim informatyka, sieć oddziałów, pracownicy. To również kapitał potrzebny do tego, by móc bezpiecznie działać. Każda z tych rzeczy jest potrzebna dwóm bankom, ale gdyby się połączyły – można byłoby z nich wycisnąć więcej. To działa na każdym poziomie: mając czegoś więcej do dyspozycji, można to coś znacznie sprawniej alokować. Dlaczego zarządzać dwoma sieciami sprzedaży zamiast jedną? Po co mieć dwa działy prawne? Po co ponosić koszty działania dwóch banków, gdy można je „zwinąć” do kosztów działania jednego?

3. Duży może więcej. Także globalnie

W Europie nadchodzi chyba czas kolejnych fuzji bankowych. Mówi się o przejmowaniu włoskich banków przez francuskie, niemieckie też nie mają łatwo, nie mówiąc już o tych z południa Europy. Być może warto uprzedzić ten ruch i już teraz próbować uzyskać taką skalę działalności, która pozwoliłaby „bankowi PZU” myśleć o inwestycjach za granicą? Przejęciu jakiegoś banku na Zachodzie?

Ani Pekao, ani Alior samodzielnie takiej zdolności kapitałowej nie posiadają. Razem też nie bardzo – nawet biorąc pod uwagę możliwości finansowe PZU. Ale zawsze będzie trochę bliżej do skorzystania z jakiejś okazji akwizycyjnej, gdy się będzie miało jeden wielki bank zamiast jeden duży i jeden średni.

Oj, mają o czym myśleć prezesi Krupiński, Surówka i Chyczewski. Oby tylko z tego ich myślenia nie wyszedł jakiś bankowy potworek albo kolejny państwowy czebol. Utrzymanie innowacyjności Aliora, rozpędzenie lokomotywy Pekao i wykorzystanie nowoczesnych technologii, by klienci obu banków dostali najlepsze możliwe ubezpieczenia od PZU – to może być złoty środek.

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany