5 grudnia 2019

Im więcej chodzisz, tym więcej… zarobisz. Tak działa Boomerun, czyli aplikacja, która „płaci” za kroki. Ile się trzeba nachodzić, żeby do czegoś dojść?

Im więcej chodzisz, tym więcej… zarobisz. Tak działa Boomerun, czyli aplikacja, która „płaci” za kroki. Ile się trzeba nachodzić, żeby do czegoś dojść?

Im więcej kroków dziennie zrobisz, tym więcej… zarobisz. Różne rzeczy w XXI wieku są przedmiotem zbierania punktów lojalnościowych – a twórcy aplikacji Boomerun przekonują, że mogą nimi być również przemierzone na piechotę metry, czyli po prostu zdrowy styl życia. Tylko kto miałby chcieć nam za to płacić? I ile się trzeba nachodzić, żeby do czegoś dojść?

Przyzwyczailiśmy się już, że punkty lojalnościowe zbieramy za zakupy. Swoje programy zachęcające do lojalności mają poszczególne sieci sklepów, ale coraz więcej programów działa multibrandowo. Im więcej sklepów jest danym programie, tym łatwiej zbierać punkty i tym większy jest wybór nagród, a to z kolei przyciąga użytkowników. Przykładem tego typu aplikacji jest Goodie.

Zobacz również:

Poza multibrandowością nowym trendem jest nagradzanie użytkowników nie tylko za wydawanie pieniędzy wprost, ale też np. za pożądane zachowania, które też mogą mieć wymierną wartość. Weźmy polisę telematyczną, której cena jest uzależniona od stylu jazdy kierowcy. Bezpieczny kierowca płaci mniej, bo jego zachowanie przekłada się na mniejsze ryzyko firmy ubezpieczeniowej.

Czytaj też: Polisa telematyczna, czyli Yu! chętnie ubezpieczy cię tanio, bo byłeś grzeczny na drodze

Takim pożądanym zachowaniem może być np. zdrowy tryb życia. W USA są już firmy ubezpieczeniowe, które – wspólnie z pracodawcami – rozdają ludziom za darmo specjalne opaski monitorujące funkcje życiowe. Pracownik, który prowadzi się zdrowo, ma tańsze ubezpieczenie grupowe. Są już polisy zdrowotne, w których składki zależą od tego, ile czasu w skali tygodnia klient przeznaczy na aktywność fizyczną.

Czytaj też: Dadzą ci za darmo opaskę, która zmierzy ci ciśnienie oraz sprawdzi ile się ruszałeś

Czytaj też: Jak technologie zmienią nasze życie? „Cyfrowe” zdrowie, edukacja, urzędy, praca… Nie gonimy Niemców, tylko… Estonię

Czytaj też: Ile powinien kosztować alkohol, by wyrównać straty, które wynikają z jego nadużywania?

Ile się trzeba nachodzić, żeby do czegoś dojść? Liczymy!

Na podobnej zasadzie działa aplikacja Boomerun, która co prawda działa już od czerwca tego roku – do tej pory pozyskała 1.000 użytkowników – ale teraz wchodzi w fazę intensywnnej walki o pozyskanie jak największej liczby fanów.

Sposób jej działania jest prosty, jak drut. Apka „podpina” się (za zgodą użytkownika) do aplikacji zdrowotnej działającej w smartfonie (zarówno iOS, jak i Android mają je domyślnie zainstalowane w każdym sprzedawanym urządzeniu), mierzy liczbę kroków użytkownika, przelicza je na punkty, a punkty z kolei na nagrody.

Każde 100 kroków to 1 punkt. A za punkty można dostać przykładowo: 50 zł na abonament Netfliksa (5.000 pkt.), 50 zł do wydania w sklepie z grami mobilnymi Google Play (5.000 pkt.), bon o wartości 100 zł do wykorzystania w sklepach Douglas (10.000 pkt.) i tak dalej, i tak dalej. Generalnie przelicznik jest taki, że za 100 pkt. dostaje się złotówkę na zakupy. Za mniejszą liczbę punktów (500-1000) można dostać zniżki na koszulkę, masaż, czy na usługi trenera personalnego.

