4 października 2022

Czy ceny energii są nieuczciwie zawyżane? Mamy własny węgiel, a za prąd płacimy jak za zboże. Czy zniesienie obowiązku handlu prądem na giełdzie coś zmieni?

Czy ceny energii są nieuczciwie zawyżane? Mamy własny węgiel, a za prąd płacimy jak za zboże. Czy zniesienie obowiązku handlu prądem na giełdzie coś zmieni?

Wiele ostatnio mówi się o tym, że ceny energii są nieuczciwie zawyżane. Jak to możliwe, żeby ten sam prąd, z tego samego (z reguły polskiego) węgla, w ciągu roku podrożał kilka razy? Politycy partii rządzącej z tego powodu przegłosowali w Sejmie ograniczenie obowiązku handlowania energią na giełdzie. Kto i w jaki sposób ustala giełdową cenę energii? I czy mniejszy handel energią na giełdzie dobrze wpłynie na nasze rachunki za prąd?

Giełdowa cena energii jest istotnym parametrem dla wielu Polaków. Co prawda jej zmiana nie ma natychmiastowego przełożenia na wysokość opłat za zużycie prądu w domu, ale duża część przedsiębiorców ponosi koszty energii uzależnione od jej ceny rynkowej. A i na nasze rachunki prędzej czy później wpłynie droga energia.

Zobacz również:

Kto kupuje prąd po cenach rynkowych, a kto ma „rabat”?

W Polsce rynek energii dla odbiorców komercyjnych (w tym małych, średnich i dużych firm), jak i dla odbiorców instytucjonalnych (urzędy administracji oraz służba zdrowia) jest uwolniony. To oznacza, że sprzedawca prądu może kształtować ceny energii w zależności od tego, jaki jest na nią popyt (a on z kolei kształtuje cenę na giełdzie energii). Zadaniem odbiorcy jest szukanie na rynku najlepszej dla niego oferty sprzedaży prądu.

Nieco inna jest sytuacja w przypadku gospodarstw domowych – dwie trzecie z nich nadal kupuje energię w ramach taryfy zatwierdzanej przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE). Część gospodarstw domowych (ok. 5 mln) zdecydowała się jednak na zakup energii na wolnym rynku, często w ofertach łączonych z innymi usługami. Np. energia plus gaz albo prąd z serwisantem itp. Dla nich cena może być inna niż ta „urzędowa”.

Różnica między taryfą „urzędową” a pakietami oferowanymi przez firmy energetyczne nie powinna być zbyt duża, bo klienci szybko uciekliby do taryfy zatwierdzanej przez URE. Choć oczywiście zdarza się, że w podpisanych na dłuższy czas (np. dwa lata) umowach są schowane np. bardzo wysokie opłaty handlowe. Z kolei taryfa „urzędowa” jest zwykle kompromisem pomiędzy tym, co chciałyby firmy, a tym, na co zgodzi się URE.

Zarówno dla URE, jak i dla firm kupujących energię po cenach rynkowych punktem odniesienia jest kurs kształtowany na Towarowej Giełdzie Energii (TGE). Handluje się tam zarówno energią z dostawą nazajutrz, jak również kontraktami terminowymi pozwalającymi kupić prąd z dostawą za kilka kwartałów. Jeśli na giełdzie energia drożeje, to prędzej czy później znajdzie to odzwierciedlenie w tym, co płacą za prąd firmy i ludzie (choć nie zawsze w skali 1:1).

Czytaj: Ile prądu zużywają urządzenia, które masz w domu? Czy masz szansę zmieścić się w limicie 2000 kWh rocznie? Czy opłaca się zmienić taryfę?

Politycy znoszą obowiązek handlu prądem na giełdzie. Czy dzięki temu energia potanieje?

Co ważne, firmom energetycznym od 2019 r. nie wolno było sprzedawać i kupować energii bez ograniczeń poza giełdą – choć ustawodawca przewidział wiele wyłączeń od tej zasady, co powodowało, że handel około połową wytworzonej energii odbywa się dziś poza rynkiem giełdowym. Obligo giełdowe funkcjonowało od 2010 r., w początkowym okresie wynosiło 30% (i także z wyłączeniami).

