27 października 2022

Czy grozi nam załamanie cen nieruchomości jak po 2008 r.? Od czego zależą ceny nieruchomości? Co mówi ważny wskaźnik?

Czy grozi nam załamanie cen nieruchomości jak po 2008 r.? Od czego zależą ceny nieruchomości? Co mówi ważny wskaźnik?
Współautor: Flawiusz Pawluk

W internecie aż roi się od zapowiedzi krachu na rynku mieszkaniowym. Czy w najbliższym czasie rzeczywiście grozi nam sytuacja, jaką mogliśmy obserwować w latach 2008–2009, czyli załamanie cen nieruchomości? Wtedy ceny mieszkań spadły o 20%, a potem przez prawie 10 lat były w stagnacji i dopiero w 2017 r. wróciły do poziomów sprzed wielkiego kryzysu finansowego. Grozi nam „powtórka z rozrywki” czy wręcz przeciwnie?

Kryzys finansowy z lat 2008–2009 przyniósł gigantyczne zamieszanie na rynku nieruchomości. Wielu ma jeszcze w pamięci tamto załamanie i oczekuje, że dziś może nastąpić podobne. Czy to rzeczywiście możliwe? Sytuacja gospodarcza jest niewesoła, ale czy będzie „powtórka z rozrywki”?

Zobacz również:

W przeciwieństwie do tamtego okresu (2008–2009) mamy teraz do czynienia z wysoką inflacją i niskim bezrobociem, a wtedy zagrożeniem była deflacja i wzrost bezrobocia. A więc tu i tu mamy kryzys, ale inny. Ten jest chyba „bezpieczniejszy” dla rynku nieruchomości, bo ceny mieszkań zależą częściowo od dynamiki płac nominalnych, a te idą w górę. Owszem, jest inflacja, a więc rosną stopy procentowe i spada akcja kredytowa w bankach, ale w przeszłości drogi kredyt miał mniejsze przełożenie na ceny nieruchomości niż zarobki ludzi.

Statystycznie ok. 60% zmian cen mieszkań wynika ze wzrostu lub spadku płac nominalnych, natomiast w 40% (i tak sporo) od dynamiki akcji kredytowej lub innych czynników. Poniżej macie zależność ceny mieszkań z rynku wtórnego (średnia z 7 miast) wobec średniej płacy brutto w Polsce.

W latach 2009–2015 ta prawidłowość została mocno zaburzona. W tym okresie ceny mieszkań spadły o 6,8%, a płace nominalne wzrosły o 23,8%. A relacja pomiędzy średnią miesięczną płacą nominalną a średnią ceną metra mieszkania wzrosła z ok. 40% do ponad 65%. Niektórzy właśnie w tym upatrują przyczyn hossy nieruchomościowej, która później nastąpiła. Przez kolejnych 5 lat ceny mieszkań urosły aż o 66% wobec wzrostu płac tylko o 55%.

Aktualnie relacja pomiędzy ceną mieszkania i płacami jest o wiele mniej zachwiana, niż miało to miejsce w latach 2007–2009, i wynosi ok. 65%. Jest to „strefa komfortu”, w której dostępność mieszkań przy normalnych stopach procentowych byłaby duża. To istotnie zmniejsza ryzyko załamania cen mieszkań.

Jeśli chcesz wiedzieć, co czeka rynek nieruchomości, musisz umieć odpowiedzieć na pytanie, jak będą wyglądały wzrosty płac nominalnych w najbliższym okresie. Jest ryzyko, że przez kolejne miesiące płace nie będą nadążać za inflacją, aczkolwiek ta różnica raczej nie będzie duża.

A jakie ma to przełożenie na ceny mieszkań? Dziś, patrząc z perspektywy całej Polski, za średnią miesięczną pensję można kupić 65% z 1 m2 mieszkania na rynku wtórnym. Najdrożej było w 2007 r., gdy ten wskaźnik wynosił 39%, a najtaniej w I kwartale 2017 r., kiedy wskaźnik wzrósł do 73%. Był to też doskonały moment do zakupu mieszkania, ponieważ od tego momentu zaczął się gwałtowny wzrost cen mieszkań, wspomagany tanimi kredytami.

Zakładając hipotetycznie, że nominalne płace będą rosły szybciej niż ceny mieszkań i że różnica wynosi 4,5 pkt proc. na korzyść płacy (czyli np. płaca rośnie o 13,5% w skali roku, a cena mieszkania rośnie 9%), to za ok. sześć kwartałów będziemy mieli sytuację, kiedy to za przeciętną pensję będzie można kupić aż 70% z 1 m2 mieszkania.

To oznacza, że siła nabywcza Polaków wzrosłaby do rekordowego poziomu. Natomiast jeśli ceny mieszkań praktycznie zatrzymałyby się, to już w I kwartale 2023 r. mielibyśmy sytuację, gdy mieszkania stałyby się zbyt tanie w stosunku do zarobku potencjalnych kupujących.

Oba scenariusze pokazują, że stagnacja na rynku mieszkaniowym powinna zakończyć się już w przyszłym roku, lecz dokładny moment, w którym to nastąpi, będzie też w jakiejś mierze uzależniony od kosztu kredytu hipotecznego.

Nie oznacza to jednak wybuchu natychmiastowej hossy na cenach mieszkań, gdyż potrzebne jest dodatkowe wsparcie w postaci obniżki stóp procentowych i tym samym kosztów kredytu. W tym przypadku znaczenie będzie też miało to, co dzieje się w sferze psychologicznej, czyli w naszych głowach. Np. czy będziemy chcieli jechać na wakacje czy zaoszczędzić pieniądze na wkład własny przy zakupie mieszkania. Niestety jest to nie do przewidzenia.