Najcenniejsza nagroda to iPhone 11 Pro, którego wartość „wyceniono” na 120.000 pkt., czyli na jakieś 12 milionów kroków. Aby na niego „zasłużyć” trzeba na piechotę przemierzyć 12.000 km. Wykonalne, ale raczej nie z dnia na dzień. W czasie wakacji zdarzało mi się dziennie zrobić 15-18 km., ale tak na codzień jest to góra 2-3 km. Niecałe piętnaście lat chodzenia w umiarkowanym tempie i smartfon będzie mój ;-).

Przelicznik lojalnościowy jest więc mniej więcej taki sam, jak wszędzie – niedawno liczyliśmy ile się trzeba nakupować, żeby przeżyć odlot. I też wyszło, że niezbędne są dwa-trzy lata kupowania.   A mniej cenne nagrody? 100 zł na zakupy do Douglasa można dostać w prezencie za przejście miliona kroków, co w umiarkowanym tempie da się zrobić w ciągu roku, a przechodząc dziennie 5 km – już w pół roku.

Jakiś czas temu testowałem – nie powiem, to było miłe – największy w Polsce hotelowy program lojalnościowy, sprawdzając, ile się trzeba najeździć, żeby sobie za darmo odpocząć. Przelicznik wyszedł taki, że realna zniżka dla lojalnego klienta wynosi 2-3%.

Trzeba się więc sporo nachodzić, żeby do czegoś dojść. Każde 10 kilometrów przemierzone „z buta” (bądź przebiegnięte, wtedy licznik nabija kroki nieco szybciej) to złotówka do wypłaty w nagrodach. A kto jest w stanie te pieniądze zapłacić?

Na razie nagrody są finansowane z budżetu marketingowego aplikacji, ale docelowo mają je fundować marki i sklepy, które wejdą do partnerstwa, uzyskując tym samym dostęp do grupy usportowionych użytkowników aplikacji. To powinna być atrakcyjna baza klientów dla sieci sklepów sportowych, producentów sprzętu sportowego, napojów izotonicznych, firm turystycznych… Twórcy aplikacji liczą, że za trzy lata będzie z niej korzystało 3 mln ludzi.

Co można dostać za spacerowanie? Trzy pomysły na Boomerun

Jeśli ludzie zaakceptują taką „zabawę”, to pomysłów na rozwój aplikacji jest co najmniej kilka. Oprócz wpuszczenia zewnętrznych partnerów w postaci sieci handlowych mogą to być dwie inne formuły działania. Pierwsza z nich to oferowanie specjalnie skalibrowanych ubezpieczeń (osoby aktywne i praktykujące codziennie sport generują mniejsze ryzyko niektórych chorób, co może rzutować na wysokość składki np. na ubezpieczenia zdrowotne).

Druga droga to współpraca z pracodawcami, którzy też mogą oferować dodatkowe bonusy swoim najbardziej aktywnym fizycznie pracownikom. Punkty zebrane w Boomerun mogłyby być np. zamieniane na jakieś bonusy finansowane z zakładowego funduszu pracowniczego.Twórcy Boomerun chwalą się, że mają już partnerstwo z jednym z liderów na rynku dostawców systemów motywacyjnych dla pracowników.

W dalszej perspektywie możliwe byłyby np. partnerstwa z włodarzami miast – np. punkty zebrane w aplikacji mogłyby być wymieniane na zniżki do teatru, darmowe korzystanie z miejskich rowerów, czy na ulgowe bilety komunikacji miejskiej (jako dodatkowa zachęta, by wysiąść z samochodu i poruszać się siłą własnych mięśni)

A szkoły? Dlaczego by nie spróbować połączyć aplikację z Librusem, czyli najpopularniejszym w Polsce elektronicznym dziennikiem używanym przez uczniów, nauczycieli i rodziców. Rodzice mogliby wyznaczać swoim dzieciom cele związane z aktywnością ruchową i potem wynagradzać ich realizację punktami.

Dobry pomysł dla biegaczy. A dla pozostałych?

Wszystko pięknie, ale te pomysły – na współpracę z sieciami handlowymi i sieciami sklepów sportowych, z ubezpieczycielami oraz z pracodawcami – mają szansę powodzenia tylko wtedy, gdy aplikacja będzie popularna i gdy będą korzystały z niej dziesiątki, setki tysięcy ludzi.

Czy to się uda w kraju, w którym świadomość zdrowego stylu życia dopiero się rodzi? I czy bonusy – oferowane na początek z budżetu samej aplikacji – będą na tyle atrakcyjne, że ludzie masowo będą ściągać są na swoje smartfony? Czy będziemy chcieli poświęcić pamięć smartfona na aplikację, która „zapłaci” ledwie złotówkę za 10 km przemierzone „z buta”?