Co do zasady, producent powinien kierować wytworzony prąd na rynek. A firma, która go dostarcza odbiorcom – nawet jeśli należy do tego samego właściciela – powinna go kupić na giełdzie. Nie można więc – nie licząc przewidzianych w regulacjach wyjątków – przyjść bezpośrednio do elektrowni i dogadać się na zakup tańszego prądu po „prywatnej” cenie.

Teraz to ma się zmienić, bo Sejm przegłosował zmianę polegającą na likwidacji tzw. obligo giełdowego. Co to może oznaczać? Rząd przewiduje, że ten ruch spowoduje znaczący spadek cen (bo stron nie będzie już wiązać cena giełdowa), ale odbiorcy są pełni obaw i wątpliwości.

Z jednej strony zniesienie obowiązku handlowania energią poprzez giełdę spowoduje spadek obrotów na parkiecie TGE. A to może oznaczać, że cena giełdowa będzie oparta na mniejszej liczbie i wartości transakcji, a więc może być bardziej wahliwa, niestabilna. Z drugiej strony może być tak, że mniejsze podmioty będą miały gorszą pozycję negocjacyjną w relacjach handlowych z wytwórcami, gdy ustalanie cen będzie się odbywało poza giełdą.

Czy w związku z tym energia będzie tańsza? Nie jest to pewne, ponieważ trudno sobie wyobrazić, żeby jakaś firma energetyczna sprzedawała energię dużym odbiorcom po cenach niższych niż giełdowe, skoro na giełdzie może ją sprzedać „po kursie dnia”. Poza tym jest też pytanie co teraz będzie punktem odniesienia dla cen kontraktów terminowych (skoro w Polsce będzie się handlować prądem poza giełdą). Oby nie stała się nim cena energii w Niemczech, czy w Skandynawii, bo tam jest drożej niż w Polsce.

Po ile będzie prąd w przyszłym roku? Oni już to wiedzą

Niezależnie od tego, czy obligo giełdowe zostanie oficjalnie zniesione czy też nie, dla dużej części rynku punktem odniesienia pozostaną ceny na Towarowej Giełdzie Energii. Skąd one się biorą?

Jednym z ważniejszych instrumentów na hurtowym rynku terminowym jest BASE Y-23 (popularny kontrakt roczny z dostawą na 2023 r.). Jego cena wzrosła w drugim kwartale 2022 r. trzykrotnie, do poziomu ok. 993,08 zł za MWh, licząc w stosunku do analogicznego kontraktu (tj. BASE Y-22) kupowanego w drugim kwartale 2021 r.

W sierpniu 2022 r. średnia cena kontraktu BASE Y-23 wyniosła już 1790,07 zł za MWh. Dla porównania: przeciętne polskie gospodarstwo domowe zużywa 2,5 MWh prądu rocznie (a na rachunkach oprócz samego zużycia energii są jeszcze opłaty stałe, które stanowią mniej więcej jedną trzecią łącznej kwoty do zapłaty).

Firmy energetyczne tłumaczą, że wzrost cen wynika z kryzysu paliwowego w związku z inwazją Rosji na Ukrainę, polityki nakładania sankcji na Rosję, a także wysokich poziomów cen uprawnień do emisji CO2. Ceny giełdowe poszły w górę tak bardzo, że w pierwszym półroczu 2022 r. na giełdzie kupiono tylko 34 260 360 MWh energii w ramach kontraktu BASE Y-23 (rok temu w ramach kontraktacji BASE Y-22 zawarto transakcje opiewające łącznie na 45 140 280 MWh). W całym 2021 r. wszystkie obroty na TGE wynosiły 225 mln MWh.

Odbiorcy komercyjni nie chcą kontraktować prądu na przyszłość po bardzo wysokich cenach, bo liczą na to, że jeśli poczekają, będzie taniej. Na razie rzeczywiście bardziej opłaca się kupować energię last minute. Średnia cena energii elektrycznej na tzw. rynku spot (z dostawą nazajutrz) w drugim kwartale 2022 r. była wyższa ponad dwa razy niż rok wcześniej. W sierpniu br. doszła do 1390 zł za MWh.