Więcej: Własne mieszkanie prawem, towarem czy… luksusem? Nadchodzi kluczowy moment na rynku nieruchomości. Mamy do wyboru trzy drogi. Tylko która jest dobra?

zdjęcie tytułowe: Avi Waxman/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
47 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Stef
3 lat temu

Na materiałach budowlanych już jest bum np. Silikon kolorowy wzrósł z 39 na 59 zł, w kwietniu 2022 i już „spadł” na 49 zł.

jack
3 lat temu

Chyba większy sens mialoby porównanie wynagrodzenia do miesiecznej raty kredytu przy uśrednionych parametrach kwoty i okresu. Tutaj dynamiki będą zupełnie inne i na pewno się nie zmieszczą w żadnej wydumanej strefie komfortu.

Radek
3 lat temu

„Kryzys finansowy z lat 2008–2009 przyniósł gigantyczne zamieszanie na rynku nieruchomości. Wielu ma jeszcze w pamięci tamto załamanie” Nie załamanie, tylko oczekiwana korekta. Bańka pękła i jest to normalny mechanizm rynkowy. Gdy mocniejsza strona (deweloperzy) odkleja cenę od rzeczywistości (próg bólu konsumentów), to urealnienie cen musi nadejść. „Aktualnie relacja pomiędzy ceną mieszkania i płacami jest o wiele mniej zachwiana, niż miało to miejsce w latach 2007–2009” Skoro wystartowało mniej inwestycji, to chyba jednak cena jest bardziej zachwiana niż wtedy? „Jest to „strefa komfortu”, w której dostępność mieszkań przy normalnych stopach procentowych byłaby duża.” A normalne stopy procentowe to ile? Brzmi to jak normalne stopy to niskie stopy, a przecież nie chodzi o to,… Czytaj więcej »

Jan
3 lat temu
Reply to  Radek

A na masle, chlebie itp kuedy banka peknie? Mieszkania to nie tylko deweloperzy tylko setki innych podmiatow, gdzie kazdy chce zarobic. Ty tez chyba chodzisz do pracy za cash, czy u twojego szefa tez banieczka pekla i bedziesz teraz doginal for free?

Radek
3 lat temu
Reply to  Jan

Niepoważny komentarz.
Nie będę pracował za free. Jak rynek rósł to firma zatrudniała, jak rynek spadał to redukowała etaty, czyli zwalniała ludzi. Nikt za darmo nie robił, a to że ktoś chce zarobić to mało, musi być jeszcze ktoś kto chce i może za produkt/usługę zapłacić.

Krzysztof
3 lat temu
Reply to  Radek

Spoko, tylko tutaj tez trzeba byłoby padać kwoty bo podwyżka 30% z 1500 to jest 450zl z wynajmu w Katowicach a podwyżka płacy o 15% ze średniej 6000 to jest 900 zloty. Wiem podatki etc chciałem tylko dodać, ze nie ma co porównywać procentów. Tak jak ludzie myśleli, że podwyżka stóp o 1pkt procentowy podniesie im ratę o 1% w skali miesiąca. A jak wiadomo, tak sie nie stanie. Generalnie ten blog jest słaby jeżeli chodzi o przekazywana wiedzę ale pewnie dobrze zarabia dla prowadzącego.

Bohdan
3 lat temu
Reply to  Krzysztof

Tylko nie trzeba zapominać, że nie tylko wynajem mieszkań zdrożał, a i prawie wszystko, co człowiek musi kupić/opłacić. Z tej hipotetycznej 15% podwyżki nic nie zostanie.

Wojciech
3 lat temu

Wydaje mi się że developerzy wyciągnęli wnioski że spadków cen z 2008 roku i tym razem będzie korekta po stronie podażowej- będzie się po prostu mniej budowało byle tylko cena się nie zmieniła albo symbolicznie spadła….

3 lat temu
Reply to  Wojciech

Dokładnie tak jest. Deweloperzy kończą obecne projekty ale wstrzymują nowe. Niedługo może doprowadzić to do dużego wzrostu bezrobocia

Kasia
3 lat temu
Reply to  Wojciech

W 2008, kiedy zaczynały nieśmiało dochodzić do polski informacje o krachu na rynku nieruchomości w USA kilku krajowych developerów próbowało próbowało wprowadzić tą strategię. Trzymali, a niektórzy nawet podnosili ceny oraz mocno ograniczyli nowe inwestycje. Strategia działała mniej więcej do połowy 2009. Potem zaczęły się obniżki.

Karaluszek
3 lat temu
Reply to  Kasia

Ale wtedy materiały, robocizna i energia były tanie. Można było obniżać, a i tak zarobić. Teraz to jest już niemożliwe. Mówi się, żeby deweloperzy zeszli z marży. Przy tych cenach materiałów i całej reszty już marża będzie niższa. Także przestrzeni do spadków nie ma jakoś bardzo dużej, chociaż pewnie te parę procent jest. Ale to wszystko.

Mateusz
3 lat temu

Raczej czeka nas stagnacja w cenach przez kilka lat niż spadki. Za to za kilka lat zmasowany wystrzał cen, albo krach w scenariuszu zakończenia wojny i powrotów większość Ukraińców. Przecież gdyby nie oni co rok spada liczba osób mogąca zamieszkać w coraz większej liczbie budowanych mieszkań. Coraz więcej jest pustostanów po babciach i dziadkach …