Mam wątpliwości, choć przecież są na świecie podobne aplikacje i jakoś nie bankrutują. Na Węgrzech na podobnej zasadzie działa aplikacja Cherry Go, zaś w Wielkiej Brytanii – Vitality (ta jest ściśle związana z biznesem ubezpieczeniowym). Poza tym już samo dotarcie do grona kilkuset tysięcy osób trenujących bieganie może być sposobem na sukces.

Czytaj też: Robisz brzuszki, robisz pompki, a oni ci za to płacą. Taka polisa!

Na korzyść Boomerun na pewno działa to, że rejestracja w aplikacji jest ultrałatwa – trzeba tylko podać adres e-mail, imię, wiek oraz zgodzić się na regulamin i politykę prywatności oraz na integrację z oprogramowaniem „zdrowotnym” w smartfonie. Aplikacja integruje się też z Endomondo, a wkrótce będzie też zaciągała dane z urządzeń lub aplikacji Garmin i Strava.

Od razu zaświtała mi w głowie myśl, że to jest płacenie za śledzenie, bo aplikacja może przecież uzyskać wiedzę o mojej lokalizacji – o tym, gdzie chodzę lub biegam i kiedy. Ale twórcy Boomerun zapewniają, że apka nie korzysta z geolokalizacji, tylko z mechanizmów znajdujących się w smartfonach. Z kolei warunki prywatności i regulamin zapewniają, że żadne dane o klientach nie będą sprzedawane na zewnątrz.

Boomerun: oby (nie) skończył, jak Payback

Największym zagrożeniem dla tej aplikacji, jakie widzę na pierwszy rzut oka, jest… obojętność. Jest kilka takich programów lojalnościowych, które nie są w stanie mnie podniecić, ani do niczego zmotywować. Jednym z nich jest np. Payback, w którym przeliczniki punktowe są bazowo tak marne, że punkty zbieram niejako przy okazji, ale nie są one dla mnie ani motywacją do okazania lojalności konkretnej sieci handlowej, ani nie zmienią żadnych moich nawyków. Choć znam ludzi, którzy z Paybacka potrafią wycisnąć siódme poty ;-).

Boomerun być może pozyska dużą liczbę użytkowników, bo jest za darmo, a wejście na pokład jest ultrałatwe. Jeśli jednak ci użytkownicy będą traktowali aplikację mniej więcej tak, jak traktuje się apkę z progozą pogody (jest, bo jest, ale żeby budziła jakieś emocje, to nie powiem), zarobienie pieniędzy na „komercjalizacji” użytkowników może być trudniejsze, niż się wydaje w teorii. Przyznacie, że 1 zł za 10 km to nie jest perspektywa, która rzuca na kolana w takim stopniu, jak 500+, czy trzynasta emerytura ;-).

Ale z drugiej strony Boomerun to nie Revolut, nie kosztował fortuny. Fundusz inwestycyjny Rubicon Partners (jako lider finansujący), państwowa agencja PARP, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz fundusz Spinaker w sumie włożyły w ten interes ok. 2 mln zł (i pewnie włoży jeszcze trochę grosza), ale być może wystarczy pozyskać 10.000-20.000 użytkowników, by podjąć próbę zarobienia na nich jakichś pieniędzy. A gdyby miał ich tylu, co ma Payback, nawet takich „obojętnych” jak ja, to ho ho ;-).

zdjęcie: Pixabay

 

Subscribe
Powiadom o
29 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysztof A.
9 miesięcy temu

Tłumaczę z korporacyjnego na polski: „Sprzedaj nam użytkowniku swoje dane dotyczące zdrowia, które w razie wycieku lub sprzedaży będą warte grube pieniądze, a my rzucimy Ci z tego jakiś ochłap – i tak się zgodzisz bo przecież ubieramy to w płaszczyk dbałości o społeczeństwo”.

Krzysztof A.
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jeżeli zbiera dane zgodnie z deklaracją – mało było przypadków kiedy okazało się to nieprawdą? 🙂

Krzysztof A.
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jeśli chodzi o kradzież danych – jestem pesymistą, bo jeszcze nie jest to tak społecznie piętnowane jak inne rodzaje kradzieży ze względu na niską świadomość społeczną o istnieniu takiej możliwości oraz długofalowych konsekwencji jej zaistnienia 😉 Ale rozumiem i szanuję inne założenia.