Ale takie czekanie z zakupami do ostatniej chwili może być ryzykowne. Cena energii z dostawą natychmiastową zależy np. od ubytków mocy (czyli wyłączania bloków energetycznych z powodu awarii) w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) oraz przewagi eksportu nad importem energii z krajów sąsiadujących. Z drugiej strony cena energii last minute może spadać w wietrzne dni, gdy dużo prądu generują elektrownie wiatrowe.

Mamy tani węgiel. Dlaczego mamy drogi prąd?

W Polsce prąd powinien być tańszy niż w innych krajach. W pierwszym półroczu 2022 r. aż 75% energii elektrycznej w Polsce zostało wyprodukowane z węgla, z czego 48,4% z węgla kamiennego. Reszta „paliwa” to węgiel brunatny, który w całości pochodzi z polskich kopalń. Węgla brunatnego nie transportuje się na duże odległości, jego kopalnie zawsze są blisko elektrowni, można powiedzieć, że jest to paliwo lokalne.

Węgiel kamienny transportuje się na duże odległości, istnieje duży, międzynarodowy rynek tego surowca, ale polskie elektrownie spalają przeważnie węgiel kamienny z polskich kopalń, który obecnie jest dużo tańszy niż ceny na rynku międzynarodowym. Zwłaszcza że polskie elektrownie kupują go z kopalń po cenach z kontraktów długoterminowych, czyli taniej niż wynosi cena giełdowa węgla kamiennego na świecie.

Skoro mamy własny węgiel, to skąd takie wzrosty cen energii? Jedna z przyczyn to wzrosty cen CO2 (wytwórcy prądu muszą kupować uprawnienia do zanieczyszczania powietrza na europejskiej giełdzie), a druga to fakt, że polski rynek energii jest częścią europejskiego rynku. Polska posiada połączenia energetyczne ze wszystkimi lądowymi sąsiadami z UE, a więc z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą, a także ze Szwecją.

Oznacza to, że zgodnie z obowiązującymi przepisami podmioty zagraniczne mogą kupować energię w Polsce, a polskie – za granicą. Transakcje te limitowane są dostępnymi przesyłowymi zdolnościami transgranicznymi, a kierunek transakcji uzależniony jest od występujących w danych obszarach cen. Np. import taniej energii może obniżać ceny w Polsce.

Generalnie jednak ten mechanizm wyrównuje ceny. Gdy w jednym kraju są one niższe, pojawiają się klienci z zagranicy i cena idzie w górę. Gdy cena w danym kraju jest niższa od średniej europejskiej, popyt przenosi się tam, gdzie jest taniej.

W obecnej sytuacji jednak, przy niskiej produkcji energii przez elektrownie jądrowe (albo są remontowane – jak we Francji – albo zamykane – jak w Niemczech) i nieszczególnie wysokim „uzysku” energii z OZE (w tym przede wszystkim najtańszych elektrowni wodnych), ceny w większości krajów są wyznaczane przez bardzo drogą energię z gazu. I ta „drożyzna” przepływa między rynkami w ramach transgranicznego handlu prądem.

W czasie kryzysu energetycznego ważna jest ostatnia, najdroższa megawatogodzina. Bo giełdowa cena energii zwykle ustalana jest w odniesieniu do kosztów jej wytworzenia przez najdroższego wytwórcę, na którego energię w danym momencie jest popyt. Każda oszczędność energii może więc spowodować ponadprzeciętny spadek ceny rynkowej.

Będą maksymalne ceny na energię? Czy to może się udać?

Wrzesień przyniósł spadki cen energii na giełdach, a najbliższe tygodnie pokażą, czy to tylko chwilowe zakłócenie w trendzie wzrostowym, czy też dłuższa ulga dla nabywców energii.

Ostatnie dni przynoszą z kolejnych państw UE informacje o rządowych interwencjach na rynkach energii. Są to np. dopłaty do rachunków za energię (w Polsce mają z nich skorzystać np. firmy energochłonne) lub zamrożenie cen energii w 2023 r. (w Polsce ma to dotyczyć odbiorców indywidualnych o rocznym zużyciu nieprzekraczającym 2000 kWh). Ceny energii stały się sprawą jak najbardziej polityczną, nikt nie będzie chciał przez nie przegrać kolejnych wyborów, stąd należy oczekiwać mechanizmów ograniczających te wzrosty.

Scenariusze na przyszłość? W perspektywie krótkoterminowej prawdopodobnie czeka nas ustabilizowanie cen energii – ceny uprawnień do emisji CO2 w sierpniu sięgnęły 99 euro za tonę, ale od tamtego czasu wyraźnie potaniały (do ok. 80 euro za tonę). Wątpliwe jednak, żeby ceny uprawnień do emisji  powróciły do poziomów sprzed obecnego kryzysu (20-25 euro za tonę).

Unia Europejska rozważa wprowadzenie cen maksymalnych na energię. Nie wiadomo jednak, jak to miałoby wyglądać. Niestety na wolnym rynku takie regulacje zwykle kończą się źle – jeśli cena poszukiwanego dobra jest regulowana, to się go nie wytwarza i pojawia się deficyt. Cena jest uregulowana, ale towaru brakuje.

Być może chodzi o to, żeby utrącić Władimirowi Putinowi możliwość windowania cen gazu poprzez zmniejszanie jego dostaw. Skoro na giełdzie jego cena będzie „zablokowana” administracyjnie, to już nie będzie miało znaczenia, czy Putin odkręca czy przykręca kurek. Tak czy owak – ewentualne wprowadzenie maksymalnej ceny na gaz będzie ryzykownym eksperymentem.

———————–

W artykułach poświęconych cenom energii korzystamy z danych dostarczanych przez Polski Komitet Energii Elektrycznej, Partnera energetycznego blogu „Subiektywnie o Finansach”

zdjęcie tytułowe: Andrey Metelev/Unsplash

 

Subscribe
Powiadom o
58 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
SirAdi
3 miesięcy temu

Należy podkreślić wagę kosztów zakupu uprawnień do emisji CO2 w cenie energii, bo nawet połowa hurtowej ceny energii wynika z parapodatku ETS. Biuro Maklerskie Banku Pekao SA szacuje, że gdyby w ogóle znieść obowiązek zakupu praw do emisji CO2, obniżyłoby to koszty produkcji energii elektrycznej z węgla nawet trzykrotnie – z 534 zł MWh do 165 zł za MWh. Trzykrotnie!

Platnik500
3 miesięcy temu
Reply to  SirAdi

Nie siej propagandy i nie kopiuj bilboardów PiS.
Koszt produkcji to ok 30-40% ceny detalicznej i opłata za prawa do emisji CO2 mało wpływa na cenę detaliczna (jest to tylko kilka procent ceny detalicznej).

„gdyby w ogóle znieść obowiązek zakupu praw do emisji CO2, obniżyłoby to koszty produkcji energii elektrycznej z węgla nawet trzykrotnie – z 534 zł MWh do 165 zł za MWh”
BUAAHAHAHAHHAHAHAHA

Z artykułu jasno wynika, że my teraz płacimy za to, że inni kupują od nas drożej.

Łukasz
3 miesięcy temu
Reply to  Platnik500

Cóż. U mnie na rachunku jest czarne na białym że koszt emisji to mniej więcej połowa ceny rachunku. Chyba że oszukują na rachunku. Z 400 parę zł za MWh ponad 200 zł to koszt emisji CO2

Waldek
3 miesięcy temu
Reply to  SirAdi

To chyba pisał sir Adrian z pałacu…

Michał
3 miesięcy temu
Reply to  SirAdi

Firma płaci za emitowanie CO2 i komu to robi? Rządowi 😉
Więc w przypadku zniesienia ich, polskie elektrownie produkowały by węgiel w cenie 165zł/MWh i sprzedawały za 1650MWh (lub więcej 😉 )

Laszlo Kret
3 miesięcy temu

1) Jaka idea stała za wprowadzeniem obowiązku sprzedaży prądu na giełdzie?

2) Dlaczego obecny kryzys wpływa na ceny uprawnień do emisji CO2?

SirAdi
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Autorowi pytania chodzi zapewne o to, że w ciągu kilku miesięcy koszty uprawnień do emisji gwałtownie urosły o 300%, z 30 do 90 euro za tonę. Z jakiego powodu?

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

(…) A jak Putin przykręca gaz, to rośnie popyt na inną energię.(…)
Nie może Pan napisać wprost, że chodzi o węgiel?

Wojtek
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To jest pożywka dla spekuły i sabotażu na rzecz DE

Laszlo Kret
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Chodzi o ten fragment:

ceny uprawnień do emisji CO2 w sierpniu sięgnęły 99 euro za tonę, ale od tamtego czasu wyraźnie potaniały (do ok. 80 euro za tonę). Wątpliwe jednak, żeby rynkowe ceny energii powróciły do poziomów sprzed obecnego kryzysu (20-25 euro za tonę).

Nie rozumiem dlaczego wojna na Ukrainie wpływa na koszt uprawnień do emisji CO2 w Europie.

Grzegorz
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Popyt na energię czy popyt na źródła energii? Bo chyba, więcej energii niż rok czy dwa lata temu nie potrzebujemy w Europie?

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Toyota zamyka fabrykę w Sank Petersburgu z powodu nie wojny (chociaż to jest przyczyna, która wypchnęła akurat tą na przód kolejki) tylko braku elektroniki montowanej do montowanej do samochodów… zatem nadal mamy gospodarkę pandemiczną, a do tego osuwamy się w wojenną… już brakuje omen nomen CO2, choćby do produkcji piwa Carlsberga.

Grzegorz
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Niestety tutaj się nie zgodzę. 2020 upłynął pod znakiem paniki i chaosu związanego z Covid-19. Nikt w tym roku, ani w 2021 nie podjął decyzji o drastycznym ograniczeniu źródeł energii. Jeśli popyt po gorszym roku 2021 wzrósł, to z pewnością nie przekracza o wiele ten z roku 2019. W dwa lata wiele się nie stało (z tego co mi wiadomo). Cała zabawa z cenami wynika z chorego systemu giełdowego bazującego na panice i opiniach „ekspertów” wróżących z fusów. Owszem, olbrzymie źródło rosyjskie pozostaje na cenzurowanym. Rolą Państwa powinno być w takim przypadku zapobieganie spekulacji i ogarnięcie paniki (energia nie jest… Czytaj więcej »

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Grzegorz

(…)Rolą Państwa powinno być w takim przypadku zapobieganie spekulacji i ogarnięcie paniki (energia nie jest tym samym co iPhone czy złote gałki do szuflad).(…) Rolą Państwa jest opanowanie kryzysu wszelkimi sposobami… jeśli trzeba militarnymi. Bo co z tego, że wszystko wskazuje na to, że za parę tygodni dotrze do granic z Rosją… i co wtedy? Dążenia do bezwarunkowej kapitulacji albo bałkanizacji Syberii? Bałkanizacja Syberii będzie na tej zasadzie, że tamtejsze ludy ogłoszą, że same były ciemiężone, a zatem nie poczuwają się do reparacji, a zatem wszystko spadnie na europejski ogryzek, który będzie to musiał spłacać przez okresy archeologiiczne… ergo reparacje… Czytaj więcej »

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Laszlo Kret

(…)Nie rozumiem dlaczego wojna na Ukrainie wpływa na koszt uprawnień do emisji CO2 w Europie.(…)
Rosja i Ukraina to spore rynki… gdzieś ten kapitał musiał się podziać… choćby bez logiki.