Ppp
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Krzysztof ma rację. Jak istnieje znaczące prawdopodobieństwo, to nie trzeba liczyć, czy to jest 0,01%, czy 1% – sam fakt wystarczy, by nie wchodzić.
Tym bardziej, że ten program po prostu nie ma sensu, co Pan właściwie sam stwierdził, choć nie wprost. 1zł za 10km – o ile ktoś nie trenuje chodu sportowego, to skubnięcie jakiejkolwiek znaczącej sumy potrwa LATAMI! Zatem, zamiast kupować smartfona, lepiej kupić obligacje skarbowe – zysk większy, a mniej cudowania.
Pozdrawiam.

adam
9 miesięcy temu
Reply to  Ppp

ale jeśli ktoś tak jak ja i tak przejeżdża około 20 km dziennie na rowerze (cały rok) – a za 1 km na rowerze liczone jest 5 pkt – a oprócz tego ma pracę nie-siedzącą to 200 pkt. dziennie bez trudu nabije…..a wtedy w miesiącu przynajmniej 4000 pkt. przytula……w rok prawie 50 000 pkt….. a i tak chodzę i i tak jeżdżę na rowerze, ta aplikacja nie ma sensu dla kogoś kto od rana do wieczora porusza się samochodem, ktoś taki bez motywacji „zdrowotnej” nie będzie chciał zmieniać swojego życia za kilka złotych

Alfred
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ale zbiera dane o naszych trasach, nawykach, gdzie robimy zakupy, ile czasu na nie przeznaczamy – bo przecież nie wyłączymy aplikacji przed wejściem do sklepu? A nawet jeśli wyłączymy przed a włączymy po to i tak będą wiedzieć że tyle czasu tam spędziliśmy.
Aplikacja to wszystko widzi.
Jeśli codziennie chodzisz na spacer ta samą trasą to znaczy że jesteś regularny, itp. już jest wskaźnik że będzie mniej problemów przy spłacie pożyczki bądź zakupów na raty. itp. itd.
Czy to jest warte tych 20 zł miesięcznie?

Anna
9 miesięcy temu

Ponieważ korzystając z rozmaitych udogodnień XX i XXI wieku – nawet w tej chwili z jednego z urządzeń korzystam 😉 – naszą skórę sprzedaliśmy już tyle razy,że kolejny to już niczego nie zmieni i to pomimo coraz nowych regulacji i naszych niezgód na rozmaite praktyki.Wobec tego sprawy bezpieczeństwa idą na bok a zostaje czysty przelicznik warto-nie warto,opłaca się – nie opłaca.Bodaj i en passant… Uważam,że absolutnie nie warto,bo się nie opłaca i to nie tylko dreptaczom pospolitym z natury ale i regularnie,bo dla zdrowia,uprawiającym marsze „z kijkami” czyli nordic walking.Przeliczając załamałam się na połowie miliona kroków i dalej już nie… Czytaj więcej »

Marcin
9 miesięcy temu

Informacja o tej aplikacji przeleciala dzis przez fora biegowe. Ja na Iphone bede chodzil/biegal/jezdzil na rowerze 15-18 mieisecy, a znam takich ktorzy „zarobia” go w niecaly rok. Zobaczymy….

Krzysztof
9 miesięcy temu
Reply to  Marcin

IPhone jest dostępny do końca maja 2020, raczej nie nabiegasz 33km dzień w dzień przez 180 dni…

paweł
9 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Tylko, że oferta na iPhone ważna jest do końca mają przyszłego roku, więc trudno będzie go komukolwiek zdobyć.

anonymous
9 miesięcy temu

Czyli wystarczy uruchomić emulator kroków pamiętając żeby nie chodzić w kółko całą dobę oraz nie biegać z prędkością 50km/h żeby fraudów nie wykryli i co miesiąc wystawiamy nowego ajfona na allegro.