Uważny Czytelnik
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

@Laszlo Kret: bardzo dobre pytanie w pkt 2.
@Maciej Samcik:
Cytat:
W perspektywie krótkoterminowej prawdopodobnie czeka nas ustabilizowanie cen energii – ceny uprawnień do emisji CO2 w sierpniu sięgnęły 99 euro za tonę, ale od tamtego czasu wyraźnie potaniały (do ok. 80 euro za tonę). Wątpliwe jednak, żeby rynkowe ceny energii powróciły do poziomów sprzed obecnego kryzysu (20-25 euro za tonę).”
Napisał Pan, że „wątpliwe jest żeby rynkowe ceny energii powróciły do poziomów sprzed obecnego kryzysu (20-25 euro za tonę).”
Energia w tonach? Chyba chodziło Panu o cenę uprawnień do emisji CO2? Jeśli tak to co obecny kryzys ma do cen uprawnień do emisji CO2?

Wojtek
3 miesięcy temu

Plus nemeczki środkowy palec i masz tu dla naszych czyli DE ino 200 mld jewro w imię sprawiedliwości. Obudźta się!

jsc
3 miesięcy temu

(…)Mamy tani węgiel. Dlaczego mamy drogi prąd?(…)Ehh… a Francja ma reaktory…

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Dziwne… a kiedyś leciały slogany, że prąd z atomu jest tak tani, że nie warto go liczyć…

stef
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Bo urynkowienie ceny prądu to błąd szczególnie w krajach takich jak Francja, Szwecja, Norwegia, w których koszt wytworzenia jest praktycznie stały.

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  stef

Szwecja i Norwegia tak… ale Francja? Gdzie znajdzie frajera, który będzie im dawał prąd za pół darmo?

jsc
3 miesięcy temu

(…)Być może chodzi o to, żeby utrącić Władimirowi Putinowi możliwość windowania cen gazu poprzez zmniejszanie jego dostaw. Skoro na giełdzie jego cena będzie „zablokowana” administracyjnie, to już nie będzie miało znaczenia, czy Putin odkręca czy przykręca kurek.(…)
Żeby to zadziałało to jeszcze trzeba bedzie (…)utrącić(…) jeszcze sojuszników… z USA i Norwegią na czele. Oczywiście USA chce cen maxymalnych, ale tylko dla Rosji.

Maciej
3 miesięcy temu

„przeciętne polskie gospodarstwo domowe zużywa 2,5 MWh prądu rocznie”

„w pierwszym półroczu 2022 r. na giełdzie kupiono tylko 3911 MW energii w ramach kontraktu BASE Y-23 (rok temu w ramach kontraktacji BASE Y-22 zawarto transakcje opiewające łącznie na 5153 MW)”

Czy w dobrych jednostkach podany jest obrót na giełdzie?

Na pewno nie chodzi o MW (moc) tylko MWH (energia), ale czy rząd wielkości jest dobry?

5153 MW z tego zdania oznacza energię dla 2061 mieszkań: strasznie mała by to była giełda.

Liczby mówią jak jest, słowa to już wyciąganie wniosków z liczb, i te wnioski każdy powinien sobie móc sprawdzić.

Bartek
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Wszystko się zgadzało 1MW kontraktu rocznego oznacza 1MWh w każdej godzinie roku, czyli 24*365=8760 MWh łącznie. 3911 MW * 8760 MWh/h = 34260360 MWh.

Mario
3 miesięcy temu

„Generalnie jednak ten mechanizm wyrównuje ceny. Gdy w jednym kraju są one niższe, pojawiają się klienci z zagranicy i cena idzie w górę. Gdy cena w danym kraju jest niższa od średniej europejskiej, popyt przenosi się tam, gdzie jest taniej.”

I tu jest właśnie clou problemu. Mechanizm został zaprojektowany w ten sposób aby ceny energii w ramach UE były mniej więcej zbliżone. Podobnie jest zresztą na rynku paliw. Tylko czy dla nas korzystna jest sytuacja gdy nasze ceny energii są sztucznie „podciągane” pod ceny niemieckie lub szwedzkie?

Last edited 3 miesięcy temu by Mario
Mario
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Zapewne tak jest, jednak oderwanie rynkowych cen energii od rzeczywistych kosztów produkcji, zależnych przecież od wykorzystywanego paliwa lub technologii (OZE), plus dopuszczenie do rynku spekulantów prowadzi niestety do patologii z którą mamy do czynienia obecnie.

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)Nie jest korzystna(…)
Czyżby? Więcej kasy trafia do tzw. majątku narodowego, a tu narzekanie?

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)Nie jest korzystna(…)
Czyżby? Więcej kasy trafia do tzw. majątku narodowego, a tu narzekanie? Może i słuszne… ale zainteresowałbym się bardziej, gdzie ona trafia!!!

Mario
3 miesięcy temu
Reply to  jsc

Ale tę „większą kasę” to kto wykłada? Pan, Pani, ta firma, tamten szpital, ta szkoła itd. Trafia to do budżetu z którego następnie finansowane są różne tarcze i dopłaty. Chory system…

Last edited 3 miesięcy temu by Mario
jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Mario

No włąśnie… mówiłem, że trzeba kierować frustracje na to, gdzie ta kasa trafia. A że chory system… to muszę się zgodzić.

stef
3 miesięcy temu

Tymczasem kopalnie sprzedają węgiel wg cen z wieloletnich kontraktów, natomiast koncerny sprzedają prąd po rekordowych cenach. Wymarzona pozycja monopolisty. Koszty miec stałe a przychody rekordowe/rynkowe.

Tomasz
3 miesięcy temu

Cena prądu na giełdzie jest zależna od prądu z najdroższego nośnika czyli gazu (no i ten nieszczęsny CO2). Jest to kompletnie nierynkowy i jak widać szkodliwy mechanizm, który powstał żeby promować wiatraki, panele i gaz który ma je ubezpieczać. Jeżeli PRAWDZIWY koszt wytworzenia energii z węgla to u nas góra 20% ceny prądu , a samorządy i firmy maja zobaczyć podwyżki 1000% to jaką cenę zapłaci gospodarka i ludzie? To powinno być natychmiast zmienione, politycy powinni siedzieć po nocach, a TV to rzetelnie przedstawiać. Tymczasem wymyślają jakieś półśrodki, a to pułap cen gazu, a to podatek i redystrybucja. Unia ukręciła… Czytaj więcej »

Łukasz
3 miesięcy temu

Uprawnienia do emisji CO2 to jest po prostu jakaś kpina żart. To se wymyślili

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Gdyby na giełdę niedopuszczono spekulantów to Credit Swiss miałby kursy jak ta lala…

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)I co z tego?(…)
Wtedy byśmy mieli komunizm… ale czy on byłgy gorszy od systemu, który uważa, że spekulanci na jednym rynku są OK, a na innym to już zło wcielone… nie wiem.

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Niby tak… ale kto wtedy decyduje, że waluciarze są OK czy nie? Prezes partii rządzącej?

A jeśli zapadnie, że nie są OK… to jak odciąć spekulantów bez zabijania rynku indywidualnego?

Last edited 3 miesięcy temu by jsc
jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Hę… turyści odwiedzający zagranicę nie mają żadnego kieszonkowego?

Marcin
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Znaczy duże firmy nie mają prawa poczynić wieloletnich planów inwestycyjnych? Chciałby Pan trzymać je do ostatniej chwili w niepewności, ile będą musiały wydać na CO2 (albo czy opłaca się zainwestować w bardziej ekologiczne technologie?) spekulacja jest dobra, upłynnia rynek, urealnia ceny i sprzyja planowaniu w dłuższej perspektywie. Pana pomysły antyspekulacyjne to komunistyczny dyletantyzm ekonomiczny, prowadzący, mimo że być może w dobrej wierze, do tego co mieliśmy przed 89 rokiem. Na każdym rynku.

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Może kolega miał na myśli tą kategorię spekuacji co się ją zwie arbitrażem?

Marcin
3 miesięcy temu
Reply to  jsc

Nie, kolega odróżnia arbitraż od spekulacji.

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Marcin

A czym niby się różnią?

jsc
3 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Zapominasz, że od wachań na CO2 są dużo grożniejsze wachania na walutach…

Marcin
3 miesięcy temu
Reply to  jsc

Przed którymi też się można zabezpieczyć kupując futures i opcje od tych przebrzydłych spekulantów.. chyba że proletariusze ze wszystkich partii połączą się i zablokują tę możliwość…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!