Regnard
9 miesięcy temu

Hm. Od 2014 E-ndo pokazuje mi z grubsza 2500 km w kategoriach „wędrówka”, „bieganie” i „chodzenie”. Zakładając że 1 krok = 1 metr (oczywiście nie jest tak ale zakładam że dłuższe przy bieganiu kompensują krótsze przy chodzeniu) mamy 2.5 mln kroków. 25 000 punktów. 250 PLN. Czyli prowadząc „średnio+” aktywny tryb życia udałoby się wykręcić około 50 PLN rocznie. Fakt faktem zupełnie przy okazji. Ale jak słusznie zauważają przedpiścy nie za darmo: za własne dane. Świetne są swoją drogą te przeliczniki – nic tylko skoczyć po iPhone do Irkucka i z powrotem, ale to i tak się nie opłaci: po… Czytaj więcej »

Michal
9 miesięcy temu

Coś mi z przeliczniki nie pasują. Aplikacja płaci za kroki czy dystans? Mój krok to prawie 80cm mojej żony niecałe 65 (ot prawie 0,5 m roznicy wzrostu).
Krokomierz w smarfonie kalibrowany jest właśnie wzrostem tak wiec nie ma standardowego przelicznika 1 krok = 1m = 0,01gr

Krzysztof
9 miesięcy temu
Reply to  Michal

Przeliczniki: 1 punkt = 100 kroków, dodatkowo 1 punkt za przebiegnięte 100m lub przespacerowane 200m.

Przy wymianie na bony stawka jak wyżej, przy wymianie na nagrody rzeczowe jest 4x lepiej – tylko nowi użytkownicy na pewno nie zdążą zebrać punktów na te nagrody. Oferty mają termin ważności, w pół roku nie nabiegasz 6000 km na iPhone…

Jacek
9 miesięcy temu

Czy bieganie na nartach też wchodzi w grę? Sezon wkrótce. Czy krokomierz w tel to „widzi” ?

9 miesięcy temu

Wstępnie zapowiada się ciekawie, choć faktycznie trochę słaby przelicznik. Ale przetestować, i poruszać się zawsze warto! 🙂

Karol
9 miesięcy temu

testuje apkę – LIPA – krokomierz w komórce i na opasce naręcznej pokazały ok. 8500 kroków, a BOOMERUN 4 350.

Don Q.
9 miesięcy temu
Reply to  Karol

Jednej nogi nie policzyli? 😉

Tadek
9 miesięcy temu

Polecam wpisać nazwisko prezesa w Google. Ten pan obecnie oferuje iPhone za chodzenie a swego czasu oferował BMW za przegranie kasy na Forex. Sprawa skończyła się w sądzie, bo zwycięzca nagrody nie otrzymał. Także zbierajcie punkciki a nagrody raczej nigdy nie zobaczycie. Zwykły SCAM.

Adam
9 miesięcy temu
Reply to  Tadek

Tym bardziej, że przeliczniki punktów na nagrody ewidentnie sugerują, że to scam. O ile w bonach na Allegro etc jeszcze się to trzyma kupy (100 pkt = 1 PLN), o tyle nagrody rzeczowe są prawdopodobnie tylko na zachętę, a jak już uzbieramy to otrzymamy info o wyczerpanej puli. Np. Garmin Fenix 6 – 60000 punktów czyli 600 zł. Ten sprzęt kosztuje ponad 2k. iPhone 120000 punktów – 1200 zł gdy rynkowa cena to ponad 5k.

9 miesięcy temu

ew. zysk pojedynczego uczestnika jest minimalny.
Co innego by było, gdybyśmy zmienili założenia i małe kroczki wielu ludzi składałyby się na duży krok dla jednej, potrzebującej osoby?
Zbieramy aktualnie fundusze na operację dla mojego małego przyjaciela i chętnie wydreptałbym te kilkanaście złotych dla niego. Taki wkład „by the way”.
https://www.siepomaga.pl/tymek-jankowski

paweł
8 miesięcy temu

Ha ha ha. Przepraszam, że się śmieję, ale właśnie dostałem informację, że wszystkie kupony na fenixa 6 skończyły się. Naprawdę? Ile osób było w stanie w ciągu niewiele ponad miesiąc wybiegać ponad 60000 punktów? 6 mln kroków. Aplikacja naliczała mi około 20 pkt za kilometr. Czyli musiałbym przebiec prawie 3000 km miesiąc. 100km dziennie. Naprawdę komuś się to udało? Zakładam, że więcej, niż jednej osobie. Chyba, że mieli tylko jeden zegarek. Albo żadnego. Jakaś ściema.

Rafał
8 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Aplikacja działa od września 2018 roku.

Marcin
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Wszystkie sensowne rzeczy (typu bon na allegro czy decathlon) ważne od 1 lutego już o 9 rano tegoż 1 lutego zostały wykupione. Albo ich w ogóle nie było… Jak dla mnie pachnie ściemą…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu